Materiały nie wyrażają poglądów redakcji. Różnorodność celowa. Oceny i wnioski pozostawiamy Czytelnikom.
 

Migawki archiwum losowo - najnowsze poniżej

Zagrać u Vegi, tylko po co?

Ile można zrobić dla roli? Schudnąć kilkadziesiąt kilogramów. Przytyć. Zgolić na łyso głowę. To wszystko już było. Aktorzy w Hollywood takie metamorfozy – choć imponujące – od lat traktują jak „oczywistą oczywistość”. Żeby w ogóle znaleźć się w obsadzie jakiegoś filmu, cią- gle chodzą na castingi. Pewnie niektórzy korzystają z jakichś znajomości. Kilka, może kilkanaście gwiazd –  nigdzie nie chodzi. To  do  nich przychodzą reżyserzy i  proszą, by stali się częścią ich filmowego przedsięwzięcia. Stara towarzyska zasada mówi, że na bankiecie nie rozmawiamy o interesach.

 

Więcej…
Artur Szpilka: Dla mojej partnerki nie ma co robić żadnych niespodzianek. Było już tyle okazji, gdzie chciałem coś wymyślić na Walentynki i zawsze jej się to nie podobało

Bokser podkreśla, że nie planuje dla partnerki żadnej niespodzianki z okazji Walentynek, bo trudno mu trafić w jej gust. Kilkukrotne próby boksera okazywały się porażką, dlatego teraz wybór pozostawia ukochanej. Jego zdaniem, w związku z niemal 7-letnim stażem trudno czymkolwiek zaskoczyć drugą osobę.

 

Więcej…
OECD mówi nie dochodowi podstawowemu

Idea Bezwarunkowego Dochodu Podstawowego zadomowiła się już w świadomości zachodnich polityków. Jednak ciągle brak chętnych, aby ją wdrożyć w życie. Tymczasem, póki trwają eksperymenty, Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) wydała miażdżący dla BDP raport. Przedstawiciele najbogatszych krajów twierdzą wprost, że nie stać nas na dochód podstawowy. Szkoda, że dla uwiarygodnienia swojej tezy przemilczają fakty, straszą ubóstwem i rosnącymi podatkami.

Więcej…
Koniec i początek

O odejściu Putina, Rosji, Europie i świecie Strajk.eu rozmawia z Fiodorem Łukianowem, redaktorem naczelnym czasopisma „Russia in Global Affairs”,

Więcej…
Ponure oblicze legendy
Do pisania niniejszego wspomnienia siadłem w przededniu kolejnej rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego z 1944 roku.

Moje o nim myślenie ukształtowały środowiska: w jakim się urodziłem, gdzie wzrastałem i kształciłem. Moją rodzinę charakteryzował pragmatyzm pochodzenia, ze strony matki rosyjskiego, bardziej pruskiego, po przodkach ojca. Po 1945 r. edukowali mnie wiekiem pochodzący jeszcze z XIX w. nauczyciele.

 

Więcej…
A A A

Angora na salonach

  • „Ta historia nadaje się na scenariusz filmowy” – zdarza nam się stwierdzić, gdy życie zaskakuje nieoczekiwanymi zwrotami akcji. Najlepsze historie pisze bowiem los, historie niekiedy tak nieprawdopodobne, że oglądając je na ekranie, śmialibyśmy się z bujnej wyobraźni scenarzysty. Kiedy film robi Władysław Pasikowski (59 l.), wiadomo, że będzie sensacyjnie, a bohaterowie to nie żadne tam ciepłe kluchy, tylko twardziele z krwi i kości. Tym razem reżyser, któremu polskie kino zawdzięcza kultowe (można użyć tego słowa bez cienia przesady) „Psy”, bierze się do  opowieści opartej na  faktach.

     

  • Dla starszego pokolenia były symbolem przemiany ustrojowej, która dokonała się w naszym kraju. Dla małolatów są  czymś tak oczywistym jak powietrze. Centra handlowe, nazywane szumnie galeriami, bo całkowicie zastąpiły nam przybytki sztuki i – zamiast nich –  stały się celem codziennych, masowych pielgrzymek. Dla celebrytów to także doskonałe miejsce zarobku niemałych pieniędzy.

  • Ludziom można wmówić wszystko. Trochę znajomości psychologii, nieco marketingowych sztuczek – i piękne panie oraz panowie dają się prowadzić jak owieczki na rzeź. Idą po kolejne modne spodnie. To nic, że takie same jak w ubiegłym sezonie. Zachwycają się jeszcze jedną modną knajpą, bo przecież „wszyscy teraz tam chodzą”.

  • Cała plejada gwiazd na  gali Gwiazdy Plejady. Nareszcie pierwsza od dawna okazja, żeby zgodnie z życzeniem gospodarzy założyć suknie wieczorowe i wysokie aż do nieba szpilki. Znane panie nie mogły przepuścić takiej okazji. Tego wieczoru rozegrał się wyścig o palmę pierwszeństwa w nieoficjalnym konkursie na najgłębszy dekolt i najkrótszą mini.

  • Kiedy wszyscy objedzeni po świętach szykują się na sylwestrowe harce, a w lodówkach mrożą się liczne butelki szampana, w gabinetach prezesów telewizji zapadają ostatnie gorączkowe decyzje. Koncert sylwestrowy to pierwsze starcie na wyniki oglądalności i wszyscy chcą stanąć do walki uzbrojeni po zęby – w wielkie gwiazdy i wielkie przeboje. Chociaż koniec roku to w warszawskim życiu towarzyskim czas spokojny jak na emeryturze, myliłby się ten, kto sądzi, że celebryci wtedy próżnują. Najwięksi szczęśliwcy nie tylko mają ręce pełne roboty, ale i ich konta zasilają niebagatelne sumy.

     

  • Tak jak ryba nie przetrwa bez wody, tak celebryta nie pożyje długo bez lansu. Pod tym względem wakacje są  straszne: trzeba się samemu nieźle nakombinować, żeby nie dać o sobie zapomnieć. Na szczęście lato, nawet tak upalne jak tegoroczne, kiedyś wreszcie się kończy i można spokojnie wrócić do bywania na salonach. Lipiec i sierpień to niby czas odpoczynku, ale też wytężonej pracy nad podtrzymywaniem celebryckiej sławy. W ruch idą wtedy media społecznościowe, gdzie ludzie znani, choć nie zawsze lubiani, relacjonują swoje kolejne podróże, wycieczki i wyprawy.

    Przydatni jak zawsze są w tych okolicznościach sponsorzy, którzy za  krótką wzmiankę „mimochodem” są gotowi opłacić nawet daleki wyjazd w jakieś egzotyczne miejsca. Jedni jadą więc na sponsorowane wakacje do luksusowych hoteli, inni muszą zadowolić się co najwyżej darmowym ciuchem czy kosmetykiem. Każdy marzy o przejściu do pierwszej celebryckiej ligi, w której dostaje się kasę niemal za wszystko, choćby i skoszenie trawy kosiarką konkretnej firmy czy wyjście do lasu na grzyby w markowych kaloszach – oba przypadki wzięte z internetowego życia Małgorzaty Rozenek-Majdan (40 l.).

  • Możesz oszukać ludzkie oczy i umysły, ale nie oszukasz ich serc – mawiał amerykański magik Howard Thurston, który żył i czarował na przełomie XIX i XX wieku. Najlepsze sztuczki nie uwiodą widowni, jeśli nie porwie ich wdzięk i inteligencja magika. Życie to nie magia, ale od czasu do czasu każdemu przydadzą się jakieś zgrabne tricki. Marketingowcy pod każdą szerokością geograficzną dobrze wiedzą, jakich czarów muszą codziennie dokonywać, żeby sprzedać coraz bardziej wymagającym klientom kolejne produkty.

     

  • Karierę zwykle robi się w pojedynkę. Droga na szczyt jest bowiem z reguły kręta, wąska i wyboista. Wejdą tam najsilniejsi, którzy żeby  pokonać konkurencję, muszą mieć twarde łokcie i być egoistami. A jednak historia ostatnich lat dowodzi, że coraz częściej sukces osiąga się też we dwoje. Power couples, czyli superpary, pewnie były zawsze, ale dopiero za naszych czasów jest o nich naprawdę gło- śno. Świat ma  swoje, my  mamy swoje. Jedną z  najbardziej znanych i najlepiej zarabiających par na naszym globie są Beyoncé (36 l.) i Jay Z (48 l.). Kariery muzyczne robią osobno, jedynie od czasu do czasu łącząc siły. Majątek pary wyceniany jest na ponad miliard dolarów. Ich niedawno kupiony dom w Los Angeles kosztował 88 milionów dolarów, co czyni go jedną z najdroższych nieruchomości w tym amerykańskim mieście. Nie złamały ich nawet plotki o jego niewierności, bo wspólne konto – to wiadomo nie od dziś – najlepsze lekarstwo na małżeńskie kłopoty. Już w czerwcu będą w Polsce, w ramach europejskiej trasy wystąpią wspólnie na Stadionie Narodowym w Warszawie.

     

  • Bycie konferansjerem to – wbrew pozorom – dla większości wykonujących to trudne zadanie osób nie chałtura, a główne źródło dochodów. Okazja do zarobienia szybko i w miarę łatwo dużych pieniędzy. Najlepsi dostają za poprowadzenie imprezy kilkanaście i więcej tysięcy złotych. Płotki biorą wszystko jak leci, kasa mniejsza, ale i odpowiedzialność niewielka, bo zwykle są to występy bez obecności kamer. Poprowadzić imprezę, tak by spełnić oczekiwania organizatora i  porwać za  sobą przypadkową publiczność, to naprawdę wielka sztuka.

     

  • Maturzystów mamy coraz zdolniejszych. Jak na dzieci XXI wieku przystało, myślą technologicznie. Kto by tam siedział nad książkami od września, skoro wystarczy wsadzić w ucho bezprzewodową słuchawkę, a z drugiego końca ktoś mądry i  porządnie wyedukowany podyktuje wszystkie odpowiedzi. Nowoczesne słuchawki są tak małe, że  aż niewidoczne, więc nauczyciele, którzy nawet nie wiedzą, jak korzystać z Facebooka, nie są w stanie zauważyć, że ich uczniowie nie piszą sami matury z matmy. Wspomagany nowoczesną technologią egzamin dorosłości nie jest tani, bo sama słuchawka to wydatek rzędu paru tysięcy złotych, więc to opcja zastrzeżona dla bananowych dzieciaków w dużych miastach. Nie wierzycie, popytajcie znajome dzieciaki – na pewno mają w zanadrzu niejedną taką historię.

     

  • Muzyka łagodzi obyczaje. Tę starą prawdę próbował nawet przypomnieć kiedyś z mównicy sejmowej poseł opozycji, ale nie wyszło mu to na dobre. Wszystko dlatego, że partia rządząca nie lubi pokołysać się w rytm dobrego bitu, a jedyne, co im wychodzi, to słuchanie na okrągło marsza żałobnego. Cała reszta naszej populacji wie, że nie ma to jak ulubiona piosenka ulubionego wykonawcy – nic tak nie poprawia humoru i nie nastraja pozytywnie na resztę dnia. Z dwojga złego lepsze już niewyszukane disco polo niż kolejny wpis na Twitterze zostawiony tam przez ministra Jakiego.

  • Rytm życia warszawskich celebrytów wyznaczają odbywające się w  mieście imprezy. Niektóre są takie, że chce się o nich zapomnieć, jeszcze zanim na dobre się zaczęły. Na szczęście inne bywają takie, że warto je długo pamiętać. Tych drugich jest zdecydowanie mniej, bo  organizatorzy wielkich promocji i hucznych premier generalnie cierpią na chroniczny brak kreatywności. Na szczęście niektórym zdarza się mieć rewelacyjne pomysły. Łał. Wielkie łał. Takiej imprezy w Warszawie dawno nie było.

  • Do trzech odlicz. Co trzeci z nas znajdzie pod choinką nietrafiony prezent. To może być pan, pani albo ty, dziewczynko. Lepiej więc zawczasu nabrać zdrowego dystansu i nie czekać na wizytę Mikołaja, jakby to od niej zależało nasze dalsze życie w nieustającej szczęśliwości. Serwis „Prezent marzeń” zapytał Polaków, czy znajdują pod choinką to, co naprawdę chcieli dostać, i na co czekali niecierpliwie od wielu miesięcy. Niestety, wyniki badań przeprowadzonych wśród ponad tysiąca trzystu osób nie nastrajają optymistycznie.

     

  • Jak zawsze o tej porze roku, przeżyjmy to jeszcze raz. Sprawdźmy, kto wspiął się jeszcze wyżej w drodze na sam szczyt kariery, a kto spadł z wielkim hukiem i długo się nie podniesie. Jakich sław nam przybyło, a o kim nie chcemy już pamiętać. Wystarczył jeden wpis znanego dziadka, a Warszawa i wraz z nią reszta Polski dostały nową gwiazdkę stołecznych salonów. Wytatuowana od stóp do głów Monika Miller (22 l.) zaczęła bywać na warszawskich imprezach i gościć na miękkich kanapach telewizji śniadaniowych.

     

  • Nie sądź książki po okładce – mówi inne powiedzenie i znajdą się setki osób, które będą nas przekonywać do słuszności tej tezy. Fakty są jednak zupełnie inne: nasz wygląd to jasny komunikat, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy. Wizerunek jest jak otwarta książka, by trzymać się dalej porównania. Można z niego wszystko wyczytać, choć – to prawda – trzeba mieć opanowaną sztukę czytania między wierszami. Starzy telewizyjni wyjadacze wiedzą, że widz słucha ich zaledwie siedem sekund, a potem zaczyna się przyglądać. Analizuje fryzurę, kolor włosów, zmarszczki na twarzy, no i oczywiście strój.

     

  • Kiedyś to było nie do pomyślenia. Gdy odchodził artysta, zostawały po nim jedynie stare nagrania. Można było je  odtworzyć i  żałować, że  nie nagra już nic więcej. Aż wreszcie komuś przyszło do głowy, by dzięki współczesnym technologiom najwięksi muzycy wrócili z zaświatów i stanęli na scenie jeszcze raz. Były już wirtualne występy Michaela Jacksona, Prince’a, jako awatar wystąpił też na koncercie Nat King Cole. Dzięki komputerowym sztuczkom w jednym teledysku i na jednym nagraniu można dziś stworzyć duet żyjącego wykonawcy z takim, który odszedł już do lepszego ze światów. W  pierwszą rocznicę śmierci Zbigniewa Wodeckiego ukazała się płyta zatytułowana „Dobrze, że  jesteś”. Słyszymy na  niej charakterystyczny głos artysty w towarzystwie innych znanych wykonawców.

     

  • Styczeń to ponoć jeden z najtrudniejszych miesię- cy w roku. Kasy brak, bo puściliśmy ją na święta i sylwestra. Kondycja do niczego, bo nawet najwytrwalsi zarzucili wszelką aktywność, a dodatkowe kilogramy nie poprawiają humoru.

    Krótki dzień, długa noc – wszystko to sprawia, że najchętniej zapadlibyśmy w sen zimowy. Pewnie dlatego w tak niesprzyjających okolicznościach przyrody niektórym puszczają nerwy. W nowym sezonie Polsat zamierza znów wyprodukować kochany przez widzów „Taniec z gwiazdami”. Bo chociaż od ładnych paru lat trwa narzekanie, że od tytułowych gwiazd sławniejsi są już tancerze, to i tak gdy przychodzi co do czego, ludzie chętnie siadają przed telewizorami.

     

  • Filmy, jak samochody, dzielą się na dobre i złe. Wszelkie przymiotniki typu kino męskie, samochód kobiecy są bez sensu, wymyślone wyłącznie po to, by jakoś to wszystko zaszufladkować, a klienta czy też widza zwolnić z samodzielnego myślenia. I tylko czasem całkiem wyraźnie widać, kto przyłożył rękę do dzieła – i okazuje się, że płeć twórcy ma decydujące znaczenie. „Odnajdę cię” to thriller psychologiczny, który właśnie wszedł na ekrany kin. Niektórzy już okrzyknęli go polską wersją „Uprowadzonej” i jest w tym porównaniu jakiś sens, bo jeden i drugi film opowiada historię dramatycznych poszukiwań porwanej córki. Liam Neeson (66 l.) ma liczne grono wiernych fanów i  kolejne „Uprowadzone” (do tej pory było ich, jeśli dobrze liczę, dwie) potwierdzają jego aktorski talent. Talent, który idealnie sprawdza się w kinie akcji, gdzie główny bohater mimo pokręconej przeszłości i niepewnej przyszłości jawi się niemal jak ostatni sprawiedliwy.

     

  • Dla redakcji „Twojego Stylu” jest Kobietą Roku. Dla twórcy Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy jest kobietą niemal całego życia. Idą razem, ramię w ramię jeszcze od czasów szkoły średniej, czyli ponad czterdzieści lat. Jeśli on jest sercem Orkiestry, to ona jest jej mózgiem. Lidia Niedźwiedzka-Owsiak zasiada w zarządzie fundacji i jest jej dyrektorem medycznym. Wystarczy na nich spojrzeć, żeby od razu dostrzec, że nie tylko od lat się kochają, ale też niezmiennie bardzo przyjaźnią. Bez przerwy ze sobą rozmawiają. Jeśli Owsiak kogoś się boi, to jest to Dzidzia (jak pieszczotliwie nazywa żonę).

     

  • Kobiet jest na świecie mniej niż mężczyzn. Raptem o jakieś 66 milionów. Ale to one, a nie panowie, mają swoje międzynarodowe święto. Może dlatego, że przez wieki o płci pięknej mówiło się wyłącznie w kontekście kuchni lub alkowy. Dziś z kobietami najchętniej łączy się słowa „sukces” i „kariera”. To są historie, których wszyscy chcą słuchać i które dobrze sprzedają się w mediach albo w filmie. Kobieta zdobyła najwyższe stanowisko, najwyższą górę, nagrodę, co tam jeszcze chcecie. Po drodze przebiegli mężczyźni rzucali jej kłody pod nogi, ale ona nie dała się i pokonała wszystkie niesprzyjające okoliczności.

     

  • W Warszawie trwa sezon studniówek. To już nie skromne imprezy w sali gimnastycznej – to wielkie bale w najmodniejszych knajpach i hotelach. Alkohol leje się szerokim strumieniem, bo zwykle – nie wiedzieć czemu – jest dostępny bez limitów w tak zwanym open barze. Młodym ludziom zapatrzonym w gwiazdki i gwiazdeczki trudno dziś wytłumaczyć, że prawdziwe życie wygląda jednak trochę inaczej. W sieci jest sporo nagrań i zdjęć ze studniówek młodych celebrytów. Suknię Igi Lis (18 l.) na imprezę w tym roku zaprojektował duet Paprocki – Brzozowski. Makijaż i fryzurę też zrobili jej profesjonaliści.

     

  • Kiedyś kucharz nie wychodził z kuchni. Mógł z niej co najwyżej wylecieć, jeśli królowi czy innemu arystokracie, dla którego gotował, nie zasmakowało jakieś danie. Telewizja zrodziła kulinarne gwiazdy, prawdziwych celebrytów, którzy cieszą się mniej lub bardziej zasłu- żoną sławą i czerpią z tego całkiem wymierne profity. O  dochodach na  miarę Gordona Ramsaya (50 l.) marzy pewnie każdy szef kuchni. Nie wiadomo, czy nieokrzesany Szkot najlepiej na świecie gotuje, ale na pewno najlepiej zarabia.

  • Bohaterka piosenki z lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku wcale nie była miłą dziewczyną. Swoją malowaną buzią do cna zawróciła w głowie dobremu chłopakowi. Historia ludzkości zna takie przypadki i ile ludzi na świecie, tyle opowieści o fajnym facecie, który wpadł w sidła ślicznej jak lalka i pustej jak ona kobiety. Karin Stanek wyśpiewała swój przebój już ponad pół wieku temu, ale ani trochę nie stracił uroku. Parę lat temu piosenkę pod tym samym tytułem wykonał jakiś „artysta” disco polo i – jak łatwo się domyślić – to już nie było to. Nawet proste rymy i rytmy trzeba bowiem umieć składać, bo to naprawdę wielka sztuka. Malowanie się to też wielka sztuka i nie każda to potrafi, choć archeolodzy i historycy ustalili, że kobiety robią to – na różne sposoby – od zawsze.

     

  • Na przełomie wiosny i lata styliści są już myślami przy zimie, a projektanci wymyślają fasony na kolejny sezon wiosenno-letni. Łowcy trendów, czyli ludzie, od których to wszystko się zaczyna, próbują dociec, czym będzie żył świat za kilka lat i co w związku z tym będziemy chcieli nosić. Szalona machina mody nie zatrzymuje się ani na chwilę, wręcz przeciwnie – z każdą nową kolekcją nabiera coraz większego pędu.

  • Świat jest pełen cudownej przyrody. Zabytków, które z mozołem wznosiły dawne pokolenia. Dzieł sztuki tworzonych ręką genialnych artystów. W każdym zakątku naszej planety można spotkać niezwykłych ludzi, zjeść przygotowane przez nich rodzime potrawy albo wysłuchać komponowanej z miłością muzyki.

    Ale dla celebrytów najważniejsze w życiu zdają się drogie ciuchy, biżuteria i torebki. Jak ryba nie może żyć bez wody, tak pewnej – niestety, coraz większej – grupie ludzi potrzebne do życia są wszelkie gadżety, których normalny człowiek nie musi mieć w nadmiarze. Torebka nie jedna, ale dziesiątki.

     

  • Stałych mieszkańców wciąż tu  ubywa, obecnie jest ich jakieś trzydzieści trzy tysiące. Ale to miasto nigdy nie wygląda na opustoszałe, a zwłaszcza latem. Kiedyś wioska rybacka, dziś kurort, który pokochały gwiazdy. Niektóre tak bardzo, że kupują tu dla siebie domy albo przynajmniej mieszkania w pięknych, starych kamienicach. Po  dawnej rybackiej historii Sopotu pozostało maleńkie muzeum przy plaży i odnowiony przez władze miasta budynek, w którym cztery rodziny zajmujące się tu jeszcze łowieniem ryb trzymają niezbędny sprzęt, a po powrocie z morza sprzedają od razu swój codzienny połów.

    Niedaleko, przy brzegu stoi pięć kutrów (pięć, bo w jednej z rodzin pływają osobno ojciec i syn) – to jeden z najczęściej fotografowanych sopockich obrazków. Mewy krzyczą nad głowami turystów, domagając się swojej porcji ryby smażonej obok wciąż popularnego Baru Przystań. Latem w Sopocie nie jest trudno natknąć się na znaną osobę, choć niektóre próbują kryć się za czarnymi okularami, naiwnie wierząc, że są wtedy nie do poznania.

  • Upalne lato sprzyja imprezom w plenerze. Nie ma teraz lepszego miejsca na spotkanie niż dający upragniony cień park w środku miasta czy kawiarniany ogródek, gdzie można pod parasolami i z zimnym drinkiem w dłoni schować się przed skwarem. Na warszawskich ulicach jak grzyby po deszczu już parę lat temu wyrosły stoliki, przy których można nie tylko napić się kawy, ale też zjeść obiad i spotkać się ze znajomymi. Nie traci na popularności ulica Żurawia, gdzie paparazzi wciąż czyhają na celebrytów, bo mieści się tam parę bardzo modnych knajp. Nie ma  dnia, żeby ktoś znany nie wpadał tam na najlepsze sushi w mieście, więc fotka zawsze gwarantowana. To na Żurawiej stoją zawsze najdroższe auta, jakie jeżdżą po  Warszawie.

     

  • O takich jak oni mówi się dinozaury. Całkiem niesłusznie, bo te przecież wyginęły, a oni nie dosyć, że mają się dobrze, to jeszcze ich kariery nie zwalniają tempa. Głowy im posiwiały, zmarszczek przybyło, ale, jak śpiewali Starsi Panowie, „w sercu ciągle maj”.

  • Świat da się opisać na wiele sposobów, ale jednym z najprzyjemniejszych jest ten według lokalnie konsumowanych alkoholi. Podobno wiele mówi o nas, czy pochodzimy ze strefy wina (południe Europy), piwa – jak nasi zachodni sąsiedzi, czy wreszcie wódki – jak my i choćby nasi bracia Rosjanie. Niektórzy twierdzą, że czy się to nam podoba, czy nie, najlepiej porozumiemy się z tymi, którzy piją to samo co my. Niestety, rodzaj narodowego trunku może też wiele mówić o naszych wadach, bo zwykle większe procenty szybciej uderzają do głowy. Ale tu już jest miejsce na to, co jedni nazywają kulturą picia, a inni po prostu zdrowym rozsądkiem. Wszystko jest dla ludzi, tylko trzeba wiedzieć, kiedy przestać.

     

  • W ośmiu przypadkach na dziesięć wszystko, co najważniejsze w naszym szołbiznesie, dzieje się w Warszawie. Niekiedy gwiazdy, by nie wypaść z obiegu i znaleźć się w centrum wydarzeń, muszą jednak ruszyć na  północ lub na  południe. Najczęściej jadą wtedy do Trójmiasta albo do Krakowa, które na kilka dni zamieniają się w naszą stolicę towarzyską. Im bliżej lata, tym większa szansa, że natkniemy się na kogoś znanego, kto popija szampana w modnej knajpce na sopockim Monciaku albo jak wszyscy moczy nogi w lodowatym Bałtyku. Niektórzy zatrzymują się tam w pięciogwiazdkowych hotelach, ale są  i  tacy, którzy lubią co noc wracać do własnego łóżka. Sopot to już teraz głównie miasto przyjezdnych, którzy kupują mieszkania z klimatem w pięknych starych kamienicach albo nowoczesne apartamenty w luksusowych domach blisko morza.

     

  • Pańskie oko konia tuczy. Nic tak dobrze jak ta znana od lat zasada nie opisuje sukcesu najstarszej komercyjnej stacji telewizyjnej w Polsce. Nie byłoby Polsatu bez marzeń, determinacji i uporu jej właściciela i prezesa. Zygmunt Solorz (61  l.) jest znany z  dwóch rzeczy: że  ceni lojalność i że zawsze wszystkie decyzje podejmuje sam. Jeśli czegoś nie rozumie, nie jest przekonany – nie robi tego, choćby wszyscy go namawiali. Długo trwało, zanim zdecydował się przekazać część obowiązków najpierw swoim najbliższym, sprawdzonym przez lata współpracownikom, a potem także synowi Tobiasowi.

     

  • Świat celebrytów rządzi się swoimi prawami. Zupełnie innymi niż prawa normików, jak o zwyczajnych ludziach mówi teraz młodzież. Nie zrozumie biedny bogatego i na odwrót. Ale czasem, gdy jest okazja, warto zajrzeć do wnętrza luksusowych samochodów, eleganckich domów z wysokim ogrodzeniem i drogich restauracji, do których nie każdego wpuszczają. Nie tylko po to, żeby się pośmiać i zdziwić, ale też zrozumieć. Warszawkę w ostatnich dniach zelektryzowała wieść o pierwszym numerze kultowego (nie bójmy się tego słowa) magazynu „Vogue”.

     

  • W szołbiznesie majątek i sukces przychodzą równie szybko, jak odchodzą. Kariery zaczynają się i kończą w mgnieniu oka. Wystarcza iskra, która rozpala płomień popularności, a już za chwilę okazuje się, że nowa gwiazda płonie w ogniu krytyki i zmiennych nastrojów publiczności. Dlatego pod każdą szerokością geograficzną ludzie wyciskają sławę jak cytrynę, a ich księgowi dopisują kolejne zera na koncie, bo wiedzą, że ten złoty sen może się skończyć równie szybko, jak błyskawicznie się zaczął.

     

  • Kochali sławę i  pieniądze. Już w  swoich czasach mieli status gwiazd, dziś nie opędziliby się od  wścibskich paparazzich. Ekscentryczni prowokatorzy idealnie wpisywali się w  popkulturę.

  • Moda na  aktywność fizyczną nie mija. W  dzisiejszym szołbiznesie nie wystarczy mieć drogie ciuchy i dobry samochód. Trzeba jeszcze uprawiać jakiś sport i robić to regularnie, żeby było widać efekty. W zdrowym ciele zdrowy duch –  nawet największe gwiazdy już o tym wiedzą i ze swoich eleganckich limuzyn przesiadają się na rolki i rowery. Monika Olejnik (61  l.) regularnie wrzuca do sieci zdjęcia, jak uprawia jogging.

    Najsłynniejsza polska dziennikarka nie porzuca aktywności fizycznej nawet w trakcie urlopu – biega po  toskańskich pagórkach i  nad brzegiem morza. Dzięki temu może poszczycić się formą, której zazdroszczą jej o połowę młodsze koleżanki. Dawid Woliński (41 l.) swego czasu regularnie zdawał fotograficzne relacje ze swoich wizyt w siłowni, gdzie z  zapałem pracował „nad rzeźbą”. Kuba Wojewódzki (54 l.) i jego ukochana Renulka (31 l.) po Powiślu nie zawsze przemieszczają się w lansiarskich autach showmana –

     

  • Temida ma zasłonięte oczy. Nie daje się uwieść pięknym twarzom, wielkim pieniądzom i bezkresnej władzy. Prędzej czy później dopadnie każdego, kto z nią zadrze – także gwiazdy, polityków i celebrytów. Wszystkich tych, którym wydaje się, że mogą wszystko. Podczas wręczania Róż Gali Doda (33 l.) wyglądała fantastycznie. Biały dopasowany sweterek połączyła z ekstremalnie krótką czarną minispódniczką, z tyłu wyposażoną w obfity tren. Do tego sandałki na wysokiej szpilce i stylowo upięte włosy.

     

  • Świat się skurczył. W dzisiejszych czasach to już banał, ale warto czasem go przypomnieć. Dzięki telewizji, a szczególnie internetowi, informacje i plotki okrążają glob w parę chwil. Podobnie jest z wynalazkami, technologiami, a nawet z modą. Trudno dziś odgadnąć, kto pierwszy stworzył jakiś trend, a kto tylko go kopiuje.

    A zresztą, czy to w ogóle ma jakiekolwiek znaczenie? Dla autorów pomysłów pewnie tak, ale czy nie jest też prawdą, że  w  modzie wszystko już było. Ileż to razy wyciągaliśmy z szafy ciuchy sprzed paru sezonów, żeby stwierdzić, że wciąż są modne. I to nie kwestia skromnej zawartości portfela. Robią tak największe gwiazdy, wystarczy przyjrzeć się im uważnie na przykład podczas gali oscarowej. Zawsze znajdzie się kilka aktorek, które pojawią się w tak zwanych sukienkach vintage.

     

  • Kiedyś, wcale nie tak dawno temu, do galerii szło się oglądać obrazy. Ewentualnie rzeźby. Czasem jedno i drugie. Można było się wzruszyć, zachwycić, uśmiechnąć, zaglądając w oczy postaciom z dawnych portretów czy próbując odnaleźć myśl w abstrakcyjnym splocie kresek, które artysta pozostawił na płótnie. Teraz w dawnych przybytkach sztuki coraz częściej dzieje się wszystko, ale z rzadka ma to coś wspólnego ze sztuką.

  • W dzisiejszych czasach nie wystarczy mieć dobry produkt, by ludzie chcieli go kupić. Trzeba jeszcze wpaść na  pomysł, jak ów  produkt zareklamować. Jak obudzić emocje w potencjalnych klientach, jak przywiązać ich do rzeczy, którą chcemy im sprzedać, a wreszcie jak skłonić ich, żeby sięgnęli do swoich portfeli. Swego czasu ambasadorką marki Gatta została Justyna Steczkowska (45 l.). Decyzja wydawała się strzałem w dziesiątkę. Kto mógłby lepiej zareklamować damskie rajstopy, jeśli nie posiadaczka bezsprzecznie najzgrabniejszych nóg w szołbiznesie? Dobra passa piosenkarki, a więc i lukratywny kontrakt, trwały naprawdę długo. Jeszcze nieco ponad dwanaście miesięcy temu marka wchodziła w 2017 rok z kalendarzem z seksowną Justyną w roli głównej.

     

  • Czy zastanawiałaś się kiedyś, ty – całkiem zwykła Polko, gdzie leży sekret niezwykłej urody gwiazd, gwiazdek i gwiazdeczek? Pewnie uważasz, że wysypiają się do południa, mają cały sztab pomocników, począwszy od stylisty, poprzez fryzjera, aż po osobistą makijażystkę, a na dodatek zawsze, zanim opublikują jakieś zdjęcie, korzystają z uprzejmości i talentu pana Photoshopa. To wszystko prawda, ale jest coś jeszcze.

  • W czasach, kiedy modne jest zajadanie się wyłącznie warzywami, podanie gościom wysmażonego kotleta może graniczyć z impertynencją. Oczywiście mięsożernych nie brakuje w naszym kraju, ale na salonach wypada przyznawać się jedynie do konsumpcji wymyślnych dań jarskich, zwanych teraz z cudzoziemska wegetariańskimi. Tym bardziej cieszy widok porządnych steków i ociekających smakowitym sosem żeberek, które na dodatek zostały przyrządzone przez znakomitego szefa kuchni.

  • Ramówka, premiera, show, konferencja. Słowa klucze odmieniane w każdej stacji przez wszystkie przypadki dwa razy w roku: gdy zbliża się wiosna i pół roku później, w okolicach jesieni, prezentacja oferty programowej Wielkiej Trójki to ważne wydarzenia towarzyskie, ale czy widzowie cokolwiek są w stanie zapamiętać poza tym, kto przyszedł i jak się ubrał? Kinga Rusin (46  l.) tym razem postanowiła zagrać va banque – nieważne dobrze czy źle, byle mówili. Na konferencję prasową w samo południe przyszła więc w czarnym toczku z woalką, który pewnie dobrze sprawdziłby się na pogrzebie, ale raczej „nie zagrał” na spotkaniu ramówkowym.

     

  • Ludzie dzielą się na  tych, którzy kochają niespodzianki i chaos oraz tych, którzy lubią mieć porządek nie tylko w szufladzie, ale i w całym życiu. Tym drugim potrzebne są rytuały, powtarzalne czynności i zdarzenia, żeby mogli normalnie funkcjonować. Warszawskie gwiazdy nie rozpoczną lata bez imprezy w ogrodach pałacu w Wilanowie. Początek lata z Raffaello to już tradycja i choć pogoda potrafi tego dnia płatać figle, impreza odbywa się od sześciu lat pod gołym niebem – tam, gdzie kiedyś król Jan III Sobieski spacerował z zakochaną w nim Marysieńką. Któregoś razu trzeba było całe wydarzenie przesunąć o tydzień, bo oberwanie chmury zalało teren i zniszczyło scenę.

     

  • Ktoś mądry powiedział kiedyś: doceniaj dobre towarzystwo, bo trudno jest trafić na porządnych ludzi. Dobry kompan w życiu to połowa sukcesu. Nawet najdłuższa podróż minie szybciej, gdy obok siedzi sympatyczna osoba. Kolegów z pracy warto dobierać sobie uważniej niż męża czy żonę, w końcu łatwiej się dziś rozwieść, niż rzucić robotę. Warszawskie imprezy to z reguły ciągle ci sami ludzie; niektórzy mówią „towarzystwo wzajemnej adoracji”, „znani z tego, że są znani”. W tłumie sezonowych celebrytów z rzadka zdarza się prawdziwa gwiazda. Jednak radiu RMF Classic co roku udaje się raz zgromadzić naprawdę wyśmienite towarzystwo, prawdziwe talenty i wyjątkowych twórców.

     

  • Ma wszystkie cechy gwiazdy. Jest jedyny w swoim rodzaju, trochę zwariowany, na pewno inny niż wszyscy. Robi, jak na gwiazdę przystało, rzeczy absolutnie wyjątkowe. Trudno znaleźć drugiego takiego jak on. Uwielbia o sobie mówić, a ludzie chcą tego słuchać. Tylko jedna rzecz odróżnia go od tłumu Bardzo Znanych Ludzi – jest całkowicie pozbawiony umiejętności „strzelania focha”.

  • Sezon grillowy rozpoczęty. Aura pierwszych dni maja sprzyjała wielbicielom ociekającej tłuszczem karkówki, spalonych na węgiel kiełbas i taniego, ale za to dobrze zmrożonego piwa. Polak bez grilla to jak Francuz bez miłości francuskiej albo Szwed bez potopu. Charakterystyczny zapach podpałki niósł się więc od morza aż do samiuśkich Tater. Grillowali młodzi i starzy, chudzi i grubi, ładni i brzydcy – nic i nikt tak nie łączy Polaków jak urządzenie do opiekania mięsiwa. Patryk Jaki (32 l.) – jak się niespodziewanie okazało kandydat PiS na prezydenta Pragi czeskiej –  o  takim zjednoczeniu narodu może sobie wyłącznie pomarzyć, skrobiąc kolejne apele wyborcze do jakichś sceptycznych warszawiaków i produkując następne nieudane spoty wyborcze, gdzie stolica Polski myli się ze stolicą Czech. Plemię znad Wisły kocha grillować i nie dałoby sobie tego tak łatwo odebrać jak handlowych niedziel.

     

  • „Jest taki dzień...” – ta piękna świąteczna piosenka już od wielu lat powinna mieć swoją nową wersję. Ten szczególny dzień, gdy – jak głosi tekst – „jesteśmy wszyscy razem”, od dwudziestu sześciu lat przypada bowiem nie w grudniu (a na pewno nie tylko), ale na początku stycznia. Mimo śniegu i niekiedy nawet trzaskającego mrozu tysiące ludzi wychodzi wtedy na ulice, by wrzucić choć parę złotych do kolorowych puszek, z którymi chodzą wolontariusze. Z tych drobnych monet rosną potem wielomilionowe sumy, które dobrzy ludzie wydają na sprzęt medyczny dla dzieci.

     

  • Stały bywalec warszawskich imprez powinien być człowiekiem o stalowych nerwach. Wszystkie te premiery, promocje, inauguracje i gale są tak do siebie podobne, że można po prostu umrzeć z nudów. Gdyby nie darmowe żarcie i (niekiedy) atrakcyjne prezenty, chyba nikt by tam nie chodził. Na szczęście zdarzają się cudowne wyjątki.

    Gwiazdy i  celebrytki bywają z  dwóch powodów – po pierwsze dla kasy, która potrafi być niemała i dzięki temu doskonale można podreperować domowy budżet. Najbardziej znane osoby dostają pieniądze za  udział w imprezach i nie jest to plotka, lecz fakt, bo niżej podpisana widziała nieraz na własne oczy listę celebryckich płac. Znani ludzie muszą też bywać, żeby odstać swoje na ściankach, i w ten sposób zapracować na własną popularność. Zdjęcia z wydarzenia trafiają potem do mediów i tak to się kręci.

     

  • Najprzyjemniejsze są te zdarzenia, które dzieją się nieoczekiwanie. Spotkania niewpisane do kalendarza. Potrawy, o których istnieniu nigdy wcześniej nie słyszeliśmy, i muzyka, której nie słyszeliśmy, a zachwyca nas niezwykłą harmonią dźwięków. Tak właśnie było z koncertem Jazz Bandu Młynarski -Masecki, o którym nikt nie grzmiał w mediach i na plakatach, a który nieco nieśmiało reklamował się na Facebooku. Mimo to do ogrodu przed małym domkiem na warszawskim Jazdowie przyszły tłumy. Z powodu braku miejsca większość cierpliwie wysłuchała półtoragodzinnego występu zza płotu, sącząc wino i kołysząc się w rytm starych warszawskich piosenek.

    Jazdów sam w sobie jest miejscem niezwykłym, a ubrany w doskonałą muzykę w upalny letni wieczór jawił się wręcz magicznie. To tu w 1945 roku zamieszkali budowniczowie stolicy, a drewniane domki zwane od tamtej pory fińskimi pochodziły z reparacji wojennych, które Finlandia musiała po drugiej wojnie światowej zapłacić Związkowi Radzieckiemu. Domki trafiły do Warszawy, w okolice parku Ujazdowskiego, gdzie miały pozostać pięć lat, aż stolica podniesie się z gruzów.

     

  • Kiedyś ktoś mądry powiedział: zainwestuj w  dobrą fryzurę, bo to korona, której nigdy nie zdejmujesz. Gwiazdy mają swoich stylistów, którzy dbają o  ich włosy dwadzieścia cztery godziny na dobę trzysta sześćdziesiąt pięć dni w roku. Bywa, że czyjaś kariera nabiera rozpędu wraz z radykalną zmianą uczesania. Anja Rubik (34 l.) zaczęła dostawać najlepsze zlecenia, gdy kilkanaście lat temu obcięła włosy na krótko. W zalewie długowłosych modelek Polka zaczęła się wtedy bardzo wyróżniać i to właśnie ją chcieli widzieć na swoich pokazach najwięksi projektanci mody.

  • Ile można zrobić dla roli? Schudnąć kilkadziesiąt kilogramów. Przytyć. Zgolić na łyso głowę. To wszystko już było. Aktorzy w Hollywood takie metamorfozy – choć imponujące – od lat traktują jak „oczywistą oczywistość”. Żeby w ogóle znaleźć się w obsadzie jakiegoś filmu, cią- gle chodzą na castingi. Pewnie niektórzy korzystają z jakichś znajomości. Kilka, może kilkanaście gwiazd –  nigdzie nie chodzi. To  do  nich przychodzą reżyserzy i  proszą, by stali się częścią ich filmowego przedsięwzięcia. Stara towarzyska zasada mówi, że na bankiecie nie rozmawiamy o interesach.

     

  • Dieta i zdrowy tryb życia to ważna część wizerunku gwiazd. Coraz chętniej celebryci lansują niejedzenie mięsa, a  na  bankietach odmawiają nawet lampki alkoholu. Aktorki czy piosenkarki chętnie dają się sfotografować w drodze na  siłownię czy podczas uprawiania jakiegoś sportu. Stracone w pocie czoła kilogramy to zawsze powód do dumy. Moda na niejedzenie mięsa zatacza coraz szersze kręgi. Jedni robią to  wyłącznie ze  względu na  zdrowie, inni z pobudek ideologicznych, bo – jak mówią – „nie jedzą swoich przyjaciół”.

     

  • Największym dylematem śmietanki warszawskiej (słowo śmietanka jest tu naprawdę na miejscu) jest dobrze zjeść i wciąż jeszcze dobrze wyglądać. Oczywiście bywa, że ważne imprezy popija się jedynie wodą lub alkoholem, ale zwykle stoły uginają się od jedzenia. Co zrobić, żeby skorzystać z tej darmowej kuchni, a jednocześnie nie przytyć, bo tego fani i aparaty paparazzich nie zniosą. Współczesna sztuka makijażu czyni cuda.

  • Moda na  ekologię trwa wśród gwiazd już od  dobrych paru lat. Wypada dbać o środowisko, a przynajmniej zapewniać, że tak się robi. Bronić puszczy, opiekować się zwierzętami i  namawiać do  gaszenia światła – przynajmniej raz do  roku w ramach ogólnoświatowej akcji. Ile z tego to puste deklaracje poprawiające wizerunek, a ile autentyczna troska o stan naszej planety, wiedzą tylko sami zainteresowani. Brytyjski astrofizyk Stephen Hawking twierdził, że  za  sto lat na  starej, dobrej Ziemi nie będzie już czego szukać. Naszym dzieciom i wnukom radził znaleźć jakąś inną planetę, którą da się zasiedlić i spokojnie pożyć. Tu, przekonywał, grozi ludzkości jedynie zagłada.

     

  • Gdy za  oknem tropikalne temperatury, trudno wyobrazić sobie, że wkrótce nadejdzie jesień. Będzie zimno i mokro, a szare chmury zalegną na niebie jak ponure myśli w naszych głowach. Za miastem widok trenujących przed odlotem bocianów to najlepszy dowód, że lato ma się ku końcowi, w szołbiznesie zwiastunem nieuchronnej zmiany są  konferencje ramówkowe.

CoalaWeb Social Links

Opublikuj: