Polish Afrikaans Albanian Arabic Armenian Belarusian Bulgarian Czech Danish Dutch English Estonian Filipino Finnish French Galician Georgian German Greek Hungarian Irish Italian Lithuanian Norwegian Portuguese Russian Slovak Slovenian Spanish Swedish Ukrainian

Nasi sponsorzy

Blog o CMS Joomla i tworzeniu stron internetowych

LINKI NASZYCH DOBROCZYŃCÓW

DOMY MIESZKANIA NIERUCHOMOŚCI HOTELE WCZASY PENSJONATY REKREACJA  USŁUGI MOTORYZACYJNE CZĘŚCI AKCESORIA SKLEPY INTERNETOWE MEDYCYNA ZDROWIE LEKARZE KOSMETYKI SALONY USŁUGI BUDOWLANE I RÓŻNE ŚRODKI CZYSZCZĄCE CHEMIA ODPADY SKUP ZŁOMU   

 

                                                                                                                                              

   

                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                


Reklama

Nasi autorzy

Wierzycie w ciężką pracę czy w szczęście?

 

Dziś po raz kolejny doszłam do wniosku, zobaczyłam na własne oczy, odczułam na własnej skórze, że ciężka praca przynosi efekty i nie wierzę, że można powiedzieć Ona miała szczęście, Po prostu jej się udało. Macie czasami poczucie, że daliście z siebie wszystko i dzięki temu coś osiągnęliście i żyliście w przekonaniu, że to Wasz wysiłek Was tam zaprowadził, a nie szczęśliwy los? Czasami też zastanawiam się, gdzie jest ta granica pracy, a szczęścia. Poza tym, że zapewne w każdej pracy jest trochę szczęścia, a w szczęściu ułamki pracy. Trochę to skomplikowane i nieeee filozoficzne.

 

Tego wieczoru ten temat jest mi dosyć bliski, ponieważ czuję, że to co robię ma sens i widać tego skutki zewnętrzne.

Chciałabym też poznawać Wasze opinie na postawione przeze mnie pytanie :) Bardzo mnie ciekawi i nurtuje jak inni do tego podchodzę. Może dowiem się, coś co nawet nie przyszło mi do głowy.

 

Nocnym i refleksyjnym akcentem życzę Wam kolorowych i szczęśliwych snów :)

Ostatnio pojawiła się nowa polonistka na zastępstwo w naszej szkole. Będzie nas uczyć pół roku.  Zaczyna się nieźle.

Druga lekcja, sposoby oceniania i inne pierdólki omówione, zaczyna się lekcja. O Kapuścińskim. Przepraszam że go tutaj nie zacytuję, ale wspomniał on w jednym ze swoich reportażów o nacjonaliźmie.

 

Tak bezczelnej zaczepki nie zniosę. Prywata do ulubionych, jedynych komentatorów 

Jak zapewne wszyscy wiemy (no chyba że przez ostatnie kilka lat ktoś bawił się w pustelnika) że niedługo nadchodzi EURO 2012! Tak, już niedługo! Tylko czy jest to nam potrzebne? Czy będziemy na nie przygotowani? Czy nasz rząd będzie potrafił dokonać wszelki modenizacji w naszym kraju, aby można było dojechac do staionów? No i przede wszystkim co będzie z naszą drużyną? Wygra? Odpadnie po 1. rundzie?

No ale po kolei, a zacznijmy od drużyny. Większosć pewnie wie, że jesteśmy w grupie z Grecją, Rosją (ja bym ich nie wpuszczał) i Czechami. Pomijając to że podobno dla naszej reprezentacji każda grupa jest grupą śmierci, a nasza wymarzona grupa to Grenlandia, Nibylandia i dzieci Bulerbyn to nie jest aż tak źle. Fajnie by było chociaż wyjść z grupy.

Teraz przygotowanie. Na samą myśl chce się śmiać. Obecnie nasza sieć autostrad wygląda bardzo ubogo. Chociaż p. Tusk zapowiedział że zostanie ona rozbudowana, to już teraz wiadomo, że nawet połowy planowanych autostrad nie powstaną. Przynajmniej narodowy skończyli na czas. Chociaż i z tym były problemy.

Najgorsze jest to że jak coś nie wypali, to nie będzie na kogo winy zwalić. Chociaż nasz premier w tym zakresie jest bardzo zdolny.

 

Od jakiegoś czasu jestem na „nie” jeżeli chodzi o postanowienia noworoczne, bo zawsze miałam do nich słomiany zapał. Ta sama teoria sprawdzała się także u moich znajomych. W tym roku wraz z moim przyjacielem postanowiliśmy przerwać tę złą passę i ustaliliśmy, że w tym roku będziemy przekraczać swoje granice. Naukowe, zawodowe, społeczne, moralne, towarzyskie. Uważam, że jedno, dość mocne i konkretne postanowienie jest więcej warte niż lista małych rzeczy, które niby na pewno się wykona. Skupiamy się tylko na tej jednej, z pozoru małej rzeczy i z całej siły dążymy do swojego celu. Co ja rozumiem przez przekraczanie granic i jak to widzę? Przede wszystkim uważam, że warto ciągnąć za sobą duży bagaż doświadczeń z, którego można w każdej chwili skorzystać. Robienie rzeczy na, które nigdy nie mieliśmy odwagi punktuje wśród naszych doświadczeń, czy przygód. Uważam także, że młodość to taki czas, kiedy społeczeństwo jest w stanie nam wybaczyć różne wyskoki. Korzystanie z tego przywileju owocuje w marzenia senne. Osobiście nigdy nie byłam na balu karnawałowym, nigdy nie miałam robionych aktów, nigdy bym się nie odważyła jeździć na snowboardzie, ani pojechać na obóz z gromadą osób, których kompletnie nie znam, a którzy są wśród siebie dość zgrani, nigdy bym się nie odważyła pracować w biurze matrymonialnym jako psychografolog. Obecnie po kolei realizuję każdą wyżej wymienioną rzecz i kompletuję kolejne wygórowane cele. Także te zawodowe. Zmienia to także punkt widzenia i nastawienie. Jedna pozytywna myśl rodzi kolejną i powstaje twardy system wartości. Osobiście polecam i zachęcam do pokonywania samego siebie. Podobno podnoszenie kwalifikacji jest owocne. Na pewno nie tak bardzo jak samoświadomość i poczucie spełnienia. Jestem na „tak”!

Ostatnie komentarze

Jak myślisz ?

Jesteś u spowiedzi /to taka czynność przy konfesjonale/ na pytanie księdza ; pijesz? – odpowiadasz: