Materiały nie wyrażają poglądów redakcji. Różnorodność celowa. Oceny i wnioski pozostawiamy Czytelnikom.
A A A

Po burzy wokół słów Lecha Wałęsy, który obiecał 4 lipca w Warszawie „fizyczne odsunięcie sprawcy wszystkich nieszczęść” oraz podkreślił, że będzie „walczył i bronił się”, „mam broń i pozwolenie do obrony osobistej”, Joachim Brudziński nakazał podległym służbom odebranie eksliderowi „Solidarności” papierów na pistolecik. I słusznie, prawo obowiązuje bowiem nawet byłych prezydentów, a przepisy mówią wyraźnie: sezon polowań na kaczki trwa w Polsce od 15 sierpnia do 23 grudnia, a złamanie go zagrożone jest karą pozbawienia wolności do lat 5.

Niepomny swoich nieudanych kontaktów z Wałęsą (w 2010 r. poprosiłem go o wywiad, na który zgodził się pod warunkiem przysłania obciętego ucha Urbana, za co w zemście wkręciliśmy go w chęć wysłania jego nasienia w kosmos przez NASA), zadałem mu krótkie pytanie: „Gdyby mógł Pan bezkarnie strzelić do Urbana albo Kaczyńskiego, to do którego z nich by Pan strzelił?”. Tym razem odpisał wyjątkowo grzecznie: „Do żadnego”. Ale dodał: „Na pięści mocniej Kaczkę”.

 

Czy minister Brudziński nakaże w tej sytuacji także profilaktycznie ciachnięcie dłoni naszemu pokojowemu nobliście, nie wiadomo, niemniej fakt, że Wałęsa chętniej pobiłby dziś Kaczyńskiego niż Urbana, daje wyraźny sygnał, iż prezes PiS może czuć się zagrożony.

 

Masz klamkę?

Zasłaniać piersią Jarosława Kaczyńskiego rzuciło się wielu pisowskich klakierów, z dyżurnym historykiem Sławomir Cenckiewiczem na czele, który przypomniał, że pukawkę zaoferował Wałęsie sam szef bezpieki generał Adam Krzysztoporski już w 1981 r. Uwadze opinii publicznej umknąć mogło jednak, że

prezes PiS ma czym atak Wałęsy odeprzeć, bo sam od lat posiada broń palną, na którą pozwolenie dostał w przedziwnych okolicznościach – za urzędowania u Wałęsy właśnie.

Jako że na pociągnięcie tego wątku Cenckiewiczowi dociekliwości zabrakło, przypomnę tylko kilka opisów dotyczących tego, jak prezes wszedł w posiadanie broni i jak posługiwał się nią do uzyskiwania korzyści politycznych. W książce „O jednym takim… Biografia Jarosława Kaczyńskiego” Piotr Zaremba, którego za antypisowca uznać trudno, pisał następująco:

 „Ówczesny Kaczyński, który przychodzi do Sejmu, aby negocjować, jest twardzielem używającym często dosadnego języka, choć wielu ludzi znało go wcześniej jako człowieka wręcz ugrzecznionego. (…) Brutalnego tonu nabył dopiero podczas pałacowych rozgrywek z Wałęsą, tylko tą droga był w stanie, do czasu, coś u niego uzyskać. Symbolem jego nowej twarzy staje się pistolet wkładany pod marynarkę.

Zaraził go nim Maciej Zalewski, który jako sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego urzędujący w BBN, uległ fascynacji służbami i bronią”.

Ten sam Maciej Zalewski, jeden z założycieli Porozumienia Centrum, zastępca Jarosława Kaczyńskiego w „Tygodniku Solidarność”, ściągnięty przez Kaczyńskiego do kancelarii prezydenta Wałęsy, posłem być przestał, gdy został złapany na jeździe po pijaku.

W 2003 r. sąd skazał go na 2,5 roku więzienia i 10 tys. zł grzywny za wymuszenie łapówki od członków spółki Art-B Bogusława Bagsika i Andrzeja Gąsiorowskiego, których ostrzegł o grożącym im aresztowaniu.

Gdyby fakt wejścia w posiadanie pozwolenia na broń przez prezesa PiS opisywał Cenckiewicz, brzmiałoby to następująco: „Pistolet Jarosławowi Kaczyńskiemu – szefowi kancelarii TW »Bolka« – pomagał zdobyć pijak, kryminalista i łapownik”.

 

To zastrzel go

W książce „Jarosław. Tajemnice Kaczyńskiego” Michał Krzymowski opisał swoją rozmowę z Tadeuszem Kopczyńskim, wieloletnim kierowcą i ochroniarzem prezesa:

 „- Zezwolenie na broń dostał pan bez problemu? – Tak, z miejsca dali mi rewolwer Smith & Wesson kaliber 9,67, kaburę i amunicję. Przywieźli jeszcze sześciostrzałowego Taurusa kaliber 6. Typową broń damską. Mały sześciostrzałowy pistolet. Jarek nosił go w teczce. – Po co? – Żeby dodać sobie animuszu”.

Inną historia podawana przez Zarembę w „O jednym takim…” brzmi następująco:

 „Pistolet prezesa, Taurus kaliber 6,35, staje się »bohaterem« charakterystycznej anegdoty. Gdy koalicyjne rozmowy wchodzą w impas, Kaczyński wyciąga broń spod marynarki i kładzie na stole. Lufa jest wycelowana w liberałów – którzy sposobią się do wycofania z niepowołanego jeszcze rządu. Donald Tusk, lider KLD, dworuje sobie: »Mówicie, że jesteście chadekami, a czytaliście chociaż tę encyklikę: Lelum Polelum?«. Kaczyński podnosi pistolet, mierzy: »Zginiesz za te słowa«”.

O podobnym zdarzeniu Tusk opowiedział podczas debaty telewizyjnej w 2007 r.:

 „Kiedyś spotkaliśmy się w windzie w Sejmie. I pan wyciągnął broń i powiedział: »Dla mnie ciebie zabić to jak splunąć«”.Kaczyński odżegnywał się od tej sytuacji, twierdząc, że nie miała miejsca, niemniej udało mi się odnaleźć dwie publikacje, w których prezes sam opowiedział o straszeniu ludzi bronią.

Na początku lat 90. w wywiadzie udzielonym na łamach „Szpilek” Monice Olejnik i Tomaszowi Lisowi (co za czasy! – przyp. M.M.) Kaczyński tak tłumaczył wymachiwanie innym lufą przed oczami: „Czy jest prawdą, że w czasie spotkań konsultacyjnych »piątki« (mowa tu o czasach tworzenia rządu Olszewskiego – przyp. M.M.) wyciągnął pan pistolet, w dodatku naładowany? – Mówiłem przecież, że jestem skory do żartów (Jarosław Kaczyński sięga do kieszeni). To ten pistolet. – Naładowany? – Tak. – A dlaczego wyjął go pan w czasie spotkania piątki?

– Jeden z liberałów mówił o encyklikach papieskich, w których krytykowano liberalizm w gospodarce, co zresztą w swoim czasie mocno liberałów przestraszyło. Ponieważ jestem chadekiem, zażartowałem za pomocą pistoletu”.

W kwietniu 1992 r. Aleksandra Zawłocka, reporterka „Expressu Wieczornego”, poprosiła Jarosława Kaczyńskiego o opowiedzenie kulisów powstawania rządu. Odnotowała następującą scenkę:

 „Kiedy Kaczyński wyjmuje z kieszeni pistolet, zapada głucha cisza (…). Kładzie go z pietyzmem na stole. Lufą w stronę liberałów. Dopiero teraz podnosi wzrok na obecnych. Oniemieli równo. Mięczaki”.

 

Tutaj, teraz? Tak przy wszystkich?

Wszystkie te wspomnienia oczywiście nie muszą sugerować, że prezes ma – jak i Wałęsa zresztą – i dziś coś nie tak pod kopułą. Pamiętać jednak powinien, komu wejście w posiadanie broni zawdzięcza.

Wydane za szefowania w kancelarii TW „Bolka” pozwolenie na pistolet było bezterminowe i, choć dziś takich już się nie wydaje, wciąż jest ważne. Prezes PiS, aby je utrzymać, musi jedynie co 5 lat stawiać się na obowiązkowe badania lekarskie. Ostatnie, o których donosiły media, odbyły się w listopadzie 2007 r. – co warte podkreślenia – na tydzień przed oddaniem władzy w ręce PO. Kaczyński przeszedł wówczas rzekomo w szpitalu MSWiA badania w obecności lekarza ogólnego, okulisty, psychologa i ortopedy.

– Jarosław Kaczyński ma pozwolenie na broń krótką do ochrony osobistej – potwierdzał wówczas dziennikarzom Marcin Szyndler z Komendy Stołecznej Policji.

Gdy dziś starałem się ustalić w KSP fakt posiadania ważnych badań przez prezesa PiS, dowiedziałem się jedynie, że jest to wewnętrzna sprawa między Jarosławem Kaczyńskim a policją.

I dziennikarzom nic do tego.

 MICHAŁ MARSZAŁ  "NIE" nr 27/2018

Komentowanie możliwe tylko przez zarejestrowanych Użytkowników

CoalaWeb Social Links

Opublikuj: