Materiały nie wyrażają poglądów redakcji. Różnorodność celowa. Oceny i wnioski pozostawiamy Czytelnikom.
A A A

Jedno trzeba przyznać - PiS ma wyjątkowe szczęście do opozycji. Włodzimierz Cimoszewicz (niegdyś zagorzały komunista) stwierdził, że "w okresie depisyzacji" wyrzuciłby z zawodu wszystkich sędziów, którzy dziś kandydują do SN, bo są "bez godności". Inny opozycyjny radykał Tomasz Lis (niegdyś popularny prezenter TV) idzie jeszcze dalej - wszystkich nowych sędziów nie tylko wyrzuciłby z zawodu, ale również pozbawił emerytury! Czyli nie ma jak to twierdzić, że walczy się o wolność i demokrację, a jednocześnie proponować rozwiązania właściwe dla antydemokratycznych reżimów.

Zdaniem Włodzimierza Cimoszewicza, gdy PiS zostanie odsunięty od władzy trzeba będzie urządzić "depisyzację". Elementem tego procesu ma być pozbawienie prawa wykonywania zawodu wszystkich tych sędziów, którzy zgłosili swoje kandydatury na członków Sądu Najwyższego. Zdaniem byłego premiera (a wcześniej członka PZPR i komunisty) kandydaci ci są "pozbawieni poczucia godności", a przez to ich charaktery nie są nieskazitelne. 

 



Jeszcze dalej idzie Tomasz Lis. Ten niegdyś bardzo popularny prezenter telewizyjny, który dziś jest przepełniony nienawiści do PiS i Jarosława Kaczyńskiego, twierdzi, że sędziowie zgłaszający swoje kandydatury powinni być pozbawieni nie tylko prawa do wykonywania zawodu, lecz także prawa do emerytury. Żeby nie było poniżej podaje pełen cytat z Lisa:

"W. Cimoszewicz ma rację. Wszyscy karierowicze, którzy wybierają się teraz do SN, w przyszłości powinni być pozbawieni prawa wykonywania zawodu i emerytur. Sędzia korzystający dla kariery i pieniędzy z zamachu stanu i gwałtu na konstytucji nie ma prawa być sędzią. Kropka."

O innych paranoikach, którzy z najbliższą rodziną rozmawiają przez szyfrowane komunikatory, bo "PiS wszystko podsłuchuje", twierdzą, że w Polsce dokonał się "zamach stanu", chcą budować "państwo podziemne" czy członków partii Jarosława Kaczyńskiego zabijają  laleczkami VooDoo nawet nie wspominam. 

W sumie nawet nie wiem co jest groźniejsze - czy wspomniane stany paranoiczne (które ostatecznie mogą prowadzić do wielu życiowych tragedii) czy też twierdzenie, że gdy nadejdzie upragniony okres "depisyzacji", to będzie można swobodnie łamać prawo (w imię walki z ludźmi o odmiennych poglądach). 

Jedno jest pewne - póki co PiS ma wielkie szczęście do opozycji. Większość jej przedstawicieli nie potrafi (lub nie chce) być merytoryczną alternatywą dla partii Jarosława Kaczyńskiego. Zamiast tego proponuje ślepy rewanżyzm, który może być groźny dla podstaw demokratycznego państwa prawa.

Powstaje pytanie - ile jeszcze taki stan potrwa? Jak długo PiS będzie mógł liczyć na nieudolność opozycyjnych radykałów, których wystąpienia skutecznie przyćmiewają nawet największe wtopy i kompromitacje "dobrej zmiany"?

http://niewygodne.info.pl/  

Komentowanie możliwe tylko przez zarejestrowanych Użytkowników

CoalaWeb Social Links

Opublikuj: