Materiały nie wyrażają poglądów redakcji. Różnorodność celowa. Oceny i wnioski pozostawiamy Czytelnikom.
 

Migawki archiwum losowo - najnowsze poniżej

Mała antologia hymnów państw świata(2)

Przed tygodniem stwierdziliśmy, że hymny, podobnie jak książki, mają swoje losy. Barwne historie tych utworów tworzą kulturowe konteksty, niezbędne, by  zrozumieć tożsamość danego narodu. Ale wiele ciekawych anegdot wiąże się także z twórcami hymnów. Taki Claude Joseph Rouget de Lisle, autor „Marsylianki”, poza nią nie stworzył żadnego innego, godnego pamięci dzieła. Pieśń powstała w 1792 roku ku pokrzepieniu serc, bo  utwór miał natchnąć Francuzów do walki z Austriakami.

Napisał ją od ręki, by potem przez 44 lata nie stworzyć już niczego poza sprośnymi kupletami. Ale i on, i jego „Marsylianka” pozostali w historii powszechnej. Do historii nie weszła natomiast słabiutka, choć wielce patriotyczna śpiewogra „Fidlovačka”, napisana w latach 30. XIX wieku przez dwóch średnio utalentowanych czeskich twórców Josefa Tyla i Františka Škroupa. Niemniej jedna z pieśni tego dzieła, niespodziewanie – głównie dla autorów – zyskała nadzwyczajną popularność i przetrwała w kulturze masowej do XX stulecia.

 

Więcej…
Telewizja pokazała (355)
A A A

muzyka

  • Sezon urlopowy tuż-tuż. Na niejednym słonecznym parkiecie – a także w kinie – zabrzmi „Dancing Queen”. Tymczasem twórcy tego megahitu zapowiadają cyfrowy powrót, a Lady Gaga uczy Bradleya Coopera śpiewu! Czyż nie wspaniałe wiadomości na lato dla melomanów? Mój kolega mówił, że ABBA to najlepszy zespół na  świecie, bo  jego nazwę czyta się tak samo od początku i od końca. Nie na poważnie, oczywiście. Bo ABBA na pewno nie była popularna z powodu palindromowej nazwy i może nawet nie była najlepsza na świecie, ale niewątpliwie coś w sobie miała. Inaczej nie sprzedałaby tylu płyt.

    Mówi się o 380 milionach egzemplarzy (dane BBC). Tylko nieliczni wykonawcy mogą pochwalić się podobnym rezultatem. Grupa powstała w 1972 roku w Szwecji, skąd pochodzi trzech jej muzyków –  Agnetha Fältskog, Björn Ulvaeus i Benny Andersson. Czwarta członkini, Anni-Frid Lyngstad (pseudonim Frida), urodziła się w Norwegii, chociaż dorastała w Szwecji. Z pierwszych liter ich imion utworzono nazwę zespołu, ale nie od razu.

     

  • Odkąd obiegła świat wiadomość, że Daniel Craig zdecydował się na udział w kolejnej części przygód agenta 007, prasa filmowa i muzyczna ma o czym pisać. Bo  aktorstwo i  szeroko pojęta muzyka – zwłaszcza w bondowskich produkcjach – są nierozłączne. Od  motywów ilustracyjnych po ekranowe piosenki. Zarówno jedne, jak i drugie często stają się hitami.

  • Dzięki internetowym portalom muzycznym melomani mają nieograniczony dostęp do nagrań. Zarówno odpłatnie, jak i darmowo, choć w tym drugim przypadku z  nieznacznym uszczerbkiem dla jakości przekazu i z reklamami. Czasami nie wszystkie utwory z nowych płyt są od razu do  odsłuchu. Wydawcy próbują w ten sposób zachęcić melomanów do  zakupu premierowych nagrań na nośnikach fizycznych. Zwykle jednak po pewnym czasie te początkowo brakujące też udostępniają. Ponieważ wielu melomanom wystarczają bezpłatne odsłuchy, promotorzy szukają innych form sprzedaży oferty muzycznej. Najpopularniejszą są  koncerty. O  ile dawniej trudno było trafić na występ ulubionego wykonawcy, o tyle teraz niektórzy tak często koncertują, że niełatwo zdecydować się na termin.

     

  • Mimo że na listach przebojów królują ostatnio rap i hip-hop, to inne style też czasami dobrze sobie radzą w zestawieniach bestsellerów. Przykładem muzyka country. Takie nazwiska jak Kenny Rogers, Johnny Cash czy Willie Nelson nieobce są nawet melomanom niesłuchają- cym na co dzień rytmów z amerykańskiego południa. Są też artyści, którzy debiutowali piosenkami country, a teraz wykraczają poza ten gatunek z korzyścią dla popularności.

     

  • Podczas gdy najbardziej liczące się w świecie muzycznym nagrody – mowa o Grammy – zostały rozdane, czekamy nadal na wyniki wielu innych estradowych podsumowań. Polskich melomanów interesuje, którzy wykonawcy otrzymają Fryderyki. Te muzyczne nagrody przyznaje powstała w  1999 roku Akademia Fonograficzna. Tworzą ją twórcy, wykonawcy, a także dziennikarze muzyczni oraz inni fachowcy związani z estradą. Akademia liczy ponad 1300 członków i to oni – drogą tajnego głosowania – decydują o tym, którzy muzycy zostaną wyróżnieni.

     

  • Czwarta wizyta grupy The Rolling Stones w Polsce zachwyciła estradowym perfekcjonizmem muzyków, ich doskonałą – jak na niemłody już wiek (średnia 74 lata) – kondycją (Jagger nadal potrafi przebiec podczas koncertu kilkanaście kilometrów) oraz obfitością prezentowanych hitów. „Siema Warszawa! Siema Polska!” – krzyknął po naszemu wiecznie młody wokalista po ostatnich taktach hitu o wiele mówiącym tytule „It’s Only Rock’n Roll (But I Like It)” („To tylko rock and roll, ale go lubię”). „To  jest nasz piąty koncert w Polsce” – dodał. Pierwsza wizyta Stonesów miała miejsce 13 kwietnia 1967 roku. Grupa wystąpiła wtedy w warszawskiej Sali Kongresowej dwa razy. Nie obyło się bez zgrzytów i niespodzianek.

     

  • Mało kto dziś pamięta film „Białe noce” (1985), ale pochodząca z tego dramatu oscarowa piosenka „Say You, Say Me”, którą śpiewa Lionel Richie, jest wciąż z  nami. Filmowa muzyka buduje nastrój, stopniuje napięcie, a niekiedy raczy widzów przebojowymi melodiami. Dlatego podczas imprez podsumowujących filmowy rok nagradza się nie tylko twórców i aktorów, ale też kompozytorów ekranowych melodii. Oscary dopiero w marcu – na razie poznaliśmy kandydatów do tej nagrody, o których za chwilę – a za nami pierwsza ważna impreza, wyróżniająca najlepsze piosenki ze ścieżek dźwiękowych.

     

  • Być żywym w  ludzkiej pamięci 40 lat po  śmierci to  nie lada sztuka. Ci, którzy  jej dokonali, są  żywi głównie dzięki encyklopediom i  podręcznikom. Budzić emocje, mieć miliony fanów cztery dekady po  pogrzebie, zarabiać dziesiątki milionów dolarów – do tego trzeba króla rock and rolla. Początki nie zapowiadały takiego końca. Tupelo – siermiężna mieścina w  zacofanym stanie Missisipi.

  • Niedługo poznamy laureatów jednej z najbardziej liczących się nagród muzycznych. Tegoroczna edycja Grammy jest pod kilkoma względami wyjątkowa. Przede wszystkim z uwagi na jej jubileuszowy charakter. Amerykańska Akademia Sztuki i Techniki Rejestracji rozda pozłacane gramofony po raz sześćdziesiąty. Pierwszy raz zrobiła to 4 maja 1959 roku. Przyznano wówczas 28 nagród. Później liczba kategorii się zwiększała, dochodząc nawet do stu. W tym roku jest ich 84 (nie licząc wyróżnień specjalnych za całokształt osiągnięć), a wśród nich cztery najważniejsze: „album roku”, „nagranie roku”, „piosenka roku” i „najlepszy nowy artysta”.

     

  • Powolutku, chcę czuć zapach twojej szyi, powolutku, pozwól szeptać ci do ucha... To słowa utworu, który zdobył miano globalnego przeboju 2017 roku. Od premiery, która odbyła się 13 stycznia, do dziś w serwisach streamingowych piosenkę „Despacito” („Powolutku”) odsłuchano ponad 4 miliardy 600 milionów razy. Na YouTube – ponad 2 miliardy 800 mln razy.

  • Ile kosztują najdroższe skrzypce świata? W ciągu ostatnich lat ceny skrzypiec uważanych za najlepsze poszybowały. O ile jeszcze kilkadziesiąt lat temu zakup wartościowego instrumentu leżał w zakresie możliwości najzamożniejszych osób prywatnych czy fundacji, dziś mogą sobie na to pozwolić nieliczni.

     Na marginesie odbywającego się w  Poznaniu XV Międzynarodowego Konkursu im. Henryka Wieniawskiego przedstawiamy osiem spośród najcenniejszych instrumentów świata. Na zdjęciu znana hiszpańska skrzypaczka, Eva Leon.
     
  • Jan Chojnacki – wielki miłośnik i popularyzator bluesa. Z  wykształcenia jest ekonomistą, ale jego pasją był i jest blues. W kolekcji ma tysiące płyt. Przez kilkadziesiąt lat związany z  Polskim Radiem. Od 1975 roku prowadzi w radiowej Trójce audycję „Bielszy odcień bluesa”. W latach 80. wraz z  Wojciechem Mannem przygotowywał i prowadził w TVP2 jedyny wówczas program poświęcony muzyce rockowej „Non Stop Kolor”.

     

  • Zapowiada się gorące lato. Nie chodzi o pogodę, która bywa kapryśna i może spłatać figla, ale o plany koncertowe. Te są bowiem na wakacyjny sezon wyjątkowo atrakcyjne i  raczej nie będą podlegać zmianom, chociaż mogą zdarzyć się pewne przesunięcia. Fani Ariany Grande doskonale wiedzą, że po terrorystycznym ataku w Manchesterze artystka odwołała swój przyjazd do  Łodzi. Pod znakiem zapytania stał również występ kanadyjskiego rapera o pseudonimie The Weeknd (prawdziwe nazwisko Abel Makkonen Tesfaye), ale mimo to w czerwcu wszystko przebiegało zgodnie z planem. Mamy w pamięci występ grupy Coldplay.

  • Rok zaczął się pomyślnie dla dwóch słynnych artystów. Ringo Starr (prawdziwe nazwisko Richard Starkey) oraz Barry Gibb znaleźli się na liście osób uhonorowanych szlacheckim tytułem Rycerza Kawalera (Knight Bachelor). Wyróżnia się w ten sposób wybitnych polityków, naukowców, dziennikarzy, artystów i sportowców w krajach będących członkami Wspólnoty Narodów, czyli uznających brytyjskiego monarchę za władcę. Osoby, które dostępują takiego zaszczytu, są  tytułowane „Sir” przed imieniem i nazwiskiem lub przed samym imieniem (tytułu nie używa się z samym nazwiskiem).

     

  • Rozmowa z JANEM BORYSEWICZEM, gitarzystą, liderem grupy Lady Pank

    –  Lady Pank zagra na  festiwalu w Opolu?

  • Wydawało się, że  po  naszych Fryderykach zakończy się seria muzycznych podsumowań, tymczasem w ubiegłym tygodniu za Atlantykiem swoje nagrody rozdał „Billboard”. To popularne muzyczne pismo przyznaje wyróżnienia, nie opierając się na głosach profesjonalistów – jak to jest w przypadku Grammy –  ale na sprzedaży płyt (zarówno fizycznych, jak i  wirtualnych, oferowanych przez serwisy muzyczne) i na podstawie ilości odsłuchów strumieniowych. Nagrody obrazują więc popularność wykonawców, a ta jest na ogół znana. Dlatego podczas gali, która odbyła się 20 maja w  sali MGM Grand Garden Arena w Las Vegas, nie było niespodzianek. Ed Sheeran, Bruno Mars oraz Luis Fonsi i  Daddy Yankee śpiewający „Despacito” z angielskim fragmentem w wykonaniu Justina Biebera to główni laureaci.

     

  • Kolejny dinozaur rocka zawitał do Polski, i to w okrągłą rocznicę od narodzin. Mija bowiem pół wieku od dnia, kiedy do działającej od 1961 roku formacji The Shadettes dołączył gitarzysta Manuel Charlton. Wówczas uformował się ostateczny, czteroosobowy skład zespołu. Nazwa The Shadettes nie brzmi znajomo? Tak, i nic dziwnego, bo ta szkocka kapela zmieniła ją przed płytowym debiutem na Nazareth. Pożyczyła nazwę od amerykańskiego miasteczka, o któ- rym śpiewa zespół The Band w piosence „The Weight”. Tak też zostało do dziś, bo zespół nadal działa i niewykluczone, że jeszcze usłyszymy jego kolejną płytę. Takie można było odnieść wrażenie, oglądając koncert zespołu w Łodzi.

     

  • Tak przysłowie mówi o toczących się kamieniach, którymi ochrzcili swój zespół muzycy The Rolling Stones. Grupa działa już 56 lat, nagrała w tym czasie ponad 20 płyt studyjnych, a w lipcu da koncert w Polsce. Wokalista Mick Jagger, zapytany w 1965 roku, jak długo jeszcze zamierzają występować, odpowiedział: „Nawet nie myślałem, że będziemy to robić dwa lata. Poza tym nie wierzyłem, że tak daleko zajdziemy. Jesteśmy jednak przygotowani, żeby pociągnąć jeszcze z rok”. W miarę dalszej działalności przynoszącej światowe hity muzyk diametralnie zmienił zdanie, bo już kilka lat później na  pytanie, czy wyobraża sobie robić to samo w wieku 60 lat, bez namysłu odrzekł: „Tak, oczywiście!”. I  nie pomylił się. Okazało się, że pozytywne nastawienie do życia czyni cuda.

     

  • Muzyczna sensacja na  miarę występu The Beatles w  amerykańskim telewizyjnym programie „The Ed Sullivan Show” w 1964 roku. Może nie aż tak przełomowa, ale niepokojąca miliony melomanów. Adele straciła głos. Szesnaście miesięcy od startu światowego tournée angielskiej wokalistki, której trzy płyty osiągnęły nakład 100 milionów egzemplarzy, czyniąc ją  jedną z  najpopularniejszych gwiazd estrady, trzeba było odwołać występy.

  • –  Kuśtykający półinwalida, tak niedawno określił siebie Phil Collins. Czyżby chciał przygotować publiczność na najnowszą trasę koncertową „Jeszcze nie umarłem”? Gdy 12 czerwca w kolońskiej hali Lanxess wśród siedemnastu tysięcy fanów wypatrywałem znanej wszystkim łysiny, na  scenę wolno, o  lasce wszedł zgarbiony dziadunio. Zobaczyć energetycznego idola młodzieńczych lat w takim stanie – to był cios.

  • Łączna wartość sprzedaży fizycznej i cyfrowej po pierwszych sześciu miesiącach tego roku osiągnęła poziom 125,5 mln zł, czyli ponad 6 mln zł więcej niż w analogicznym okresie 2016 roku. Eksperci zwracają uwagę na to, że rośnie przede wszystkim sprzedaż cyfrowa. Jej najpopularniejszą formą jest streaming, który stanowi już blisko 85 proc. rynku cyfrowego, a na kolejnych pozycjach są pobrania online i na telefony komórkowe. W stosunku do I półrocza 2016 roku najwięcej wzrosła sprzedaż płyt winylowych – aż o ponad 71 proc.

     

  • Jesień zwykle przynosi wysyp płytowych premier. W tym roku jest nie inaczej. Nawet dawni mistrzowie rocka (Stewart Copeland z Police, Mark King z Level 42, Adrian Belew z  King Crimson i  Vittorio Cosma) skrzyknęli się, żeby nagrać krążek pod szyldem Gizmodrome. Joe Bonamassa, mistrz gitary, też nie próżnuje. Nie tylko uraczył fanów filmową relacją ze swojego akustycznego koncertu w Carnegie Hall, ale też po raz czwarty dołą- czył do supergrupy Black Country Communion, czego efektem jest album „BCCIV”. Z  kolei Robert Plant, były wokalista Led Zeppelin, przypomniał się longplayem „Carry Fire”.

  • Zapowiada się bogaty sezon koncertów. Zjadą do nas muzyczni goście z całego świata i to ci najbardziej liczą- cy się, w tym Bruno Mars – triumfator niedawnej gali rozdania nagród Grammy. Artysta zostawił daleko w tyle konkurentów, zdobywając aż 6 pozłacanych gramofonów. Wszystkie za nagrania z płyty „24K Magic”. Piosenkarz wystąpi na zakończenie Open’er Festivalu (4 – 7.07).

     

  • Jesteśmy po  światowym Dniu Sklepu Płytowego (21 kwietnia). Dlatego tym razem parę słów na  temat branży fonograficznej i pewnym zgubnym nałogu. To wcale nie odradzające się zamiłowanie do  winyli. Akurat ten nałóg zgubny nie jest. Może nawet dostarczyć sporo przyjemności. Dlatego czarne płyty wróciły i są coraz częściej kupowane. W ubiegłym roku w USA, gdzie winyle stanowią 14 procent sprzedaży wszystkich fizycznych nośników muzyki, rozeszło się ich o 9 procent więcej niż rok wcześniej. Największym powodzeniem cieszyły się krążki The Beatles, Eda Sheerana, Pink Floyd oraz płyta z soundtrackiem do filmu „La La Land”. A przecież czarny krążek nie tylko tam wrócił do łask.

     

  • Londyńska „O2 Arena” 21 lutego tętniła muzyką. Odbyła się tam 38. edycja Brytyjskich Nagród Muzycznych. Było równie światowo jak na gali Grammy, a każdy z dostępem do internetu mógł imprezę obejrzeć w serwisie YouTube. Brytyjska estrada to – obok amerykańskiej – najbogatsze źródło modnej muzyki. Jest tak od debiutu The Beatles, a nawet od lat pięćdziesiątych, kiedy pierwsi Anglicy naśladowali Elvisa Presleya, Chucka Berry’ego czy Chubby’ego Checkera. Brytyjska scena muzyczna z  powodzeniem konkuruje –  można też delikatniej powiedzieć, że „wymienia doświadczenia” – z amerykańską. O niepisanej współpracy estradowych liderów świadczy obsada imprezy. Chociaż najwięcej nagród przyznano gospodarzom, to w kategoriach międzynarodowych przeważali Amerykanie.

     

  • Relacja z Top of The Top Festival Sopot 2017. Gdyby nie determinacja i ambicja Marcina Perzyny, szefa Festival Group, dyrektora artystycznego, producenta i reżysera Top of The Top Festival Sopot, nie byłoby tej imprezy. Nie przywrócono by legendarnego Międzynarodowego Festivalu Piosenki w Sopocie.

  • Jak długo nie żyje Freddie Mercury? Bez pomocy mądrego smartfona zapewne niejeden meloman w pierwszej chwili odpowie, że 10, może 15 lat. Tymczasem nie ma go z nami ponad ćwierć wieku (zmarł 24 listopada 1991). Trudno uwierzyć! Ale czas bez niego wydaje się krótszy, bo towarzyszą nam wciąż śpiewane przez niego piosenki. Słuchamy ich w radiu, z płyt, ze ścieżek dźwiękowych filmów, ściągamy z internetu. Sprawiają wrażenie, że muzyk wciąż jest z nami. Zdarza się nawet, że Mercury pojawia się na scenie, jak to niedawno było w łódzkiej Atlas Arenie podczas koncertu Queen i Adama Lamberta.

     

  • Muzyka pociągnęła film czy odwrotnie? Trudno na to pytanie odpowiedzieć, bo zarówno obraz kinowy, jak i pochodzące z niego nagrania przyciągają miliony odbiorców. „Pamiętam czasy, kiedy największe studia nie wierzyły, że kobiety lub przedstawiciele mniejszości rasowej mogą podźwignąć filmy o superbohaterach – powiedział Jimmy Kimmel, otwierając tegoroczną ceremonię rozdania Oscarów. – A pamiętam te czasy, bo to było w marcu ubiegłego roku”. Tak gospodarz filmowej gali żartobliwie nawiązał do nieoczekiwanego sukcesu obrazu „Czarna pantera” (oryginalny tytuł – „Black Panther”), który miał światową premierę 29 stycznia, a u nas zadebiutował 14 lutego.

    Film jest ekranizacją komiksowych przygód tytułowego pogromcy zła, wymyślonego przez firmę Marvel Comics, która publikuje także historie z udziałem Iron Mana, Spider-Mana, Hulka, Fantastycznej Czwórki, Avengers, X-Men oraz innych komiksowych postaci. „Czarna pantera” jest o tyle nietypowa dla filmów o superbohaterach, że ze złem tego świata walczy na ekranie Afroamerykanin.

     

  • „Ponieważ mieszkałam w Nashville, lubię piosenkami opowiadać” – twierdzi 27-letnia wokalistka, zarazem wielbicielka kotów. – Nawet jeśli wykonuję utwory pop lub przeboje taneczne, to chciałabym, aby słuchacze przy nich pomyśleli”. Światowy rynek muzyczny rośnie. Międzynarodowa Federacja Przemysłu Fonograficznego informuje, że jego wartość w ubiegłym roku powiększyła się o 5,9 proc. w stosunku do 2015 roku. Sytuacja jest zatem pomyślna dla artystów, którzy na tym rynku zarabiają. Taylor Swift pod tym względem należy do czołówki.

     

  • Fani amerykańskiego futbolu są  świeżo po  tegorocznej edycji największego sportowego wydarzenia w USA, jakim jest Super Bowl, czyli finał rozgrywek National Football League (Narodowej Ligi Futbolowej). Podobnie jak w latach ubiegłych, zainteresowanie zmaganiami bojowo wyglądających sportowców – w potężnych kaskach na głowach i z baterią ochraniaczy ukrytych pod strojami – było w tym roku ogromne. Średnia oglądalność telewizyjnej transmisji wyniosła 103,4 miliona widzów, a końcówkę meczu oglądało 112,3 miliona (dane CNN Media).

     

  • Nawet Paul McCartney ich lubi, a  trudno nie polegać na guście byłego muzyka The Beatles. Na  dowód zagrał z  nimi na debiutanckiej płycie. Ale zacznijmy od... końca. Kiedy 12 czerwca na warszawskim Torwarze grali na  bis „School’s Out” i fragment „Another Brick in the Wall” z repertuaru Pink Floyd, lider i pomysłodawca przedsięwzięcia – zarazem główny wokalista grupy –  przedstawił współpracujących z nim muzyków.

    Zaczął od akompaniatorów, a na koniec wymienił trójkę członków kapeli: „Joe Perry! (po  nazwisku gitarzysty Aerosmith aplauz był ogromny). A  tego faceta znacie? Mistyczny, nieodgadniony, niesamowity Johnny Depp! (w  tym momencie do  braw dołączył wrzask zachwytu). – I wreszcie w roli Alice’a  Coopera... ja!”. Po  słowach tego 70-letniego muzyka, który na scenie wciąż wygląda i  śpiewa równie dobrze jak dawniej, owacje nabrały ogłuszającej mocy. Występujący pod jego kierunkiem Hollywood Vampires – bo to o nich mowa – zasłużyli sobie na owacyjne przyjęcie. Wprawdzie grali w Warszawie niespełna półtorej godziny, ale jak!

     

  • Słynny muzyk zrobił nam podczas koncertu reklamę. Czy jednak dobrą? Powiedział, że przesyła wiadomość do ludzi, którym się odbiera wolność. Jeśli ktoś uważa, że wszystko, co dzieje się w Polsce, zostaje w Polsce, jeśli nie liczyć informacji przepływających na wysokich szczeblach międzyrządowych, drogą dyplomatyczną, to się grubo myli. Może nie wszyscy w innych krajach dokładnie śledzą wydarzenia u nas, ale mają o nich pojęcie nie tylko zagraniczni politycy.

  • Rytm do muzyki można wybijać drewnianymi pałkami na bębnach i talerzach, jak to zwykle robi perkusista, lub wykorzystywać w tym celu elektronikę, w  czym celują raperzy. Ostatnio o legendarnym perkusiście oraz o artyście wyspecjalizowanym w rapie jest głośno. Wracają Beatlesi! Oczywiście nie w pełnym składzie i nie pod słynną nazwą.

  • Artystów estradowych wciąż przybywa i powstaje tyle piosenek, że nawet doświadczonym melomanom trudno do  wszystkich tytułów dotrzeć. Jednak są w natłoku docierających do nas nagrań takie, które niemal każdy zna, nawet jeśli w ogóle nie interesuje się muzyką. Należą do nich utwory „Linger”, „Zombie”, „When You’re Gone” oraz niektóre inne z  repertuaru irlandzkiej grupy The Cranberries. O  tym zespole –  reprezentującym alternatywny rock wzbogacony o  pop i  delikatną celtycką nutę –  jest ostatnio głośno, bo  poniósł olbrzymią stratę.

     

  • Występował i nagrywał z Bobem Dylanem i  George’em Harrisonem. Już samo to  jest dostateczną rekomendacją. Jeśli dodać do  tego trzy jego albumy solowe oraz trzynaście na  czele formacji The Heart breakers, które rozeszły się w nakładzie ponad 80 milionów egzemplarzy, to już nie ma żadnych wątpliwości, że  mowa o  artyście z muzycznej pierwszej ligi. Niestety, Tom Petty – bo o nim mowa –  2 października na  zawsze odszedł, pozostawiając grono wybitnych rockmanów o  jednego wykonawcę mniejsze. Udał się w „wielką szeroko otwartą przestrzeń”, jak śpiewał w jednym ze swoich przebojów.

  • Rozmowa z KRZYSZTOFEM KRAWCZYKIEM, piosenkarzem jubilatem

    Nagrał około 50 płyt, ale ze składankami i tematycznymi będzie ich 127, w  tym 32 złote i  8  platynowych. Na  tegorocznym 55. KFPP w Opolu obchodził jubileusz pracy piosenkarskiej i za 55 lat na scenie otrzymał nagrodę w postaci kryształowej „Jedynki” oraz tytuł „króla Opola”, ponieważ jego piosenka „Ostatni raz zatańczysz ze mną” zajęła I  miejsce w  plebiscycie „Super Expressu”. Od lat utrzymuje się na fali niczym jego przebój „Parostatek”.

    – Przejmujesz się opiniami na swój temat?

     

CoalaWeb Social Links

Opublikuj: