Materiały nie wyrażają poglądów redakcji. Różnorodność celowa. Oceny i wnioski pozostawiamy Czytelnikom.
A A A

Tygodnik Do  Rzeczy pociesza posłów PiS, że nie pójdą do więzienia. Strach wśród nich musi być duży, skoro wymaga to publicznego uspokajania; wiadomo, że nagłe i nieoczekiwane zapewnienie: „Nic wam nie grozi” dopiero może napędzić strachu. Tym bardziej że bezkarność posłom PiS za  nieprzestrzeganie przez nich konstytucji ma im zapewniać... ta konstytucja. Wiadomo, w jakim mają ją poważaniu. Do Rzeczy dostarcza posłom alibi w postaci artykułu 105:

„Poseł nie może być pociągnięty do odpowiedzialności za swoją działalność wchodzącą w zakres sprawowania mandatu poselskiego ani w czasie jego trwania, ani po jego wygaśnięciu”. Tak mówi jednak tylko konstytucja niezłamana. Kompletowanie przez posłów argumentów za tym, że nie można ich zamknąć do więzienia, świadczy o tym, że nie mają tej pewności nawet dziś, a  co  dopiero „po  wygaśnięciu” ich gwiazd na  politycznym firmamencie. Jak wiadomo z astronomii, z gasnącej gwiazdy robi się czerwony karzeł (to chyba z SLD), a z PO – to raczej prędzej czarny. Naginając przepisy prawa i zamieniając wymiar sprawiedliwości w partyjny folwark, rządzący zakładają teraz kajdanki na  rękę opozycji. Tyle że po swym odejściu dadzą te kajdanki jej do ręki. Potem nowa władza będzie decydować, kogo nimi przykuje.

 

A nawet będzie musiała to  robić, bo  będzie zobligowana stworzonymi przez PiS przepisami.

Za taką reformą sprawiedliwości musieli chyba głównie głosować ludzie starzy, którzy łudzą się, że nie dożyją momentu, kiedy młyny sprawiedliwości zaczną kręcić się odwrotnie.

Czekający obecnie na proces, a wypuszczony przez sędziego z celi poseł Gawłowski z PO stanął na trybunie sejmowej ze  złowrogim przesłaniem dla parlamentarzystów. Takim, jakie czasem spotyka się na nagrobkach:

„Byłem, kim jesteś – jestem, kim będziesz”. Pojawił się w Sejmie jak upiór: „Byłem w  miejscu, do  którego wielu z was niedługo trafi. Czekają tam na was. Nie będzie wam łatwo”.

W wywiadzie dla Newsweeka zdradza, że na podstawie zdobytych doświadczeń pisze dla nich poradnik: „To  mój subiektywny opis tego, jak funkcjonuje areszt, służba więzienna, subkultura (...). Warto wiedzieć takie rzeczy, zanim posadzą”.

Mimo że książkę planuje wydać pod tytułem „Poradnik dla Jarosława K.”, ma na widoku raczej cele zbiorowe. Z punktu widzenia przyszłych więźniów pozornie korzystne jest to, że może nie będzie miał kto ich doprowadzić do aresztu.

Znawcy mafii i policji, autorzy bestsellerów na ten temat – Artur Górski i  Jan Fabiańczyk, mówią tygodnikowi Wprost: „Dziś policji nie ma”. Dowodzą, że jest słaba jak w latach 90., kiedy po kraju bezkarnie grasowali bandyci, a byłego komendanta głównego Papałę zastrzelił ktoś, kogo do dziś nie udało się zidentyfikować.

Chociaż pewien przełom w  śledztwie w sprawie zabójstwa Papały jest; według najnowszej wiedzy zostało ono dokonane nie przy ulicy Rzymowskiego, jak sądzono, ale Gintrowskiego.

Nie znaczy to, że policja ustaliła coś nowego, tylko że zmieniono nazwę ulicy, na której to się stało. Na świecie zwykle to przestępcy zmieniają nazwiska, aby nie mogła ich namierzyć policja, a u nas nawet patroni ulic.

Obecnie w policji jest 5 tysięcy nieobsadzonych etatów i Górski z Fabiańczykiem przewidują, że  prędzej czy później przestępcy się o tym dowiedzą.

Choćby z  ich książek: więzienia są już chyba ostatnim miejscem, gdzie książki się czyta i pisze. Słabość policji nie obejmuje jednak jej funkcji politycznych.

Przeciwnie: funkcjonariusze kierowani są do ochrony pochodów kościelnych, muszą stać przy pomnikach. Muszą pilnować, aby Lechowi Kaczyńskiemu w Szczecinie nie założono znów koszulki z napisem „Konstytucja”, bo jest to napis niewłaściwy.

Tyle że przecież na nią właśnie liczą posłowie PiS, żeby ich nie posadzono po tym, kiedy wygasną. W zasadzie to już dziś oni powinni chodzić w takich koszulkach, razem z Lechem Kaczyńskim.

W Cieszynie każdy policjant dostał darmowy egzemplarz Nowego Testamentu – miniaturowy – w wersji dla kieszonkowców. Dziennikarze litują się nad policjantami, mimo że ci mogą ich aresztować. Newsweek lamentuje, że pod Sejmem stoją po 10 – 16 godzin policjanci zwiezieni z innych miast.

Za co nikt nie jest im wdzięczny, może z wyjątkiem normalnych bandytów, którzy w tym czasie mają wolną rękę do działania w innych regionach. Tymczasem to  „policjanci słyszą o sobie, że są bandytami, działającymi na zlecenie partii rządzącej” (Newsweek).

„Mimo że policjantom często nie pozwala się na samodzielne myślenie, oni naprawdę wiedzą swoje” (Wprost). Z policjantów zaś równie nie są zadowoleni ci, co  ich tam wysyłają, bo to im psują opinię.

„Nawet jeśli grupy bojowe szturmują parlament, to w odbiorze społecznym winna jest władza” – skarży się Sieciom doradca rządowy. Władza wysyła policjantów na ulice po to, aby to ich nie lubili, ale ludzie nie lubią tylko ich dowódców.

W wyniku reformy organów ścigania większość z nich zajmuje się posłami i raczej długo tak będzie, nawet po  zmianie władzy. W  przeoranych sądach jest „tysiąc nieobsadzonych etatów sędziowskich”, a „czas oczekiwania na  wyznaczenie rozprawy wynosi 2 lata” i od roku 2016 się wydłużył. Jeżeli ktoś nie pójdzie za to do więzienia, to tylko dlatego, że tego nie doczeka.

Michał Ogórek

Komentowanie możliwe tylko przez zarejestrowanych Użytkowników

CoalaWeb Social Links

Opublikuj: