Materiały nie wyrażają poglądów redakcji. Różnorodność celowa. Oceny i wnioski pozostawiamy Czytelnikom.
A A A

Sejm w  błyskawicznym tempie znowelizował ustawę o Instytucie Pamięci Narodowej, usuwając przepisy przewidujące grzywnę lub pozbawienie wolności za przypisywanie Polsce współodpowiedzialności za zbrodnie niemieckie podczas drugiej wojny światowej. Dla wielu to klęska rządu, PiS-u i największe upokorzenie, jakie spotkało nasz kraj od 30 lat. W  styczniu Sejm po  raz pierwszy w tym roku znowelizował ustawę o IPN, wprowadzając do niej artykuł 55a:

1. Kto publicznie i wbrew faktom przypisuje Narodowi Polskiemu lub Państwu Polskiemu odpowiedzialność lub współodpowiedzialność za popełnione przez III Rzeszę Niemiecką zbrodnie nazistowskie (...) lub w inny sposób rażąco pomniejsza odpowiedzialność rzeczywistych sprawców tych zbrodni, podlega grzywnie lub karze pozbawienia wolności do lat 3.

 

2. Jeżeli sprawca czynu (...) działa nieumyślnie, podlega grzywnie lub karze ograniczenia wolności (...).

3. Nie popełnia przestępstwa sprawca czynu zabronionego określonego w ust. 1 i 2, jeżeli dopuścił się tego czynu w ramach działalności artystycznej lub naukowej.

Ustawa została znowelizowana w  przeddzień rocznicy oswobodzenia niemieckiego obozu koncentracyjnego w Auschwitz-Birkenau, co świadczyło o całkowitym braku politycznego wyczucia naszych polityków. I rozpętało się piekło.

– Polacy muszą się przyznać do udziału w Holocauście!

Inne narody też – grzmiał Światowy Kongres Żydów. Wystarczyło jednak ze  zrozumieniem przeczytać przytoczony artykuł ustawy, żeby wiedzieć, że na jego podstawie nie można było postawić zarzutu nie tylko Janowi Tomaszowi Grossowi, ale także autorom obrzydliwego spotu żydowskiej fundacji z Bostonu, w której kilka osób jak mantrę powtarzało w kółko: Polish Holocaust (gdyż zapewne był to „performance”).

Nowych przepisów nie musiałby się obawiać nawet Yair Lapid, izraelski polityk, który napisał: były polskie obozy śmierci i żadne prawo nie może tego zmienić. Twierdził też, że  jego babka została zamordowana przez Niemców i Polaków, co według polskich dziennikarzy okazało się nieprawdą.

O  skuteczności nowego prawa najlepiej świadczy to, że przez pięć miesięcy do polskiej prokuratury wpłynęło ponad 80 zawiadomień (powołujących się na art. 55a) o możliwości popełnienia przestępstwa i w ani jednym przypadku prokuratorzy nie wszczęli postępowania.

Jednak gdy do  izraelskich ataków dołączyła się administracja amerykańska, rząd, PiS i prezes Kaczyński zrozumieli, że sprawa jest przegrana. Podczas nadzwyczajnego posiedzenia w nieznanym wcześniej ekspresowym tempie Sejm wyrzucił wspomniany artykuł, Senat zmiany zatwierdził, a prezydent od razu podpisał nowelizację.

W  Polsce i  Izraelu odtrąbiono zwycięstwo. Premierzy Mateusz Morawiecki i Beniamin Netanjahu wydali wspólną deklarację. Oto jej fragmenty:

1. W  okresie ostatnich trzydziestu lat relacje między naszymi państwami i społeczeństwami opierają się na głębokim zaufaniu i  zrozumieniu. Polska i Izrael to oddani wieloletni przyjaciele i partnerzy, którzy blisko współpracują na arenie międzynarodowej, jak również w  kwestiach związanych z  zachowaniem pamięci i nauczaniem o Holocauście. Współpraca ta  prowadzona jest w duchu wzajemnego szacunku dla tożsamości i historycznej wrażliwości, również w  odniesieniu do  najbardziej tragicznych okresów naszej historii.

2. Po rozmowie premierów Netanjahu i Morawieckiego Izrael z zadowoleniem przyjmuje decyzję rządu polskiego o  powołaniu oficjalnego polskiego zespołu do spraw dialogu z izraelskimi partnerami na tematy historyczne związane z  Holocaustem. Oczywiste jest, że  Holocaust był bezprecedensową zbrodnią, popełnioną przez nazistowskie Niemcy przeciwko narodowi żydowskiemu i wszystkim Polakom żydowskiego pochodzenia. Polska zawsze wykazywała pełne zrozumienie dla znaczenia Holocaustu jako najbardziej tragicznej karty w historii narodu żydowskiego.

3. Uważamy, że  istnieje wspólna odpowiedzialność za  wolność prowadzenia badań, krzewienie zrozumienia i zachowanie pamięci o historii Holocaustu. Zawsze byliśmy zgodni, że sformułowania „polskie obozy koncentracyjne/ polskie obozy śmierci” są rażąco błędne i pomniejszają odpowiedzialność Niemców za tworzenie tych obozów (...).

4. Nie zgadzamy się na  działania polegające na  przypisywaniu Polsce lub całemu narodowi polskiemu winy za okrucieństwa popełnione przez nazistów i ich kolaborantów z różnych krajów. Smutna prawda jest, niestety, taka, że  w  tamtym czasie niektórzy ludzie – niezależnie od pochodzenia, wyznania czy światopoglądu – ujawnili swe najciemniejsze oblicze (...).

W  Izraelu porozumienie przyjęto z  mieszanymi uczuciami. – W  uzgodnionym oświadczeniu nie ma  ani jednego zdania niezgodnego z  prawdą historyczną.

Nie poszliśmy na  żadne ustępstwa wobec Polaków – stwierdził dziennikarz Radia „Reshet Bet”. –  To  nie jest ustępstwo Polski, tylko ustępstwo Izraela oświadczył Lapid.

– Ostrzegałem premiera przed negocjacjami z Polakami. Anulowali pozbawiony znaczenia zapis o odpowiedzialności karnej. Powinniśmy żądać anulowania całej ustawy (...). Całe te negocjacje to wstyd.

– Netanjahu dał Warszawie prawdziwy skarb: niemal pełne uznanie polskiej narracji na  temat Holocaustu – napisano w „Haaretz”. – Prawdziwym powodem nowelizacji ustawy o IPN przez Polskę jest obawa przed pogorszeniem relacji z USA, a nie chęć stawienia czoła prawdzie historycznej – informuje „Maariv”.

Kochajmy!

Teraz za naszym wieszczem (z matki obcej) wypada powtórzyć: Kochajmy się! Ale rzeczywistość jest mniej radosna. Za  sprawą antypolskiej nagonki w kraju zanotowano wzrost antyżydowskich nastrojów. Trudno bowiem oczekiwać, że  gdy ktoś bije nas w  twarz, to winniśmy nadstawić drugi policzek.

Nie oczekujmy też przeprosin ze strony izraelskiego premiera, który jeszcze nie tak dawno mówił: o systemowym udziale Polaków w Holocauście. A gdy dobiegały już końca polsko-izraelskie negocjacje i 23 maja świętowano przeniesienie ambasady Paragwaju do  Jerozolimy Netanjahu oświadczył: –  Izrael nie ma  lepszego przyjaciela (...).

Paragwaj otworzył swoje drzwi przed Żydami uciekającymi z  Europy przed Holocaustem, podczas Holocaustu i po Holocauście w akcie dobrej woli i miłosierdzia, które na zawsze pozostanie wyryte w naszych sercach.

Szkoda, że  izraelski przywódca „zapomniał”, że  to  Konstanty Rokicki, polski konsul w  Szwajcarii, podczas wojny wystawił jego rodakom kilka tysięcy fałszywych paragwajskich paszportów, których kopie były przerzucane do gett w okupowanej Polsce.

I jeszcze drobny szczegół. Tylko niewielu Żydów z paszportami Paragwaju zdecydowało się na wyjazd do tego kraju, za to przyjechała tam duża grupa niemieckich kombatantów z SS i to oni w  czasach dyktatury Alfreda Stroessnera (1954 – 1989) pomagali tworzyć tajną policję, która przejęła wiele metod działania gestapo i hitlerowskiej służby bezpieczeństwa.

Niewykonalne przepisy ośmieszają państwo Prof. Antoni Dudek, politolog, członek rady IPN (2010 – 2016):

–  Wprowadzenie przepisów przewidujących odpowiedzialność karną za przypisywanie narodowi lub państwu polskiemu współodpowiedzialności za zbrodnie popełnione przez III Rzeszę było wielkim błędem, za który zapłaciliśmy ostracyzmem ze strony izraelskiej  i amerykańskiej.

Nie miało znaczenia, czy te przypisy były dobre czy złe, sprawiedliwe czy niesprawiedliwe. Ważne, że były niewykonalne, a więc ośmieszały nasze państwo. Bo czy na ich podstawie można było oskarżyć przed polskim sądem jakiegoś niemieckiego, amerykańskiego czy izraelskiego polityka?

Oczywiście, że w praktyce było to niewykonalne. Dobrze się więc stało, że Sejm szybko poprawił tę ustawę. Ale można to było zrobić w lepszym stylu i przede wszystkim nie przedstawiać tego jako naszego sukcesu.

Tylko ktoś wyjątkowo naiwny mógł uwierzyć, że to był sukces naszej dyplomacji. Szkoda, że przy okazji nie zmieniono przepisów dotyczących Ukraińców, ale wiemy, dlaczego tak się stało – przecież premier Morawiecki powiedział, że Ukraińcy są za słabi, żeby nas do tego zmusić.

Na kolanach

Ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski, działacz społeczny, historyk Kościoła, w  PRL-u  opozycjonista antykomunistyczny:

–  Przyjęcie uchwały (nie ustawy) potępiającej ludobójstwo popełnione przez Ukraińców na Polakach na Wołyniu zajęło naszemu Sejmowi kilkanaście lat. Tymczasem na  przeprowadzenie tej nowelizacji wystarczyło kilka godzin.

To  pokazuje, jak silną presję wywarli na nas Amerykanie i Izraelczycy, a my im ulegliśmy. Tak zachowuje się rząd, który jest słaby albo niekompetentny. Minister Waszczykowski przez dwa lata popełniał same błędy.

Jego następca (Jacek Czaputowicz) idzie śladem swojego poprzednika. Trzeba współpracować z różnymi państwami, zwłaszcza ze Stanami Zjednoczonymi, Ukrainą, Izraelem, ale nie można tego robić na kolanach, gdyż taka postawa zachęca drugą stronę do eskalacji różnych, często nieuzasadnionych żądań. I już mamy tego pierwsze efekty.

Swoje zastrzeżenia wobec ustawy o IPN zgłosiła Ukraina. Myślę, że to dopiero początek wywierania na Polskę międzynarodowej presji w kolejnych sprawach.

Dobrze, że naprawiliśmy ten błąd

Prof. Krzysztof Jasiewicz, historyk, politolog:

–  Wiemy, że  środowiska żydowskie są bardzo wyczulone na kwestie związane z  historią Holocaustu. Przygotowując ustawę o IPN, powinniśmy zdawać sobie z tego sprawę.

Skutki tego były dla Polski bardzo niekorzystne, ale pamiętajmy, że  wypowiedzi premiera Izraela były znacznie łagodniejsze, niż niektórych naszych dziennikarzy, którzy bez zastanowienia i wiedzy oskarżali naród polski o współudział w niemieckich zbrodniach. Dobrze więc się stało, że naprawiliśmy ten błąd.

W interesie Polski jest utrzymywanie dobrych stosunków z Izraelem i diasporą żydowską. Zbliżają się wakacje, dlatego nie powinno dziwić ekspresowe tempo nowelizacji tej ważnej ustawy.

Mapa przeciwników i przyjaciół

Prof. Andrzej Zybertowicz, doradca prezydenta Andrzeja Dudy:

– Na początku roku prezydent podpisał ustawę o IPN w warunkach zmasowanego antypolskiego ataku. Gdyby wtedy spytał mnie, czy ją podpisać i skierować do Trybunału, powiedziałbym, że tak.

Wielu ludzi w naszym kraju nie zdawało sobie sprawy, jak silne są za granicą antypolskie stereotypy. Dzięki reakcji na tę ustawę możemy teraz zbudować mapę przyjaciół i  przeciwników Polski.

Poznaliśmy skalę i główne ogniska antypolonizmu. Mam nadzieję, że ci, którzy krytykują ideę naszej polityki historycznej, zobaczyli, że dla tak ważnego w skali międzynarodowej kraju jak Izrael, polityka historyczna jest podstawowym narzędziem ochrony nie tylko wizerunku, ale i bezpieczeństwa państwa.

Czy to był sukces?

Prof.  Jan Żaryn, historyk, senator PiS:

–  W  styczniu głosowałem za  nowelizacją ustawy o IPN i wprowadzeniem do  niej art. 55a, gdyż dotychczasowe narzędzia, takie jak procesy cywilne czy działania edukacyjne i naukowe, okazały się niewystarczające.

Rozbić mity dotyczące drugiej wojny światowej jest bardzo trudno, a były one tworzone celowo i z premedytacją, żeby pomniejszyć odpowiedzialność Niemców.

To w niemieckich mediach najczęściej pojawiały się sformułowania: „polskie obozy koncentracyjne”, „polskie gestapo”, „polskie SS”, a następnie te inwektywy rozchodziły się po  całym świecie.

Trzeba zadać pytanie, czy wspólna deklaracja obu premierów jest polskim sukcesem, czy raczej zbyt wysoką ceną, jaką przyszło nam zapłacić za dwa razy nowelizowaną ustawę o IPN?

W moim odczuciu nie ma dobrej odpowiedzi. Z jednej strony zgadzam się z premierem Morawieckim, że  nigdy wcześniej nie powstał dokument, w którym premier Izraela uznałby, że rząd polski na uchodźstwie i polskie państwo podziemne udzielało pomocy Żydom i informowało świat o niemieckich zbrodniach.

Z  drugiej strony, czytając tę deklarację, ktoś mógłby odnieść mylne wrażenie, że jego pierwsze punkty zostały napisane po jakichś negocjacjach z naszym krajem.

Tymczasem Polska nigdy nie podawała w  wątpliwość bezprecedensowości zbrodni Holocaustu ani nie próbowała rywalizować z Izraelem, diasporą żydowską o to, kto bardziej ucierpiał podczas wojny.

My tylko przypominamy, że także byliśmy ofiarami, bo przecież zginęło 3 miliony rdzennych Polaków, a kolejne 3 miliony to byli obywatele polscy pochodzenia żydowskiego.

Pierwsze starcie

Co było przyczyną tak zmasowanego ataku środowisk żydowskich na jedną kiepsko napisaną i nierodzącą prawie żadnych skutków prawnych ustawę o  IPN? Gdy nie wiadomo, o  co  chodzi, to  chodzi o  pieniądze.

Israel Singer, sekretarz generalny Światowego Kongresu Żydów (1986 – 2001) już dawno temu stwierdził: –  Jeżeli Polska nie zaspokoi żydowskich żądań, będzie publicznie poniżana i atakowana na forum międzynarodowym.

W tym roku w  podobnym duchu wypowiedziało się 59 amerykańskich senatorów w liście do premiera Morawieckiego: (...) Polska jest jedynym poważnym państwem Europy, które do  tej pory nie przyjęło narodowej, kompleksowej ustawy przewidującej restytucję mienia bądź odszkodowania za własność prywatną (...) żywimy nadzieję, że wkrótce to nastąpi.

Polska powinna oddać majątki spadkobiercom wszystkich dawnych właścicieli obywateli II RP, a więc także Polakom żydowskiego pochodzenia. Przede wszystkim oddać to, co zostało w naturze.

Niestety, projekt ustawy reprywatyzacyjnej opracowany pod kierunkiem ministra Patryka Jakiego jest najgorszym z możliwych rozwiązań.

Ale w tej batalii spór nie toczy się o majątek polskich Żydów, którzy pozostawili spadkobierców, ale o tych, którzy ich nie zostawili. Według wyliczeń organizacji żydowskich chodzi o 65 miliardów dolarów.

Według norm zarówno polskiego, jak i międzynarodowego prawa ten majątek przeszedł na własność Polski, której obywatelami były ofiary Holocaustu. Jednak organizacji żydowskich argumenty prawne nie interesują.

To nic, że Polska jest jedynym realnym sojusznikiem Izraela w całej Unii, że  z  Niemiec, Hiszpanii, Francji, Żydzi masowo wyjeżdżają do  USA, Wielkiej Brytanii, Izraela, gdy w Polsce czują się bezpiecznie.

To nic, że we Francji notuje się rocznie około 5 tys. antysemickich ekscesów, w  Niemczech 1,5  tysiąca, a przed synagogami stoją tam opancerzone wozy policji.

W Polsce nikt nie podpala synagog, co najwyżej jakiś głupek nabazgrze sprejem na murze coś, z czego nawet dobrze nie zdaje sobie sprawy.

Żydzi, Izrael będą mogli domagać się od Polski dziesiątków miliardów dolarów tylko wówczas, kiedy świat uzna, że jesteśmy antysemitami i obarczy nas współodpowiedzialnością za Holocaust, bo przecież sojusznicy nazistów powinni zapłacić za swoje zbrodnie.

Paradoksalnie, za sprawą ustawy o IPN to się nie udało, gdyż miliardy ludzi dowiedziało się, że obozy koncentracyjne nie były polskie, tylko niemieckie.

KRZYSZTOF RÓŻYCKI  "Angora" nr 27/2018

Komentowanie możliwe tylko przez zarejestrowanych Użytkowników

CoalaWeb Social Links

Opublikuj: