Materiały nie wyrażają poglądów redakcji. Różnorodność celowa. Oceny i wnioski pozostawiamy Czytelnikom.
A A A

„Wszystko, co tak dobrze wygląda w moim CV, zawdzięczam sobie. Moi rodzice zainwestowali w naukę języka, a mama przyjaciela zaprosiła mnie do Australii” – oświadczył Rafał Trzaskowski, kandydat na prezydenta Warszawy, w wywiadzie dla „Plusa Minusa”. Jak widać, mit o samowystarczalności wciąż ma się dobrze w Polsce. Nawet pieniądze rodziców oraz pobyt w Australii zdobyty dzięki znajomościom mogą być przykładami własnych zasług.

Nadal duża część polskiej klasy wyższej jest święcie przekonana o własnej genialności, uparcie nie chcąc dostrzec własnych przewag różnego rodzaju, których zasługami nie sposób nazwać. Nawet wtedy, gdy te przewagi same się im nasuwają. A przecież nawet Jan Kulczyk, który na dobry początek dostał od ojca milion złotych, umiał dostrzec swoje uprzywilejowanie – pytany o tajemnicę sukcesu w biznesie, odpowiedział, że „najważniejsze w życiu to dobrze wybrać sobie rodziców”.

 

Zaczęły mnie gnębić coraz powszechniej występujące objawy prostactwa. Ciekawi mnie też, od kiedy tak jawnie, tak wręcz manifestacyjnie panoszą się w nas obojętność, znieczulica i nietolerancji.

Pytam również o to, kiedy te cechy naszych charakterów powstają i kto im ulega. Czy TYLKO ociężałe w rozwoju chamy pragnące powetować sobie lata życiowych niepowodzeń?

Na ogół myślę samodzielnie, więc nie mam zamiaru ulegać zbiorowym przeświadczeniom; uważam, że stwierdzenie, iż wszelkie zło rekrutuje się z PiS-u, a opozycja jest cacy, to uproszczenie. Pójście na łatwiznę.

Niestety, na ten temat wypowiadają się ludzie niegramotni. Eksperci od siedmiu boleści. Fachowcy, którzy zaledwie otarli się o PROBLEM; ich namaszczona i niepodważalna wiedza o wychowaniu jest tak samo dalekosiężna i przenikliwa, jak wiedza turysty o kraju znanym z krótkiego postoju na lotnisku.

I gdy popadłem w zasmucenie, przypomniałem sobie, jak to bywałem świadkiem różnych wydarzeń z udziałem naszych milusińskich. Przypomniałem sobie obrazki z ulic i parków swojego miasta.

 

Rocznica wybuchu powstania warszawskiego jest jednym z wielu wydarzeń w roku, którego celem jest nie tylko pielęgnacja pamięci przeszłości, ale również przypominanie i kształtowanie naczelnych wartości, którymi mamy się kierować, ponieważ ktoś chce, byśmy jako społeczeństwo przyswoili i zaaprobowali właśnie te, a nie inne wartości, wynikające z tych, a nie innych wydarzeń. Nazywa się to polityką historyczną.

  Od jakiegoś czasu dyskusje na temat polityki historycznej wywołują w Polsce niemałe emocje. Jeszcze kilkanaście lat temu w debacie publicznej dominowało podejście traktujące dylematy historyczne, jako niepotrzebny balast przy mierzeniu się z współczesnymi problemami.

Przeciwna temu, a obecnie dominująca, jest wizja historii, która tego nie utrudnia, lecz jest pozytywnym dopełnieniem, niezbędnym do uformowania naszej tożsamości. Według tego podejścia z wiedzy o przeszłości czerpać powinniśmy doświadczenie, które ma pomagać w ustaleniu priorytetów przyszłej działalności.

 

Autorowi nie wypada zapewne mówić bezpośrednio. Ale my jesteśmy gorzej wychowani i niniejszym informujemy, że uważamy ruch antyszczepionkowy i jego wyznawców za wyjątkowo szkodliwych kretynów. To oczywiście tylko nasza opinia – na wypadek, gdyby ktoś się poczuł urażony. Redakcja

Jednym z „miłych” objawów życia w naszych czasach jest łatwość, z jaką zapominamy o periodycznie powtarzających się paroksyzmach strachu przed kolejnymi globalnymi katastrofami.

Cała nasza globalna wioska zachowuje się trochę tak jak entuzjaści oglądania kolejnych filmów o zombie. Wciśnięci w fotele kin, od Anchorage po Władywostok , tłumimy okrzyki grozy garściami pożeranego popcornu gdy po ekranach w 2D, a jeszcze lepiej 3D, snują się ociekające krwią ofiar żywe trupy – to pomimo tego, że takie same procesje świetnie ucharakteryzowanych statystów, multiplikowanych trikami komputerowymi (niskie budżety) widzieliśmy już wielokrotnie w poprzednich wersjach takich filmów.

 

Pewnym jest, że produkcja wszystkiego, co kupujemy w sklepie spożywczym, od orzechów i kapusty, po wołowinę i jabłka, w jakimś stopniu wpłynęła na otaczającą nas przyrodę. Wykorzystane nawozy zanieczyściły zasoby wód, kolejne połacie pól zajęły miejsce dotychczas zajmowane przez las, a do powietrza trafił dwutlenek węgla w trakcie transportu żywności z jednego miejsca do drugiego. Jednak okazuje się, że nie każdy kwiat brokuła czy opakowanie Goudy pozostawia po sobie taki sam „ślad ekologiczny”. Artykuł opublikowany w czasopiśmie naukowym „Science” wskazuje, że produkcja tych samych towarów stojących obok siebie na sklepowej półce, może w znacznie różnym stopniu wpłynąć na nasze środowisko.

 

Na pewno nie cieszą mnie Franciszkowe uwagi na temat podobieństw między aborcją a nazizmem. Sądzę, że argentyński papież mógłby się doszkolić zarówno w historii nazizmu jak i aborcji, która w rękach religijnych fundamentalistów stała się jeszcze jednym narzędziem kontrolowania kobiet i niewiele ma wspólnego z troską o życie. Najlepszym przykładem są osobliwe wybory polityczne i społeczne właśnie naszej nadwiślańskiej celebrytki Kai Godek, która w zabieganiu i trosce o życie nienarodzonych nie znalazła czasu, by pomóc już narodzonym niepełnosprawnym.

 

CoalaWeb Social Links

Opublikuj: