Materiały nie wyrażają poglądów redakcji. Różnorodność celowa. Oceny i wnioski pozostawiamy Czytelnikom.
A A A

W starym Słowniku etymologicznym języka polskiego (1989) pod redakcją Aleksandra Bruecknera, znalazłem dwie ciekawe informacje, pierwszą – że słowo duma jest „Czechom prawie zupełnie obce”, i drugą – że przejście z dumy na pychę „jest właściwe wyłącznie nam” Polakom.

 

Bardzo to przykra konstatacja z naukowego, bądź co bądź źródła. Jeszcze ciekawsze są informacje ze Słownika wyrazów bliskoznacznych (1986), który zajmuje się przymiotnikiem dumny – co znaczy: hardy, honorny, rogaty, pyszny, zarozumiały, chełpliwy, przemądrzały, wyniosły, nieprzystępny. Jeśli w tym kontekście słowo dumny zestawić z wyrażeniem naród polski, włos się jeży na głowie, przecież to są same wady. Czym się tu chwalić…

Idźmy dalej w tych amatorskich badaniach, wszak językoznawstwo nie jest dyscypliną zastrzeżoną dla wielkich tego świata; z upodobaniem oddawał się mu Józef Stalin. Duma jest bliska takim słowom jak: dąć, dmuchać, dymać, wzdęcie, zadęcie… ponieważ łączą je ze sobą tak zwane rdzenie oboczne: dum/dym/dm, powodując, że słowa poważne nagle okazują się śmieszne, co najlepiej oddaje język ludowy, w którym ‘dumny’ znaczy ‘nadęty’, a dumne zachowanie – to ‘zadęcie’.

A teraz słowo pycha, które – o dziwo! – też znaczy: ‘dmuchanie, nadymanie, wzbieranie’, także – dęcie, pianę, pęcherz powietrzny, oraz pustkę – co daje do myślenia. Pycha to: ‘śmieszna zarozumiałość’, ‘niepohamowana duma’, ‘wyniosłość’, ‘buta’, a nawet ‘fałszywa ambicja’, która nie pozwala przyznać się do słabości czy winy.

Jeśli się dobrze przyjrzeć obu słowom, można zauważyć, że mają one wspólny mianownik; łączy je powietrze – jeden z czterech żywiołów budujących wszechświat. Powoduje ono, że coś się nadyma, puszy, rośnie, wzbiera…. Wystarczy to ‘coś’ nakłuć, wypuścić z niego powietrze, albo po prostu wyśmiać – a już jest niegroźne, wiotkie, do zniesienia.

Dumę i pychę odziedziczyliśmy po naszych sarmackich przodkach, którzy uważali się za ‘prawdziwych Polaków’ – tak jak dzisiaj ludzie ‘dobrej zmiany’. Wady Sarmatów, ich małość, pychę, tromtadrację krytykowali romantycy. Okazuje się jednak, że cechy te mają wymiar ponadczasowy; nie zależą od epoki, ustroju, ani okoliczności politycznych – kolejne pokolenia Polaków wysysają je jak truciznę z mlekiem matek. Wszystko to, co się zawiera miedzy polską dumą i pychą można znaleźć w twórczości Gombrowicza, Mrożka, Głowackiego, kogo jeszcze?

Od dwu lat trwa u nas nieustanny festiwal dumy i pychy narodowej w wykonaniu czołowych aktorów. Najpierw wersja brutalna – w wykonaniu prezesa rządzącej partii, który wyklucza ludzi, nazywając ich ‘pasożytami’, ‘drugim sortem’ ‘postkomną’, ‘zdrajcami’. Duma prezydenta ma kształt aktorsko-religijny i wyraża się postawą, gestem, miną (wysuwanie dolnej wargi i podawanie brody do przodu), ćwierć obrotami wokół własnej osi, chwytaniem hostii i modlitwą: „ojczyznę dojną racz nam wrócić Panie!’ Trzeci wariant to ascetyczno-historyczna duma premiera, który celuje w sofizmatach ułatwiających Polakom ‘wstawanie z kolan’.

Gdyby chodziło o kukiełkowy teatr krajowy, pół biedy; jednak naszą dumnie-pyszną postawę zauważyli już ‘sojusznicy’ europejscy, a ostatnio nawet wolno (tzn. powoli) myślący Amerykanie.

Oto jeden z negocjatorów/sygnatariuszy porozumienia, dzięki któremu, przepłacając dwukrotnie, zapewniliśmy sobie dostawę ‘patriotów’ (jakby ich było mało w Kraju!) powiedział coś takiego: „Polacy powinni być dumni, że będą mieli taką broń”. A więc już nas rozgryźli i wiedzą, jak zagrać na polskim bębenku, żeby wydał dźwięk… Natychmiast odezwał się bojowy werbel, czyli szef MON oraz surmy zbrojne dumnych mediów narodowych.

Pół wieku temu, kiedy religii uczono poza szkołą, wykładał nam ją ksiądz, który wierzył w Boga. Miał przenikliwy umysł, interesował się naukami ścisłymi – fizyką i matematyką, a jego pasją była astronomia. Któregoś razu banda wyrostków, czyli nasza klasa, chciała go wciągnąć w nie merytoryczną dyskusję o Polakach jako ‘dumnym narodzie’. Wysłuchał spokojnie argumentów młodych ludzi i zapytał: „Czy wiecie, skąd pochodzi słowo ‘dumny’?” Rozglądamy się po sobie pytającym wzrokiem, a ksiądz dodaje: „od niemieckiego słowa dumm”. Na szczęście kilku z nas uczyło się tego języka…

Uprawnienie do komentowania tylko dla zarejestrowanych Użytkowników

CoalaWeb Social Links

Opublikuj: