Materiały nie wyrażają poglądów redakcji. Różnorodność celowa. Oceny i wnioski pozostawiamy Czytelnikom.
A A A

Ponad 1000 lat temu właśnie półwysep Jukatanu dopadło ocieplenie, które, co zostało już udowodnione, wykończyło kwitnąca kulturę Majów.

W owym czasie, to znaczy kiedy Bolesław Chrobry wszedł do Kijowa z zięciem Świętopełkiem i rządził (według Galla Anonima) potężnym królestwem ruskim (wprawdzie tylko dziesięć miesięcy, ale i to dobre), jego hufce kompletowane były z rzadko rozrzuconych osad i mieszkańców kniei. W imperium Majów zaludnienie wynosiło 500-800 luda na kilometr kwadratowy – obecnie w Polsce średnia 124 osobnika na jeden kilometr kw. I to wszystko padło.

 

Tegoroczne ocieplenie, które nawiedziło Europę – kto to słyszał, żeby w Rowaniemi, w Finlandii, czyli już za kołem podbiegunowym, temperatura przekraczała 30 stopni w cieniu – nie jest wybrykiem natury, a układa się w pewien ciąg.

Susza była i się utrwaliła w Utah, Nowym Meksyku, Arizonie i Colorado (gdzie regularnie płoną lasy), czyli Ameryce Północnej. Afryce Północnej, na Bliskim Wschodzie, nie mówiąc o trzech czwartych obszaru Australii, gdzie niekoniecznie została zawleczona przez Anglików, dokąd władcy Imperium Brytyjskiego eksportowali margines społeczny, a teraz też mieli w Londynie ponad 33 stopni w cieniu, co dowodzi, że ślady upraw winorośli na wyspach nie wzięły się z fanaberii mieszkańców Albionu.

Na razie jest tak, że całkiem cennym surowcem stał się piasek. Importują go Zjednoczone Emiraty Arabskie, płacąc Omanowi za przerabianie posiadanych gór na ten surowiec, powiększa sobie terytorium Singapur, a także potężne Chiny, usypując wysepki na spornych wodach mórz przybrzeżnych.

Jak się Słońce nie uspokoi, wulkany nie zechcą produkować więcej gazów trochę zasłaniających przed promieniami Słońca, a ludzkość się nie opamięta z ocieplaniem atmosfery i niszczeniem lasów, mamy jak w banku, że woda będzie poszukiwana nie na Marsie i cenniejsza niż kruszec koloru złotego w bankach.

Powstaje pytanie: dlaczego nie mielibyśmy rozwijać się tak, żeby stać się potencjalnym eksporterem tego surowca i jednocześnie uchronić się przed skutkami ocieplenia w Polsce?

Mamy wszelkie po temu warunki: góry na południu, gdzie powstaje źródło zasilania w wodę i rzeki, które połączone w sieć mogłyby dostarczać wodę do zbiorników małej retencji (takich na przykład jak Solina, czy mniejszych), skąd w okresie zagrożenia suszą posiłkowałoby się rolnictwo, a nadwyżki eksportowalibyśmy.

To tak pogardzane położenie geograficzne ma dwa bogactwa: góry i morze, nie mówiąc o korzyściach z pozycji tranzytowej między Wschodem a Zachodem, ale to osobny problem.

Tymczasem woda, która się nad Polską uzbiera, spływa, jak ulewa po chodnikach, do morza i korzystamy tylko z tego, co zdąży wsiąknąć do gleby i co wychwycą lasy.

Trzeba też brać pod uwagę, że jeśli ocieplenie będzie się utrwalać, to coraz trudniej będzie zgromadzić wodę, którą da nam matka natura w chwilach łaskawości.

W Świętokrzyskim, gdzie ziemie czwartej i piątej klasy czyli podłe, a ubóstwo do dziś przodujące w Polce, dwa wieki temu Stanisław Staszic, człowiek, który myśleniem wyprzedzał swoje czasy, zbudował na rzece Kamiennej łańcuch kilkunastu stawów, które miały wspierać hodowlę i rolnictwo. Zostały po nich wspomnienia.

Brakuje nam ludzi z wyobraźnią Staszica. teraz mamy mocarstwowe zadęcie. Rzeki jawią nam się jak szlaki transportowe. Nieważne, że minęły czasu transportu zboża czy spławiania drewna.

Małgosia Szejnert, w swojej książce Historie z Polesia przebogatej w wiedzę o Polesiu i jego ludziach pisze, że przetransportowanie kutrów i barek z Modlina dla stworzenia floty Prypeci (nie mieliśmy za II Rzeczypospolitej dostępu do morza) wymagało rozebrania 11 mostów.

I nawet wtedy, kiedy nie osuszano jeszcze bagien, jednostki floty szorowały po dnie. A roi nam się szlak wodny od Odessy do Gdańska i Wartą do portów zachodniej Europy.

Za pieniądze na zapory wodne na Wiśle, wstępnie określone na 60 mld zł, można zbudować 40-50 zbiorników retencyjnych wielkości Porąbki.

Do tego dalsze 30 za środki planowane na Centralny Port Komunikacyjny, chwilowo lotnisko-widmo z braku rozeznania, kto miałby z niego korzystać.

Chyba, że zbudowaliby go Chińczycy, z nadmiarem kapitału, oczywiście nie za frajer, jako przyczółek do ekspansji na lotniska europejskie, z obsługą własnymi samolotami i liniami lotniczymi.

W ostatniej dekadzie zbudowaliśmy przyzwoitą sieć dróg. Autostrady A1 i A2 wymagają dokończenia. Budowa Via Baltica, drogi klasy ekspresowej zajmie jeszcze kilka lat.

Podobnie połączenie Szczecina z Gdańskiem wzdłuż Wybrzeża. Drogi lokalne, czy łączące obszary poszczególnych województw są stale rozbudowywane.

Czas, by podjąć wysiłek tworzenia sieci małej retencji wodnej. Szkody wyrządzone przez suszę w tym roku dotknęły najbardziej obszary województwa wielkopolskiego.

O najwyższej kulturze rolnej. Z suszą nie ma zmiłuj się. na odszkodowania pójdzie około miliarda zł. Program budowy małej retencji wodnej może też stanowić całkiem niezły argument w zdobywaniu głosów wyborców.

Bo daje gwarancję trwałych korzyści gospodarczych. Zapewne Unia wesprze takie przedsięwzięcie.

Jerzy Dzięciołowski   

Komentowanie możliwe tylko przez zarejestrowanych Użytkowników

CoalaWeb Social Links

Opublikuj: