Materiały nie wyrażają poglądów redakcji. Różnorodność celowa. Oceny i wnioski pozostawiamy Czytelnikom.
A A A

Żeby  zdobyć władzę, Orbán z ateisty stał się gorliwym kalwinistą, a z demokraty zmienił się w  piewcę białego, chrześcijańskiego społeczeństwa. Aby  się dorobić, stworzył klikę oligarchów, którzy gromadzą, pomnażają i ukrywają jego osobisty mają- tek. Przed nim czwarta kadencja na stanowisku szefa rządu, która może tylko pogłębić tę patologię.

Po trupach do stadionu

Prawdziwy obraz dzisiejszych Węgier widać nie w centrum Budapesztu, lecz około 50 kilometrów na  zachód od  stolicy, w  wiosce Felcsút, gdzie wychował się Viktor Orbán i gdzie stoi jego weekendowy dom. Tuż obok daczy wznosi się stadion Pancho Aréna, nazwany przez posłów opozycji pomnikiem korupcji i megalomanii.

 

Stadion ma 3400 miejsc i klub piłkarski, w którym grał kiedyś syn premiera Gáspár. Budowa obiektu rozpoczęła się zaraz po tym, jak Orbán po raz drugi wygrał wybory.

Dzieło czołowych węgierskich projektantów zostało uznane przez serwis StadiumDB.com za  jeden z trzech najpiękniejszych stadionów na świecie. Pancho Aréna kosztował 15 mln euro, a pieniądze te pochodziły od  największych krajowych firm.

Biznesmeni byli hojni, bo premier pozwolił na odliczanie od podatku darowizn na cele sportowe. Jednak we wsi o populacji liczącej około 1700 osób sportowe cacko przez większość roku stoi puste. Nie szkodzi, Orbán kocha piłkę nożną, sam grał kiedyś półprofesjonalnie i zrobił wszystko, by obiekt powstał.

W tym celu zniszczył karierę i życie nieprzychylnego mu wójta Felcsút Györgya Vargi. Varga nie chciał sprzedać ziemi pod budowę Arény, bo, jak twierdzi, oferowana suma była zbyt niska.

Rząd uchwalił więc prawo zakazujące startu w wyborach obywatelom posiadającym długi podatkowe. – To było prawo szyte na miarę – mówi Varga, który miał takie długi. I choć cieszył się wśród mieszkańców dużą popularnością i trzykrotnie już pełnił funkcję wójta, w  jednej chwili poszedł w  odstawkę.

Nie mógł kandydować, z jakichś nieokreślonych powodów stracił też pracę, nowej nie udało mu się znaleźć, musiał sprzedać swój dom.

Na miejsce Vargi do władz Felcsút wskoczył przyjaciel Orbána z  dzieciństwa Lörinc Mészáros, instalator gazowy. Natychmiast dał stadionowi zielone światło, a jego firma otrzymała kontrakt na niektóre prace przy jego budowie. Prawdopodobnie był też współwykonawcą prowadzącej do wsi sześciokilometrowej linii kolejowej, którą dziś nikt nie jeździ. Od tego czasu Mészáros jest nieodłącznym kompanem premiera.

Czyja to fortuna?

Po  budowie stadionu przyszły kolejne zlecenia – tak intratne, że w ciągu sześciu lat Lörinc Mészáros został piątym najbogatszym człowiekiem w kraju, wycenianym na 384 miliony euro.

Z jego małej firmy, w 2006 roku wartej niespełna 33 tys. euro, zrobił się wielki biznes obejmujący ponad sto przedsiębiorstw różnych branż – turystykę, nieruchomości, rolnictwo, usługi finansowe. A kiedy Mészáros stał się właścicielem spółki wydawniczej „Opus Global Nyrt”, dzierżącej węgierskie media, jego mają- tek urósł jeszcze bardziej.

Już na wieść o tym, że firma znajdzie się w rękach kumpla Orbána, kurs jej akcji wzrósł ponadośmiokrotnie. Wójt Felcsút gwarantuje sukces, ponieważ czerpie z państwowego skarbca pełnymi garściami, wygrywając przetarg za przetargiem.

Jedna z jego firm buduje most na Dunaju, inna kupuje przedsiębiorstwa medialne, jeszcze inna nabywa akcje czeskiego koncernu energetycznego, który wraz z Rosjanami postawi na Węgrzech elektrownię atomową.

Pytany przez dziennikarzy, jak to się stało, że wartość jego przedsięwzięć rośnie szybciej niż wartość Facebooka, Mészáros odparł butnie: – Prawdopodobnie jestem mądrzejszy od Zuckerberga.

I wymienił trzy filary swojego sukcesu: – Bóg, szczęście i Viktor Orbán. Majątek wójta jest ściśle związany z  premierem. Nie tylko dlatego, że szef rządu daje mu zarobić.

Na Węgrzech to tajemnica poliszynela, że przynajmniej część dorobku oligarchy należy w rzeczywistości do kogoś innego. – Mészáros jest gotowy oskarżyć każdego, kto twierdzi, że on nie jest prawdziwym przedsiębiorcą, a jedynie pośrednikiem zajmującym się fortuną Orbána.

Niemniej istnieje wiele znaków, które sugerują, że bogactwa, jakimi zarządza, są nie tylko jego własnością – piszą węgierscy dysydenci na stronie Fundacji Heinricha Bölla, przytaczając przykłady, któ- re potwierdzają tę tezę: – Mówi się, że jedna z firm [Mészárosa] spłaciła długi przedsiębiorstwa (...), które na papierze należy do krewnych żony Orbána.

– Przedsiębiorstwo Mészárosa wydaje się wynajmować były majątek Habsburgów we wsi Hatvanpuszt (...) od ojca premiera, Győző Orbána (...). Lecz [Mészáros] prawdopodobnie nigdy nie korzystał z tego terenu; jedyne, co robi, to płaci czynsz.

– Mészáros sprzedał swój dom wakacyjny (...) staremu Orbánowi, ale jego własność była najprawdopodobniej formalnością, ponieważ świadkowie donosili, że dom był używany przez Orbánów na długo przed tym, zanim go nabyli.

Jak piszą dziennikarze, instalator gazowy z Felcsút to podstawiony człowiek, który publiczne pieniądze zarabiane na rządowych kontraktach przekształca w prywatny majątek Orbána i jego rodziny.

Biedny i uczciwy

Afera wokół posiadłości Habsburgów, o  której pisze Fundacja Bölla, wybuchła niespodziewanie za  sprawą samego Orbána, gdy opublikował w internecie fotografię mającą ocieplić jego wizerunek.

Przedstawiała premiera bawiącego się ze swoim psem. Lecz kiedy dziennikarze zaczęli ją analizować, okazało się, że  zwierzak należy do syna Orbána Gáspára, zaś tłem jest 13-hektarowy obszar wokół byłego dworu Habsburgów, oficjalnie wynajmowany przez Lörinca Mészárosa na skład maszyn.

Mało tego, w owym składzie jest zameldowany młody Orbán, a jego ojciec zaprasza tu waż- nych gości na nieformalne spotkania. Naradzają się między maszynami? Ależ skąd. Zaniedbana ponoć posiadłość przeszła gruntowny remont za cenę co najmniej 100 mln forintów.

Kto wyłożył te pieniądze, skoro według corocznych oświadczeń majątkowych Viktor Orbán ledwie wiąże koniec z końcem? Przedstawia siebie jako osobę skromną, niezainteresowaną bogaceniem się.

W deklaracji ujawnia, że w 2017 roku wraz z żoną dysponował oszczędnościami w wysokości zaledwie 939 tys. forintów (ok. 13 tys. zł). Spłacił również część kredytu hipotecznego, więc jego długi zmalały do 4,7 miliona forintów (ok. 64 tys. zł) w porównaniu z 5,9 miliona forintów (ok. 80 tys. zł) w 2016.

Podkreśla też, że jego jedynym dochodem jest wynagrodzenie premiera i posła. Zgodnie z  deklaracją Orbán posiada dwie nieruchomości: 233-metrowy dom z działką o powierzchni 1544 m2 w Budapeszcie i 63-metrowy domek w Felcsút stojący na nieco większej, bo liczącej 2079 m² parceli. Ot i cała fortuna.

Rzecznik prasowy Orbána twierdzi, że oświadczenie premiera jest kompletne i godne zaufania.

„Budapest Business Journal” komentuje to tak: Deklarowane bogactwa są skarłowaciałe dzięki szybko rosnącym bogactwom Lőrinca Mészárosa. Należałoby dodać – oraz innych przyjaciół i rodziny Viktora.

Jego ojciec jest właścicielem kamieniołomu, bracia mają firmy transportowe, które wożą materiały budowlane dla rządowych projektów, zięć za 65 mln euro unijnych funduszy zakłada oświetlenie w miastach.

Niedawno na Węgrzech pojawiła się komisja budżetowa Parlamentu Europejskiego, by zbadać, na co władza wydaje środki z Unii Europejskiej. Okazało się, że gros pieniędzy trafia do krewnych członków rządu i  zaprzyjaźnionych z nimi biznesmenów.

(EW)  "Angora" nr 15/2018 Na podst.: Budapest Beacon, Budapest Business Journal, New Statesman, Deutsche Welle, The Guardian, boell.de

Zamieszczamy,  w celach informacyjno-edukacyjnych, mniej niż 10% przedruków  zawartości   ANGORY. Do poczytania kilkadziesiąt ciekawych  stron https://www.angora.com.pl  lub wydanie papierowe  w każdy poniedziałek. Cena tylko 5 zł.                                                                                                       

   Tygodnik ANGORA dostępny  również na iPad i iPhone darmowa aplikacja.

 Wpisz w przeglądarkę: https://itunes.apple.com/app/tygodnik-angora/id428646005

Komentowanie możliwe tylko przez zarejestrowanych Użytkowników

CoalaWeb Social Links

Opublikuj: