Materiały nie wyrażają poglądów redakcji. Różnorodność celowa. Oceny i wnioski pozostawiamy Czytelnikom.
A A A

Piękny, słoneczny i ciepły maj sprawił, że wiele osób zaczęło już intensywniej korzystać z dobrodziejstw słońca. Wystawiając się na jego działanie, nie wolno zapominać o grożącym niebezpieczeństwie, jakim może okazać się zachorowanie na czerniaka. Każdego roku przytrafia się to około 3 tysiącom Polaków. Czerniak to najgroźniejszy złośliwy nowotwór skóry, odpowiadający za 80 proc. zgonów spowodowanych rakiem skóry. Zaskakujące jest to, że choć występuje on w miejscach, które codziennie oglądamy, bardzo często jest bagatelizowany, co sprawia, że do lekarza pacjenci trafiają zbyt późno, z coraz mniejszymi szansami na skuteczne leczenie.

Warto więc przypomnieć kilka istotnych spraw dotyczących tego nowotworu, zwłaszcza że całkiem niedawno mieliśmy Tydzień Świadomości Czerniaka. Wykazano, że najważniejszym czynnikiem zachorowania na  czerniaka jest nadmierna ekspozycja na słońce, zwłaszcza w okresie do 30. roku życia. Nadmierne opalanie, częste poparzenia słoneczne „zapamiętywane” są przez naszą skórę.

– Kumuluje ona wpływ słońca przez całe nasze życie – podkreśla prof. dr hab. n. med. Andrzej Kaszuba, specjalista dermatologii i wenerologii. – Prowadzi to do systematycznej utraty jej elastyczności.

Starzenie się skóry jest efektem zarówno promieniowania UVA oraz UVB, jak i UVC, które wprawdzie nie powinno docierać do nas, ale w wyniku powstawania dziury ozonowej przenika przez warstwę atmosfery. Opalając się, musimy mieć więc świadomość, że  przyczyniamy się do powstania w naszej skórze swoistej bomby z opóźnionym zapłonem.

Ryzyko dodatkowo rośnie w przypadku jasnego fenotypu skóry, płci żeńskiej i uwarunkowań genetycznych. Najwięcej przypadków czerniaka notuje się u osób starszych.

Choroba może rozwijać się przez wiele lat, choć w przypadku czerniaka guzkowatego zmiana potrafi rosnąć bardzo szybko i w ciągu kilku miesięcy podwaja lub nawet potraja swą objętość. Prawie każdy człowiek ma na swej skórze liczne znamiona barwnikowe. Jedne towarzyszą nam od  urodzenia, inne pojawiają się z wiekiem. Nie wszystkie są groźne.

Jak więc rozpoznać te, które mogą stanowić potencjalne niebezpieczeństwo? Przede wszystkim powinniśmy dokładnie oglądać swoją skórę. Częściej to robią, oczywiście, kobiety, stosujące różne zabiegi pielęgnujące i upiększające.

Przyglądając się znamionom, należy zwracać uwagę  m.in. na ich kolor, kształt i tempo wzrostu. Ma to związek z regułą ABCDE opracowaną przez Amerykańskie Towarzystwo Onkologiczne.

Każda z liter wspomnianego akronimu wskazuje, co jest istotne przy ocenie znamion. A  oznacza asymetrię zmiany, co  jest charakterystyczne dla czerniaka. Zmiany łagodne są zazwyczaj owalne lub okrągłe. B to  granice, czyli brzegi zmiany, które mogą być nierówne, poszarpane i pogrubione.

C to  ocena koloru –  niepokoić powinna nierównomierna barwa zmiany. D odnosi się do średnicy – czerniaki zwykle przekraczają 6 mm. E oznacza ewolucję zmian, co  oznacza zarówno zmiany kształtu, jak i  ewentualne krwawienie czy swędzenie.

Jeśli jakaś zmiana budzi nasze wątpliwości według wspomnianych kryteriów, powinniśmy skorzystać z  konsultacji dermatologa, który za pomocą specjalnego urządzenia sprawdzi, czy nasze podejrzenia są  uzasadnione. Pamiętajmy, że wykrycie czerniaka we wczesnym etapie zaawansowania jest priorytetem.

Im późniejsza interwencja chirurgiczna, tym gorzej. Czas przeżycia pacjentów z czerniakiem jest stosunkowo krótki, choć nowoczesne leki potrafią przedłużyć im życie średnio o 2 – 3 lata, co jest dużym sukcesem.

Wszystko to sprawia, że korzystając ze  słońca, powinniśmy postępować bardzo rozważnie od najmłodszych lat.

Najlepszym zabezpieczeniem przed szkodliwym działaniem promieni słonecznych jest stosowanie kremów z filtrem i odpowiedni ubiór oraz nakrycie głowy. W wielu nasłonecznionych regionach świata propaguje się ubranie z „wbudowanymi” w nie filtrami UVA, co  zdecydowanie zwiększa ochronę skóry.

– Z punktu widzenia dermatologa nie ma czegoś takiego, jak bezpieczne opalanie się – twierdzi dr hab. n. med., prof. nadzw. Aleksandra Lesiak, specjalista dermatolog. –  Można najwyżej zastanawiać się nad tym, czy ekspozycja na  słońce przyniesie nam więcej korzyści czy szkodliwych skutków.

Oczywiście, nie dajmy się zwariować. Krótkie, kilkuminutowe korzystanie ze słońca, nawet bez kremów ochronnych, na pewno od razu nas nie zabije.

Jednak świadomość zagrożeń wynikających z opalania się ciągle jest w naszym społeczeństwie niewystarczająca. Wiele osób łączy opalanie głównie z wylegiwaniem się na plaży czy odkrytym basenie. Tymczasem słońce dociera do nas cały czas – podczas pracy w ogródku, w czasie uprawiania sportu na świeżym powietrzu, a nawet przez szybę samochodu.

I powinniśmy być na to przygotowani. Warto pamiętać więc o kilku podstawowych zasadach, których powinniśmy przestrzegać, chcąc korzystać w miarę bezpiecznie z promieni słonecznych:

Decydując się na  opalanie, nie wystawiajmy się na słońce w godzinach 11 – 15. Przed wyjściem na  słońce posmarujmy ciało kremem z  odpowiednim filtrem – najlepiej dobrać go w czasie konsultacji z dermatologiem.

Krem należy stosować również każdorazowo po  kąpieli. W Polsce zaleca się filtry przynajmniej SPF 30. Żaden filtr, nawet oznaczony jako „50”, nie jest w  stanie całkowicie ochronić nas przed szkodliwym promieniowaniem słonecznym. W pełni skutecznych blokerów po prostu nie ma.

Szczególnej ochrony wymagają dzieci i osoby młode. Absolutnie nie należy korzystać z solariów.

ANDRZEJ MARCINIAK  "Angora" nr 22/2018

Komentowanie możliwe tylko przez zarejestrowanych Użytkowników

CoalaWeb Social Links

Opublikuj: