Materiały nie wyrażają poglądów redakcji. Różnorodność celowa. Oceny i wnioski pozostawiamy Czytelnikom.

Pomóż pomagać

                                                                                                     Zasady działania zbiórki

 

1. 17 lat walki o zdrowie i życie                  

 

A A A

Gdzie grozi większa kara za zabójstwo krowy niż za zabójstwo człowieka? Gdzie policja przyjeżdża na miejsce wypadku autostopem? I w końcu – do którego kraju przybywa wiele Amerykanek, by powiększyć sobie piersi?

Poznajcie nieznaną twarz Kuby – rajskiej wyspy, która większości z nas kojarzy się z przepięknymi plażami, wyśmienitymi drinkami i drogimi cygarami. To błąd.

 

Bezpośredni lot z Polski trwa oko- ło jedenastu godzin. W tym czasie pokonuje się nieco ponad 9 tysię- cy kilometrów, zwykle przelatując nad Grenlandią. A kiedy już poczujemy zapach tutejszego powietrza, czujemy się, jakby przeniesiono nas w czasie o sto lat.

Po wylądowaniu na Kubie może dziwić obecność osób ubranych w białe fartuchy w hali przylotów. Po szybkim zapoznaniu moż- na się dowiedzieć, że są to wojskowy lekarz i sanitariuszki ubrane w koronkowe rajstopy. Czym się zajmują?

Za pomocą kamery termowizyjnej podglądają turystów przylatujących na  wyspę. Jeżeli zobaczą kogoś podświetlonego na  czerwono, będzie to  znaczyło, że ma gorączkę.

I tu pojawia się problem, ponieważ taka osoba nie zostanie wpuszczona do kraju. Podobnie wygląda wylot. Rozmawiałem z małżeństwem, które nie odleciało do Polski, ponieważ ich kilkuletnie dziecko miało gorączkę. Tym sposobem przymusowo przedłużyli sobie wakacje.

Autostrada łącząca krańce Kuby ma ponad 1400 km. Wybudowano ją ponad 60 lat temu. Ma trzy pasy. Po co aż tyle, skoro mało kto po niej jeździ?

Były budowane z myślą o wojnie –  żeby w  razie potrzeby można było zamknąć część autostrady i przekształcić ją w lądowisko dla samolotów wojskowych. Na szczęście nigdy z  tego nie skorzystano.

 

Na  Kubie zaskakuje coś jeszcze. W kraju rządzonym przez wiele lat przez Fidela Castro powiedzenie „święta krowa” jest bardziej prawdziwe, niż mogłoby się nam zdawać.

Za nielegalny ubój krowy grozi nawet 25 lat więzienia. Co znaczy nielegalny ubój w tym kraju? No cóż, nawet jeśli chcemy zabić swoje zwierzę, to i tak musimy dostać na to zgodę od państwa.

Bez niej więzienie gwarantowane! Teraz już nikogo nie powinien dziwić widok kierowców autobusów, którzy na widok krów, hamują niczym szaleńcy z popularnych horrorów. Wystarczy, że nieświadomie, ale śmiertelnie potrącą zwierzę, by kolejne lata spędzić za kratami. Dla porównania – za zabójstwo człowieka grozi „tylko” 5 lat.

Nie warto dodawać, że Kubańczyk nie ma prawa tykać krowiego mleka. Po wydojeniu musi je dostarczyć do państwowego skupu, gdzie dostanie za nie drobne pieniądze. W ten sposób mleko dla Kubańczyków jest towarem luksusowym. Podobnie jak wołowina.

Przeciętny Kubańczyk w ciągu życia średnio tylko raz posmakuje tego mięsa. Nie wspominając już o owocach morza, krewetkach, małżach i  wszystkich nadmorskich przysmakach, których na  Kubie jest pełno. Kubańczycy pytani, dlaczego tego nie jedzą, ściszonym głosem odpowiadają, że nie mogą.

 

W tym kraju zresztą nadal wiele nie można. Cenzura jest obecna na każ- dym kroku. Połowa e-maili wysyłana przez kubański internet nie dochodziła do Polski, a druga została zablokowana.

Mój tablet zwyczajnie nie mógł ich pobrać. Dopiero po podłą- czeniu do internetu w Polsce pojawił się tuzin wiadomości z wstecznymi datami. Podobnie jest z SMS-ami. Jeżeli wyślemy wiadomość na numer kubański, możemy spodziewać się, że odbiorca otrzyma ją za tydzień, może dwa. Wcześniej cenzura musi przeczytać, co napiszemy.

Oczywiście w trosce o państwo. To prowadzi do tego, że Kubańczycy są średnio rozmownym narodem, chociażby w  porównaniu z  sąsiadami, Dominikańczykami. Broń Boże zapytać o Fidela!

Byłem świadkiem, gdy jeden z turystów zapytał przy barze, co  Kubańczycy sądzą o  rządach braci Castro. W  odpowiedzi usłyszał ściszony głos, który powiedzial, że to top secret i nawet ma nie wymawiać tego nazwiska. Gdy próbował dopytywać, usłyszał zdecydowane:

– Senior, no comment!

 

Kubańskie hotele to złote klatki. Nie brakuje w nich niczego. Jest mleko, wołowina, uginające się od  jedzenia stoły. Lokalizacja ośrodków turystycznych jest nieprzypadkowa.

Tam, gdzie jest to możliwe, hotele buduje się na odnogach wyspy, do których jedzie się kilkudziesięciokilometrowymi groblami. Na teren takich odnóg Kubańczycy nie mają wstępu.

Specjalnymi autobusami pracowniczymi przyjeżdża tam jedynie obsługa. Ten prosty zabieg stosuje się w bardzo prostym celu – dochodzi do tego, że część turystów z lotniska do hotelu i z powrotem jedzie nocą, dzięki czemu nie widzi panującej poza hotelami biedy i twierdzi, że na tej Kubie nie jest aż tak źle. Prostytutki są często bardzo młode. Według Fidela Castro wirusa HIV nie odnotowano.

Za to – jak stwierdził kiedyś dyktator – prostytucją na Kubie zajmują się mądre, wykształcone kobiety. Zresztą to on powiedział, że jedną z największych korzyści płynących z rewolucji jest to, że nawet prostytutki mają maturę.

 

„Śpiewać każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej” –  śpiewał Jerzy Stuhr. Na Kubie podobnie jest z cygarami. Każdy Kubańczyk może się tym parać i zwijać słynny kubański produkt.

Do fabryki cygar są przyjmowani nawet 15-letni chłopcy. Nauka zwijania cygar jest czasochłonna i trwa od dwóch do czterech lat. W tym czasie przyszły zwijacz cygar poznaje tajniki zawodu.

Kubańczyk w fabryce musi wyrobić dzienną normę 250 cygar. Pięć dni w tygodniu, przez osiem godzin dziennie. Co więcej, każde cygaro przechodzi przez specjalne urządzenie kontrolujące jego jakość.

Te, które nie przechodzą, trzeba poprawiać albo zwijać nowe. Na szczęście za dodatkowe cygaro państwo płaci dodatkowo. Stąd tak duża rozbieżność zarobków w fabryce cygar – od 20 do nawet 150 CUC-ów miesięcznie.

Zwijanie cygar jest monotonne, dlatego z pomocą przychodzą specjalni animatorzy. W każdej fabryce cygar jest miejsce dla lektora, który zwijającym liście Kubańczykom czyta lokalną prasę, a nawet klasykę literatury, jak chociażby o przygodach hrabiego Monte Christo czy „Romea i Julię”, nawiązujące zresztą do  popularnych marek cygar.

Czasem do  fabryki przyjeżdżają również zespoły, by dać dodatkową rozrywkę.wczas Kubań- czycy w  ramach przerwy tańczą salsę.

I nie kupujmy cygar na ulicy od szemranych typów. Często sprzedają oni oszukane cygara, tzn. zawinięte w liście bananowca, które palą się szybciej niż pochodnia. Nie mają one nic wspólnego z cygarami, których produkcja trwa od 2 do nawet 5 lat.

 

Kuba znana jest z pięknych, zabytkowych aut. Jest ich tu mnóstwo. Kolorami ubarwiają krajobraz, choć mało kto wie, skąd się akurat tu wzięły. Otóż przed 1959 roku wyspę odwiedzali amerykańscy mafiosi.

Otwierali kluby, kasyna, nowoczesne hotele, przywozili promami z USA swoje samochody. W  1959 roku rewolucja uchroniła Hawanę przed losem drugiego Las Vegas. Castro przegonił z wyspy mafiosów, zabronił importu amerykańskich aut, a te, które zastał na wyspie, w większości trafiły w ręce państwowe.

Co więcej, Castro wprowadził przepis, który pozwalał kupować tylko auta wyprodukowane przed 1959 roku. Ten zakaz został zniesiony dopiero w 2011 roku przez Raula Castro.

Dzięki temu na  hawańskim bulwarze Malecón możemy zobaczyć tzw. oldtimery z lat 40. i 50., m.in. cadillaki, dodge'e, fordy, chryslery i chevrolety. Zdaniem Kubańczyków na Kubie można dzisiaj znaleźć około sześćdziesięciu tysięcy takich krążowników.

W  sytuacji, kiedy sprowadzanie amerykańskich aut zostało zakazane, Kuba rozpoczęła import samochodów z  zaprzyjaźnionych krajów, przede wszystkim ze Związku Radzieckiego.

Nie powinien dziwić dziś nikogo widok kubańskich ulic wypełnionych wołgami, ładami i maluchami. Te ostatnie zaczęły się pojawiać na wyspie w latach 70. i są dzisiaj przez mieszkańców nazywane pieszczotliwie „polaquito”, co znaczy „polaczek”.

Zakup malucha dla przeciętnego Kubańczyka to wydatek rzędu 4 – 5 tysięcy CUC- -ów (1 CUC=1 euro), co jest zawrotną kwotą przy średnich miesięcznych zarobkach 20 CUC-ów.

Nie mówiąc już o równie drogiej benzynie. Stare krążowniki palą po 12 litrów na sto kilometrów, przy czym godzinna przejażdżka takim zabytkowym wehikułem kosztuje 40 CUC-ów, a litr paliwa 1,20 CUC-ów. Wyjątkiem są urzędnicy państwowi, którzy mają kilka razy niższe ceny paliwa.

Co ciekawe, nasze europejskie samochody mogłyby ujechać jedynie kilka kilometrów po zatankowaniu kubańskiego paliwa, które ma mniej oktanów niż europejskie.

 

Powielaną przez przewodników informacją jest to, że Kuba ma jeden z  najlepszych systemów ochrony zdrowia na świecie. Chwalił go nawet Barack Obama. To prawda, choć jest jedno ale.

Na  Kubie są  trzy rodzaje służby zdrowia. Pierwszy dla turystów. W sieci klinik dla przybyszów jest czysto i nie brakuje wyposażenia.

Drugi system stworzono dla polityków, różnej maści działaczy partyjnych, gwiazd estrady itp. Tu poziom jest podobny do poziomu w pierwszym. W trzeciej odnodze systemu ochrony zdrowia leczą się zwykli Kubańczycy.

Tu brakuje leków, czystość pozostawia wiele do życzenia, choć zwolennicy Castro powtarzają jak mantrę, że na Kubie jeden lekarz przypada na 170 mieszkańców, co daje drugi wynik na świecie, zaraz za Włochami, a zarazem trzy razy więcej niż w USA.

W  Hawanie jest piękna apteka, w której półki zapełniają piękne pojemniki. Przypominają wystrojem czasy z poprzedniej epoki.

Sęk w tym, że w tych pojemnikach nic nie ma, a kiedy już się coś znajdzie, to można np. na ukąszenia komarów zamiast leku dostać puder na odparzenia dla niemowlaków. W  praktyce wygląda to tak, że za jednym lekiem przeciwbólowym – odpowiednikiem tych, które można u  nas kupić w  hipermarketach przy kasie – Kubańczycy jeżdżą po kraju nawet kilka miesięcy.

Widziałem, jak kierowca, który wiózł grupę do  Hawany, gwałtownie przyhamował i zjechał na pobocze. Później wszystko się wyjaśniło. Kubańczyk zobaczył sprzedawcę patyczków do uszu i pobiegł kupić kilka opakowań.

Po co aż tyle? – Tutaj patyczki pojawiają się raz na  kilka miesięcy – odpowiedział kierowca.

 

Kubę coraz częściej odwiedzają Amerykanie i celem ich wizyty nie jest turystyka, ale operacje plastyczne. Powiększanie piersi przez kobiety z Florydy jest bardzo popularne.

Mieszkańcy wyspy też nie chcą być gorsi. Co prawda o operacjach plastycznych mogą tylko pomarzyć, ale depilacja brwi w  wykonaniu mężczyzn jest czymś zupełnie normalnym.

Kubańczycy szczycą się jeszcze czymś – ich zdaniem Kuba ma jeden z największych przyrostów naturalnych na świecie. I nie ma się co dziwić: jeżeli lekarz ma za dużo zgonów w stosunku do narodzin, trafia do więzienia.

To wyjaśnia, dlaczego najlepsi medycy próbują uciec z wyspy. Ci, którzy zostają, zwykle pracują jako barmani. Stres mniejszy, zarobki też małe, ale napiwki – ogromne, zwykle sięgające wysokości kilku pensji.

 

Kubańczycy znani są z jeszcze jednego: żyją długo. Ktoś, kto umiera w  wieku 80 lat, jest jeszcze młody. Dopiero 90-latkowie są uważani za starych.

To właśnie na Kubie żyje najwięcej najstarszych osób na  świecie. Mimo że  panuje tu bieda, ludzie są szczęśliwi. I chyba trochę leniwi.

Nieważne, że w domu jest bałagan (często nie mają drzwi w domu, więc wszystko widać). Najważniejsza jest weranda, na  której obowiązkowo muszą być krzesła.

Siedzą sobie na nich i patrzą się na ulice przez cały dzień. Nic więcej do szczęścia nie jest im potrzebne. Zresztą tutaj nic nikogo nie dziwi, nawet widok blokowiska, obok którego pasą się konie albo biegają po  podwórku świnie.

Jazda konno w mieście też nie należy do rzadkości.

Bardzo często w przewodnikach po Kubie można wyczytać, że przed wyjazdem na Kubę warto pozbierać stare telefony i przekazać je Kubańczykom.

Te informacje w konfrontacji z rzeczywistością są mocno nieaktualne. Mimo że panuje tu bieda, wielu Kubańczyków ma nowe modele telefonów. Skąd?

Około dwóch milionów Kubańczyków wyemigrowało do  Miami oddalonego o 140 kilometrów od Hawany. Obecnie większość mieszkańców ma członka swojej rodziny w Miami, a ten wysyła im paczki z drogimi prezentami. Kubańczycy emigranci mogą raz na pół roku przyjechać do swojej ojczyzny.

Wielu z nich traktuje to jako okazję do przewiezienia z USA na Kubę np. telewizorów! Na  Kubie dziwi brak pamiątek z  wizerunkiem Fidela Castro, ale dyktator przed śmiercią zastrzegł, by ich nie produkowano, podobnie jak zabronił nazywania ulic na swoją cześć.

I choć Fidel Castro zmarł w  listopadzie zeszłego roku, trudno szukać śladu odwilży. Kubański komunizm ma się dobrze, a już na  pewno zdecydowanie lepiej niż ubogie społeczeństwo.

Mimo to Kubańczycy żyją jak w bajce – długo i szczęśliwie...

KRZYSZTOF PYZIA  "Angora" nr 20/2017

Zamieszczamy,  w celach informacyjno-edukacyjnych, mniej niż 10% przedruków  zawartości   ANGORY. Do poczytania kilkadziesiąt ciekawych  stron https://www.angora.com.pl  lub wydanie papierowe  w każdy poniedziałek. Cena tylko 4 zł.                                                                                                       

   Tygodnik ANGORA dostępny  również na iPad i iPhone darmowa aplikacja.

 Wpisz w przeglądarkę: https://itunes.apple.com/app/tygodnik-angora/id428646005

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

CoalaWeb Social Links

Opublikuj: