Materiały nie wyrażają poglądów redakcji. Różnorodność celowa. Oceny i wnioski pozostawiamy Czytelnikom.
A A A

Rozmowa z MARTĄ PRZYGODZKĄ, doktorantką z Zakładu Parazytologii i Chorób Przenoszonych przez Wektory NIZP-PZH

–  Komary, meszki czy końskie muchy mogą nam skutecznie uprzykrzyć letni wypoczynek. Kiedy i gdzie jesteśmy najbardziej narażeni na ich ataki?

– Jeżeli chodzi o te owady krwiopijne, to rzeczywiście letnia pora bardzo im sprzyja. Szacuje się, że w naszym kraju występuje 47 gatunków komarów – 38 z nich może być mniej lub bardziej agresywnych wobec człowieka, a 12 gatunków w sprzyjających warunkach może występować plagowo i może być wektorami chorób ludzi i zwierząt. Komary atakują zwłaszcza wieczorami, o zmierzchu, także w pomieszczeniach zamkniętych. Masowo występują zazwyczaj po  roztopach, długotrwałych, silnych deszczach lub powodziach. Wahania poziomu wody oraz powstające po ulewach tymczasowe zbiorniki wodne sprzyjają ich wylęgowi. Większość tych owadów jest w stanie pokonywać duże odległości.

 

Z miejsc wylęgów przylatują do siedzib ludzkich, budynków inwentarskich.

–  Podobnie jest z  meszkami i końskimi muchami?

– Meszki to małe owady. W Polsce jest ich ok. 50 gatunków. Należy się ich spodziewać na terenach zadrzewionych, wilgotnych łąkach, w pobliżu cieków z czystą, wartko płynącą wodą.

Pojawiają się pod koniec kwietnia i mogą występować do sierpnia. Największe ich plagi notowano na  zachodzie i  południowym wschodzie Polski. Dochodziło nawet do  tego, że po zmasowanych atakach meszek padały zwierzęta hodowlane. Meszki atakują głównie w godzinach południowych.

Końska mucha to potoczna nazwa jusznicy deszczowej należącej do rodziny bąkowatych. Owady te gryzą najczęściej w godzinach południowych, kiedy jest gorąco lub gdy zbiera się na burzę. Występują na terenie całego kraju. Można je spotkać na pastwiskach, łąkach, w lasach, w pobliżu zabudowań inwentarskich. Szczególnie aktywne są latem.

– Czy gryzą nas tylko samice?

– Tak. Potrzebują bowiem krwawego posiłku, by złożyć jaja. Samce tych owadów odżywiają się zazwyczaj nektarem, pyłkiem kwiatowym bądź sokami roślinnymi i nam nie zagrażają.

– Wspomniała pani, że komary, meszki i bąki to owady krwiopijne. Różni je jednak strategia atakowania swych ofiar.

– To prawda. Meszka np. podczas ugryzienia wydziela feromony, które zwabiają innych przedstawicieli gatunku. W  efekcie może dochodzić do  masowego ataku na  ofiarę, która może stracić znaczną ilość krwi na skutek takiej „krwawej uczty”.

Aparat gębowy meszek przystosowany jest do rozszarpywania skóry, dlatego ukąszenia są bardzo bolesne i prowadzą do powstawania długo gojących się ran. Ich rozdrapywanie grozi zakażeniem.

Bąki z kolei przemieszczają się bardzo szybko i są w stanie zlokalizować potencjalną ofiarę nawet z dużej odległości. Owady te wykorzystują podczerwień do  „namierzania” ofiary, dlatego bardziej narażone na ataki są np. zgrzane i spocone konie, osoby trawione gorączką lub uprawiające sport.

Co  ciekawe, bąki chętniej atakują ciemno ubarwione obiekty, gdyż mają wykształcony zmysł wzroku. Nacinają skórę dość głęboko, a  następnie łapczywie zlizują wypływającą krew.

Stosunkowo najłagodniej atakują komary, które nie gryzą, a kłują, wpuszczając jednocześnie ślinę, której składniki zapobiegają krzepnięciu krwi, podobnie zresztą jak meszki i  bąki. Pojedyncze ukłucia komarów są stosunkowo najmniej bolesne.

Nie dla wszystkich gatunków komarów występujących w Polsce jesteśmy atrakcyjni jako żywiciele – część z nich jest „zwierzolubami” i atakuje inne ssaki oraz ptaki.

–  Jaki może być efekt takich ugryzień dla naszego zdrowia?

– Z pewnością każdy z nas doświadczył ukłucia komara, więc wie, że pojawia się na skórze swędzące zaczerwienienie. Odczyn może być większy lub mniejszy, w  zależności od  tego, czy osoba ukłuta jest mniej lub bardziej wrażliwa.

W przypadku meszek miejsca po  ugryzieniu są  punktowe, ale później przekształcają się w bolesne i swędzące plamy z podskórnymi, krwawymi wylewami.

Mogą tworzyć się podskórne grudki, a  na  powierzchni skóry pęcherzyki z płynem surowiczym i  krwią. To  sprawia, że  gojenie trwa dłużej. Podobny mechanizm obserwujemy po ugryzieniu bąkowatych, przy czym tutaj ślad na skórze jest znacznie większy.

Czasami bąbel może mieć nawet wielkość kurzego jaja. W ekstremalnych przypadkach po ukąszeniach meszek lub bąkowatych, a nawet komarów, może wystąpić wstrząs anafilaktyczny zagrażający życiu.

–  Czy groźne są  jedynie same ukąszenia?

–  Wspomniane owady mogą być wektorami patogenów, czyli czynników wywołujących choroby.

Występujące w naszym kraju komary to potencjalne wektory niektórych wirusów (np. wirusa Zachodniego Nilu) i pasożytów (np. nicieni z rodziny Dirofilaria sp.).

Natomiast meszki i bąkowate mogą odpowiadać za mechaniczne przenoszenie np. laseczek wąglika czy pałeczek tularemii, odpowiedzialnych za wywoływanie groźnych zakaźnych chorób odzwierzęcych.

Te chorobotwórcze mikroorganizmy są traktowane jako potencjalna... broń biologiczna. Choć zakażenia tymi patogenami na  skutek ukąszenia przez meszkę czy bąka jest mało prawdopodobne, trzeba mieć świadomość, że takie zagrożenie istnieje.

W Polsce obecnie najwięcej mówi się o  dirofilariozie. To pasożytnicza choroba przenoszona przez komary. Mogą one, wraz ze swą śliną, wstrzyknąć nam larwy pasożyta należącego do  dwóch gatunków:

Dirofilaria repens lub Dirofilaria immitis, zaliczanych do nicieni. Pierwszy z nich lokalizuje się najczęściej w  tkance podskórnej i  powoduje powstanie bolesnych guzków, np. na brzuchu, mosznie czy powiece, bądź w innych miejscach na ciele.

Drugi gatunek jest o tyle groźniejszy, że zasiedla tętnicę płucną swojego żywiciela, prowadząc do  niebezpiecznych powikłań kardiologicznych, a nawet śmierci.

Na Ukrainie wykrywa się nawet do kilkuset przypadków rocznie, a dirofilarioza podlega rejestracji. W Polsce zarażenia u ludzi wykrywane są przypadkowo.

Dirofilarioza nie jest objęta systemem nadzoru epidemiologicznego, wykryte przypadki nie są rejestrowane, dlatego nie wiadomo, jaka jest ich liczba.

– Czy trudno się pozbyć wspomnianego pasożyta?

– Leczenie dirofilariozy skórnej polega zazwyczaj na  chirurgicznym usunięciu pasożyta. Pojawia się jednak problem diagnostyczny, bo czasem powstające guzki sugerują zmiany nowotworowe. Dlatego ważna jest konsultacja doświadczonego lekarza.

Z pewnością choroba ta nie zagraża życiu pacjenta.

–  Z  komarami wiąże się temat malarii. Czy w Polsce może się ona pojawić?

– Bezpośrednio po pierwszej wojnie światowej notowano u nas dziesiątki tysięcy przypadków tej choroby. Podobnie, choć w o wiele mniejszej skali, było po drugiej wojnie światowej.

Wówczas mieliśmy do czynienia z malarią typu europejskiego i byliśmy krajem występowania tego typu malarii. W latach 60. ubiegłego wieku uznano Polskę za kraj wolny od malarii.

Zdarzają się wprawdzie osoby chore, ale dotyczy to głównie tych, którzy zarazili się podczas wyjazdów do krajów tropikalnych, gdzie malaria jest obecna.

Choć w Polsce występują komary malaryczne, to jednak nasze procedury postępowania z osobami podejrzanymi o zachorowanie na malarię, rejestr danych epidemiologicznych dotyczących tej choroby oraz czynniki społeczno-środowiskowe wykluczają raczej powrót tej choroby na nasze ziemie.

Nie znaczy to jednak, że nie mamy problemu z masowym pojawianiem się komarów, czego przykładem jest choćby Świnoujście, gdzie corocznie realizowany jest wieloletni program zwalczania tych owadów.

– Dlaczego komary, meszki i bąki częściej atakują niektóre osoby, a innym dają spokój?

–  Decyduje o  tym wiele elementów. Składniki naszego potu, takie jak np. kwas mlekowy, są bardzo atrakcyjne dla komarów. Udowodniono, że  bardziej narażone są  osoby obciążone chorobami metabolicznymi, takimi jak choćby cukrzyca.

Dotyczy to  również osób otyłych i  z  wysoką przemianą materii, sportowców trenujących na świeżym powietrzu, a także osób o wyższej temperaturze ciała (np. podczas gorączki). Ale nie tylko.

Wystarczy wypić kilka piw na  świeżym powietrzu, by swym potem zwabić wspomniane owady. Można się dziwić, bo przecież piwo zawiera wiele witamin z  grupy B, które działają odstraszająco na komary. Ponadto owady te uwielbiają zapach... przepoconych skarpetek.

– W jaki sposób najlepiej chronić się przez ugryzieniami wspomnianych owadów?

–  Najskuteczniejszym zabezpieczeniem jest odpowiedni strój, unikanie miejsc, gdzie owady krwiopijne mogą nas zaatakować i stosowanie repelentów.

Złotym standardem, który działa najdłużej, jest związek chemiczny o  nazwie DEET. Preparaty zawierające tę substancję czynną przeznaczone są dla dorosłych i dzieci powyżej 12. roku życia.

Dla najmłodszych poleca się środki alternatywne, zawierające np. ikarydynę czy substancję o nazwie IR3535.

– Czy od komarów, meszek i bąków odpoczniemy dopiero jesienią?

– Raczej tak. Nie popadajmy jednak w paranoję i kierujmy się zdrowym rozsądkiem. Nie unikajmy kontaktu z naturą z obawy, że ugryzie nas komar czy meszka. Jeśli będziemy stosować odpowiednią profilaktykę przeciwko ukąszeniom komarów, meszek bądź bąków, przebywanie na świeżym powietrzu wyjdzie nam tylko na zdrowie.

ANDRZEJ MARCINIAK "Angora" nr 31/2018 

Komentowanie możliwe tylko przez zarejestrowanych Użytkowników

CoalaWeb Social Links

Opublikuj: