Materiały nie wyrażają poglądów redakcji. Różnorodność celowa. Oceny i wnioski pozostawiamy Czytelnikom.
 

Migawki archiwum losowo - najnowsze poniżej

Pęknięcie w obozie euroatlantyckim? Tusk i UE przeciwko Trumpowi

Podczas środowej wizyty w Sofii na Szczycie Zachodniobałkańskim przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk w ostrych słowach skrytykował postępowanie prezydenta Trumpa na arenie miedzynarodowej. Postawę amerykańskiego przywódcy Tusk określił mianem “kapryśnej asertywności”. Dodał: “Patrząc na ostatnie decyzje prezydenta Trumpa, można wręcz pomyśleć: nie potrzeba wrogów, gdy ma się takich przyjaciół”.

 

Więcej…
Biedny jak wicepremier

Przyznanie nagród ministrom w rządzie Beaty Szydło po raz kolejny wywołało gorącą dyskusję, ile powinni zarabiać politycy. Listę nagrodzonych otwiera Mariusz Błaszczak, były szef MSWiA – 82 tys. 100 zł. Dopiero na drugim miejscu znalazł się premier Mateusz Morawiecki (75 tys. 100 zł). Taką samą nagrodę otrzymał Witold Waszczykowski, były szef MSZ, którego zapamiętamy jako odkrywcę państwa San Escobar, demaskatora cyklistów i wegetarian. Dostał o 5 tys. więcej od Elżbiety Rafalskiej, jednej z najlepszych ministrów w gabinecie Szydło. Jan Szyszko został oceniony równie wysoko jak Rafalska (zapewne za walkę do upadłego z kornikiem drukarzem).

 

Więcej…
„Zasymilowani” imigranci wolą grać dla swoich ojczyzn

Ciekawy artykuł opublikowała „Gazeta Wyborcza”, która zajęła się przyszłorocznymi piłkarskimi Mistrzostwami Świata w Rosji, a dokładniej eliminacjami do nich na kontynencie afrykańskim. Z tekstu możemy się dowiedzieć, iż podstawą kwalifikacji na tę imprezę drużyn Egiptu, Maroka oraz Tunezji było zasilenie ich piłkarzami urodzonymi i wyszkolonymi w państwach europejskich, co stawia pod znakiem zapytania prawdziwość tezy o asymilowaniu się potomków imigrantów wywodzących się z państw arabskich.

 

Więcej…
KRZYŻ PAŃSKI

Danuta opiekuje się matką chorą na  alzheimera. Nie pracuje, z  nikim nie utrzymuje kontaktów, codziennie bierze syrop na uspokojenie. Dom może opuścić najwyżej na pół godziny, żeby zrobić zakupy i iść do lekarza. Wtedy przywiązuje chorą do  łóżka. Alzheimer dał o sobie znać dziesięć lat temu.

Pewnego dnia matka stanęła na środku skrzyżowania i tak stała, bo  zapomniała nie tylko dokąd idzie, ale i kim jest. Wkrótce nie wiedziała już, jak się robi kupę, a potem przewróciła się i  trafiła do  szpitala. Od powrotu do domu ma lęki. – Postawiłam swoje łóżko przy jej i spałyśmy, trzymając się za ręce.

 

Więcej…
Kalifornia zalegalizowała rekreacyjną marihuanę

Wielu mieszkańców Kalifornii z wyjątkową radością powitało Nowy Rok. Oto w Złotym Stanie weszło w życie prawo dopuszczające konopie indyjskie do użytku rekreacyjnego. Niektórzy od razu po północy zapalili sobie skręta bez obawy przed interwencją stróżów prawa. 1 stycznia o świcie przed sklepami, które uzyskały licencję na sprzedaż marihuany, ustawiły się długie kolejki. Niektórzy, dręczeni jeszcze przez strasznego kaca, czekali cierpliwie na swoją porcję „trawki”, cukierków lub ciasteczek z marihuaną.–  Przeżywamy prawdziwe oblężenie! To zdumiewający historyczny moment – powiedział Robert Taft, założyciel sklepu z marihuaną w Santa Ana.

 

Więcej…
A A A

Henryk Martenka

  • I kudłate, i łaciate, pręgowane i skrzydlate. Te, co skaczą i fruwają, do roboty zapraszają... To tylko niewielka modyfikacja tekstu piosenki, którą w latach 70. i 80. w każdy poniedziałek po południu rozpoczynał się „Zwierzyniec”, niezwykły show Michała Sumińskiego. Dziś zwierzyniec nabiera innego, kadrowego kontekstu. Menażeria zaczyna bowiem przenikać urzędy i korporacje. A wszystko przez wymyśloną lata temu przez Japończyków modę, by przychodzić do pracy ze swym kudłatym bądź łaciatym przyjacielem. Obecność psa w pracy łagodzi obyczaje bardziej niż sonata skrzypcowa, zwiększa efektywność właściciela czworonoga i buduje jego spokój wewnętrzny.

     

  • W politycznym zamyśle te słowa miały być kpiną, może nawet szyderstwem. Miały urągać I prezes Sądu Najwyższego Małgorzacie Gersdorf, którą dobra zmiana sponiewierała w partyjnej śmieciarce. Słowa wyrzekła ikona „dobrej zmiany” Beata Szydło, polityczka drugoplanowa, do której rzadko jakie słowa pasują bardziej niż własne. Szydło przez pewien czas czuła się jak premier rządu, choć była nim tylko w niejawnym zastępstwie prezesa. W zastępstwie pozostaje nadal, co całkowicie wyczerpuje jej kompetencje, więc czuje się wreszcie, kim jest. Nie każdy w jej kręgu może to o sobie powiedzieć. Szydło, drwiąc z Gersdorf, zapomniała na przykład o Antonim Macierewiczu, czyli Żorżu Ponimirskim Prawa i Sprawiedliwości. Po zdemolowaniu armii i wyrżnięciu w pień kadry dowódczej pan Antoni został pozbawiony stanowiska ministra wojny, ale nigdy nie przestał się nim czuć!

     

  • Zapowiedź dobrej zmiany, dzięki któ- rej Prawo i Sprawiedliwość przejęło rządy w Polsce, ludzie potraktowali dosłownie, bo ją dosłownie zobaczyli – na przykład w dużych rodzinach. Jest dobra zmiana? Jest! Zapowiedź dobrej zmiany poważnie potraktowali też ludzie pracujący w służbie zdrowia, ale tu okazało się, że to tylko zapowiedź. Fakt, służba zdrowia, dychawiczna i  niedoinwestowana, ogrywana jest przez polityków od zawsze. Nikomu nie starczyło odwagi, by rachityczny pień przewrócić.

     

  • Humor, który nikogo nie bawi, i  dowcip, nakręcający wyłącznie prowadzącego, stały się osią benefisowego programu, na wyrost zwanego spektaklem, jaki miał uczcić pół wieku kabaretu Pod Egidą i osiemdziesięciolecie jego założyciela Jana Pietrzaka. Miało być dobrze, wyszło jak zwykle. Opolski program stał się najlepszą ilustracją zasady, że samemu sobie spieprzyć można wszystko. I niech nikt nie wierzy jubilatowi, który udawał dziecięcą radość w  wywiadzie dla prawicowego portalu:

  • W  gęstych patriotycznych i  bogoojczyźnianych oparach uczciliśmy 15 sierpnia Święto Wojska Polskiego. Podczas defilady warszawskiej wojsko stukało obcasami, dymiło czołgami, pyszniło się śmiercionośnymi Krabami, Langustami i  Rosomakami, a  z  nieba huczało samolotami. Wszędzie było „słychać miarowy, równy krok...”. Wprost namacalna zdała się pośród tłumu „święta miłość kochanej ojczyzny”.

  • Film „Upadek” chyba wszyscy znamy. Gość uwięziony w gigantycznym korku na autostradzie w Los Angeles nie wytrzymuje psychicznie. Wybucha, porzuca auto i napędzony furią rusza przed siebie... W podobnych okolicznościach Chrisa Rea stworzył wielki przebój „Road to Hell” („Droga do piekła”) napisany przez brytyjskiego wykonawcę w  bezkresnych korkach londyńskiej obwodnicy M25. Oba dzieła to artystyczne wyobrażenia społecznej sytuacji, która w Polsce dawno przekroczyła już masę krytyczną. Droga do piekła przestała być metaforą zatłoczonej drogi. Stała się rutynową informacją drogową. Jak tablica „Białystok 125 km”. Minął dziesięciodniowy majowy weekend (swoją drogą, jeśli tyle liczy weekend, to miesiąc musiałby mieć 70 dni!). Już dzień po nim policja podała dane, które uzasadniają znaczenie tytułu angielskiej piosenki.

     

  • Rok temu rajcy miasta Jersey, leżącego vis-à-vis Manhattanu, postanowili, że przekomponują fragment miejskiego centrum. Powstanie tam park. Aliści na środku terenu stoi duży pomnik ufundowany przez społeczność polską, której w stanie New Jersey niemało, a  poświęcony ofiarom zbrodni katyńskiej. Pomnik stoi tu od 1991 roku i jest dziełem nie byle kogo, bo liczącego się także w Ameryce rzeźbiarza Andrzeja Pityńskiego.

    Twórcom projektu nowego centrum pomnik jednak niespecjalnie pasuje, więc zdecydowano się go zdemontować i tymczasowo schować w magazynie. Potem się coś wymyśli, kombinowali rajcy i ich szef, czyli burmistrz Jersey City Steven Fulop, choć nie jest tajemnicą, że założycielom parku średnio pasuje postać człowieka przebitego na wskroś bagnetem. Przebąkują, że park to nie miejsce na takie horrory. Może nie wiedzą, jak wyjaśniać jego sens?

     

  • Niekiedy wystarczy drobiazg, by się potknąć i zdefasonować twarz. Kamyk na chodniku, mały uskok, nieraz własna noga i  nieszczęście gotowe. Ze  zdartą skórą twarzy, ruszającym się zębem i  obolałym nosem wyjeżdżał w  piątek z  Sejmu premier Morawiecki. Opadła zeń maska błyskotliwego menedżera, ukazał się drewniany, pozbawiony empatii urzędnik, klepiący banały, bo sytuacja przerosła go o głowę. „Królem lodu” nazwała premiera posłanka Nowoczesnej. Inni nazwali go gorzej. W Sejmie trwa okupacja skrawka podłogi zajętej przez matki opiekujące się dziećmi chorymi od  urodzenia.

     

  • ...mówi jeden z  bohaterów kultowej komedii, ale film jest z 1980 roku i jego autorzy mogli Ryśka Czarneckiego nie znać.

    Czasy były ponure, rządziła krwawa junta z generałem w czarnych okularach, a ta nigdy nie pozwoliłaby, żeby funkcję publiczną mógł pełnić funkcjonariusz tak mało udany jak Rysiek, od powicia zwany Richardem, gdyż zrodziła go matka w londyńskiej mgle. Już miejsce urodzenia namaściło małego Dicka do misji międzynarodowej.

     

CoalaWeb Social Links

Opublikuj: