Materiały nie wyrażają poglądów redakcji. Różnorodność celowa. Oceny i wnioski pozostawiamy Czytelnikom.
A A A

Trudno wskazać miejsce w Ameryce, które nie było dotąd sceną strzelaniny. Szkoły, kościoły, szpitale, kina, zakłady pracy, restauracje, centra handlowe – to wszystko było. Jednak dotąd nie było jatki w amerykańskiej redakcji. Już jest. 28 czerwca o godz. 14.45 młody długowłosy mężczyzna wszedł do biurowca przy 888 Bestgate w Annapolis w stanie Maryland, gdzie mieszczą się lokale 30 firm. Na parterze była redakcja „Capital Gazette” – lokalnego dziennika, bez ideologicznego zacięcia, borykającego się z problemami finansowymi. To jedna z najstarszych gazet w USA, drukowana w nakładzie 30 tysięcy egzemplarzy. Strzałem z karabinu rozbił szklane drzwi wiodące do newsroomu redakcji, w którym pracowało 170 osób, w tym 30 redaktorów. Cisnął w ich stronę kilka granatów dymnych, szedł, metodycznie strzelając.

 

Zszokowani pracownicy chowali się pod biurkami. „Nie ma nic bardziej przerażającego, niż słyszeć liczne strzały i przeładowywanie karabinu, gdy się siedzi pod biurkiem” – tweetował chwilę po zamachu reporter kryminalny Phil Davis.

Fotoreporter Paul Gillespie przygotowywał zdjęcia, gdy usłyszał za plecami strzały. „Nie!” – i huk. Sekundy później krzyk, kolejny strzał. Zanurkował pod biurko, słyszał jak strzelec zbliża się, naciskając spust. „Nie mogę uwierzyć, że mam umrzeć” –  pomyślał. Zamachowiec przeszedł obok.

Gillespie wyskoczył i przeskakując nieruchome ciało, rzucił się ku drzwiom. Rozległ się strzał, kula świsnęła tuż koło niego. Policja zjawiła się w ciągu 60 sekund, komando SWAT wbiegło do  newsroomu, po  chwili wyłuskało strzelca spod biurka.

Z biurowca gęsiego wychodzili pracownicy z rękami podniesionymi do góry. Pięciu pracowników „Capital Gazette” – czterech redaktorów i urzędniczka – nie wyszło. Leżeli martwi. Dwoje innych było rannych.

38-letni Jarrod Ramos w roku 2009 zapragnął odnowić znajomość z koleżanką ze szkoły średniej. Zainteresowanie było jednostronne.

Kobieta ignorowała jego e-maile, co autora coraz bardziej irytowało. „Odczep się ode mnie” – napisała w 2010 roku. „Powieś się!” – odpowiedział.

Wkrótce dyrekcja banku, w którym pracowała, zawiesiła ją w obowiązkach: Ramos wysłał list, oskarżał ją o defraudacje. Skierowała sprawę do sądu. „Jemu się wydaje, że coś nas łączy, ale nie łączy nic” – powiedziała sędziemu. 90 dni więzienia w  zawieszeniu –  tak brzmiał wyrok.

W  lipcu 2011 roku reporter sądowy „Capital Gazette” opisał sprawę faceta prześladującego byłą znajomą. Furia Ramosa zogniskowała się na redakcji.

Wystąpił do sądu z zarzutem zniesławienia, oskarżał reportera, naczelnego i wydawcę. Przegrał. Apelację również. Wściekłość wyładowywał teraz na portalach społecznościowych, w coraz bardziej wulgarnych i gwałtownych tweetach do redaktorów. Ostatni napisał kilka minut przed zamachem.

Ekskoleżanka i dziennikarze twierdzą, że zwracali się do policji. To może być kolejny zabójca, mówili. Gdy strzelec wkraczał z karabinem do redakcji, żaden z oskarżonych przezeń już w niej nie pracował.

Ramos od  początku odmawia zeznań, nie chciał podać nazwiska, zniszczył linie papilarne. Rozpoznano go po zdjęciu sądowym. W 2012 roku pracował w federalnym Biurze Statystyk Pracowniczych, ukończył inżynierię komputerową.

Teraz kończy swe życie, oskarżony o pięć zabójstw z premedytacją. Czeka na niego na długie lata cela, potem zapewne ceratowy stół z pasami w sali śmierci więzienia.

Maszyna do szukania winnych ruszyła po godzinie. Sean Hannity, prawicowy guru Trumpa z sieci FOX, mówił o  sprawstwie demokratycznej senator Maxine Waters, która wzywała do zawstydzania ekipy Trumpa.

Faworyt prawicowych ultrasów Milo Yiannopoulos wyznał, że „nie mógł się doczekać, kiedy brygady mścicieli zaczną wystrzeliwać dziennikarzy”. Ludzie mediów twierdzili, że to efekt siania nienawiści przez Trumpa. Wielokrotnie.

Ostatni raz dziesięć dni temu mówił, że „media to  największy wróg narodu amerykańskiego”. Po zamachu w Annapolis Trump zapewniał o swych modlitwach.

„Dziękuję za pacierze, ale jak na nich się skończy, to ja je pierdolę” – oświadczyła w wywiadzie dla CNN reporterka „Capital Gazette” Selene San Felice.

Najprawdopodobniej Ramos zrobiłby to, co zrobił, nawet gdyby nie było Trumpa i jego szczucia. Ale teraz jego śladem mogą pójść zaburzeni wielbiciele prezydenta. Efekt „copycat” jest w USA dobrze znany.

Jimmy DeButts, naczelny redakcji, gdzie miała miejsce strzelanina, i jego podwładni dopięli swego: gazeta wyszła kilkanaście godzin po egzekucji. Na stronie komentarzy redakcyjnych widnieją tylko nazwiska ich zamordowanych kolegów.

(STOL)  "Angora" nr 27/2018 Na podst.: Baltimore Sun, New York Times, CNN, Washington Post, AP, Reuters, MSNBC, CBS, Raw Story

Komentowanie możliwe tylko przez zarejestrowanych Użytkowników

CoalaWeb Social Links

Opublikuj: