Materiały nie wyrażają poglądów redakcji. Różnorodność celowa. Oceny i wnioski pozostawiamy Czytelnikom.
 

Migawki archiwum losowo - najnowsze poniżej

Nowa potęga morska. Chiny

Kilka miesięcy temu pierwszy chiński lotniskowiec Liao ning osiągnął gotowość bojową, a z początkiem roku 2017 rozpoczął pływanie operacyjne.

Więcej…
Banda „Blondyna” idzie w zaparte

Banda czarnoskórego „Blondyna”  zgwałciła Polkę i  skatowała jej towarzysza. Banda to: jedyny dorosły Guerlain Butungu, pseudo „Blondyn”, i  trzech nastolatków w wieku 15, 16 i 17 lat. Jak twierdzi policja, działają brutalniej niż znani opinii publicznej groźni, dużo starsi przestępcy. Ich narodowości to  kolejno: Kongijczyk, dwaj Marokańczycy i Nigeryjczyk. Teraz są  już w  areszcie.

Więcej…
Od dziś żyjemy na ekologiczny kredyt. W 212 dni zużyliśmy zasoby naturalne, które powinny starczyć na rok

Tylko 212 dni zajęło nam w tym roku wykorzystanie zasobów Ziemi, które z założenia powinny wystarczyć na cały rok. 1 sierpnia jest w tym roku światowym Dniem Długu Ekologicznego, czyli punktem, od którego zaczynamy żyć na ekologiczny kredyt. Granica ta cały czas się przesuwa. 30 lat temu roczny budżet planety przekraczaliśmy w połowie października. By zadbać o planetę, wystarczy niewiele: oszczędzać energię i wodę, zamienić samochód na rower czy wybierać żywność z ekologicznym certyfikatem. Jeśli nie zmienimy stylu życia, może nas czekać katastrofa – ostrzegają ekolodzy.

– Dzień Długu Ekologicznego to moment, w którym zaczynamy konsumować na kredyt, czyli do tego momentu zużyliśmy zasoby, które w ciągu roku natura jest w stanie wytworzyć, i zaczynamy konsumować to, co powinno pozostać dla kolejnych pokoleń.

 

Więcej…
Małgorzata Rozenek: Mój nowy program będzie hardkorem. Dla mnie to przygoda życia

To będzie petarda – zapowiada prezenterka, która zaczęła kręcić zdjęcia do nowego programu TVN. Podkreśla, że format ten stanowi dla niej ogromne wyzwanie. Nie zna bowiem żadnych kolejnych zadań, jakie postawią przed nią producenci. Bywa zaskoczona wiarą, jaką pokładają w nią twórcy programu.

Więcej…
Awantura o Adelajdę

Wokół zakupu używanych fregat typu Adelaide z Australii zrobiła się wielka awantura. Każdy ma  swoje racje, choć sprawa nie jest prosta. Moim skromnym zdaniem takie wielkie okręty są na Bałtyku mało przydatne, ale jestem też w  stanie zrozumieć argumenty różnych ośrodków decyzyjnych. Zacznijmy od  samych okrętów.

Są to oceaniczne jednostki zoptymalizowane do walki z okrętami podwodnymi. Mają też rakiety przeciwlotnicze i przeciwokrętowe, a także jedno działo średniego kalibru i  szybkostrzelne działko przeciwlotnicze. Dokładnie tego typu fregaty otrzymaliśmy w  2004  r. od USA i używamy ich do dziś, choć mają one po 38 lat. Dwa okręty australijskie, o których zakup stara się głównie pan prezydent, zostały zbudowane na licencji w australijskich stoczniach i weszły do służby w 1992 r. i 1993 r., mają więc ledwie 26 i 25 lat. W dodatku są przez Australię zmodernizowane i  mają większe możliwości bojowe.

 

Więcej…
A A A

Michał Ogórek

  • Aby na Święta poczuć się bardziej uduchowionym, szukałem inspiracji w  prasie kościelnej i religijnej, ale – od razu przyznam – z marnym skutkiem. Okazuje się, że jest to ostatnie miejsce, gdzie moż- na oderwać się od przyziemnych spraw, a nawet agitacji politycznej. Ich czytanie można więc raczej uznać za  pokutę. W  dniu zmiany premiera z Szydło na Morawieckiego organ katolicki Nasz Dziennik na pierwszej stronie opublikował wezwanie: „Murem za Szydło!”. Byłem pewien, że  to  pomyłka i że zgodnie ze stanem faktycznym tytuł powinien brzmieć „Szydło za murem”,

     

  • Kraj zamarł w  oczekiwaniu, co  może zrobić Antoni Macierewicz. Wygląda na to, że wszyscy staliśmy się jego zakładnikami. Publiczność podzieliła się na takich, którzy się go boją, oraz takich, którzy mówią, że się go nie boją. Ale nie jest to taki prosty podział: pośród tych, którzy się go boją, niektórzy są z tego zadowoleni. A pośród tych, którzy się go nie boją, są i tacy, którzy mają o to do niego pretensje. Wśród jednych i drugich przeważają tacy, którzy uważają, że Macierewicz jest od tego, aby się go bać, i niepokoją się, że teraz nie będzie kogo.

     

  • Czy mam Państwu relacjonować okładki pism, czy dalsze strony? Bo to są zupełnie sprzeczne sprawy. W ostatnim numerze wSieci na okładce czytamy o wynikach badań opinii publicznej: „skręcone sondaże”. A w środku: „większość fachowców od sondaży twierdzi, że prawie każdy w dużym stopniu odpowiada rzeczywistości, że nie został przekręcony”.

  • Gazety są jak oddziały szturmowe: to, co wyczytać można ze  środka gazety, nie jest tak ważne, jak to, co można zobaczyć na froncie. Tygodnik Sieci Prawdy daje na okładkę Tuska w brunatnej koszuli – takiej, jaką noszą nacjonaliści wszystkich krajów – z dwoma rozjuszonymi psami trzymanymi na smyczy. Wymowa fotomontażu nie jest jasna: czyżby chodziło o ocieplenie wizerunku Tuska w oczach czytelników i autorów pisma, mających wiele sympatii do narodowców i wcale się z tym niekryjących w tym samym zresztą numerze?

     

  • Tygodnik Do  Rzeczy pociesza posłów PiS, że nie pójdą do więzienia. Strach wśród nich musi być duży, skoro wymaga to publicznego uspokajania; wiadomo, że nagłe i nieoczekiwane zapewnienie: „Nic wam nie grozi” dopiero może napędzić strachu. Tym bardziej że bezkarność posłom PiS za  nieprzestrzeganie przez nich konstytucji ma im zapewniać... ta konstytucja. Wiadomo, w jakim mają ją poważaniu. Do Rzeczy dostarcza posłom alibi w postaci artykułu 105:

    „Poseł nie może być pociągnięty do odpowiedzialności za swoją działalność wchodzącą w zakres sprawowania mandatu poselskiego ani w czasie jego trwania, ani po jego wygaśnięciu”. Tak mówi jednak tylko konstytucja niezłamana. Kompletowanie przez posłów argumentów za tym, że nie można ich zamknąć do więzienia, świadczy o tym, że nie mają tej pewności nawet dziś, a  co  dopiero „po  wygaśnięciu” ich gwiazd na  politycznym firmamencie. Jak wiadomo z astronomii, z gasnącej gwiazdy robi się czerwony karzeł (to chyba z SLD), a z PO – to raczej prędzej czarny. Naginając przepisy prawa i zamieniając wymiar sprawiedliwości w partyjny folwark, rządzący zakładają teraz kajdanki na  rękę opozycji. Tyle że po swym odejściu dadzą te kajdanki jej do ręki. Potem nowa władza będzie decydować, kogo nimi przykuje.

     

  • Rysujące się przed ludźmi perspektywy są właściwie oszałamiające: będą żyli coraz dłużej i będą pobierali coraz więcej zasiłków. Jak wyczytaliśmy w Newsweeku, w 2030 roku po raz pierwszy w historii ludzkości przeciętna mieszkanka Korei Południowej przekroczy wiek 90 lat i pożyje do tego jeszcze 8 miesięcy.

  • Poczynię nikogo nieobchodzące wyznanie: nigdy nie zagłosowałem na prezydenta Komorowskiego. Ale wcale nie dlatego, że wybieram prezydenta Dudę. Od prezydentów w ogóle wolę zwierzęta. Komorowski jako myśliwy, który nie potrafi się pohamować przed strzelaniem do zwierząt, naraził się wszystkim, którzy uważają zabijanie dla rozrywki za barbarzyństwo. Ale inni – prawdziwi – myśliwi i tak nie chcieli z nim pojechać na łów. Z radością udawał się na polowania, na których był raczej celem. Trudno nie zobaczyć w nim jelenia.

  • Kobiety w  Ameryce obaliły potentata filmowego z Hollywood. I u nas – choć nikogo z grubsza do niego podobnego nawet nie znalazły – nabrały poczucia, że mają w tym swój udział. Czerpią stąd poczucie siły i satysfakcji – nawet jeśli są one trochę zapożyczone. Kiedy jednak współczesne, wyzwolone kobiety wykrzykują na manifestacjach coś o macicach, staroświeccy politycy ślinią je po rękach, co one odczuwają jako rodzaj oplucia, czym w zasadzie ten staropolski zwyczaj – jak się tak zastanowić – jest. Widać, że już na tym wstępnym etapie, przy powitaniu, porozumienia nie ma.

     

  • Podobno rządzą teraz „zwykli Polacy”. W  ustach premier Szydło to  rodzaj najwyższego uznania. Po  angielsku to „ordinary”, czyli można zrozumieć, że rządzą Polacy ordynarni, z czym prędzej można się zgodzić. Premier Szydło ma szansę zostać istotnie zwykłym człowiekiem i to już wkrótce. Polityczna bomba odpalona przez tygodnik Sieci Prawdy mówi o tym, że 11 listopada zostanie ona zastąpiona na stanowisku przez prawdziwego Jarosława Kaczyńskiego, a jej samej nic się na razie nie zaproponuje; najwyżej ześle się ją do Parlamentu Europejskiego do Brukseli.

  • Dziwna i pokrętna jest natura poparcia PiS-u: im więcej działaczy stamtąd wywalą, tym bardziej sympatia dla nich rośnie. Poparcie zwyżkuje im od tego, że się kogoś pozbędą. Od razu wszyscy odetchnęli, kiedy Mateusz Morawiecki zastąpił Beatę Szydło, która się wszystkim bardzo podobała jako premier, ale wyrzucenie jej z tej funkcji spodobało się jeszcze bardziej i chyba od tego momentu nie ma już wątpliwości, czy politycznie bardziej opłaca się takiego działacza trzymać, czy wyrzucać. Wyrzucenie jest tym, co publiczność ceni sobie najbardziej, a partia dostaje za to same premie. Teraz – po jednoczesnym pozbyciu się takich ulubieńców publiczności jak Macierewicz, Szyszko czy Radziwiłł – poparcie dla PiS-u pewnie poszybuje.

     

  • Plany Prawa i Sprawiedliwości stają się coraz bardziej pokrzyżowane. Z krzyżem niby PiSowi bardzo po drodze, ale chyba nie w tym przypadku, bo może to być ich krzyż na drogę. Realizacja hasła „a  na  drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści” może pozostać na papierze (bezdrzewnym) z powodu coraz dotkliwszego braku drzew.

  • Tygodnik Wprost podaje, że  według uczonych Australijskiego Centrum Badań nad Seksem najlepszą porą na seks jest godzina 23. W Australii. Czyli u nas coś pierwsza w południe. Masz babo placek. Wszyscy będą się zwalniać z pracy, aby wykorzystać tę najlepszą porę? Tłumaczyłoby to liczbę romansów w pracy, szybkich numerków w porze lunchu; wszystko dlatego, że mamy niedostosowaną do seksu porę biologiczną. Rozpad więzi rodzinnych bierze się stąd, że kiedy człowiek się znajdzie w domu, to mu ochota przechodzi. Zupełnie inaczej w Australii, choć tam też nie za dobrze, bo jest dla odmiany wielu singli i oni z kolei o 23 wracają do pustego domu. Widać wyraźnie, że  seks nie umie się wpasować do współczesnych ram czasowych. Polskie badania mówią, że mężczyzna myśli o seksie regularnie i mechanicznie co dziesięć minut, zupełnie niezależnie od tego, co akurat wówczas robi, i nawet niezależnie od tego, czy widzi akurat jakąś kobietę.

     

  • Nieśmiertelna fraza komentatora wyścigu kolarskiego „cudowne dziecko dwóch pedałów” – pomijając nie do zaakceptowania dziś terminologię – okazała się w jakiś sposób prorocza. Coraz więcej dzieci wychowuje się w rodzinach nazywanych z angielska patchworkowymi, czyli składających się z kilku wymieniających się ojców, kilku matek i ich dzieci pochodzących z różnych konfiguracji; czasem są same matki lub ojcowie.

     

  • Kraj przeżuwa klęskę na  mundialu na  różne sposoby. W ramach stałego zaklinania rzeczywistości propaganda rządowa już prawie wmówiła chociaż sobie, że to była nasza wygrana. Tak też wygląda okładka Sieci, na której widnieje wielkie zapewnienie: „Polska umie wygrywać” – z wykrzyknikiem. To dlaczego tego nie robi? – chciałoby się zapytać.

    Hasło nie jest rojeniem samej redakcji, ale zostało wzięte z wywiadu, jakiego udzielił jej premier Mora itd. „Sukcesu nie było, to prawda” – przyznaje mimochodem i jest to jedno z prawdziwszych zdań w tej wypowiedzi, o ile nie jedyne. Potem bowiem jest tak: „Ale uważam, że mamy do czynienia z powolnym odradzaniem się polskiej piłki nożnej, tak jak powolnie odradza się polska myśl państwowa, solidarnościowa po zapaści lat 90. i 2000”. Skoro ta myśl odradza się tak, jak gra na meczu z Kolumbią, to każdy widzi, że lotna nie jest: nie tylko głową, ale nawet nogą nikt tam nie jest w stanie ruszyć.

     

  • Prasa odnotowuje wyjątkowy wysyp grzybów. Ustalono, że poprzednie grzybne lata wypadły w roku 2006 i 2007. Czy to może być przypadek, że zawsze za rządów PiS? Jest to jakiś fenomen biologiczny, że  PiS rozwija się jak grzyby. Zbieżności okazuje się więcej. Ze zdziwieniem uświadomiłem sobie, że – przy pozornie nieograniczonym zasobie – mamy w Polsce zaledwie 10 grzybów; tzn. rodzajów do zbierania. PiS też robi wrażenie jakiejś niewyczerpanej oferty, ale jak przychodzi do konkretów, to jest to borowik z obstawy albo jakaś gąska.

  • Polacy nie przestają szukać sobie alternatywnych świątyń. Po zamknięciu im galerii handlowych w niedziele przenoszą się do siłowni. Kluby fitness mają już 3 miliony członków w całym kraju i coraz bardziej przypominają kościół, gdzie czci się wygląd, a  rządzi bóg muskuł. Świętym obrazem jest lustro. No i tak jak do kościoła: „40 procent chodzi na siłownię, aby się pokazać”. Tygodnik Wprost poświęca tej naszej nowej żarliwej wierze w  swoje ciało okładkę.

     

  • To, czy ktoś w  życiu wypłynął najlepiej, można poznać po tym, czy na nie wpływa. Tygodnik Wprost właśnie ułożył listę najbardziej „wpływowych” Polaków i jeśli myślą Państwo, że znają tego najbardziej wpływowego w ciemno, to się Państwo mylą. Na pierwszym miejscu jest bowiem prezydent Duda, a dopiero za nim Jarosław Kaczyński. Najbardziej zdziwiony swą wpływowością jest pewnie sam Duda. Na jego miejscu już bym się zaczął nią martwić i nie schodził z tronu, nie tylko w sensie „z sedesu”, ale ani na chwilę nie wypuszczał z rąk żadnych insygniów władzy.

  • Jak ja  obiecywałem sobie, że nie będzie ani słowa o polityce! Jak by  to  było pięknie, gdyby chociaż na  wakacjach zajmować się samymi przyjemnymi stronami życia. Wszystko było na dobrej drodze, kiedy we Wprost znalazłem raport o tym, jak polepszyło się w życiu psom i kotom. Chyba nawet bardziej niż ludziom. Dwa miliardy złotych rocznie wydajemy na samą karmę dla zwierząt. Żywią się za to nie tylko psy i koty, ale i pytony, o których dowiedzieliśmy się ostatnio, bo jeden uciekł.

    Ten to przynajmniej nie będzie obciążał dłużej kieszeni właścicieli, bo sam sobie złapie coś do jedzenia, może zresztą właśnie ich samych, jak się spotkają. Psy i koty załapały się na postęp cywilizacyjny „na krzywy ryj”: są ubocznymi beneficjantami rozwoju gospodarczego. Kiedyś karmiące się wyłącznie odpadkami po człowieku i jako takie trzymane w domu czy raczej tolerowane koło domu – obecnie stały się już odrębnym odłamem aktywnych konsumentów.

     

CoalaWeb Social Links

Opublikuj: