Materiały nie wyrażają poglądów redakcji. Różnorodność celowa. Oceny i wnioski pozostawiamy Czytelnikom.
A A A

Ostatni spis ludności Indii wykazał poważny spadek liczby dziewcząt w wieku poniżej siódmego roku życia. Zdaniem wielu obserwatorów w ciągu ostatnich 10 lat mogło dojść nawet do 8 milionów aborcji płodów płci żeńskiej. Badająca problem reporterka BBC dotarła m.in. do kobiety, która ma już trzy dorosłe córki. Po  ich urodzeniu jeszcze trzykrotnie zaszła w ciążę, ale gdy badania USG wykazały, że  to  dziewczynki, kobieta została zmuszona przez rodzinę do aborcji. Dopóki nie urodziła wreszcie syna, była bita i  wykorzystywana przez męża, teściową i szwagra. Raz nawet próbowali ją podpalić.

 

– Zależało im tylko na tym, by dostali tłuste posagi – wyznaje. Choć Indie zakazały posagów w  1961 roku, takie praktyki nadal są stosowane wśród bogatych i biednych. W efekcie większość rodziców pragnie mieć wyłącznie synów. W 1961 na  1000 chłopców w  wieku poniżej 7 lat było 976 dziewcząt. Dzisiaj liczba ta spadła do 914.

Chociaż wskaźnik ogólnej liczby kobiet poprawia się (ze względu na takie czynniki jak oczekiwana długość życia), stosunek młodych dziewcząt do chłopców w Indiach jest jednym z najgorszych na świecie – zaraz po Chinach.

Spadek ten jest w dużej mierze spowodowany zwiększoną dostępnością przedporodowych badań przesiewowych i... dzieciobójstwem.

Rekha jest matką trzylatki. We wrześniu ubiegłego roku, gdy ponownie zaszła w ciążę, teściowa zmusiła ją do poddania się aborcji, gdy badanie USG wykazało, że  jest w  ciąży z bliźniaczkami. – Powiedziałam, że dla mnie nie ma różnicy między dziewczynkami i chłopcami, ale tutaj myślą inaczej – przyznaje.

– Urodzenie dziewczynki to nieszczęście, bo wszyscy powtarzają, że syn będzie nosił naszą linię, a córka wyjdzie za mąż i wyruszy do innej rodziny. Rząd Indii przyznał, że  środki podejmowane przez minione 40 lat, które miały zmienić tę sytuację, nie przyniosły znaczących efektów.

Były premier Manmohan Singh określił masowe usuwanie żeńskich płodów mianem „narodowego wstydu” i wezwał do krucjaty mającej ratować nienarodzone dziewczynki.

Warto przypomnieć, że w 1974 roku prestiżowy indyjski Instytut Nauk Medycznych All India oświadczył, iż wprowadzenie testów pozwalających określić płeć dziecka „było dobrodziejstwem dla indyjskich kobiet, bo mogą mieć odpowiednią liczbę synów i mają możliwość eliminowania żeńskich płodów”.

Liczne kliniki chlubiły się tym, że mają „doświadczenie w eliminowaniu dziewcząt” i zapraszały kobiety na zabiegi aborcji. W  1994 roku uchwalono ustawę zakazującą selektywnej aborcji, ale zabiegi usuwania ciąży są zazwyczaj legalne do 12. tygodnia życia. Obecnie w Indiach zarejestrowanych jest 40 tys. klinik USG, a wiele istnieje bez żadnego pozwolenia.

Choć większość twierdzi, że nie przeprowadza nielegalnych testów określających płeć, to kobiety i tak wiedzą, dokąd udać się w tym celu lub gdzie można wykonać aborcję. W pięciogwiazdkowych klinikach w Delhi badanie USG kosztuje 10 tys. rupii (ok. 800 zł), a na odległych peryferiach trzeba za nie zapłacić kilkaset rupii.

Podobne różnice cen dotyczą nielegalnych aborcji. Większość klientów stanowią przedstawiciele rosnącej klasy średniej i zamożni Hindusi. Mają oni pieniądze i świadomość, że  nowoczesna technologia pozwala dość wcześnie poznać płeć dziecka, co daje im możliwość podjęcia decyzji o selektywnej aborcji w odniesieniu do żeńskiego płodu.

I bardzo często z takiej możliwości korzystają.

(AM) "Angora" nr 15/2018 Na podst. BBC

Komentowanie możliwe tylko przez zarejestrowanych Użytkowników

CoalaWeb Social Links

Opublikuj: