Materiały nie wyrażają poglądów redakcji. Różnorodność celowa. Oceny i wnioski pozostawiamy Czytelnikom.
 

Migawki archiwum losowo - najnowsze poniżej

Nic innego nie potrafię

Jego głos znają prawie wszyscy. Przez blisko 30 lat Janusz Weiss był związany z radiem. Potem zniknął. Teraz pojawił się w jednej ze stacji telewizyjnych. W Zetce spędził 23 lata. Niedługo potem rozpoczął pracę w radiowej Jedynce. Karierę rozpoczynał od kabaretu. Występował w Salonie Niezależnych. Przez wiele lat był konferansjerem scenicznym znanych artystów. Należy do założycieli Radia Zet. Pracował też w TVP, prowadził kilka teleturniejów.

 

Więcej…
Telewizja pokazała (322)
A A A

Matka Kurka

  • Sto razy na dzień nie ma sensu i zdrowia powtarzać, w jakiej kondycji jest tak zwana opozycja. Wszyscy, nawet Wyborcza, widzą, że to jest poziom zero albo i minus jeden. Po konwencjach partyjnych PiS i PO, resztki wiary i nadziei prysły jak bańka mydlana. Ciągnie się jedno wielkie przygnębienie i rezygnacja na wszystkich portalach związanych z III RP. Gdzieś jakiś desperat podejmuje próbę zaklinania rzeczywistości i pisze o bardzo rzeczowym wystąpieniu Schetyny, ale zaraz zostaje wyśmiany i to przez bezpośrednio zainteresowanych hasłem: „żeby było tak, jak dawniej”.

  • W 2015 roku i przez kolejne dwa lata postanowiłem sobie, że nie będę siał defetyzmu związanego z reformą sądownictwa. Był to dla mnie temat święty, bo na własnej skórze doświadczyłem czym ten system jest. Zdarzało się, że co jakiś czas piałem felietony z lekką nutką niecierpliwości albo nawet wątpliwości, ale generalnie nie oczekiwałem od PiS cudów.

  • Przepraszam, że tak często nadużywam argumentu w postaci praktyki procesowej, ale w tym przypadku jest to naprawdę przydatne. Pojawiła się informacja, że Sąd Okręgowy w Gdańsku, ten sam, który zgubił, a potem cudownie odnalazł dowody w sprawie Amber Gold, wziął i się pomylił. Ba! Żeby to sąd się pomylił i przyznał do błędu, to mielibyśmy prawdziwy cud, nic z tych rzeczy.

  • Powinienem zrobić solidne rozeznanie kto stoi za strajkiem KILKUNASTU lekarzy rezydentów, bo nie mam wątpliwości, że narodziła się nowa, przestrzelona rewolucja społeczna pod wiadomym kierownictwem, ale wystarczyło mi kilka profili na Facabooku, aby dać sobie spokój z tą jałową robotą. Niejaki Krzysztof Hałabuz, jeden z liderów lekarskiego ciamajdanu, na swoim profilu „lajkuje” i podaje wpisy Bartosza Arłukowicza, tak tego Bartosza, byłego posła SLD i ministra zdrowia w rządzie PO.

  • Zastanawiałem się czy wracać do wywiadu Kaczyńskiego dla Gazety Polskiej, głównie dlatego, żeby nie doszło do przesycenia tematem, ale jakoś nie potrafię się oprzeć i jak nigdy dwa dni z rzędu piszę o tym samym. Właściwie nie o tym samym, będzie zupełnie inny tekst niż wczoraj, tylko punkt wyjścia ten sam. Jest już do dyspozycji cały wywiad, kto nie kupił gazety, ten bez trudu znajdzie go w Internecie. Nic mnie nie zaskoczyło, jak to u Kaczyńskiego bywa – wszystko jasne. W paru miejscach się ubawiłem, szczególnie, gdy Kaczyński podsumował nieobecność Tuska wiedzą, jaką Tusk pozyskał w czasie przesłuchań w prokuraturze. Jest jednak jedna rzecz, która szczególnie przykuła moją uwagę.

  • Trwa właśnie ulubiona zabawa prawicy pod tytułem „Zaufajmy, nie dajmy się podzielić”. Jeśli chodzi o podziały to u mnie święty spokój, bo z nikim się nigdy nie połączyłem, robię swoje i mam nadzieję, że z pożytkiem dla innych. Zaufanie to odrębna kwestia, ale kryteria są dość czytelne. Ufać można komuś, kto nigdy zaufania zawiódł, kto się nie złamał w chwili próby, komu można powierzyć największe tajemnice i problemy.

  • Każde wnioskowanie musi opierać się na generaliach, ale na generalia składają się subtelności. Wściekam się na zabetonowane argumenty, że kto nie z nami ten przeciw nam i zdrajca, ale istnieją papierki lakmusowe, które nie kłamią. Gdzie się można i trzeba kłócić tam na zdrowie. Gorzej, gdy odzywają się ambicje i „oryginalności” w najmniej pożądanym momencie. Każdy uczeń z buławą w tornistrze chce mieć swoje pięć minut i daj mój Boże, jednak człowiek dorosły wie, że ambicje mają wilczy apetyt i potrafią pożreć wszystkie marzenia, zwłaszcza te pozostawione bez żadnej osłony racjonalnego myślenia.

  • Od 1989 roku prawie wszystkie partie rządzące i czołowi politycy nieustannie powtarzali zakompleksioną mantrę. Z Niemcami musimy mieć dobre stosunki, bo nas obronią przed Wschodem, wprowadzą do Unii i NATO, a poza tym to już zupełnie inne Niemcy. Jednego ziarnka prawdy nie ma w tej bajeczce. Niemcy w ogóle się nie zmieniły, co najwyżej dopracowały technologię podbijania narodów, których nigdy nie szanowały i nawet nie uznawały.

  • Fantastyczne samopoczucie części prawicy oparte na schematycznych przekonaniach, że głupota dotyczy wyłącznie obozu lewaków, nie pierwszy raz zostało brutalnie zweryfikowane przez życie. Dawno tak wielu nie ośmieszyło się tak bardzo, przez taki banał. Filmik z Adriankiem, który zobaczył uczciwych generałów w WSI, a w Antonim Macierewiczu UB, trafił do Internetu ABSOLUTNYM przypadkiem. Tak się składa, że znam autorkę tej „afery”, z imienia, nazwiska, miejsca zamieszkania, wiem również w jakich okolicznościach dotarła do nagrania i z kim konsultowała, czy je opublikować.

     

  • W tych dniach Zbigniew Boniek „rozkochał” w sobie kibiców od Lecha Poznań po Legię Warszawa, podejmując decyzję, że w ostatniej kolejce ekstraklasy na żadnym stadionie nie będzie weryfikacji wideo, czyli słynnego VAR. Boniek nawarzył sobie bigosu i będzie musiał zjeść go sam, a przy okazji spytać sommeliera, czy wino od Kurskiego nada się do tej potrawy. Podobne dylematy ma od wczoraj opozycja, która niczym „karp Millera” prosiła się o Wigilię. Trzeba mieć naprawdę mało wyobraźni i bardzo dużo bezczelności, aby będąc Platformą Obywatelską robić kampanię samorządową pod hasłem „Oni okradli Polskę”. Wczorajsza kontra Kaczyńskiego była prawym prostym, wielkiej finezji tu nie ma, ale cios jest oczywiście nokautujący.

     

  • Przyznam się do czegoś i to od razu, skoro w tytule same kontrowersje. Widziałem na portalu Czerskiej epatowanie samobójstwem „młodego geja”, który według relacji GW miał nie wytrzymać presji rówieśników i kompletnie mnie to nie wzruszyło. Jeśli się czyta na tym śmietnisku 1000 podobnych historii oderwanych od rzeczywistości i w większości przypadków pisanych pod ideologiczne zamówienie, to się człowiek zwyczajnie uodparnia. Przyznam się do czegoś więcej! W pierwszym odruchu miałem szczery zamiar wykpić tę historyjkę razem z tragedią, bo zwyczajnie nie kupuję takich gównianych opowiastek z wyraźnym ideologicznym stemplem, obojętnie skąd przychodzą.

  • Mówi się złośliwie, że jeśli komuś poświęca wiele uwagi, to uznaje go za niezwykle ważnego. Tak się mówi, ale przecież nie należy się przejmować tym, co ludzie wygadują. Nic na to nie poradzę, że poświęcam Jarosławowi Gowinowi drugi tekst z rzędu, po prostu mamy bardzo ciekawe historie z jego udziałem. Na początek stanowcza deklaracja. Jednego słowa nie wycofuję z felietonu opublikowanego wczoraj, ale jeszcze muszę wiele słów dodać.

    Syntetycznie rzecz ujmując Gowin przełknął serię upokorzeń i zgodził się na złożenie hołdu Jarosławowi Kaczyńskiemu.

  • No i po spotkaniu na szczycie, z którego nie wyniosłem żadnych istotnych informacji, poza faktem, że do spotkania doszło. Zazdroszczę wszystkim komentatorom stających na twardych pozycjach, że wszystko zostało poukładane w relacjach PiS-u z Prezydentem, jak również i tym oznajmiający, że Jarosław Kaczyński postawił do kata Andrzeja Dudę i znów będzie porządek. Chciałbym tylko spytać na jakiej podstawie doszliście, Szanowni, do takich ostatecznych wniosków. Macie jakieś tajne dane, o których nie możecie mówić?

  • Wszyscy wszystko wiedzą, jak zawsze zresztą. Najłatwiej mają ci, co to za każdym razem krzyczą o genialnie rozpisanym przez Kaczyńskiego scenariuszu i z tej okazji przypomnę krótką historię fatalnych decyzji Prezesa PiS. W 2006 roku śp. Lech Kaczyński namawiał ze wszystkich sił Jarosława Kaczyńskiego, aby objął stanowisko premiera. Po latach tę decyzję można rozpatrywać na tak i nie, były argumenty za, były przeciw i trudno tutaj mówić o błędnej czy genialnej decyzji, ale skończyło się źle.

     

  • Pismo mówi jasno za złe kara, za dobre nagroda. O karach za głupotę polityczną i oszukiwanie własnej rodziny pisałem wczoraj, chociaż powinienem pisać o czymś znacznie ważniejszy. Nie 28 października 1989 roku w „Dzienniku” telewizyjnym skończył się komunizm, ale 12 lipca 2017 roku w sejmie. Niemożliwe stało się realne, Jarosław Kaczyński i Zbigniew Ziobro dokonali dwóch wielkich rzeczy, a trzecia i ostateczna jest w drodze.

  • Kocham banały, frazesy, truizmy i prawdy objawione. Nigdy nie wstydziłem się sięgania po takie argumenty, bo banały to nic innego jak po wielekroć potwierdzone fakty. Banałem jest, że pieniądze szczęścia nie dają, ale bez nich żyć się nie da i to dobry wstęp do dzisiejszych felietonowych rozważań. Każdy biznes kiedyś się kończy. Banalne? Jak najbardziej, ale kto mi udowodni, że nieprawdziwe? Niemcy mieli w Polsce raj „inwestycyjny”, zresztą podobnie jak pozostałe kraje, które za łapówki i polityczne konszachty potrafiły za grosze kupić polskie firmy warte miliardy.

  • Flaki mi się wywracają, gdy słucham „liberałów” i sekciarskich mantr z tą ulubioną, że rynek sam się wyreguluje. Na proste pytanie gdzie jest taka planeta, bo na pewno nie w gospodarczych potęgach takich jak USA, Niemcy, Chiny, „liberałowie” odpowiadają jak Grzegorz Schetyna.

  • Brałem udział w kilkudziesięciu posiedzeniach sądu, obserwowałem kilku pełnomocników w akcji i jedno mogę powiedzieć, bez złośliwości. Nie mam pojęcia kto wmówił Romanowi Giertychowi, że jest wybitnym mecenasem. Podczas posiedzenia komisji sejmowej przecierałem oczy i uszy ze zdziwienia, tak słabego, pogubionego i nieskutecznego adwokata nie widziałem nigdy.

  • Wszyscy łapiemy się na tematy dnia! Nie ma co się oszukiwać, byle pierdoła pojawia się na topie medialnych tematów i zaczyna się jazda na całego. Po piętnastu latach obecności w Internecie uodporniłem się i rzadko daję się złapać na lep przysłowiowej „mamy Madzi”, a staram się wyciągać sprawy wybitnie ważne, które mają pecha do czasu i miejsca. W tej chwili na szczycie są ustawy sądownicze, co jest zrozumiałe i z „mamą Madzi” nie ma nic wspólnego, ale w tle toczy się inny poważny bój, o czym zdecydowana większość mediów zapomniała.

     

  • Kiedy polityk przekazuje dziennikarzowi informacje, to zawsze liczy na trzy rzeczy. Po pierwsze, że dziennikarz nie ujawni jego nazwiska, po drugie, że dziennikarz opublikuje to, co polityk powiedział, po trzecie, że będzie miał z tego korzyść. Dziennikarzem nie jestem, w każdym razie nie mam legitymacji, ale informacje od polityków dostaję dość regularnie i zawsze podkreślam, co jest moją spekulacją, a co przeciekiem. Piszę ten wstęp, bo do pasji doprowadzają mnie bezrozumne komentarze na Twitterze, które nie potrafią oddzielić zabiegów retorycznych, okrzyków bojowych i presji, od rzeczywistych informacji. Oficjalne konto portalu @kontrowersje w sobotę opublikowało coś takiego:

  • Zgoda, jest to nudne zawołanie, że coś tam się kończy, zwłaszcza, że PiS kończył się 1234 razy i PO tak połowę z tego, ale nie można poszukiwać na siłę oryginalności, gdy gołym okiem widać zmianę kursu. W polityczno-towarzyskich koteriach nie ma przypadku, tutaj nikt nikogo nie musi przekonywać do odpowiednich postaw, wszystko jest jasno określone.

  • W sierpniu 2015 roku 90% Polaków nie miało pojęcia, że istnie coś takiego, jak Trybunał Konstytucyjny i nie kojarzyło czym ta instytucja się zajmuje. Na przełomie 2105 i 2016 roku proporcje się odwróciły, 90% Polaków o niczym innym, dzień w dzień nie słyszało, tylko o Trybunale Konstytucyjnym. Każdy miesiąc popisów Rzeplińskiego sprawiał, że notowania TK spadały na łeb i szyję, a sam Rzepliński stawał się pośmiewiskiem. Teraz mamy listopad 2017 roku i Polacy wiedzą o KRS tyle samo, co dwa lata temu o TK, ale jeśli sprawy dalej się potoczą w takim kierunku, to na przełomie 2017 i 2018 roku obudzimy się w nowej rzeczywistości.

  • Ostatni tydzień w polskiej polityce to istne szaleństwo, od zaplecza szły dziesiątki ślepych przecieków, w samym PiS decyzje były podejmowane na ostatnią chwilę i dla ludzi z zewnątrz efekt był tragikomiczny. Nie chce się wierzyć, że komunikacja wewnętrzna i zewnętrzna PiS, jest na tak groteskowym poziomie, jednak widać to co widać. Publika zobaczyła poranną obronę i wieczorne zdymisjonowanie premier, piątkową dymisję i poniedziałkowe nominowanie tego samego rządu. Przy tym wszystkim posłowie i informatorzy drugiego szeregu byli i nadal są kompletnie pogubieni, jedyne co im pozostaje to pusty śmiech, że inni próbowali poskładać cokolwiek logicznego i odnaleźć się w chaosie politycznych zdarzeń.

     

  • Samograje publicystyczne to jest coś czego szczerzę nienawidzę i używam słowa nienawiść z pełną premedytacją. Nienawidzę „debat” o aborcji, prawach „gejów”, parytetach i kibicach. Ci ostatni mają najgorszy PR i monotonną argumentację przypisaną do ich zachowań. Sam czuję się kibicem i gdy słyszę takie stereo, że kibic to bandzior albo patriota zbierający pieniądze na dom dziecka, to nienawiść do debaty publicznej we mnie promieniuje.

  • Minął prawie rok od największej kompromitacji opozycji spod szyldu „ulica i zagranica” i wszystko wszyscy wiedzą o „Ciamajdanie”, ale czy aby na pewno? Kto pamięta od czego się zaczął ten tandetny kabaret, oczywiście pytam o pretekst, nie o faktyczną przyczynę, która jest jasna? Sam nie przepadam za quizami, to od razu odpowiem. Od pajaca się zaczął! Pajac Szczerba wyszedł na mównicę i zaczął przedstawienie od „Panie marszałku kochany”, w końcu został wykluczony z obrad i to było sygnał do odpalenia „Ciamajdanu”.

     

  • Jeszcze przedwczoraj padały „prywatne” zapewnienia, że ustawy będą podpisane, ale mamy wakacje i każdy, nie wyłączając kancelarii, coś tam sobie popija. Czas wyciągnąć wnioski ze wszystkich pustych przecieków, dywagacji i hipotez. W pierwszej reakcji też poszedłem na skróty i wylałem naturalną frustrację, zamiast usiąść i pomyśleć. Polityka walenia cepem na oślep nie lubi i dlatego warto sobie na spokojnie wszystko poukładać.

  • Po 15 latach publikowania w Internecie widziałem wiele, ale na palcach jednej ręki mogę policzyć tych, którzy pod wpływem argumentów zmienili zdanie. Zasady są jasne, obojętnie jaka sprawa trafi na tapetę natychmiast powstają dwa okopy – jedni za, drudzy przeciw. Nie powiem, że po środku nie ma nikogo, bo zwykle pojawia się garstka, do której wali się seriami z obu stron. Konflikt pomiędzy PiS i Andrzejem Dudą nie wyłamuje się ze schematu, ani na jotę, ale to już zmartwienie okopów, dla mnie najważniejsze są nowe informacje dające nową wiedzę.

  • Nieważne jak się ten bajzel zakończy, ważne co ludzie zobaczyli! Muszę się przyznać do błędu i zawracania głowy Czytelnikom. Jednym wielkim błędem były próby racjonalnego wyjaśniania chaosu, czego jak wiadomo z definicji zrobić się nie da. Mam za to żelazne alibi, chaos moich interpretacji wynikał tylko i wyłącznie z chaosu decyzyjnego wewnątrz PiS. Po 15 latach obecności w Internecie i wyrobieniu sobie jako takiej marki, nie chcę nikogo przekonywać, że docierają do mnie rozmaite informacje, które się świadomie lub życzliwie podrzuca. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, wielu chce uruchomić ciche teksty sponsorowane u „blogerów”, które będą udawać obiektywizm, bo to się najlepiej sprzedaje.

     

  • Postanie Warszawskie zostało brutalnie ocenione na wszelkie możliwe sposoby, po latach rozliczono dowódców i przypisywano im zbrodnie na ludności cywilnej, a przede wszystkim oceniano (bez)sens akcji zbrojnej. Z częścią tych zarzutów się zgadzam, cześć uważam za absurdalną, ale jedno nie ulega najmniejszej wątpliwości – o PW mówi się bez najmniejszej cenzury i tak samo mówi się o Armii Krajowej. Zupełnie inaczej rzecz się ma z powstaniem w getcie warszawskim, o którym praktycznie w ogóle się nie mówi, jedynie bezrefleksyjnie bije pokłony. Jest to niezmiernie dziwne, bo powstanie w getcie przy PW to nie tylko pozbawione sensu samobójstwo, ale obraz nędzy i rozpaczy żydowskich elit i żydowskiej społeczności.

    Nie zamierzam bawić się w skrupulatne analizy historyczne, tego się w felietonie nie da spisać, ale wystarczy przytoczyć podstawowe fakty, aby zobaczyć, że żydowskie powstanie było kompletnym absurdem i moralnym upadkiem.

     

  • Już jeden manewr wzmacniania lewej nogi przez prezydenta-kapusia Bolesława Smrodliwego przeżyliśmy, dlatego każda próba wzmacniania lewej nogi poprzez rozwiązania systemowe, czy instytucjonalne, wzbudza we mnie wielką podejrzliwość oraz obawy. Następne 25 lat może mam, a może nie mam, żeby czekać na dezubekizację Polski. A poza tym szkoda zmarnować następne pokolenie skazując je na niemoc, buksowanie w miejscu i dojenie.

  • Od dwóch miesięcy słyszałem, że koniecznie trzeba poczekać na projekty ustaw, a dopiero potem o nich mówić. I cóż takiego się zmieniło po ogłoszeniu prezydenckich projektów? Dla mnie absolutnie nic! Nie ma jednej rzeczy, może poza efekciarską „skargą obywatelską” i wygłupem ze zmianą konstytucji, co by mnie zaskoczyło. Od momentu wniesienia wet było jasne, o co toczy się gra. Przede wszystkim o kadry, a ściślej kto te kadry wybierze. Nie po to Andrzej Duda wetował ustawy PiS, żeby pozostawić ministrowi sprawiedliwości kompetencje, które w swoich projektach przypisał sobie.

  • Dwie skrajności śmieszą mnie najbardziej i obie są związane z głupotą. Po jednej stronie permanentny faszyzm bez względu na to, co PiS wymyśli i jak bardzo jest to dobry projekt. Po drugiej stronie permanentny zachwyt bez względu na to, jaką głupotę PiS palnie. Kultowe zawołanie „za moje pieniądze” odnosi się do wszystkich projektów, które są mądre i głupie.

  • Nie oglądałem konwencji PiS, siedziałem pod starą Fabią i wymieniałem miskę olejową, a do tego intercooler. Kogo to interesuje i kto zrozumiał o co chodzi, zwłaszcza z tym intercoolerem? Ano właśnie, tak to jest w polityce, że do ludzi trzeba mówić głosem biblijnym: „Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie”. Gdy się tylko wprowadza didaskalia na plan, pierwszy, gdy się mówi językiem „intercoolera” i szpanuje polityczną wyższością, zawsze i wszędzie efekt jest ten sam – ludzie odwracają się plecami. Z konwencji partyjnej to ewentualnie Kaczyńskiego można posłuchać.

     

  • Jeden z pierwszych argumentów przeciw polskiemu członkostwu w Unii Europejskiej, jaki usłyszałem z zamierzchłych czasach, odnosił się do absurdów, czyli słynnego mierzenia krzywizny ogórków i bananów. Do tej puli pozornych absurdów dochodzi ślimak uznany za rybę i jeszcze tysiące takich kruczków wywołujących uśmiech zdrowego na ciele i umyśle człowieka. W Polsce też mamy takie kwiatki, na przykład w ustawie o VAT, gdzie na wiklinę surową i przetworzoną obowiązują różne stawki, a czy koszyk z surowej wikliny jest wikliną przetworzoną wie wyłącznie naczelnik poszczególnego Urzędu Skarbowego.

  • Pamiętajcie moi Drodzy, że polityka to brud, syf, nędza i ubóstwo, tutaj się estetyki i przyjaźni spodziewać nie należy. Przypominam brutalny banał, zaraz po serii tekstów, którymi naiwnie broniłem Beaty Szydło, a wyrażałem ograniczone zaufanie do Mateusza Morawieckiego. Można sobie poużywać, że jestem niekonsekwentny, ale to nieprawda, jestem do bólu konsekwentny. Dymisja Beaty Szydło cieszącej się najwyższymi notowaniami w rządzie i sympatią zdecydowanej większości elektoratu PiS, to co najmniej polityczna ruletka i dopiero poznamy jej skutki. Dymisja Macierewicz to zupełnie inna bajka.

     

  • Na oczach całej Polski ostatecznie pryska mit sprawnego, stanowczego i profesjonalnego polityka Grzegorza Schetyny. Mit ten podtrzymywała nie tylko PO, ale też niestety PiS, z pokorą przyznaję, że sam również powtarzałem głupoty o mistrzu Schetynie.

  • Jako człowiek doświadczony przez „wymiar sprawiedliwości” od lat powtarzam, że największą patologią jest swobodna wykładnia, która odbiega od litery prawa, logiki i doświadczenia życiowego. Większość przepisów prawnych wbrew pozorom i opiniom nie jest wadliwa, ale dopiero interpretacje czynią z nich potworki.

  • Rozpoczął się mój ulubiony skecz, całe tabuny ekspertów i dziennikarzy, notorycznie mylących pozew, czyli prawo cywilne, z aktem oskarżenia, czyli prawo karne, zajęły się „bombą atomową” odpaloną przez Komisję Europejską. Jest to jeden z tych skeczów, w których przymiotniki zastępują artykuły i paragrafy. Czego to się człowiek nie naczyta: gigantyczne, precedensowe, dramatyczne, tragiczne, potężne i w końcu atomowe uderzenie w Polskę. Jak mantrę ignoranci i propagandyście powtarzają też inne „atomowe” słowo – sankcje!

  • Jeśli dziś jest 31 sierpnia, to jutro będzie 1 września, dzień podwójnie wyjątkowy. 78 rocznica wybuchu II Wojny Światowej, czyli niemieckiej napaści na Polskę i pierwszy dzień szkoły, w tym roku przesunięty na 4 września. Wszystkie wymienione daty są ważne dla polskiej historii, łącznie z 4 września, bo od tego dnia dzieci zaczną się uczyć w szkole, że Lech Wałęsa był płatnym kapusiem SB pseudonim „Bolek” i sprzedawał swoich kolegów za pralkę, lodówkę, flaszkę wódki. Przypominam, a właściwie informuję, o tym mało znanym fakcie, ponieważ w ludzkiej naturze leży więcej marudzenia, narzekania i oczekiwania na cud, niż radości z cudu, który nastąpił.

  • Maski opadły? Nic głupszego w kontekście najnowszej komedii w wykonaniu spadkobierców PRL-u napisać się nie da. Oni nie mają żadnych masek, na ich twarzach wszystko jest odmalowane realistycznie, bez żadnych udziwnień kubistycznych, czy innych kolaży. Reżyserowane protesty w obronie konstytucji i sądownictwa miały tak jasno wyłożone intencje i motywacje, że nie trzeba było tworzyć „teorii spiskowych”. Napis rzucony na budynek Sądu Najwyższego „To jest nasz sąd” też nie był, ani wpadką, ani metaforą, był stanem umysłu i przekonań protestujących. Bronili „swojego” Trybunału Konstytucyjnego i bronią „swojego” Sądu Najwyższego!

  • Słowem należy posługiwać się precyzyjnie, od tego zależy bardzo wiele, czasami wszystko. Niewłaściwie użyte słowo w najlepszym razie prowadzi do niezrozumienia, w razach pośrednich do ośmieszenia, a w skrajnych przypadkach do śmierci. Z wyjątkiem rozmów przy wódeczce albo innych napojach wyskokowych, zawsze i wszędzie trzeba mówić zrozumiale i najprecyzyjniej jak się da.

  • Zacznę do dwóch przypomnień, bo domyślam się, że mało będzie chętnych, aby się zgodzić z moją tytułową charakterystyka postaci. Bronisław Komorowski jest obecny w polityce od początku III RP. Miał wzloty i upadki, ale do 2010 roku na pewno nie był synonimem obciachu, bigosu i biegania po krzesłach. Ryszard Petru, o czym mało kto wie albo pamięta, staż polityczny ma dokładnie taki sam, jak Komorowski. Zaczynał jako asystent posła Frasyniuka, a potem błądził po gabinecie politycznym Leszka Balcerowicza, z legitymacją Unii Wolności. Petru również, w co trudno uwierzyć, aż do 2015 roku nie był chodzącą kompromitacją i symbolem wpadek.

  • Nie powiem, żebym przepadał za corocznym sportem, który polega na zestawianiu najważniejszych wydarzeń roku i wyborze człowieka roku. Drugą kategorię sobie podaruję, bo musiałbym wskazać kilkoro polityków, aby zbudować z tego jednego człowieka roku. W pierwszej w zasadzie jest łatwo, przynajmniej dla mnie, ale to co najważniejsze ma słodko-gorzki smak.

    Zazwyczaj przypomina się dobre rzeczy i tak było w zeszłym roku, ten rok niestety przyniósł wiele przykrych niespodzianek i jedną genialną rzecz, wszystko razem w hierarchii wartości.

     

  • Gadanie o pokorze i słuchaniu ludzi jeszcze jako tako się sprawdza, gdy się siedzi w ławach opozycji. Z chwilą przejęcia władzy kwestią czasu pozostaje, kiedy władza uderzy do głowy.

  • Tak się gra, jak przeciwnik pozwala, a ponieważ Prezydent Andrzej Duda postanowił razem z Kukiz’15 i Gowinem grać przeciw PiS i Kaczyńskiemu, który uczynił go prezydentem, to czas najwyższy na kontrę. Projekty ustaw miały być opublikowane zaraz po konferencji, tej pierwszej, z godziny 12.00, ale jak wiadomo dotarły do sejmu dopiero dziś o 16.00. Powód takiego stanu rzeczy dość łatwo wytłumaczyć tragifarsą dnia wczorajszego oraz dzisiejszymi szczegółami, które dopełniają tragicznego obrazu. Ustawy były pisane chaotycznie, z poprawkami pod polityczną i medialną wrzawę i co gorsze wygląda na to, że pod ochronę „najwyższej kasty”.

  • Prawica ma swoje ulubione rytuały, a wśród nich jeden szczególnie irytujący. Doszukiwanie się „szczucia”, „jątrzenia” i „podziałów” w każdym analitycznym myśleniu, które nie idzie po linii politycznych sympatii. Po wetach Prezydenta zaczęła się dziecinada kto jest zdrajcą, kto będzie przepraszał i najbardziej groteskowe zawołanie, że wszystko jest genialnym planem Kaczyńskiego, łącznie z wetami Prezydenta.

  • Upierał się nie będę, bo nie robiłem szczegółowych przeszukiwań, ale jestem prawie pewien, że nigdy po 1989 roku żaden rząd nie miał wyższych notowań po 2 latach niż na starcie. Biorąc poprawkę na wszystkie defekty i manipulacje sondażowe, a także samą pracownię CBOS, która nadal jest na rządowym kubku, najnowsze badanie i tak robi wrażenie.

  • Ustawa ograniczająca handel w niedzielę jest do bani z kilku powodów. Po pierwsze i tradycyjnie jest tam jeden wielki… bałagan pozwalający na rozmaite wygłupy i furtki. Trzeba do tych wszystkich komedii podchodzić z dystansem, bo co innego się odgrażać, a co innego popłynąć na grubą kasę przy otwarciu kawiarni w obuwniczym albo składziku z terakotą na dworcu, niemniej przepisy są takie jakie są. Jeszcze przed pierwszą wolną niedzielą słyszeliśmy o ewentualnych nowelizacjach, co też jest stałym elementem legislacyjnej tradycji.

     

  • Szybko się stoczy ten, który pomylił walkę o zasady, z taplaniem się w kisielu z motłochem. Człowiek dorosły nie może nie widzieć i nie rozumieć otaczającej go rzeczywistości inaczej staje się głupcem. Jest rzeczą oczywistą, że zadymy organizowane przez motłoch w czasie miesiącznic są działaniem zaplanowanym, przecież zadymiarze nie ukrywają swoich motywacji.

  • Wieczna wojna jakości z tandetą i szmiry ze sztuką jest pacyfikowana, jakże głupio używaną sentencją łacińską: „o gustach się nie dyskutuje”. Trzeba zacząć od tego, że owe słowa zostały wypowiedziane w czasie, gdy coś takiego jak bezguście praktycznie nie istniało. Nie licząc „dzieł” Nerona, w starożytnym Rzymie do sztuki, kultury, podobnie, jaki i nauki, nie byli dopuszczani analfabeci. Filozofowie, poeci, malarze prezentowali najwyższy poziom, reszta to rzemieślnicy, którzy z powodzeniem ośmieszyliby współczesnych „artystów”. Kontekst i odniesienie tej słynnej sentencji są jednoznacznie pozytywne, poeta miał na myśli tyle, że nie dyskutuje się o tym, czy Seneka, czy Cyceron jest bardziej „cool”.

     

  • Nie jest żadną sztuką mówić i pisać post factum, dużo trudniej jest napisać coś, co w konkretnej chwili jest tak mało popularne, że spotyka się z jednym wielkim śmiechem. Zaraz po „porażce” 27:1, byłem jednym z nielicznych, którzy twierdzili, że to sukces Polski w kilku aspektach.

  • Reforma sądownictwa jest potrzebna, ale z zupełnie innych powodów niż się większości wydaje. Wszystkie naiwne nadzieje, że po podpisaniu nowych ustaw, o ile w ogóle do tego dojdzie, nagle stanie się cud, są snem wariata. Kadry, kadry i jeszcze raz kadry, decydują o tym, jak wyglądają postępowania i wyroki sadowe. A skąd się te kadry biorą? Proszę sprawdzić dowolną apelację i spróbować znaleźć choć jedną, w której nie pracuje sędzia mąż i żona, ojciec i syn, brat i siostra, córka i mama, że o wujkach i ciotkach nie wspomnę. Nie ma takiej, nie ma ani jednej apelacji, a w mojej ocenie i „okręgówki”, gdzie takich układów nie znajdziecie.

  • Jeden z TVN-owskich programów po prostu uwielbiam, zakochałem się od pierwszego wejrzenia i jestem wierny do dziś. Na „Drugie śniadanie mistrzów”, prowadzone przez kelnera Marcina, czekam jak 30 lat temu czekałem na kolejny odcinek „Stawki większej niż życie”, a 25 lat temu na Benny Hilla w „Bliżej świata”.

  • Z całą pewnością gdzieś w Łazienkach albo w innym zacnym parku żywota dokonała wiewiórka, przygnieciona konarem kasztana, ale dziwnie cisza zapanowała w tej i wielu innych dramatycznych sprawach. Znudziła się też „męczeńska” śmierć Igora S. i nawet pigułka „dzień po” na receptę, nie wywołuje emocji. A propos pigułek i recept, całkowicie ucichły żądania i obawy „liberałów”, przecież miało być 40 razy drożej i komuna wróciła, bo na jednej ulicy zamordyzm PiS zabronił budowania 15 sieciowych aptek. No i jak tam, żyjecie?

CoalaWeb Social Links

Opublikuj: