Materiały nie wyrażają poglądów redakcji. Różnorodność celowa. Oceny i wnioski pozostawiamy Czytelnikom.
A A A

Czwarta wizyta grupy The Rolling Stones w Polsce zachwyciła estradowym perfekcjonizmem muzyków, ich doskonałą – jak na niemłody już wiek (średnia 74 lata) – kondycją (Jagger nadal potrafi przebiec podczas koncertu kilkanaście kilometrów) oraz obfitością prezentowanych hitów. „Siema Warszawa! Siema Polska!” – krzyknął po naszemu wiecznie młody wokalista po ostatnich taktach hitu o wiele mówiącym tytule „It’s Only Rock’n Roll (But I Like It)” („To tylko rock and roll, ale go lubię”). „To  jest nasz piąty koncert w Polsce” – dodał. Pierwsza wizyta Stonesów miała miejsce 13 kwietnia 1967 roku. Grupa wystąpiła wtedy w warszawskiej Sali Kongresowej dwa razy. Nie obyło się bez zgrzytów i niespodzianek.

 

Jak ja  obiecywałem sobie, że nie będzie ani słowa o polityce! Jak by  to  było pięknie, gdyby chociaż na  wakacjach zajmować się samymi przyjemnymi stronami życia. Wszystko było na dobrej drodze, kiedy we Wprost znalazłem raport o tym, jak polepszyło się w życiu psom i kotom. Chyba nawet bardziej niż ludziom. Dwa miliardy złotych rocznie wydajemy na samą karmę dla zwierząt. Żywią się za to nie tylko psy i koty, ale i pytony, o których dowiedzieliśmy się ostatnio, bo jeden uciekł.

Ten to przynajmniej nie będzie obciążał dłużej kieszeni właścicieli, bo sam sobie złapie coś do jedzenia, może zresztą właśnie ich samych, jak się spotkają. Psy i koty załapały się na postęp cywilizacyjny „na krzywy ryj”: są ubocznymi beneficjantami rozwoju gospodarczego. Kiedyś karmiące się wyłącznie odpadkami po człowieku i jako takie trzymane w domu czy raczej tolerowane koło domu – obecnie stały się już odrębnym odłamem aktywnych konsumentów.

 

W politycznym zamyśle te słowa miały być kpiną, może nawet szyderstwem. Miały urągać I prezes Sądu Najwyższego Małgorzacie Gersdorf, którą dobra zmiana sponiewierała w partyjnej śmieciarce. Słowa wyrzekła ikona „dobrej zmiany” Beata Szydło, polityczka drugoplanowa, do której rzadko jakie słowa pasują bardziej niż własne. Szydło przez pewien czas czuła się jak premier rządu, choć była nim tylko w niejawnym zastępstwie prezesa. W zastępstwie pozostaje nadal, co całkowicie wyczerpuje jej kompetencje, więc czuje się wreszcie, kim jest. Nie każdy w jej kręgu może to o sobie powiedzieć. Szydło, drwiąc z Gersdorf, zapomniała na przykład o Antonim Macierewiczu, czyli Żorżu Ponimirskim Prawa i Sprawiedliwości. Po zdemolowaniu armii i wyrżnięciu w pień kadry dowódczej pan Antoni został pozbawiony stanowiska ministra wojny, ale nigdy nie przestał się nim czuć!

 

Stałych mieszkańców wciąż tu  ubywa, obecnie jest ich jakieś trzydzieści trzy tysiące. Ale to miasto nigdy nie wygląda na opustoszałe, a zwłaszcza latem. Kiedyś wioska rybacka, dziś kurort, który pokochały gwiazdy. Niektóre tak bardzo, że kupują tu dla siebie domy albo przynajmniej mieszkania w pięknych, starych kamienicach. Po  dawnej rybackiej historii Sopotu pozostało maleńkie muzeum przy plaży i odnowiony przez władze miasta budynek, w którym cztery rodziny zajmujące się tu jeszcze łowieniem ryb trzymają niezbędny sprzęt, a po powrocie z morza sprzedają od razu swój codzienny połów.

Niedaleko, przy brzegu stoi pięć kutrów (pięć, bo w jednej z rodzin pływają osobno ojciec i syn) – to jeden z najczęściej fotografowanych sopockich obrazków. Mewy krzyczą nad głowami turystów, domagając się swojej porcji ryby smażonej obok wciąż popularnego Baru Przystań. Latem w Sopocie nie jest trudno natknąć się na znaną osobę, choć niektóre próbują kryć się za czarnymi okularami, naiwnie wierząc, że są wtedy nie do poznania.

Kraj przeżuwa klęskę na  mundialu na  różne sposoby. W ramach stałego zaklinania rzeczywistości propaganda rządowa już prawie wmówiła chociaż sobie, że to była nasza wygrana. Tak też wygląda okładka Sieci, na której widnieje wielkie zapewnienie: „Polska umie wygrywać” – z wykrzyknikiem. To dlaczego tego nie robi? – chciałoby się zapytać.

Hasło nie jest rojeniem samej redakcji, ale zostało wzięte z wywiadu, jakiego udzielił jej premier Mora itd. „Sukcesu nie było, to prawda” – przyznaje mimochodem i jest to jedno z prawdziwszych zdań w tej wypowiedzi, o ile nie jedyne. Potem bowiem jest tak: „Ale uważam, że mamy do czynienia z powolnym odradzaniem się polskiej piłki nożnej, tak jak powolnie odradza się polska myśl państwowa, solidarnościowa po zapaści lat 90. i 2000”. Skoro ta myśl odradza się tak, jak gra na meczu z Kolumbią, to każdy widzi, że lotna nie jest: nie tylko głową, ale nawet nogą nikt tam nie jest w stanie ruszyć.

 

Podkategorie

CoalaWeb Social Links

Opublikuj: