Materiały nie wyrażają poglądów redakcji. Różnorodność celowa. Oceny i wnioski pozostawiamy Czytelnikom.
A A A

Nie tylko Kapsztad boryka się z brakiem wody. Także miasta Europy – na szczęście w nieco odleglejszym przedziale czasowym – spotkać może los 3-milionowego miasta w RPA. Naukowcy z Newcastle University ostrzegają: po roku 2050 w 571 dużych miastach Unii Europejskiej może zabraknąć wody. Najpierw do celów gospodarczych, potem do picia.

Władze kilku europejskich państw już jakiś czas temu przyznały, że ich zasoby wodne są mniejsze niż... zapasy Egiptu! Wpływ na taki stan rzeczy mają  przede wszystkim susza i ocieplanie klimatu. Ale nie tylko.

 

Przewiduje się nasilanie niebezpiecznych, gwałtownych zjawisk, takich jak powodzie i nagłe oberwania chmur, które przyczynią się do problemów i z wodą pitną, i przemysłową.

Od lat z niedoborami wody boryka się dziesięć wielkich światowych metropolii. To m.in. Mexico City, Dżakarta, Tokio, Stambuł i Pekin. Ich mieszkańcom stosunkowo łatwo przyjąć do wiadomości, jak cennym dobrem jest i będzie woda.

Inaczej jest z przyzwyczajonymi do wodnego komfortu Europejczykami. Co ciekawe, braki wody – i wiążące się z tym ograniczenia – mogą spotkać nie tylko miasta klimatu śródziemnomorskiego – Ateny czy Rzym – które latem płoną nie zawsze w  przenośnym tego słowa znaczeniu.

Wodny niedobór może dotknąć także stolicę Zielonej Wyspy – Dublin, Helsinki, Rygę, Wilno czy Zagrzeb. Obecnym nastolatkom z Irlandii, Finlandii czy Łotwy dziś wydaje się, że mogą spać spokojnie. Nic bardziej mylnego... Już za kilka lat mieszkańcy tych miast będą zmuszeni do oszczędności.

Na czym mogą polegać i jak bardzo dotkną mieszkańców? W tej kwestii władze europejskich metropolii z  pewnością posiłkować się będą doświadczeniami (po  roku 2050 na  pewno bardzo bogatymi) Kapsztadu. W pierwszej kolejności Europejczyków czekają ograniczenia w wykorzystywaniu wody do celów gospodarczych. Co to oznacza?

Oto kilka bardziej drastycznych przykładów z południowoafrykańskiej rzeczywistości początku 2018 roku. Kto złamie zarządzenie miejskich władz o zużywaniu maksymalnie 50 litrów dziennie, musi się liczyć z drastyczną grzywną lub nawet... wizytą prokuratora. Do prania trafiać mają tylko najbrudniejsze ubrania.

Zbiornik z toalecie opróżniany może być najwyżej trzy razy dziennie. Mycie samochodów –  absolutnie zabronione. Z kapsztadzkich hoteli i pensjonatów znikają wanny. Tak na wszelki wypadek, gdyby turyście przyszło do głowy napełnienie wanny.

Kwestii wody, a  raczej jej braku, mogą się obawiać mieszkań- cy bogatej, położonej pod Alpami Genewy. Może to nastąpić szybciej niż w innych miastach Europy, bo już w połowie przyszłej dekady.

Obawy te związane są ze średnim wzrostem temperatury powietrza o  2,5  stopnia w ciągu ostatnich 10 lat. Kilka lat później niż Genewa podobny problem może mieć pełne zabytków, wielbione przez turystów belgijskie Leuven.

Tam – jak podają naukowcy z University of Columbia – problem suszy stworzył wzrost średniej temperatury o 1,1 stopnia. Zarówno Genewa, jak i Leuven znalazły się na zagrożonej liście 571 europejskich miast. Obecnie niedobór wody dotyka ponad 40  proc. światowej populacji.

Nie brakuje scenariuszy przewidujących, że jeszcze w tym stuleciu wybuchnie wojna o zasięgu globalnym z  powodu wody! Przyszłość rysuje się w czarnych barwach. Problemem wprost proporcjonalnym do coraz realniejszego deficytu wody pitnej jest wzrost liczby mieszkańców miast.

Dziś około 75 proc. obywateli UE mieszka w miastach. Szacuje się, że w roku 2050 w miastach Unii mieszkać będzie aż 82 proc. Europejczyków. Przysłowiowe „betonowanie” krajobrazu dotyka już większość europejskich miast i  miasteczek. Może sprawi, że za jakiś czas woda będzie cenniejsza niż złoto.

(ChS) Na podst. www.politika.rs („Politika”)

Komentowanie możliwe tylko przez zarejestrowanych Użytkowników

CoalaWeb Social Links

Opublikuj: