Materiały nie wyrażają poglądów redakcji. Różnorodność celowa. Oceny i wnioski pozostawiamy Czytelnikom.
A A A

 

To jakaś dziwna matematyka  i jeśliby podstawić te figurki do rozumowania Autora to faktycznie przez Biedronia koalicja partii opozycyjnych przegrywa o włos. Ale za pięć minut sytuacja na pewno się zmieni, nie mówiąc już o okresie wyborów. Nie da się zamrozić obecnej sytuacji i pilnować żeby nikt nie zakłócił proporcji.

Kiedyś w „Reader’s Digest” przeczytałem tekścik, w którym autor pisał, że z wiekiem powinno być więcej wolno. Ustalił np. arbitralnie, że w takim to a takim wieku wolno już pierwszemu usiąść kiedy na akademii wszyscy stoją i biją brawo, a w innym określonym wieku można już nawet nie wstawać. Jednym słowem, w miarę upływu lat można sobie pozwolić, aby się do określonych rzeczy nie zmuszać. Ja arbitralnie uznałem, że mogę już nie chodzić na wybory jeśli mi nie odpowiadają kandydaci.

 

Mam takie starotestamentowe przekonanie (być może jutro ono się zmieni), że grzech to jest grzech i nie ma ciut mniejszego zła ani ciut większego – zło to zło. Jeżeli ludzie nie słuchają Pana, ani mojego rozsądnego głosu, to niech ich potop. Mogę sobie głosować na kogo chcę albo nie głosować; kto wie, może to mnie Pan poleci zbudować arkę na czas potopu?

Mogę też swobodnie wziąć udział w dyskusji, bo nie czuję żadnego przymusu. Ta swoboda jest tym większa, że nie spodziewam się, aby nawet w przypadku gdybym był przekonany na kogo głosować i gdybym namówił do tego wszystkich czytelników Studia Opinii, przesądzi to o wynikach wyborów.

Więcej, sądzę, że duża część wyborców ma podobne nastawienie (choć inne byłoby zapewne uzasadnienie) i dlatego frekwencja wyborcza nie jest zwykle duża.

Co się może zmienić w stosunku do sytuacji jaką opisał Autor? Wszystko.

Nawet jeśli powstanie koalicja partii opozycyjnych, co nie jest pewne (na razie jakoś z trudem się dogadują, a i to chyba na zasadzie takiej matematyki, jaką zaprezentował Autor, a nie z przekonania, i ludzie to widzą), to może się okazać że to niewiele zmienia – PiS-owi nic nie spada, a więc koalicja nie zabiera głosów PiS-owi.

Może się to pogłębić na przykład dlatego, że PiS, dzięki opanowaniu mediów docierających do bardzo dużej liczby wyborców, zmobilizuje większe poparcie, szczególnie gdy przed wyborami przedstawi konkurentów jako podejrzanych osobników. Przed wyborami na pewno dowiemy się o strasznych aferach z czasów rządów PO-PSL, może nawet wdroży się szereg śledztw pod różnymi zarzutami.

A wielu wyborców nawet nie dowie się z mediów że to był wymysł władzy.

Partie opozycyjne przekonują przekonanych, nie docierają do wyborców PiS i do wielu z tych, co nie głosują – ci ostatni mogą nie widzieć powodów dla których mieliby to robić, a tym bardziej poprzeć partie przedstawiane w dostępnych im mediach jako skorumpowane i przeciwne pozytywnym działaniom władz.

Taką obojętność mogą wykazać także ci z wyborców, którym się PiS nie podoba, ale nie na tyle żeby głosować na przykład na PO, do której się rozczarowali.

Zanim dojdę do Biedronia, parę słów o partii Razem. Jej sukces – skok poparcia przed ostatnimi wyborami – to skutek dopuszczenia jej przedstawicieli (Zandberga) do mediów.

Nagle ludzie usłyszeli, że można widzieć politykę inaczej, można mówić o ważnych konkretach, mieć inny program niż zapewnienia że „my będziemy lepiej zarządzać”.

Gdyby partia ta miała szansę zaistnieć w debacie przedwyborczej, to by pewnie przeskoczyła wynik SLD i weszła do sejmu, choćby na zasadzie wyzyskania efektu nowości, tak jak kiedyś partie Palikota czy Kukiza.

Partia ta miała szansę zmobilizować osoby rozczarowane sceną polityczną i tymi partiami, które dotychczas rządziły i w dużym stopniu się skompromitowały. Sądzę, że te osoby nie zagłosowały na PO zaciskając zęby, raczej zostały w domu.

Biedroń ma szansę dotrzeć do takich osób, zmobilizować także tych, co nie chodzili na wybory. Jest inny w swoich działaniach i w mowie jako polityk, wykazał się jako prezydent Słupska.W odróżnieniu od polityków opozycji nie jest skompromitowany różnymi działaniami, które im wyciągną.

Jego obecny program określiłbym „MOŻNA W POLITYCE INACZEJ”, a to już jest ożywcza obietnica dla wielu. Kiedy widzę i słucham obecnie działających polityków, także tych, którzy biorą udział w wyborach samorządowych z ramienia swoich partii (nawet tzw. „młodych polityków”), to się zżymam. Każda nowość na scenie politycznej ma szansę zdobyć sympatie wyborców. 

Widzę Biedronia raczej jako przywódcę nowego ugrupowania niż kandydata na prezydenta.

Partie opozycyjne nie zmieniły się. Boją się jak ognia jakichś śmielszych propozycji, żeby nie rozdrażnić Kościoła ani nie narazić się wyborcom konserwatywnym.

W gruncie rzeczy chcą zdobyć poparcie takich wyborców, a wierzą, że wszyscy, którzy mają dość PiS, i tak zagłosują na nich. Mogą się rozczarować. Duża część wyborców w ostatnich wyborach odeszła od Platformy.

Zapewne rozczarowali się do niej, a także pewien wpływ miała pisowska propaganda. Jak oni teraz zagłosują?

Dwie autentyczne historie (obok wielu innych relacji) pozwalają mi wątpić w istotne zmiany wśród wyborców.

Pisałem niedawno o usłyszanej rozmowie, gdzie czekający ze mną w kolejce do fryzjera pan opowiadał jak odwiedził córkę mieszkającą w małym mieście, gdzie prowadzi ona jakiś gabinet.

Kiedy chciał kupić Newsweek, pani w kiosku powiedziała mu, że nie otrzymuje Newsweeka i nie zamawia go, bo tu nikt go nie kupuje. Więc ten pan powiedział, żeby mu sprowadziła, bo będzie tu jakiś czas i chce sobie poczytać. Córka, jak się o tym dowiedziała, mówi: „Nie rób mi takich rzeczy. Jak się ludzie dowiedzą, że czytasz Newsweeka, to będę miała kłopoty”.

Inną historię opowiedziała Eliza Michalik – o pewnym swoim znajomym, którego hobby jest zwiedzanie miast. Jak tylko ma czas, to wyjeżdża do kolejnego miasta, zwiedza je, obserwuje ludzi itp. Ostatnio opowiedział że trafił do pewnego miasta i stwierdził, że nie ma tam ŻADNYCH gazet.

Nie wiem jak w takim mieście jest z dostępem do telewizji innej niż państwowa, ale TVN i Polsat mają mniejszy zasięg niż TVP. Ciekawe byłoby zbadanie poglądów mieszkańców tego miasta. Tak sobie myślę, czy i na kogo zagłosują oni w wyborach?

Autor śmiało wybiega w przyszłość i nie tylko widzi jak Biedroń odbiera decydujący procent zjednoczonej opozycji, ale także jak przez swój start pomaga Dudzie zwyciężyć Tuska. 1% to może być błąd statystyczny.

Co zrobimy jeśli posłuchamy Autora i zignorujemy Biedronia, a Tusk otrzyma jakieś lukratywne stanowisko w Parlamencie Europejskim (mówi się o tym) i nie wystartuje w wyborach prezydenckich?

Czy Autor ma rezerwowego kandydata opozycji w tych wyborach? Chyba nie, bo lansując go teraz mógłby odebrać w przyszłości głosy Tuskowi. I kto będzie winny jeśli sklecona koalicja partii opozycyjnych nie zyska przewagi nad PiS?

PIRS    http://studioopinii.pl  

Komentowanie możliwe tylko przez zarejestrowanych Użytkowników

CoalaWeb Social Links

Opublikuj: