Materiały nie wyrażają poglądów redakcji. Różnorodność celowa. Oceny i wnioski pozostawiamy Czytelnikom.
A A A

 

11 września w Rosji rozpoczną się największe od pół wieku manewry Wostok 2018. Czy mamy powody do obaw? –  Wyobraźcie sobie 36 tys. czołgów i  transporterów opancerzonych przemieszczających się jednocześnie – powiedział na konferencji prasowej Siergiej Szojgu, minister obrony Federacji Rosyjskiej.

– To wszystko zostanie przetestowane w  warunkach jak najbardziej zbliżonych do wojny. To rzeczywiście trudno sobie wyobrazić, gdyż w całym polskim wojsku jest tysiąc czołgów i  niewiele ponad siedemset nowoczesnych transporterów opancerzonych. W  manewrach weźmie też udział ponad tysiąc samolotów i  śmigłowców, tysiące dronów oraz kilkaset jednostek flot Północnej i Pacyfiku, w tym okręty podwodne o  napędzie jądrowym.

 

Zapewne zostaną użyte rakiety manewrujące dalekiego zasięgu SSC-X-8 i SSN-30A mogące razić cele na odległość ponad 5 tys. kilometrów.

Na terenie okręgów wojskowych centralnego i wschodniego (a więc niemal całej Syberii) będzie ćwiczyć 300 tys. żołnierzy. Ale gdy Rosjanie mówią 300 tys., to możemy się spodziewać, że będzie ich nawet pół miliona, bo przecież w niedawnych manewrach Zapad 2017 oficjalnie wzięło udział 12,7 tys. żołnierzy, a faktycznie było 70 tysięcy.

Zeszłoroczne ćwiczenia odbywały się niedaleko naszych granic. Rosjanie i Białorusini bronili się przed atakiem ze strony trzech fikcyjnych i zdradzieckich państw: Wejsznorii, Besbarii i Lubenii.

Nad Wisłą spekulowano, pod którą nazwą kryje się Polska? W  naszych mediach pojawiły się histeryczne artykuły: Wielka wojna wschodnia, Ukraina celem podczas Zapad 2017 („Gazeta Polska”);

Atak z terytorium Polski, Rosja ujawnia plany manewrów (Wirtualna Polska); Czy Rosja wejdzie do  Białorusi i zagrozi Polsce? Wszystko na to wskazuje! (Telewizja Republika).

Rosjanie zawsze śmiertelnie poważnie traktowali ćwiczenia wojskowe. Słowo śmiertelnie jest jak najbardziej na miejscu, bo przecież w 1954 roku podczas ćwiczeń o kryptonimie „Snieżok” nad rzeką Samarą marszałek Żukow popędził 45 tys. żołnierzy ubranych w zwykłe mundury przez radioaktywną chmurę, i to już pół godziny po eksplozji bomby atomowej.

W 1981 r. w pobliżu polskiej granicy odbyły się inne wielkie manewry – Zapad ’81 – w których wzięło udział „zaledwie” 100 tys. żołnierzy.

Ich celem z  jednej strony było wywarcie presji na Polskę (władze i „Solidarność”), z  drugiej –  przetestowanie „głębokiego przeniknięcia operacyjnych grup manewrowych” w  głąb Niemiec, tak aby bez użycia broni jądrowej dotrzeć do kanału La Manche w mniej niż 20 dni.

W zbliżających się manewrach weźmie udział także Chińska Armia Ludowo-Wyzwoleńcza (3200 żołnierzy i  30  samolotów). Obie strony dawno zapomniały o  konflikcie nad Ussuri z 1969 roku, w którym Armia Czerwona zabiła ponad tysiąc żołnierzy towarzysza Mao.

Chińczycy już ćwiczyli z Rosjanami – ostatni raz w ubiegłym roku na... Bałtyku, gdy dwie rosyjskie korwety wraz z chińskim niszczycielem, fregatą i jednostką wspomagającą doskonalili się w  akcji likwidacji piratów.

To  dziwne miejsce na tego typu manewry, zwłaszcza że  ostatni piraci (Bracia Witalijscy) zniknęli z Bałtyku już na początku XV stulecia.

1 marca 2018 roku podczas dorocznego orędzia wygłoszonego do  obu izb rosyjskiego parlamentu (Zgromadzenie Federalne) prezydent Władimir Putin przedstawił program modernizacji rosyjskiej armii i floty.

Oto zapewnienia rosyjskiego przywódcy: Zaczęła się aktywna faza testów międzykontynentalnej rakiety balistycznej Sarmat, dla której nie będą groźne żadne systemy obrony przeciwrakietowej, nawet te perspektywiczne.

Rosja niedługo ma mieć nowe pociski manewrujące z  napędem nuklearnym o  nieograniczonym zasięgu i będzie w stanie obejść każdy współczesny system obrony przeciwrakietowej.

Flota dysponuje już podwodną bezzałogową jednostką, zdolną do przenoszenia jądrowych i konwencjonalnych głowic bojowych. Siły zbrojne Rosji na swoim wyposażeniu mają broń naddźwiękową: pocisk Kindżał o  zasięgu ponad 2  tys.  km przenoszony przez myśliwiec MiG31 oraz głowicę bojową dla międzykontynentalnej rakiety balistycznej Awangard.

– Nie zamierzamy na nikogo napadać –  zapewnił Putin. –  Wszystko, co dziś zostało powiedziane, otrzeźwi każdego potencjalnego agresora (...).

Takie nieprzyjazne kroki wobec Rosji, jak rozmieszczanie systemu obrony przeciwrakietowej, przybliżanie infrastruktury NATO do naszych granic, stają się z wojskowego punktu widzenia nieefektywne, a z finansowego kosztowne i  w  ostatecznym rozrachunku po prostu bezsensowne dla tych, którzy to inicjują i robią (...).

Nikt nas nie słuchał, posłuchajcie teraz.

Pukam do każdych drzwi Prof. Romuald Szeremietiew, Akademia Sztuki Wojennej (do 2017), p.o. ministra obrony narodowej (1992), pierwszy zastępca ministra obrony narodowej (1997 – 2001):

–  Podczas wrześniowych ćwiczeń Rosjanie będą się koncentrować przede wszystkim na  przerzucaniu dużych sił na  duże odległości, będą sprawdzać swoje zdolności ofensywne.

Dlatego dla Polski czy innych krajów NATO nie ma znaczenia, czy te ćwiczenia odbywają się na Syberii, czy przy naszej wschodniej granicy.

W obecnej sytuacji geopolitycznej nie wyobrażam sobie, żeby Rosja mogła zdecydować się w Europie na jakieś zbrojne przedsięwzięcie wobec któregoś z państw NATO.

Byłoby to możliwe, dopiero gdyby Stany Zjednoczone militarnie wycofały się z Europy, a Niemcy jeszcze bardziej zbliżyły się do  Rosji. Wówczas kraje bałtyckie mogłyby być zagrożone, ale na razie nie ma takiego niebezpieczeństwa.

Bez względu na to, czy zagrożenie ze strony Rosji jest duże, czy niewielkie, Polska musi wytworzyć taki system obrony, który każdemu potencjalnemu agresorowi pokaże, że nasz kraj jest bardzo trudny do opanowania.

Niestety, doktryny obronnej dostosowanej do aktualnej sytuacji geopolitycznej się nie dopracowaliśmy, bo moim zdaniem koncepcja „obrony RP” wymyślona przez Antoniego zda się psu na budę.

Nie mamy też strategii bezpieczeństwa narodowego. To tym bardziej przerażające, że od czterech lat na Ukrainie toczą się działania wojenne. Pukam do wielu drzwi,  tłumaczę, ale nikt mnie nie słucha.

Strachy nie tylko na Lachy Gen. dywizji Roman Polko, dowódca GROM (2000 – 2004 i  2006), zastępca szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego (2006 – 2007) i p.o. szefa tej instytucji (2007):

–  Wojsko jest od  tego, żeby ćwiczyć na  poligonach współdziałanie, manewry, przerzuty, logistykę, bo tylko w ten sposób można sprawdzić, czy armia jest sprawna. I tego powinniśmy się od Rosji uczyć.

Putin dostał lekcję w 2008 roku, bo gdyby wówczas słabe wojsko gruzińskie zadziałało sprawniej, było w stanie zablokować rosyjską armię (która podeszła na odległość 40 km od Tbilisi – przyp. autora).

Od  tego czasu wojsko naszych wschodnich sąsiadów cały czas się reformuje. Zlikwidowano jednostki wydmuszki, zwiększono nakłady finansowe, postawiono na mobilność jednostek, poprawiono morale kadry, przypominając, że to nie jest praca przez osiem godzin dziennie, tylko służba.

Rosja ma interesy w wielu punktach świata, przeprowadza więc tak duże manewry, żeby pokazać, że należy się z nią liczyć. Putin przestaje udawać, że jest gołąbkiem pokoju.

Podczas ćwiczeń Zapad 2017, które odbywały się niedaleko naszej granicy, polskie media straszyły nas, że Rosjanie mogą wejść na terytorium państw bałtyckich, a może nawet Polski. Weszliby, ale co  potem?

Także teraz nie ma się czego obawiać. Rosji wystarczy, że  straszy Zachód taką możliwością. I nasze histeryczne reakcje tylko działają na jej korzyść.

Dlatego nie ma  się co  dziwić, że w 2017 roku w polskim wojsku nie podwyższono stanu gotowości bojowej. Ostatni taki przypadek miał miejsce w 2008 r., kiedy to minister Klich podwyższył gotowość bojową naszych jednostek, obawiając się, że na Polskę może spaść uszkodzony amerykański satelita szpiegowski, który ostatecznie spadł na Pacyfiku (śmiech).

W odpowiedzi na rosyjskie ćwiczenia NATO powinno regularnie zorganizować własne, ale nie po to, żeby straszyć Putina, tylko po to, żeby sprawdzić poszczególne elementy wyszkolenia i współdziałania.

Na  razie zamiast przejmować się rosyjskimi manewrami, powinniśmy wreszcie odkręcić pseudoreformę systemu dowodzenia autorstwa generała Kozieja.

To  zadziwiające, że  Polska nie ma strategii obronnej ani dokumentów normatywnych, które wytyczałyby kierunki rozwoju sił zbrojnych. A do tego, mimo obietnic polityków, nasz program modernizacji sił zbrojnych jest w powijakach – śmigłowców jak nie było, tak nie ma, system obrony powietrznej jest w planach, a nasza marynarka wojenna już zatonęła.

Rosja przygotowuje się do wojny Gen. brygady Stanisław Koziej, dyrektor Departamentu Systemu Obronnego MON (1994 – 2001), szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego (2010 – 2015):

– Rosjanie systematycznie odbywają wielkie ćwiczenia w różnych częściach swojego kraju. Skala tych manewrów świadczy o tym, że przygotowują się do normalnej, konwencjonalnej dużej wojny, ale na razie jest to tylko prężenie muskułów.

Razem z Rosjanami będą ćwiczyć chińska brygada oraz jednostki mongolskie. Może to być próba testowania jakiegoś systemu bezpieczeństwa skierowanego przeciwko Stanom Zjednoczonym.

Powinniśmy z tego wyciągnąć wnioski przywiązywać cały czas dużą wagę do  obronności, a  przede wszystkim pilnować, żeby NATO nie zapomniało o swojej wschodniej flance.

A to nie będzie takie proste, gdyż wielu członków sojuszu, zwłaszcza kraje Beneluksu i  z  południa Europy, nie widzą rosyjskiego zagrożenia.

Za to są na nie wyczulone neutralne Szwecja i  Finlandia, gdzie coraz głośniej mówi się o  możliwości ich wejścia do  NATO. Finlandia, która dysponuje niewielką armią, ma  prawie milion rezerwistów, co  w  kraju liczącym 5,5  mln mieszkańców jest liczbą imponującą.

Podobną drogą poszły Szwajcaria oraz Izrael. Od momentu gdy przeszliśmy na armię zawodową, zbudowanie nowego modelu przygotowania rezerw jest moim zdaniem najważniejszym zadaniem, przed jakim stoi Ministerstwo Obrony Narodowej.

Przy budowaniu takiego systemu szkolenia z pewnością można by wykorzystać Wojska Obrony Terytorialnej.

Nie zobaczymy rosyjskich zagonów pancernych na Mazowszu Kmdr por. rez. Maksymilian Dura, ekspert portalu Defence24.pl:

–  Nie przejmujmy się rozmachem rosyjskich ćwiczeń, gdyż Putin już nie odbuduje potęgi ZSRR. Dziś wojska rosyjskie nastawione są na realizację zupełnie innych scenariuszy przy użyciu środków na miarę swoich finansowych możliwości.

Ich metodą działania jest zmniejszenie wielkości jednostek przy zwiększeniu ich mobilności (wysyłają wojsko setki kilometrów od baz).

Działają bardzo elastycznie – zupełnie inaczej niż rozpieszczone przez dobrobyt zawodowe armie państw NATO. Zamiast budować nowe niszczyciele, zamawiają małe korwety o wyporności zaledwie około 800 ton, ale za to wyposażone w wyrzutnie rakiet manewrujących odpowiadających amerykańskim pociskom Tomahawk.

Nie oznacza to  jednak, że  Rosja jest gotowa do wojny na szerszą skalę, gdyż na razie nie ma na to wystarczająco dużo nowoczesnego sprzętu ani środków finansowych na uruchomienie wszystkich swoich programów zbrojeniowych.

Proszę zobaczyć, że choć skonstruowali świetny i nowoczesny samolot Su-57 (będący konkurencją dla amerykańskiego F-22 Raptor – przyp. autora), to ich siły zbrojne były w stanie zamówić tylko dwie sztuki, a MiG-35 – sześć sztuk.

Zmieniają taktykę, rezygnując z wielkich sił pancernych na  rzecz artylerii precyzyjnej czy dronów. Rozwijają swoje cyberwojsko, które jest jednym z najlepszych na świecie.

My też mamy specjalny zespół do spraw cyberbezpieczeństwa RP. Radzę czytelnikom wejść na strony Biura Bezpieczeństwa Narodowego i zobaczyć, co ten zespół do tej pory zrobił.

To świetnie pokazuje, w jakim naprawdę żyjemy kraju. Kiedyś generał Skrzypczak mówił, że Rosjanie są w stanie dojść do Warszawy w trzy dni.

Ja twierdzę, że gdyby chcieli, to doszliby w jeden. Ale dzisiejsza Rosja ma  zupełnie inne cele i w dającej się przewidzieć perspektywie z pewnością na Mazowszu nie zobaczymy rosyjskich zagonów pancernych (śmiech).

KRZYSZTOF RÓŻYCKI "Angora" nr 35/2018

Komentowanie możliwe tylko przez zarejestrowanych Użytkowników

CoalaWeb Social Links

Opublikuj: