Materiały nie wyrażają poglądów redakcji. Różnorodność celowa. Oceny i wnioski pozostawiamy Czytelnikom.
A A A

Rysujące się przed ludźmi perspektywy są właściwie oszałamiające: będą żyli coraz dłużej i będą pobierali coraz więcej zasiłków. Jak wyczytaliśmy w Newsweeku, w 2030 roku po raz pierwszy w historii ludzkości przeciętna mieszkanka Korei Południowej przekroczy wiek 90 lat i pożyje do tego jeszcze 8 miesięcy.

Będzie tyle żyła z przyczyn rosnącej długowieczności, ale pod warunkiem naturalnie, że w ogóle przeżyje. Tego akurat nie wiemy. To, że długowieczność wybrała sobie właśnie Koreę, jest dość fatalne, odkąd wszystko wskazuje na to, że tam akurat wybuchnie najnowsza wojna.

Tym samym perspektywa przed Koreankami rysuje się dość wieloznacznie: mogą żyć ze wszystkich ludzi na świecie najdłużej albo najkrócej. Żadnej pośredniej możliwości nie mają. Dopiero szkoda byłoby stracić najdłuższe życie na świecie.

Wróżby, jakie postawili naukowcy dla tego regionu są więc takie, że wszyscy osiągną tam sędziwy wiek, o ile w ogóle jakiś osiągną.

 

W innych krajach ludzie w 2030 roku mają żyć nieco krócej, ale za to na osiągnięcie tego wieku mają większą pewność. We Francji – 88,6 roku; w Japonii i Finlandii – 88,4 roku. Przeciętna Polka na tym tle wypada dużo młodziej: w 2030 roku ma żyć do 84 lat (dziś 81,6), a Polak – 77 lat (przy dzisiejszych 73,8).

Kobiety zawsze żyją dłużej od mężczyzn, co pokazuje, że są większymi optymistkami: mężczyźni już nie chcą na to dłużej patrzeć, a kobiety wciąż mają nadzieję.

Aby osiągnąć taki wiek –  tak jak na całym świecie – trzeba go dożyć. To może być trudniejsze w Polsce niż gdzie indziej, bo w całym kraju lekarzy geriatrów jest tylko dwustu, a wszyscy starsi.

Żeby chociaż geriatrzy jak najdłużej żyli.

 

Mniej niepokojące są dane, że co piąty pacjent w polskich szpitalach to osoba starsza. Jednak to osoby starsze dzisiaj. Osoby, które dzisiaj są w starszym wieku, za kilka lat będą już do szpitali przyjmowane jako młodsze i wtedy geriatrów nie będą jeszcze potrzebowały.

Takie wydłużenie się życia przy jednoczesnym planowanym przyspieszeniu odchodzenia z pracy powoduje, że każ- da Polka będzie spędzać ćwierć wieku na emeryturze.

Mężczyzna ma trochę lepiej, bo tylko połowę tego i jego emerytura w tym czasie tak drastycznie nie zdąży jeszcze zmaleć. Wśród strachów Polaków, jakie przebadała w ankiecie Polityka, na centralnym miejscu jest wcale nie utrata pracy, ale „zubożenie na emeryturze” (27 proc.).

Boimy się tego w tym samym stopniu, co wojny: przede wszystkim w Korei (28 procent wskazań).

Nie wiadomo, czy Amerykanie nie zawzięli się tak na ten region, bo sami nie mają szans na 90 lat. Wydłużając swą długowieczność, będziemy więc coraz bardziej zależni od państwa, czego Polacy – nauczeni swoim długowiecznym doświadczeniem – najbardziej się boją.

Państwu – wydawałoby się – jeszcze bardziej powinno zależeć na tym, aby na jego wsparcie było zdanych jak najmniej osób. Tymczasem nic tego! Wynika to jasno z około rządowego tygodnika wSieci, który do ludzi, którzy nie chcą brać pięciuset złotych od państwa, zieje wręcz nienawiścią.

„Żyją w wolnym związku, z jednym dzieckiem, od rana do nocy w pracy (...). Patologia? W przypadku rynku pracy może nie” – zgadzają się niechętnie wSieci, na których utrzymanie przez spółki skarbu państwa ci ludzie od rana do nocy pracują.

„Ale z punktu widzenia rodziny – jak najbardziej”. To jednak tylko początek ich patologicznych zachowań.

„Najważniejsze jednak, że są to grupy rzadko korzystające z  usług publicznych (czytaj: pieniędzy). Idealne państwo dla nich to państwo (...) niezapewniające nikomu niczego”.

Ci degeneraci „nie potrzebują wsparcia” i „gardzą kwotami 500 złotych miesięcznie”. Jasne przesłanie tygodnika wSieci jest takie, aby te szemrane pracujące postaci przestały się wywyższać i – jak wszyscy – przeszły na garnuszek państwa.

W zasadzie już nieurodzenie drugiego dziecka jedynie po to, żeby nie wziąć za nie 500 złotych, jest rzuceniem społeczeństwu rękawiczki w twarz i jawnym okazywaniem swej pogardy.

Pieniądze leżą na ulicy, a niektórym nawet nie chce się po nie i po dziecko schylić!

Najbardziej wydaje się gardzić państwem wicepremier Morawiecki, nie dość, że pracujący w sposób tak irytujący redakcję od świtu do nocy, to jeszcze niepobierający ostentacyjnie 500 złotych na  żadne ze  swoich dzieci, czym obraża tych, którzy to 500 złotych od niego pobierają.

 

Jak przypomina Polityka, Finowie mają jeszcze lepiej. „Od stycznia 2017 fiński ZUS wypłaca wybranej grupie bezrobotnych po 560 euro. W 2019 roku dowiemy się, czy taki zastrzyk finansowy rozleniwi pracownika, czy wręcz przeciwnie – pomoże znaleźć jeszcze lepiej płatną pracę”.

Z notatki przede wszystkim dowiadujemy się, że taki bezrobotny jest pracownikiem, a pobieranie zasiłku jest jego pracą, od której może sobie znaleźć „jeszcze lepiej płatną”. Jaką jednak można znaleźć lepszą pracę od takiej, która polega na pobieraniu 500 euro? Tylko pobieranie 600 euro, ale na razie takiej nie ma, bo w kraju jest bezrobocie.

Dodajmy, że Fin nie musi mieć nawet drugiego ani żadnego dziecka: 500 (i to w euro) dostaje już za samo to, że  taką kwotę pobiera.

Dla redakcji wSieci, którzy Finów pobierających bez żadnych ansów swoje zasiłki od państwa muszą zazdrościć, mamy jednak złą wiadomość: że ta praca Finom może się tak spodobać, że zapadną na pracoholizm i zapragną pobierać swoje euro od świtu do nocy. W Finlandii będą im tak płacić za to, żeby żyli średnio ponad 88 lat.

Michał Ogórek "Angora" nr 19/2017

Zamieszczamy,  w celach informacyjno-edukacyjnych, mniej niż 10% przedruków  zawartości   ANGORY. Do poczytania kilkadziesiąt ciekawych  stron https://www.angora.com.pl  lub wydanie papierowe  w każdy poniedziałek. Cena tylko 4 zł.                                                                                                       

   Tygodnik ANGORA dostępny  również na iPad i iPhone darmowa aplikacja.

 Wpisz w przeglądarkę: https://itunes.apple.com/app/tygodnik-angora/id428646005 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

CoalaWeb Social Links

Opublikuj: