Materiały nie wyrażają poglądów redakcji. Różnorodność celowa. Oceny i wnioski pozostawiamy Czytelnikom.
A A A

 

Teoretycznie IPN powinien dochodzić prawdy historycznej, ale dominuje tam nastawienie antykomunistyczne i doszukiwanie się wszędzie śladów „kolaboracji” z poprzednim ustrojem.

Teraz IPN dokonał nowego niesłychanego kroku – udostępnił dane osobowe osób pracujących dla polskiego wywiadu w czasach PRL. Dane te obejmują szczegóły z życia tych osób, nazwiska jakich używały pracując pod przykryciem za granicą itp. Czegoś takiego nigdy nie było w żadnym państwie, gdyż każde z nich chroni ludzi, którzy dla niego pracowali. Nikogo nie obchodzą też obecne losy tych ludzi, z których wielu jest wciąż aktywnych, ani uczucia ich rodzin. W USA nie opublikowano danych osób, które ponad 200 lat temu w czasie wojny o niepodległość w tajemnicy współpracowały z Wielką Brytanią, gdyż byłoby to może przykre dla potomków tych osób. U nas już drugi raz (poprzednio – tzw. raport Macierewicza) dokonuje się ujawnienia danych pracowników wywiadu. Myślenie świrów jest proste jak cep: każdy kto działał za czasów „komuny” – służył Rosji.

Jak głupim trzeba być żeby dopuścić do takiej publikacji? Jest gdzieś w rosyjskiej książce zdanie opisujące takie osoby: Tiotuszka była do swiatosti głupa. Tacy ludzie teraz rządzą.

* * *

Tomasz Jastrun trafnie zwraca uwagę na fakt, który dezawuuje kolejną obłędną teorię „zamachu smoleńskiego”.

 

W tej całej niezwykłej sprawie ważną rolę gra pewne słowo, najczęściej wymawiane w Polsce, za to rzadko pisane. Piloci mieli czas, by je wykrzyczeć. Nie mieliby na to czasu, gdyby samolot rozerwała bomba.

* * *

Edyta Żemła, specjalistka od spraw wojskowych, w rozmowie z Edytą Michalik mówiła o niszczeniu przez Macierewicza jednostki GROM. Wykształcenie jednego „gromowca” to sprawa wielu lat i wielkich pieniędzy. Kiedy w podobnej klasy wojskach specjalnych za granicą odchodzi z jednostki trzech żołnierzy, to zajmuje się tym minister. Jeśli pięciu to interweniuje premier, jeśli dziesięciu – prezydent. U nas ostatnio odeszło z GROMu 60 żołnierzy i nikt nie interweniował. Powodem odejścia jest mianowanie przez Macierewicza dowódcą GROM-u byłego członka tej jednostki, który dawno stracił szacunek i zaufanie żołnierzy.

Nie ma u nas żadnego planu zagospodarowania takich ludzi, którzy kończą służbę, ani w ogóle specjalistów. Fachowcy, po kursach w strukturach NATO, z doświadczeniem w walkach w Afganistanie, są zwalniani, także z uczelni wojskowych. Nie korzysta się z wiedzy i doświadczenia dowódców, którzy przeszli na emeryturę.

Mnie to przypomina niszczenie przez Stalina kadry wojskowych z powodu świrowatych podejrzeń. Podobno dowództwo wojsk radzieckich zostało zlikwidowane, kiedy Niemcy zręcznie podrzucili fałszywe papiery wskazujące na współpracę tych dowódców z zagranicznymi wywiadami. U nas w pierwszej kolejności, jeszcze za poprzednich rządów PiS, zwolniono wszystkich wojskowych którzy kiedykolwiek szkolili się w ZSRR, choćby to był tylko dwutygodniowy kurs. Jaki to jednak postęp – już nie rozstrzeliwuje się „wrogów narodu”, wystarczy ich wyrzucić.

Nasuwa się ciekawy pomysł: a gdyby tak Macierewiczowi podrzucić listę nazwisk członków rządu i Jarosława z dowodami, że to są agenci rosyjscy? Ale on pewnie i tak jest o tym przekonany.

O degrengoladzie w wojsku mówi też w naTemat gen. Ojrzanowski.

Edukacja generała w wojsku zajmuje 10 lat czasu służby. To czas poświęcony na studia w uczelniach krajowych i zagranicznych, kursy specjalistyczne, doświadczenia na różnych szczeblach dowodzenia.

Cywile, którzy kontrolują wojsko, także powinni mieć odpowiednie przygotowanie. Zdaniem generała Ojrzanowskiego Brakuje u nas kompetentnych osób mogących kierować siłami zbrojnymi.

W ostatnim okresie odeszło z wojska ok. 30 generałów i 300 pułkowników. Młokosowi bez wykształcenia zezwala się na zajmowanie poważnych stanowisk przy boku ministra ON, w zarządzie największego w Polsce konsorcjum zbrojeniowego i do tego pomiatania generałami. Czy na tym ma polegać demokratyczna kontrola nad siłami zbrojnymi? – pyta generał.

Już poprzedni rząd PiS dokonał destrukcji. Wyrzucono do kosza raport i plan zmian w wojsku, pozwalających na dorównanie wojskom NATO, zniszczono wywiad wojskowy i dokonano czystki wśród wyższych kadr wojskowych (odeszło około 50 generałów i 130 pułkowników). Na ich miejsce awansowano pośpiesznie innych wojskowych, często przesuwając ich o kilka szczebli dowodzenia w górę. Tak – zdaniem generała – zrobiono krzywdę gen. Błasikowi, awansując go na dowódcę Sił Powietrznych bez odpowiedniego przygotowania (stąd późniejsze skutki w postaci katastrof samolotów). Minister Szczygło (z PiS) odwołał szkolenie załóg samolotów Tu-154 na trenażerach, tylko z tego powodu że odbywały się w Moskwie.

Kolejnym ministrem obrony został psychiatra (Klich, PO). To okres kolejnych błędów, o których obszernie wypowiada się gen. Ojrzanowski.

Przeglądzie („Wojsko – chaos i sabotaż”) wypowiada się gen. Janusz Bronowicz, były Inspektor Wojsk Lądowych.

Odchodzi pan u szczytu kariery, to nie jest naturalne.

Podobną sytuację już raz przeżywałem. Za ministra Szczygły. To za jego czasów nastąpiła największa czystka wśród generałów i oficerów, którzy byli po studiach zagranicznych. (…)

Dla mnie, zawodowego żołnierza, 36 lat w służbie, jest rzeczą niespotykaną obecny sposób i zakres „naprawiania” armii. Dowódca generalny w połowie swojej kadencji oświadcza publicznie, że rezygnuje ze stanowiska, bo nie ma możliwości wywiązania się z obowiązków, czyli przygotowania wojsk do obrony ojczyzny. I po czymś takim jest cisza! To jest rzecz niesłychana, to się w głowie nie mieści! (…) Nic się nie dzieje. Pan prezydent pisze list do pana ministra obrony, po tygodniu się spotykają, a na koniec pan prezydent wydaje komunikat że jest uspokojony. (…)

Ćwiczenia [sprawdzające przyjęte w 2014 r. planowanie obronne] to ostateczny test, sprawdzian przydatności systemu kierowania obroną państwa. Takie ćwiczenie nigdy się nie odbyło! Nowa ekipa polityczna kierująca państwem założyła w ciemno, że system kierowania siłami zbrojnymi przygotowany przez poprzedników jest zły. Na jakiej podstawie? (…) Jeśli ktoś chciałby sobie wyobrazić, czym grozi taki niesprawdzony, nieprzećwiczony system przygotowania państwa do obrony, niech sobie przypomni polski wrzesień 1939 r. Jesteśmy na podobnej drodze. (…)

[Wycofujemy się z zaawansowanej współpracy wojskowej z Niemcami, miała powstać polsko–niemiecka jednostka]. Pewnie jest tak jak ze zobowiązaniami w korpusie europejskim, z kwaterą główną w Strasburgu, wycofujemy się z tego rakiem. W Strasburgu jesteśmy od 2011 r. Od chwili, gdy zapadła decyzja, że będziemy państwem ramowym, deklarowaliśmy zwiększenie swojego udziału i dziś jest to do 120 żołnierzy z generałem na czele. Ów generał jest zastępcą szefa sztabu korpusu.  Wzięliśmy na siebie odpowiedzialność, ale możemy też korzystać z potencjału tej ogromnej siły – korpus liczy ok. 60 tys. żołnierzy, służył w misjach w Bośni i Hercegowinie, w Kosowie, dwukrotnie w Afganistanie. Jest to korpus szybkiego reagowania, zdolny w ciągu 30 dni do rozmieszczenia w dowolnym miejscu na świecie. Przede wszystkim jednak powstał po to, żeby wzmocnić bezpieczeństwo w Europie. Złożyliśmy odpowiednie deklaracje i zobowiązaliśmy się do współuczestniczenia w tym wysiłku. Według planów, w roku 2019 Polak miał objąć dowództwo całego korpusu. I teraz nagle informujemy, że będziemy redukowali swoją obecność. Planowanie w instytucjach wojskowych nie odbywa się z dnia na dzień, sprawiliśmy sojusznikom ogromny kłopot, bo muszą teraz przygotować innych ludzi na te stanowiska. (…)

Uparcie przypominam, że oficjalne stanowisko ludzi odpowiedzialnych za obronność państwa jest takie, że nic złego się nie dzieje. Są odejścia, ale są i awanse.

Nie jest rzeczą normalną, że oficer, który w roku 2015 kończy akademię, w ciągu 14 miesięcy pięć razy zmienia stanowisko, zostając po drodze generałem. Normą powinno być, że generał jest na stanowisku trzy lata. To jest dobre dla niego, dla instytucji w której pracuje, i dla jego podkomendnych. Jaka to jest stabilizacja kiedy na drzwiach Inspektora Sił Powietrznych w Dowództwie Generalnym prawdopodobnie pojawi się zaraz tabliczka z czwartym nazwiskiem. Tragedia, do jakiej doszło w 2010 r., kolejna już w siłach powietrznych, nastąpiła wtedy, gdy na ich czele stał bardzo dobry generał, ale został wyznaczony na to stanowisko z pominięciem innych szczebli, więc nieprzygotowany. Ludzie na tych stanowiskach nawet nie zdążą dokładnie zapoznać się z zakresem swoich zadań, a już idą dalej. (…)

W wojsku jest tzw. karta opisu stanowiska, z której jednoznacznie wynika, jakie kwalifikacje i jakie umiejętności powinien mieć kandydat na stanowisko. Minister (…) wydał decyzję zezwalającą na wyznaczanie żołnierzy, którzy nie mają wymaganych kwalifikacji. (…)

Kolejna decyzja pana ministra obrony narodowej – można dziś wyznaczać na stanowisko żołnierza o dwa i więcej stopni wyżej. Czyli zgodnie z prawem podporucznik może zostać wyznaczony na stanowisko dla pułkownika, a nawet generała. To są działania które niszczą jedną z ważnych cech wojska, czyli hierarchiczność, degradują to, co jest ważne, czyli szacunek młodszego do starszego. Dziś nie trzeba ofiarnej służby na kolejnych stanowiskach, żeby zrobić karierę. W ciągu roku można z podpułkownika stać się generałem i objąć stanowisko nie będąc do tego przygotowanym.

To smutny obraz, ale przypominają mi się czasy, kiedy za prezydenta Wałęsy szybkie kariery w służbach robili ludzie, którzy przyszykowali prowokację z oskarżeniem premiera Oleksego o agenturalność. Sprawa upadła, ale oni szybko awansowali z kapitana do generała.

* * *

Zbigniew Hołdys:

Dla barbarzyńców wszystko co poprzednie jest zdradzieckie, więc idzie pod kilofy, wiertarki i ogień. W Polsce 2017 palenia książek jeszcze brak, choć je się usuwa ze szkół i kończy wzmiankowanie w edukacji; do tego dochodzi poniewieranie autorami i odbieranie im autorytetu, usuwanie nazwisk z pamięci.

Barbarzyńcy budują nam nowego otumanionego człowieka – przemocą, strachem i arogancją, sprowadzając do parteru obelgami i haniebnymi pomówieniami, wyrzucaniem z pracy i zastraszaniem. I powszechną demoralizacją, z chamami u władzy, którzy pokazują, że w imię oszalałej ideologii każdego można kopnąć w dupę, każdą prawdę opluć i każde zero bezczelnie wynieść na piedestał. 

* * *

Akcja przeciw Tuskowi miała puścić w świat sygnał, że znowu jakiś polityk musi składać zeznania w prokuraturze (w domyśle: machlojki). To się nie udało. W świat poszły wiadomości o kolejnej próbie mściwych ciemniaków utrącenia przewodniczącego Rady Europejskiej, którego witały tłumy zwolenników. Miałem wrażenie, że PiS, starając się zrobić kuku Tuskowi, strzelił sobie w stopę. Kontrast między pokrzykującymi pisowcami w pancernych limuzynach a wyluzowanym europejskim politykiem Tuskiem, podróżującym pociągiem i spacerującym po ulicy, mówiącym spokojnie i rzeczowo, jest dobitny.

PIRS  http://studioopinii.pl

Uprawnienie do komentowania tylko dla zarejestrowanych Użytkowników

CoalaWeb Social Links

Opublikuj: