Materiały nie wyrażają poglądów redakcji. Różnorodność celowa. Oceny i wnioski pozostawiamy Czytelnikom.
 

Migawki archiwum losowo - najnowsze poniżej

ACH, PANIĄ BYĆ!

Gdy Marek Tuliusz Cicero siedział w swoim domu i pisał swoje znakomite przemówienia, kilkudziesięciu, niewolników pracowicie wyciskało oliwę z  oliwek na jego plantacji. Nikt nie miał wtedy wątpliwości, kto jest Panem, a kto Niewolnikiem. Nikt też nie ośmieliłby się zaproponować Cyceronowi, by  w  ramach równouprawnienia też trochę powyciskał albo przynajmniej ponalewał do butelek. Nikt też nie mówił, że  od  tego wzrosłaby Jego pozycja społeczna. Dwieście, a nawet jeszcze sto lat temu mężczyźni w naszej cywilizacji musieli bardzo starać się o kobietę. I w końcu któraś godziła się zostać Panią jego domu. Było tu oczywiste, że to on musiał harować na utrzymanie jej i jej dzieci.

 

Więcej…
Gorzów Wlkp.: KOD broni pomnika upamiętniającego żołnierzy polskich i radzieckich

IPN domaga się rozebrania stojącego w Gorzowie Wielkopolskim pomnika upamiętniającego polsko-radziecką walkę z faszyzmem. Protestują Gorzowianie oraz, co zaskakuje, tamtejszy Komitet Obrony Demokracji, który – skądinąd słusznie – twierdzi , że „To część naszej historii”.

Więcej…
Telewizja pokazała (416)
A A A

opozycja

  • Sto razy na dzień nie ma sensu i zdrowia powtarzać, w jakiej kondycji jest tak zwana opozycja. Wszyscy, nawet Wyborcza, widzą, że to jest poziom zero albo i minus jeden. Po konwencjach partyjnych PiS i PO, resztki wiary i nadziei prysły jak bańka mydlana. Ciągnie się jedno wielkie przygnębienie i rezygnacja na wszystkich portalach związanych z III RP. Gdzieś jakiś desperat podejmuje próbę zaklinania rzeczywistości i pisze o bardzo rzeczowym wystąpieniu Schetyny, ale zaraz zostaje wyśmiany i to przez bezpośrednio zainteresowanych hasłem: „żeby było tak, jak dawniej”.

  • Nie jest łatwo być opozycją. Nie dlatego że jest ona w mniejszości, ale dlatego że nie może rozwinąć porywającej wizji przyszłości.

    Weźmy PO. Krytykuje PiS, ale pewnych tematów nie zahacza. Już w czasie swoich rządów, kiedy doszło do katastrofy smoleńskiej, nie bardzo oponowała na wydumane zarzuty PiS. A dlaczego? Moim zdaniem dlatego, że bałagan i zaniedbania w wojskach lotniczych, a pośrednio jedna z przyczyn katastrofy, to wina PO. Wydarzył się przedtem podobny wypadek, w którym zginęli czołowi dowódcy wojskowi. Opracowano raport zalecający co zrobić, aby uniknąć takich zdarzeń w przyszłości. I nic to nie dało, bo wniosków z raportu nie wdrożono. Więc PO wolała już znosić absurdalne zarzuty PiS niż przyznać się do zaniedbań, ukarać kogo trzeba i mieć czystą kartę.

    Tak dzieje się z wieloma innymi sprawami.

     

  • …ale jeszcze nie to, na co czekamy. Na razie PiS rośnie w siłę, prezes ma – chyba – mieszane uczucia, a my mamy odpowiedź na pytanie czy będzie partia prezydencka: raczej nie będzie, ale prezydent będzie ją… miał. Załatwi mu to Jarosław Gowin, tworząc ze swojej przybudówki do PiS, coś zbliżonego do partii politycznej. Tyle, że również satelickiej. Na razie?

    To jeszcze daleko nie rozłam w obozie władzy, to nawet nie pęknięcie, to tylko rysa, w tym, co jeszcze do lata wyglądało na monolit. I PiS na tym… korzysta, a opozycja traci. Gra jest bowiem o sumie zerowej, a mechanizm tkwi w składzie i nastrojach centralnej części elektoratu. Czyli części tych głosujących.

  • W czasach, kiedy Roman Giertych pełnił urząd wicepremiera i ministra edukacji, chodziłam do liceum. Doskonale pamiętam, jak żywy rezonans wywoływały wśród części moich kolegów i koleżanek jego kolejne pomysły, wprowadzone w życie lub nie – mundurki, ewidencjonowanie uczennic w ciąży, sprawdzanie przez „trójki”, czy w szkole jest przemoc, narkotyki i pornografia. Z grupą kolegów i koleżanek poszliśmy nawet na antygiertychową manifestację. A jakiś czas potem zdarzyło się tak, że spotkaliśmy naszego, delikatnie mówiąc, niezbyt lubianego ministra podczas wycieczki klasowej do Wilna, pod samą Ostrą Bramą.

  • Wyobraźmy sobie, że pan Kaczyński znudzony trochę i zniecierpliwiony paniami i panami z opozycji parlamentarnej i tych co nie załapali się do parlamentu dostaną od niego pocałunek miłości.

    Betonowe koło ratunkowe, dobre poprawnościowe danie – posypane cyjankiem wyrachowania niemalże makiawelicznego..

  • Jedyną znaną mi ideą, która może wyłonić wspólną listę obozu demokratów – i nie budzić niczyich podejrzeń oraz pretensji – są powszechne prawybory w gronie tych, którzy podpiszą deklarację demokratycznego minimum – pisze Paweł Kocięba-Żabski
     Wszyscy po cichu liczyliśmy na to, że Kaczyński zakiwa się w końcu na amen w swych dryblingach, zaplącze we własne nogi i tradycyjnie przegra sam ze sobą, jak to już wielokrotnie bywało. – Przecież własne demony go załatwią, prędzej czy później – mówili mądrale, skądinąd znawcy tematu.

     

  • Dziennikarze z pewnego tygodnika wybrali się na tereny, gdzie PiS ma najwyższe poparcie i porozmawiali ze zwyczajnymi ludźmi. Pod sklepem, pod kościołem, przy stole. No i dowiedzieli się, za co i dlaczego oni tak bardzo kochają PiS.

    To proste: kochają PiS, bo PiS ich kocha.

    PiS pieniądze daje i mówi zrozumiale. I niczego niepojętego od nich nie chce. Na przykład przestrzegania jakiegoś tam prawa.

    Jarosław Kaczyński głosi: ponad prawem stoi Dobro Narodu.

    Nie wiadomo wprawdzie jakie to Dobro, ale słuszne. I dla każdego to jest jasne.

    CO JEST PONAD PRAWEM WEDŁUG KACZYŃSKIEGO

    Nie bardzo wiadomo, ilu ich jest – a może czy w ogóle istnieją – wyznawcy Kaczyńskiego, którzy wiedzą, od kogo i jakie doktryny na temat prawa przejął on na prawniczych studiach i na całe dotychczasowe życie zachował.

     

  • Mam wrażenie, że Paweł Kasprzak pogubił się nieco. Jego deklaracja „10 września”, która została opublikowana 18 sierpnia w portalu „Obywatele RP” w artykule „Jesienny pucz – tezy”, była dobra na czas po odzyskaniu niepodległości na początku XX w., a nie na kryzys demokracji sto lat później. Kibicowałem dotąd poczynaniom Kasprzaka, jego konsekwentnemu i pokojowemu nieposłuszeństwu obywatelskiemu, które, jak sądziłem, miało służyć obronie konstytucyjnego porządku.

  • 13 stycznia zakończył się sondaż IPSOS dla Oko.press. Wynikają z niego arcyciekawe konkluzje: po pierwsze, rekordowe w tej akurat sondażowni (43 proc.) poparcie dla PiS. Po drugie – totalna klęska liberalnej opozycji. Po trzecie i najważniejsze: 11 procent dla potencjalnej nowej koalicji opozycyjnej.

     

  • Sejmowa Komisja Kultury i Środków Przekazu pracuje obecnie nad prezydencką ustawą o ustanowieniu Narodowego Dnia Pamięci Polaków ratujących Żydów. Miałby on być oficjalnie obchodzony 24 marca - w rocznice tragicznego mordu rodziny Ulmów. Wczoraj na komisji doszło do głosowania nad przekazaniem projektu do dalszych prac sejmowych. Przedstawiciele PO i Nowoczesnej, jako jedyni byli przeciwko. Czy ktoś jest to wstanie racjonalnie wyjaśnić?

     

  • Trzeba nauczyć się z powrotem robić i rozrzucać ulotki („Precz z komuną”, „Kaczka orła nie pokona”, „Jesień wasza wiosna nasza”, „Solidarność zwycięży”), tak by się nie dać złapać (najlepiej z dachów); trzeba zacząć się komunikować poza systemem, wymyślić i wyprodukować jakieś symbole (nowe oporniki?).

    Ja też myślałam, że to ironia. Ale pani profesor naprawdę uważa to porównanie za zasadne. I nie widzi żadnej sprzeczności w tym, że ludzie, którzy wówczas stroili się w oporniki, dziś płaczą nad swoim losem niczym rogacz Grzegorz Dyndała pod koniec swojej opowieści. Walczyliście z komuną, aby sprzedać za bezcen zakłady pracy i sprywatyzować każdy kamień leżący przy drodze.

     

  • W  środę 10 stycznia pod obrady Sejmu trafiły dwie skrajnie różne obywatelskie koncepcje ustaw. Jedna z nich, przewidująca liberalizację prawa do  usuwania ciąży, została odrzucona już przy pierwszym czytaniu, i to nie głosami Prawa i Sprawiedliwości. Za  skierowaniem jej do  dalszych prac opowiedziało się 58 parlamentarzystów PiS, między innymi: Jarosław Kaczyński, Joachim Brudziński, Antoni Macierewicz i Krystyna Pawłowicz (sic!). Dalsze procedowanie ustawy uniemożliwił brak dziewięciu głosów, które mogła zapewnić opozycja.

     

  • Redaktor Jacek Żakowski poleciał na skargę. W opublikowanym na portalu wp.pl liście zaczynającym się od słów „Drodzy Amerykańscy Przyjaciele” zwrócił się do nieokreślonych dokładnie Amerykanów, by wpłynęli na prezydenta Donalda Trumpa.

    Wpływ ten zapewnić ma wizycie amerykańskiego prezydenta sznyt dokładnie według zamówienia redaktora Żakowskiego.

  • „W obozie opozycji trwa festiwal pogardy” – donosi triumfalnie Niezależna.pl. I ma całkowitą rację.

    Bo ani ostatnia wypowiedź Waltera Chełstowskiego („Duża, wystarczająca część obywateli Polski to głupcy”), ani Wojciecha Sadurskiego („nieoświecony plebs”), ani Tomasza Lisa („pan menel ma swego kandydata”) nie wskazują na to, żeby obrońcy demokracji przez ponad dwa lata rządów PiS jakoś szczególnie przybliżyli się do diagnozy, mogącej im wyjaśnić genezę rosnących wciąż słupków poparcia pomimo ewidentnej rozwałki kolejnych państwowych instytucji.

    Współtwórca KOD z pychą, która, aż dziw, że nie rozsadziła wszerz facebookowego feeda, stwierdził, iż „jak w każdej dyktaturze” istnieje „rozumna mniejszość”. I on się do niej kwalifikuje.

     

  • Słowem należy posługiwać się precyzyjnie, od tego zależy bardzo wiele, czasami wszystko. Niewłaściwie użyte słowo w najlepszym razie prowadzi do niezrozumienia, w razach pośrednich do ośmieszenia, a w skrajnych przypadkach do śmierci. Z wyjątkiem rozmów przy wódeczce albo innych napojach wyskokowych, zawsze i wszędzie trzeba mówić zrozumiale i najprecyzyjniej jak się da.

  • Opozycjonistów ci u  nas pełno, a jakoby żadnego nie było, tacy są nijacy, bezradni i bezsilni. To też Kaczyński w ogóle się nimi nie przejmuje i robi, co mu się żywnie podoba. Gdyby tylko chciał, miał taki kaprys, to ogłosiłby się Królem, Cesarzem, Carem jednocześnie, i  nikt by  mu w tym nie przeszkodził. Wszechmogący Jarosław, którego konstytucja się nie ima, ogrywa parlamentarną opozycję jak chce. Bawi się nią niczym kot z ledwie zipiącą myszą.

  • Na potrzeby tego komentarza pominę dokładny opis bezprawia, które funduje nam właśnie partia niezbyt miłościwie panująca. Zrobili to inni – choćby Piotr Nowak w przedwczorajszym felietonie – z właściwą sobie precyzją udowadniając, że tak zwana ”reforma sądownictwa” jest zagrożeniem nie tylko dla naszych elit gospodarczo-politycznych oraz reprezentujących ich partii liberalnych – jak Platforma, Nowoczesna czy SLD – ale przede wszystkim dla tych, którym nie podoba się kulturowy i społeczny projekt wspólnoty quasifaszystowskiej, prymitywnej i chorej od nienawiści.

    Czyli prawie dla wszystkich. Nie zgadzam się jednak z tezą autora, który ratunku szuka przede wszystkim w zagranicy – w ewentualnych sankcjach instytucji europejskich.

  • Reakcja jest podła, ale reakcje jeszcze gorsze. Z końcem listopada człowiek chciałby już się otrząsnąć z niechcianych wrażeń po kolejnym Marszu Niepodległości, ale rzeczywistość skrzeczy nad głową i nie daje odetchnąć. Zrządzeniem losu tej jesieni jest zrzędzenie opozycji – tyleż słuszne, co denerwujące. Ta nadęła się znów paradnie po międzynarodowym spektaklu gorzkich żali z powodu nagle odkrytej faszystowskiej gorączki dolegającej w Polsce. Grzmoty z użyciem słowa „faszyzm” opublikowane w anglojęzycznych mediach sprawiły, że połowa tzw. narodu polskiego stała się specjalistami od faszyzmu i skrajnej prawicy.

  • Sejmowa komisja śledcza, pracująca pod wodzą mecenas Wasserman jest kolejnym dowodem na to, że PiS jest partią wcale innowacyjną. Wynalazła bowiem skuteczny instrument, który cyklicznie wprowadza opozycję w stan osobliwej hipnozy. Wówczas jej rozliczni przedstawiciele dokonują najpierw politycznego, intelektualnego czy publicystycznego samookaleczenia, a potem płaczą nad skutkami własnego postępowania. Wszystko publicznie, ba nawet ostentacyjnie. Jakby się wypinali do eksperymentu.

  • Pisząc o porywającej wizji przyszłości – nie miałem oczywiście na myśli jakiegoś krwawego odwetu na PiS. Może to kusząca wizja dla niektórych wyborców, ale nie chciałbym, żeby to był lejtmotyw wyborów.

     

  • Nie milkną echa „chama”. Śledzę na FB dyskusje w grupach anty-pis i co rusz rozmowy zatrącają o „chama”; jedni przyklaskują, inni się uruchamiają, jak ja, choć każdy z innych przyczyn. Pomyślałam, że pilnie potrzebna jest zmiana języka po naszej stronie, i wtedy przypomniało mi się, że rok temu popełniłam na tych łamach tekst O potrzebie zmiany myślenia i języka. Po roku tekst jest jeszcze bardziej aktualny i jeszcze bardziej pilny. Ten rok jako anty-pis straciliśmy kompletnie; nie dość, że tzw. opozycja nie posunęła się z myśleniem o Polsce ani na krok, to jeszcze w jej łonie dzieją się gorszące rzeczy, spór o to, kto przegra Polskę siedząc na stołku przewodniczącego.

     

  •  
    Wprawdzie nie chciałam nikogo zabijać, jak sugeruje dalszy ciąg piosenki Katarzyny Nosowskiej, ale rzeczywiście tekst Joanny Muchy z piątkowej „Gazety Wyborczej” zjawił się w samą porę. Dawno już żadna publicystyka nie podniosła mi tak ciśnienia skalą swoich manipulacji i przekłamań. „Gazeta Wyborcza” najwyraźniej postanowiła zabawić się przed wyborami samorządowymi w scenę dla polityków liberalnej opozycji. Joanna Mucha, „posłanka PO, która przygotowała założenia programu politycznego na kolejne 25 lat” i „wkrótce przedstawi je liderom opozycji”, nakreśliła ów program „w jak największym skrócie, w pięciu punktach”. Chciałabym je wspólnie z panią poseł przeanalizować.

CoalaWeb Social Links

Opublikuj: