Materiały nie wyrażają poglądów redakcji. Różnorodność celowa. Oceny i wnioski pozostawiamy Czytelnikom.
 

Migawki archiwum losowo - najnowsze poniżej

Drodzy przeciwnicy Comeya, wzburzeni teraz jego zwolnieniem: zamknijcie się wreszcie!
Może Donald Trump nie osuszył bagna w jakiś paranoiczny sposób, czego wielu ludzi po nim oczekiwało (należy pamiętać, że mocno uproszczone obietnice z kampanii wyborczych służą zdobyciu głosów; realne życie jest o wiele bardziej skomplikowane), Więcej…
Nieefektywne sądownictwo hamulcem polskiej gospodarki

Mimo, że Polska jest w czołówce UE pod względem liczby sędziów, a nakłady na sądownictwo w relacji do PKB są jednymi z najwyższych w całej Europie, to na rozstrzygnięcie przed sądem sporu dotyczącego spraw gospodarczych potrzebujemy średnio aż 685 dni. Dla porównania - brytyjski przedsiębiorca na rozstrzygnięcie sporu przed sądem musi czekać 437 dni, a węgierski - jedynie 395 dni.

Więcej…
Mistrzowie internetu XCII - Chce kupić Facebooka, żeby potem go usunąć

W dzisiejszym odcinku m.in. czym jest sport ekstremalny; ciekawy pomysł na biznes; pretensje do Lewandowskiej; paragon z zabrzańskiego Multikina; jak powstały piramidy oraz przejściówka dla teściowej.

#1.

 
Więcej…
Supereksfakty. Paweł Adamowicz

Dziennikarze Super Expressu odkryli, że Mariusz Błaszczak (48 l.) to przykładny tata! „(...) W poniedziałkowy poranek tysiące uczniów ruszyły na akademie rozpoczynające nowy rok szkolny. Jedni samotnie, innych odprowadzali rodzice. Minister Błaszczak przed uroczystościami inaugurującymi zawiózł trójkę swych pociech do jednego z legionowskich kościołów. To był rzadki widok – wyluzowany, bez krawata i białej koszuli.

Więcej…
Gabrysia spędzi święta w domu

Dziewczynka bardzo się bała, że terapia, która właśnie się rozpoczyna, będzie prowadzona w szpitalu i tam będzie musiała pozostać na święta. – Nawet trochę płakała, bo w domu ma  piękną choinkę i  przygotowane prezenty dla przyjaciół – opowiada Weronika Chojecka, mama Gabrysi. Na szczęście ostatnia wizyta w klinice i badania pokazały, że dziecko może wrócić do domu. Weronika Chojecka została wyposażona w pierwszą partię leków i sama, dwa razy dziennie, będzie podawać je córce. To wzmacniające organizm interleukiny niezbędne, by przygotować organizm dziecka do późniejszej terapii przeciwciałami ANTY-GD2. Przypomnijmy- zobacz TUTAJ–  chodzi o  8-letnią dziewczynkę, której tak pięknie i spontanicznie pomagają wszyscy, którzy dowiedzieli się o jej chorobie.

Więcej…
A A A

PiS

  • Sto razy na dzień nie ma sensu i zdrowia powtarzać, w jakiej kondycji jest tak zwana opozycja. Wszyscy, nawet Wyborcza, widzą, że to jest poziom zero albo i minus jeden. Po konwencjach partyjnych PiS i PO, resztki wiary i nadziei prysły jak bańka mydlana. Ciągnie się jedno wielkie przygnębienie i rezygnacja na wszystkich portalach związanych z III RP. Gdzieś jakiś desperat podejmuje próbę zaklinania rzeczywistości i pisze o bardzo rzeczowym wystąpieniu Schetyny, ale zaraz zostaje wyśmiany i to przez bezpośrednio zainteresowanych hasłem: „żeby było tak, jak dawniej”.

  • Choć od powstania rządu Prawa i Sprawiedliwości minęło ledwie półtora roku, to tytułowe pytanie nie jest przedwczesne. Wprawdzie do wyborów parlamentarnych Polacy mają jeszcze dwa i pół roku, nie jest to jednak odległa perspektywa.

  • Nie jest łatwo być opozycją. Nie dlatego że jest ona w mniejszości, ale dlatego że nie może rozwinąć porywającej wizji przyszłości.

    Weźmy PO. Krytykuje PiS, ale pewnych tematów nie zahacza. Już w czasie swoich rządów, kiedy doszło do katastrofy smoleńskiej, nie bardzo oponowała na wydumane zarzuty PiS. A dlaczego? Moim zdaniem dlatego, że bałagan i zaniedbania w wojskach lotniczych, a pośrednio jedna z przyczyn katastrofy, to wina PO. Wydarzył się przedtem podobny wypadek, w którym zginęli czołowi dowódcy wojskowi. Opracowano raport zalecający co zrobić, aby uniknąć takich zdarzeń w przyszłości. I nic to nie dało, bo wniosków z raportu nie wdrożono. Więc PO wolała już znosić absurdalne zarzuty PiS niż przyznać się do zaniedbań, ukarać kogo trzeba i mieć czystą kartę.

    Tak dzieje się z wieloma innymi sprawami.

     

  • …ale jeszcze nie to, na co czekamy. Na razie PiS rośnie w siłę, prezes ma – chyba – mieszane uczucia, a my mamy odpowiedź na pytanie czy będzie partia prezydencka: raczej nie będzie, ale prezydent będzie ją… miał. Załatwi mu to Jarosław Gowin, tworząc ze swojej przybudówki do PiS, coś zbliżonego do partii politycznej. Tyle, że również satelickiej. Na razie?

    To jeszcze daleko nie rozłam w obozie władzy, to nawet nie pęknięcie, to tylko rysa, w tym, co jeszcze do lata wyglądało na monolit. I PiS na tym… korzysta, a opozycja traci. Gra jest bowiem o sumie zerowej, a mechanizm tkwi w składzie i nastrojach centralnej części elektoratu. Czyli części tych głosujących.

  • Od dzisiejszego – poniedziałek – przedpołudnia znajdujemy się w sytuacji politycznej zdecydowanie innej od tej, która była jeszcze w niedzielę wieczorem. Niezależnie od tego, czy i jak będzie zaklajstrowany jawny konflikt między prezesem i prezydentem, nie ma i już nie będzie jednego obozu władzy.

  •  Blisko tysiąc osób zebrało się w piątek wieczorem przed letnią rezydencją Prezydenta RP w Juracie. Wśród przeciwników zmian w sądownictwie dominowali ludzie młodzi, którzy przyjechali na Półwysep Helski na wakacje. Protestujący apelowali do Andrzeja Dudy, by zawetował uchwalone przez Sejm ustawy. Piątkowy wieczór. Początek weekendu. W  kierunku Władysławowa mknie sznur samochodów.

  • W latach 1955-1989 na ogół starałem się piórem i mordą stopniowo wyprowadzać ten kraj z tego, do czego teraz PiS zmierza. Znam więc drogę powrotną. Mogę lepiej niż otaczający Kaczyńskiego bezmózgowcy doradzać mu, którędy iść do mojego punktu wyjścia, aby dojść do jakże spójnego modelu władzy Bieruta, Bermana i Minca. Ich doradcą był Stalin, a nie Warchoł. Sądownictwo musicie teraz odpuścić, towarzysze z PiS.

  • Trwa właśnie ulubiona zabawa prawicy pod tytułem „Zaufajmy, nie dajmy się podzielić”. Jeśli chodzi o podziały to u mnie święty spokój, bo z nikim się nigdy nie połączyłem, robię swoje i mam nadzieję, że z pożytkiem dla innych. Zaufanie to odrębna kwestia, ale kryteria są dość czytelne. Ufać można komuś, kto nigdy zaufania zawiódł, kto się nie złamał w chwili próby, komu można powierzyć największe tajemnice i problemy.

  • Pani jest osobą wyjątkową. Może jednak nie każdy sędzia chce żyć, pracować w stanie permanentnego zagrożenie, napięcia.

    Każda władza ma blaski i cienie i każda z dwóch pozostałych miała zakusy na sądownictwo.

    Ale tej się udało.

    A może się nie udało?  Może po prostu przyszedł moment, że trzeba w sądach przeprowadzać reformy?

    Mówi Pani językiem PiS.

  • Ani godziny spędzone przed telewizorem. Ani święte oburzenie na rządzących. Ani tak liczne ostatnio marsze i protesty. Wszystko to nie zastąpi najważniejszego. Rozmowy. Podsumowanie mijającego roku wypada dla Polski zdecydowanie źle. Mimo rekordowo wysokiego poparcia dla członkostwa Polski w Unii Europejskiej, jesteśmy coraz dalej od Europy. Coraz dalej od wartości, które doprowadziły do powstania wspólnej Europy. Cztery swobody, będące podstawą wspólnoty europejskiej: swobodny przepływ ludzi, towarów, usług i kapitału, premier Mateusz Morawiecki nazwał „kolonizacją Polski przez Europę Zachodnią”. Zaś Komisja Europejska uruchomiła art. 7 unijnego traktatu, mówiący o poważnym naruszaniu przez Polskę zasad demokratycznego państwa. Instytucjom młodej polskiej demokracji można wiele zarzucić. Niewydolność sądów jest doświadczeniem 15 milionów obywateli, będących rokrocznie petentami w polskich sądach.

     

  • Rozmowa z dr. MARKIEM MIGALSKIM, politologiem, europosłem z listy PiS (2009 – 2014)

    – Co zaszkodziło PiS-owi? – W jednym czasie nałożyło się kilka przyczyn: ustawa degradacyjna, zapowiedź zaostrzenia aborcji, ale decydujące były nagrody, jakie otrzymali członkowie rządu Beaty Szydło. Te 65 tys. zł, które pani premier przyznała sama sobie, było o wiele bardziej niszczące dla władzy niż kilkaset milionów, które otrzymała Polska Fundacja Narodowa, gdyż większość Polaków porównywała te nagrody do wysokości swoich pensji.

     

  • Po powrocie z gór znalazłem na profilu Krzysztofa taki oto dokument, który przytaczam w całości, bo tworzy on ciąg logiczny:

  • „Zwykli Polacy” – wyborcy PiS- zostali zaskoczeni. Swojska i pokrzykująca premier Szydło została zastąpiona przez Mateusza Morawieckiego. Jest on odwrotnością pani premier. Wyalienowany ze społeczeństwa. Wielki majątek zbił na pracy dla zagranicznych kapitalistów: crème de la crème polskiego, finansowego establishmentu. W żaden sposób nie przystający do PiS. Tacy jak on budzą zazdrość i niechęć sporej części społeczeństwa, której w transformacji nie powiodło się. 

     

  • Jeszcze jedna partia dzisiaj? Taka sensowna, z prawdziwego zdarzenia, której pan, Władysław Frasyniuk, chluba Solidarności, jeden z ojców III RP, zaoferuje („Newsweek”, nr. 26/17) swoją aktywność dwadzieścia cztery godziny na dobę? To dobry pomysł. Dobry dla Jarosława Kaczyńskiego.

  • Bitwa zakończona... nawet jeśli gdzieniegdzie toczyć się będą jakieś potyczki. Przychodzi pora liczenia zdobyczy i strat.
    PiS w zasadzie odniósł zwycięstwo. Dzięki vetom Prezydenta i przybieraniu groźnych min załatwił co chciał.
    Podsumujmy więc:

  • Czy Jarosław Gowin zostanie grabarzem obecnego obozu władzy? To scenariusz trącający mocno political fiction, jednak podczas ostatniego kryzysu politycznego pokazały się wyraźne pęknięcia w skonsolidowanej dotąd strukturze rządzącej koalicji. Jednym ze słabych punktów jest właśnie obecny minister nauki i szkolnictwa wyższego.

  • Jeszcze nie tak dawno (2012 r.) PiS chciał wprowadzić ustawę o Centralnym Rejestrze Oświadczeń. Rejestr ten miałby informować, kto z działaczy partyjnych lub członków ich rodzin jest zatrudniony w spółkach Skarbu Państwa, w ministerstwach, agencjach rządowych oraz jakie z tego tytułu pobiera pensje. Może warto powrócić do tego pomysłu teraz, kiedy PiS ma większość w parlamencie?

  •  
    Prezesowi PiS nie podoba się najnowsza nowelizacja prawa łowieckiego. Najchętniej wycofałby przepisy dające niemal nieograniczoną wolność myśliwym. W połowie grudnia przyjęto specustawę, którą podyktowała potrzeba chwili – rosnąca liczba ognisk afrykańskiego pomoru świń. Polskie władze nadal pozostają w przekonaniu (choć nie potwierdzają tego żadne badania naukowe, a organizacje ekologiczne wyśmiewają tę teorię), że ratunkiem w tej sytuacji jest odstrzał prewencyjny.
     
  • Nie będzie ograniczeń kadencyjności burmistrzów, wójtów i prezydentów miast. Prawo i Sprawiedliwość nie chce ryzykować kolejnego konfliktu społecznego, który może się zakończyć spadkiem poparcie. Jarosław Kaczyński zapowiedział jednak, że jego ekipa do pomysłu powróci.

  • Półtoramilionowa kara nałożona w grudniu 2017 roku na TVN wywołała prawdziwą polityczna burzę, która w ostatecznym rozrachunku może zdmuchnąć tych, którzy ją rozpętali. Jarosław Kaczyński, według informacji podanych przez „Gazetę Wyborczą” uważa ukaranie prywatnego nadawcy za poważny błąd i zamierza wyciągnąć konsekwencje wobec odpowiedzialnych za tę decyzję.

     

  • Tylko obawa przed przypisywaniem genialności Jarosławowi Kaczyńskiemu powstrzymuje przed stwierdzeniem, że to On wymyślił kontrmanifestacje Obywateli RP przeciwko "miesięcznicom".

    Ten średni pomysł z miesięcznicami powstał na gorąco, pod wpływem emocji po katastrofie smoleńskiej. Jeśli przez jakiś czas /1 rok?/ może i miało to sens, to ciągnięcie tego w nieskończoność zaczynało być groteską.

  • Pisowski kapitalizm poprawia byt byłym antykomunistycznym opozycjonistom.

    „Wolna Polska przestaje być złą, niesprawiedliwą matką dla swoich dzieci” – mówił poseł PiS Janusz Śniadek, rekomendując przyjęcie zmian do ustawy o działaczach opozycji antykomunistycznej i osobach represjonowanych z powodów politycznych.

    402,76 zł plus. Najważniejsze zmiany dotyczą kasy.

  • Rząd PiS po raz kolejny pokazał, że potrafi rozdać pieniądze, dotrzymując swoich obietnic. Buduje sobie w ten sposób wiarygodność w powszechnym odbiorze społecznym. Tym razem beneficjantami będą górnicy i ich rodziny oraz twórcy i dziennikarze. Bardziej spektakularna jest wypłata rekompensaty za deputaty węglowe. Chodzi o to, że prywatne spółki węglowe, w związku ze swoimi problemami finansowymi za czasów rządów PO, masowo wypowiadały prawo do deputatu węglowego emerytom i rencistom. Sytuacja ta dotknęła około 240 tysięcy rodzin.

  • Kiedy polityk przekazuje dziennikarzowi informacje, to zawsze liczy na trzy rzeczy. Po pierwsze, że dziennikarz nie ujawni jego nazwiska, po drugie, że dziennikarz opublikuje to, co polityk powiedział, po trzecie, że będzie miał z tego korzyść. Dziennikarzem nie jestem, w każdym razie nie mam legitymacji, ale informacje od polityków dostaję dość regularnie i zawsze podkreślam, co jest moją spekulacją, a co przeciekiem. Piszę ten wstęp, bo do pasji doprowadzają mnie bezrozumne komentarze na Twitterze, które nie potrafią oddzielić zabiegów retorycznych, okrzyków bojowych i presji, od rzeczywistych informacji. Oficjalne konto portalu @kontrowersje w sobotę opublikowało coś takiego:

  •  
    – Co ma robić człowiek lewicy w państwie PiS?

    – Walczyć z państwem PiS oczywiście.

    – Ale przecież to państwo ma niewątpliwe osiągnięcia, których lewica nie może nie zauważać.

    – Zgoda, ta władza zyskuje poparcie dzięki trafnie dobranej polityce społecznej. Ale budowa państwa policyjnego to jest bat na lewicę, na ludzi pracy. Jak zaczną okazywać trochę niezadowolenia…

    – Ale póki co ludziom pracy jest lepiej. Przede wszystkim dzięki 500 plus, które sprawiło, że samotne matki trójki dzieci nie muszą już iść „na kasę” do supermarketu za 1000 złotych. Skończyła się zdesperowana quasi-niewolnicza siła robocza i tzw. pracodawcy musieli wreszcie zacząć uczciwie płacić. To rewolucja na rynku pracy.

    – Rewolucja na rynku pracy wiąże się nie tylko z 500 plus – ona wynika ze zmiany sposobu patrzenia na politykę gospodarczą.

     

  • Dziennikarze z pewnego tygodnika wybrali się na tereny, gdzie PiS ma najwyższe poparcie i porozmawiali ze zwyczajnymi ludźmi. Pod sklepem, pod kościołem, przy stole. No i dowiedzieli się, za co i dlaczego oni tak bardzo kochają PiS.

    To proste: kochają PiS, bo PiS ich kocha.

    PiS pieniądze daje i mówi zrozumiale. I niczego niepojętego od nich nie chce. Na przykład przestrzegania jakiegoś tam prawa.

    Jarosław Kaczyński głosi: ponad prawem stoi Dobro Narodu.

    Nie wiadomo wprawdzie jakie to Dobro, ale słuszne. I dla każdego to jest jasne.

    CO JEST PONAD PRAWEM WEDŁUG KACZYŃSKIEGO

    Nie bardzo wiadomo, ilu ich jest – a może czy w ogóle istnieją – wyznawcy Kaczyńskiego, którzy wiedzą, od kogo i jakie doktryny na temat prawa przejął on na prawniczych studiach i na całe dotychczasowe życie zachował.

     

  • Plany Prawa i Sprawiedliwości stają się coraz bardziej pokrzyżowane. Z krzyżem niby PiSowi bardzo po drodze, ale chyba nie w tym przypadku, bo może to być ich krzyż na drogę. Realizacja hasła „a  na  drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści” może pozostać na papierze (bezdrzewnym) z powodu coraz dotkliwszego braku drzew.

  • Dla uniknięcia wojny nie należy nigdy dopuszczać do spotęgowania nieporządku, ponieważ nie uniknie się jej, lecz tylko na twoją niekorzyść odwlecze.

    • Non si debbe mai lasciare seguire uno disordine per fuggire una guerra, perché la non si fugge, ma si differisce a tuo disavvantaggio. (wł.)

    [Niccolo Machiavelli Książę ]

    Wszelkie nagłe zdarzenia, niespodziewane decyzje w polityce wywołują niepokój i zanim się wszystko ułoży i należycie przemyśli, to lawina komentarzy i opinii pogłębia zamęt i potęguje niepewność.

  • PiS ma dwie nogi. Socjalną i ksenofobiczną. Dzięki tej pierwszej wygrał wybory i utrzymuje przyzwoite wyniki w sondażach. Ta druga to rezerwa, która w miarę coraz większych rozczarowań polityką społeczną partii rządzącej ma skupiać wyborców obozu władzy.

  • Będzie osobiście. Gdzieś w przepaściach Internetu przeczytałem wypowiedź Targalskiego, który nazwał mnie propagandystą PiS-u, tak, chodzi o tego Targalskiego. Ubawiłem się po pachy, ale jeśli tak ma być, to chciałbym uczciwie na zaszczytny tytuł zapracować. Mamy dziś dzień partyjnych zjazdów, PO zrobiło stypę w Warszawie, a właściwie w warszawce. PiS swoim zwyczajem wyjechało na prowincję.

  • Jeszcze przedwczoraj padały „prywatne” zapewnienia, że ustawy będą podpisane, ale mamy wakacje i każdy, nie wyłączając kancelarii, coś tam sobie popija. Czas wyciągnąć wnioski ze wszystkich pustych przecieków, dywagacji i hipotez. W pierwszej reakcji też poszedłem na skróty i wylałem naturalną frustrację, zamiast usiąść i pomyśleć. Polityka walenia cepem na oślep nie lubi i dlatego warto sobie na spokojnie wszystko poukładać.

  • PiS nie musi zmieniać Konstytucji. Porządek ustrojowy zmienia za pomocą kolejnych ustaw. Realizacja procesu transformacji liberalnego państwa prawa w państwo narodu i jednolitej władzy rozpoczęła się od demontażu instytucji stojącej na straży zapisów ustawy zasadniczej. Nie minęła jeszcze połowa kadencji parlamentarnej, a PiS zdążył rozłożyć na łopatki Trybunał Konstytucyjny. Tempo jest imponujące. Przypuszczalnie plan zostanie zrealizowany przed założonym terminem.

  • Nieważne jak się ten bajzel zakończy, ważne co ludzie zobaczyli! Muszę się przyznać do błędu i zawracania głowy Czytelnikom. Jednym wielkim błędem były próby racjonalnego wyjaśniania chaosu, czego jak wiadomo z definicji zrobić się nie da. Mam za to żelazne alibi, chaos moich interpretacji wynikał tylko i wyłącznie z chaosu decyzyjnego wewnątrz PiS. Po 15 latach obecności w Internecie i wyrobieniu sobie jako takiej marki, nie chcę nikogo przekonywać, że docierają do mnie rozmaite informacje, które się świadomie lub życzliwie podrzuca. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, wielu chce uruchomić ciche teksty sponsorowane u „blogerów”, które będą udawać obiektywizm, bo to się najlepiej sprzedaje.

     

  • PiS zaczynało rządzić z naprawdę olbrzymim poparciem. Mądrze wprowadziło też kilka rozwiązań socjalnych, które skutecznie utrzymywały słupki w górze. Teraz wszystko się sypie.

  • Do wizyty Donalda Trumpa w Warszawie zostało kilkanaście dni, ale jedno już wiadomo – entuzjastyczne przyjęcie gwarantowane. PiS już się o to stara.

  • Gołym okiem widać, że blisko już wybory samorządowe, więc władza kupuje sobie przychylność społeczeństwa. Skutecznie.

  • Nie ma końca w zakłamywaniu przez PiS historii. Jednym z frontów tej walki jest Muzeum II wojny światowej w Gdańsku. Odwołany przez ministra kultury i dziedzictwa narodowego Piotra Glińskiego były dyrektor Paweł Machcewicz uważa się za pokrzywdzonego i idzie do sądu, ale nie polskiego, tylko do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. A nowy dyrektor robi swoje porządki.

    Poza zmianami w układzie dotychczasowych ekspozycji, polegającymi np. na dodaniu historii rodziny Ulmów, rozstrzelanych za pomoc i ukrywanie Żydów w czasie II wojny światowej, zmieniana jest scenografia muzeum poprzez nawet wybijanie otworów w murach.

     

  • Od kilku tygodni PiS jest w głębokiej defensywie. Dobre wyniki gospodarcze oraz 500+ już nie wystarczają. Kończy się również paliwo, którym można by rozgrzewać elektorat. Argument "nie jesteśmy święci, robimy to i owo, ale tamci robili to bardziej" przestał działać, dokładnie tak samo jak za rządów Platformy w pewnym momencie przestało działać straszenie PiS-em (dzięki czemu partia Kaczyńskiego mogła wygrać wybory). Na nowogrodzkiej powinni to sobie mocno wziąć do serca i szybko wymyślić nową strategię działania. Inaczej w ciągu 1,5 roku powtórzą losy PO.

     

  •  
    Bardzo dobrze się stało, że kongres PiS (i przystawek) oraz posiedzenie Rady Krajowej PO odbyły się tego samego dnia. Dało to możliwość porównań. W tym korespondencyjnym pojedynku puszczono w ruch kłamstwa, manipulacje, agresję i dwie wzajemnie wykluczające się wizje państwa.
  • Ta scena pewnie przejdzie do historii polskiego parlamentaryzmu: trwa dyskusja nad projektem nowej ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa, poseł PO Michał Szczerba powołuje się na tłumaczoną z angielskiego broszurę o tym co politycy powinni wiedzieć na temat prawa. Schodzi z trybuny, zmierza do pierwszej ławki, w której siedzi prezes PiS-u, i kładzie przed nim omawianą broszurę.
  • Zjawiłem się na Placu Piłsudskiego równo o 15:30. Uroczystość odsłonięcia pomnika ofiar katastrofy Smoleńskiej właśnie się rozpoczynała. Słowa Andrzeja Dudy, jakoś dziwnie bełkotliwe i niepewne, dobiegły mnie gdzieś z oddali. Zresztą, nie interesowały mnie przemówienia pisowskich oficjeli. Pewnie mógłbym je odtworzyć w ciemno. Skupiłem się na ludziach, zwyczajnych obywatelach i obywatelkach. Uznałem, że jeśli ktoś tego dnia zasługuje na uwagę, to właśnie oni. Nieznośnie protekcjonalnie traktowani przez liberalne media  – jako irracjonalna, sfanatyzowana masa, skłonna do ślepej wiary w najbardziej niedorzeczne teorie na temat wypadku, którego przyczyny przecież już dawno zostały wyjaśnione.

    Lewicowa mikronarracja dodaje jeszcze spojrzenie klasowe –  o wykluczonych i sponiewieranych przez transformację, którzy manifestują niezadowolenie z abdykacji państwa ze sfery społecznej; protestują przeciwko ogólnej niesprawności aparatu państwowego, czego skutkiem była właśnie katastrofa. Nie chodziło mi o ośmieszenie czy wyciągnięcie kompromitującego oblicza. Za dużo tego było i takie podejście nie dostarcza prawdziwej odpowiedzi na pytanie: czym ten Smoleńsk i ten pomnik są dla ludzi, którzy przyszli 10 kwietnia 2018 roku na Plac Piłsudskiego.

     

  • Wyzwiska rzucane z mównicy sejmowej pod adresem opozycji dowodzą, że nerwy prezesa PiS-u są w stanie opłakanym. Czego lub kogo boi się Jarosław Kaczyński?

  • Wojciech Młynarski napisał w latach 80. piosenkę zatytułowaną „Ballada o dwóch koniach". Opowiadała o koniu posłusznym - „który w galop, cwał czy trucht pięknie ruszał, grzecznie ruszał na najmniejszy bata ruch" i drugim, cokolwiek narowistym.

    W ramach zarządzania kryzysem, woźnica prał grzecznego konia, w nadziei, że przykład zdyscyplinuje tego drugiego.

     

  • Telemost Mateusza Morawieckiego z Binjaminem Netanjahu był cyrkiem podsumowującym cały dzień obfitujący w niezrozumiałe wydarzenia dla wielu wyborców PiS. Wspólna konferencja poprzedzająca ekspresowe uchwalenie ustawy pozwalającej bezkarnie znieważać Polskę nie mogła się spodobać w Polsce, ale powiedzmy, że na zewnątrz jakiś tam pozytywny sygnał poszedł. W te bzdury o wielkim pojednaniu i sojuszu nie ma co wierzyć, natomiast wygląda na to, że Żydzi przerwą kampanie oszczerstw przeciw Polsce, a raczej poważnie ograniczą jej skalę, bo pełnej ciszy nie będzie na pewno.

     

  • Szesnaście lat temu przyszedł Rywin do Michnika. 22 lipca 2002 roku. Redaktor naczelny „Wyborczej” przyjął w swoim gabinecie znanego producenta filmowego. Lew Rywin złożył ciekawą propozycję. Agora miała przelać na konto jego wytwórni filmowej Heritage Films 17,5 mln dolarów (60 mln zł według ówczesnego kursu), w zamian za obietnicę korzystnych dla spółki zmian w przygotowywanej nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji.

    Wydawcy „Wyborczej” byli poważnie zainteresowani przejęciem stacji telewizyjnej Polsat, a na przeszkodzie stanęły im antykoncentracyjne przepisy zawarte w projekcie. Rywin miał zapewnić ich usunięcie przy wykorzystaniu swoich wpływów w rządzie SLD.  Deal nie wypalił, bo Michnik rozmowę nagrał, wiedząc, że sprawę ciężko będzie mu wygrać.

     

  • Pierwsze, a pochopne wnioski wyciągane z rekonstrukcji rządu mogą nas nieco zwodzić. Wydawać się może, że premier podjął decyzje, by wprowadzić istotne zmiany w tak newralgicznych dla państwa resortach jak obronność, polityka wewnętrzna i zagraniczna. Przyznać trzeba, że dotychczas piastujący te stanowiska ministrowie dołożyli niemałych starań, by udowodnić, że całkowicie obca jest im umiejętność kompromisu, dalekowzrocznych koncepcji politycznych oraz instynkt samozachowawczy. Czy oznacza to zatem, że w tych przynajmniej dziedzinach możemy liczyć na pewne ucywilizowanie rządu, za których stoi Jarosław Kaczyński?

     

  • Trzeba nauczyć się z powrotem robić i rozrzucać ulotki („Precz z komuną”, „Kaczka orła nie pokona”, „Jesień wasza wiosna nasza”, „Solidarność zwycięży”), tak by się nie dać złapać (najlepiej z dachów); trzeba zacząć się komunikować poza systemem, wymyślić i wyprodukować jakieś symbole (nowe oporniki?).

    Ja też myślałam, że to ironia. Ale pani profesor naprawdę uważa to porównanie za zasadne. I nie widzi żadnej sprzeczności w tym, że ludzie, którzy wówczas stroili się w oporniki, dziś płaczą nad swoim losem niczym rogacz Grzegorz Dyndała pod koniec swojej opowieści. Walczyliście z komuną, aby sprzedać za bezcen zakłady pracy i sprywatyzować każdy kamień leżący przy drodze.

     

  • Koledzy z senackiej komisji regulaminowej stanęli w obronie Stanisława Koguta, podejrzewanego o przestępstwa korupcyjne. Podczas dzisiejszego posiedzenia członkowie izby zagłosowali przeciwko wyrażeniu zgody na zatrzymanie i tymczasowe aresztowanie senatora.

     

  • Kawaler najwyższego odznaczenia Związku Solidarności Polskich Kombatantów „Semmler Fidelis” („zawsze wierny”). Niezamężna żona dwóch mężów. Matka dwojga dzieci ustalanego sądownie ojcostwa. Posiadaczka torebki Louisa Vuittona za 15 tys. zł,

  • „W obozie opozycji trwa festiwal pogardy” – donosi triumfalnie Niezależna.pl. I ma całkowitą rację.

    Bo ani ostatnia wypowiedź Waltera Chełstowskiego („Duża, wystarczająca część obywateli Polski to głupcy”), ani Wojciecha Sadurskiego („nieoświecony plebs”), ani Tomasza Lisa („pan menel ma swego kandydata”) nie wskazują na to, żeby obrońcy demokracji przez ponad dwa lata rządów PiS jakoś szczególnie przybliżyli się do diagnozy, mogącej im wyjaśnić genezę rosnących wciąż słupków poparcia pomimo ewidentnej rozwałki kolejnych państwowych instytucji.

    Współtwórca KOD z pychą, która, aż dziw, że nie rozsadziła wszerz facebookowego feeda, stwierdził, iż „jak w każdej dyktaturze” istnieje „rozumna mniejszość”. I on się do niej kwalifikuje.

     

  • Słowem należy posługiwać się precyzyjnie, od tego zależy bardzo wiele, czasami wszystko. Niewłaściwie użyte słowo w najlepszym razie prowadzi do niezrozumienia, w razach pośrednich do ośmieszenia, a w skrajnych przypadkach do śmierci. Z wyjątkiem rozmów przy wódeczce albo innych napojach wyskokowych, zawsze i wszędzie trzeba mówić zrozumiale i najprecyzyjniej jak się da.

  • Nie powiem, żebym przepadał za corocznym sportem, który polega na zestawianiu najważniejszych wydarzeń roku i wyborze człowieka roku. Drugą kategorię sobie podaruję, bo musiałbym wskazać kilkoro polityków, aby zbudować z tego jednego człowieka roku. W pierwszej w zasadzie jest łatwo, przynajmniej dla mnie, ale to co najważniejsze ma słodko-gorzki smak.

    Zazwyczaj przypomina się dobre rzeczy i tak było w zeszłym roku, ten rok niestety przyniósł wiele przykrych niespodzianek i jedną genialną rzecz, wszystko razem w hierarchii wartości.

     

  • Gadanie o pokorze i słuchaniu ludzi jeszcze jako tako się sprawdza, gdy się siedzi w ławach opozycji. Z chwilą przejęcia władzy kwestią czasu pozostaje, kiedy władza uderzy do głowy.

  • Rządzący sprytnie to sobie obmyślili - większość Polaków w tym tygodniu miała żyć mistrzostwami w piłce nożnej i nie specjalnie interesować się polityką. W takich warunkach zawsze łatwiej przeforsować różne kontrowersyjne rozwiązania. Niestety "Orły Nawałki" zrobiły wszystkim przykrego psikusa dostając łomot od Senegalu i Kolumbii. W ten sposób przesłaniający rzeczywistość mundialowy balonik pękł szybciej niż przewidywano, ujawniając przy tym, że na zwołanym naprędce nadzwyczajnym posiedzeniu Sejmu rządzący chcą "pozbyć się" problemu ustawy IPN.

     

  • Reakcja jest podła, ale reakcje jeszcze gorsze. Z końcem listopada człowiek chciałby już się otrząsnąć z niechcianych wrażeń po kolejnym Marszu Niepodległości, ale rzeczywistość skrzeczy nad głową i nie daje odetchnąć. Zrządzeniem losu tej jesieni jest zrzędzenie opozycji – tyleż słuszne, co denerwujące. Ta nadęła się znów paradnie po międzynarodowym spektaklu gorzkich żali z powodu nagle odkrytej faszystowskiej gorączki dolegającej w Polsce. Grzmoty z użyciem słowa „faszyzm” opublikowane w anglojęzycznych mediach sprawiły, że połowa tzw. narodu polskiego stała się specjalistami od faszyzmu i skrajnej prawicy.

  • Zawodowym obywatelom-demokratom i w ogóle całemu Świętemu Protestariatowi też odradzam, ale oni mnie mało obchodzą.

     Wygląda na to, że ludzie zaliczający się (nierzadko cokolwiek pochopnie) do lewicy w Polsce, pozazdrościli PiS-owi. Nie mogą bowiem ostatnio opuścić żadnej okazji, by się spektakularnie skompromitować. Ponieważ Wielka Wojna Ojczyźniana o demokrację i praworządność jawi się jako tymczasowo przegrana, teraz polscy liberalni demokraci i szpagatowi lewicowcy zaczęli konkurować z PiS-em w ramach partyzanckiej podjazdówki nerwów i złośliwości.

  • Sejmowa komisja śledcza, pracująca pod wodzą mecenas Wasserman jest kolejnym dowodem na to, że PiS jest partią wcale innowacyjną. Wynalazła bowiem skuteczny instrument, który cyklicznie wprowadza opozycję w stan osobliwej hipnozy. Wówczas jej rozliczni przedstawiciele dokonują najpierw politycznego, intelektualnego czy publicystycznego samookaleczenia, a potem płaczą nad skutkami własnego postępowania. Wszystko publicznie, ba nawet ostentacyjnie. Jakby się wypinali do eksperymentu.

  • Upierał się nie będę, bo nie robiłem szczegółowych przeszukiwań, ale jestem prawie pewien, że nigdy po 1989 roku żaden rząd nie miał wyższych notowań po 2 latach niż na starcie. Biorąc poprawkę na wszystkie defekty i manipulacje sondażowe, a także samą pracownię CBOS, która nadal jest na rządowym kubku, najnowsze badanie i tak robi wrażenie.

  • Nie zgadzam się , że po rekonstrukcji w rządzie nastąpi „pełna dyscyplina i wygaszenie walk frakcyjnych”. Właśnie teraz nastąpi ich wzmożenie. Morawiecki łamane przez Kaczyński wyraźnie wyróżnił jedną z grup – „zakon PC”. Pozostałe nadal będą toczyć walki pod dywanem. Dla zakonu natomiast jest to swoiste „być albo nie być”. I paradoksalnie ewentualna klęska tej frakcji może pociągnąć na dno samego prezesa, a partię zatomizować na długie miesiące.

     

  • Jarosław Kaczyński przeprowadził rekonstrukcję rządu i przy niesamowitej indolencji opozycji prawdopodobnie zapewnił sobie władzę na najbliższe sześć lat. Gdy w połowie grudnia Mateusz Morawiecki zamienił się miejscami z  Beatą Szydło, zostając szesnastym premierem III RP, niewiele osób przypuszczało, że  zapowiadana od  wielu miesięcy rekonstrukcja rządu będzie tak głęboka. Wydawało się, że jedynym pewnym kandydatem do zwolnienia jest Witold Waszczykowski, minister spraw zagranicznych, który po meandrach dyplomacji poruszał się z gracją nosorożca.

     

  • – (...) Nie istnieje jeden typ ani cecha pisowca, która siedzi w  każdym, ale możemy mówić o  trzech pisowskich tożsamościach. Z jednej strony to ludzie z klasy średniej, którzy są przekonani, że świat jest przeciwko nim, że ktoś im szkodzi, że rzuca im kłody pod nogi. To nie są ludzie bardzo zamożni, to nie prawnicy czy bogaci przedsiębiorcy, ale ci, którzy zarabiają poniżej średniej krajowej.

     

  • Według portalu 300polityka, podczas zamkniętego posiedzenia klubu parlamentarnego Prawa i  Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński stwierdził: Dziś jestem spokojny, bo widzę, że jesteśmy ugrupowaniem na pokolenia.

    Żaden inny polityk III RP nie odważyłby się tego powiedzieć o swojej partii. Demokracja demokracją, ale większość polskich ugrupowań polityczny to  partie wodzowskie, gdzie lider ma  ogromną władzę.

    To  rozwiązanie pozwala na  sprawniejsze kierowanie, ale gdy lidera zabraknie, partia raptownie traci poparcie lub odchodzi w niebyt.

    Tak było z  Samoobroną po  śmierci Andrzeja Leppera, KPN-em po pozbawieniu przywództwa Leszka Moczulskiego, z ZChN-em, gdy na polityczną emeryturę przeszedł Wiesław Chrzanowski. Po wyjeździe do Brukseli Donalda Tuska Platforma Obywatelska straciła połowę wyborców, a  po  odejściu z  Nowoczesnej Ryszarda Petru, partia ta cieszy się poparciem na poziomie błędu statystycznego.

     

  • Nie milkną echa „chama”. Śledzę na FB dyskusje w grupach anty-pis i co rusz rozmowy zatrącają o „chama”; jedni przyklaskują, inni się uruchamiają, jak ja, choć każdy z innych przyczyn. Pomyślałam, że pilnie potrzebna jest zmiana języka po naszej stronie, i wtedy przypomniało mi się, że rok temu popełniłam na tych łamach tekst O potrzebie zmiany myślenia i języka. Po roku tekst jest jeszcze bardziej aktualny i jeszcze bardziej pilny. Ten rok jako anty-pis straciliśmy kompletnie; nie dość, że tzw. opozycja nie posunęła się z myśleniem o Polsce ani na krok, to jeszcze w jej łonie dzieją się gorszące rzeczy, spór o to, kto przegra Polskę siedząc na stołku przewodniczącego.

     

  • Rozmowa z WŁADYSŁAWEM FRASYNIUKIEM, jednym z liderów pierwszej „Solidarności”, przewodniczącym Unii Wolności (2001 – 2005), posłem I – III kadencji

CoalaWeb Social Links

Opublikuj: