Materiały nie wyrażają poglądów redakcji. Różnorodność celowa. Oceny i wnioski pozostawiamy Czytelnikom.
A A A

To  piętnastu producentów: od  Prady i  Armaniego, po  Calzedonię i Benettona. Szokiem jest, że wszystkie te marki razem wzię- te warte są tyle, co jedna francuska: Louis Vuitton. Włosi, jak Francuzi, kochają ubrania, wino i jedzenie. Na polu fashion na prowadzenie wysunęła się Francja. Dzięki Vuittonowi, czyli LVMH. Koncern prowadzący działalność w formie spółki europejskiej ma  obroty na poziomie 37,6 mld euro − co równa się sumie obrotów 15 najlepszych włoskich marek fashion − i hegemoniczny udział we francuskim rynku modowym. Zapatrzeni we francuskiego lidera Włosi, niemający jeszcze tak dominującego logo, starają się powtórzyć jego sukces.

 

Do niedoścignionego Vuittona najbliżej spółce akcyjnej Luxottica, notującej 9  mld euro obrotów. Dla takiego wyniku w ciągu roku trzeba sprzedać 75 mln oprawek. Zwłaszcza Amerykanie uwielbiają mieć na nosie produkty Luxottiki, która ewoluowała z założonego 57 lat temu zakładu wytwarzającego oprawki dla zewnętrznych zleceniodawców.

Dzisiaj na dobrych warunkach zatrudnia 80 tys. osób i według Forbesa jest w czołówce najlepszych światowych pracodawców. Ma sklepy w 150 krajach, na  pięciu kontynentach. Pod swoim logo zarządza 30 markami: albo na zasadzie własności (jak Ray-Ban czy Persol), albo licencji (Bulgari).

Jest obecna na giełdzie. 4,645 proc. udziałów w Lux ottice ma Armani. Imperium, jakie stworzył 83-letni Giorgio Armani, fakturuje 2,5 mld euro i prowadzi butiki w 35 państwach. Kultowy produkt od Armaniego to marynarki. Politycy wierzą, że gajer od Armaniego przynosi szczęście.

Hillary Clinton, która podczas pierwszej debaty kandydatów Partii Demokratycznej na prezydenta miała na sobie klasyczną marynarkę od Armaniego (taką w cenie 1200 dolarów), wygrała. W pewnych kręgach szpan Armanim to mus, dlatego Leonardo DiCaprio, Wilk z Wall Street, w filmie miał stroje zaprojektowane właśnie przez Armaniego, który ubierał także reprezentację Anglii w piłce nożnej mężczyzn i włoskich zawodników uczestniczących w Letnich Igrzyskach Olimijskich w Londynie.

Armani nie odziewał tylko diabła, bo wiadomo, że ten ubiera się u Prady.

Oprócz diabła markę upodobała sobie rozległa klientela, skoro obroty przekraczają 3 mld euro. Prada ma  ponad 100-letnią tradycję. Pierwszy butik Maria i Martina Pradów mieścił się w Mediolanie i przyciągał burżuazję oraz arystokrację. Zadowolenie wybrednych sfer sprawiło, że bracia Pradowie stali się oficjalnymi dostawcami włoskich królów i dworu dynastii sabaudzkiej.

Firmę przejęła córka Maria Luisa, następnie zaś jego wnuczka, znana jako Miuccia Prada (w  rzeczywistości Maria Bianchi), zaliczana do pierwszej trójki najbogatszych Włoszek.

Nawet kobiety tak zamożne i wpływowe jak Miuccia Prada nie obędą się bez rajstop. To dlatego Calzedonia swój status zawdzięcza płci pięknej. Przez trzy dekady przedsiębiorstwo zbudowało sieć 4200 sklepów, z czego 2560 poza Italią. Dzięki reklamie z Julią Roberts i jej kilometrowymi nogami (wyprodukowanej przez laureata Oscara, Granta Heslova) markę rajstop, legginsów i  kostiumów kąpielowych kojarzą bezbłędnie również panowie.

Wśród nich koneser kobiecego piękna Renzo Rosso, geniusz włoskich dżinsów, kanalizujący teraz swą energię w OSB (Only The Brave). Rosso uszył pierwsze spodnie, mając 15 lat, na Singerze matki. Miały niski stan i słoniowate nogawki. Chciał je mieć każdy w jego otoczeniu.

Przyjaciele dostawali je w prezencie, znajomym sprzedawał. Krąg chętnych rozrastał się z taką dynamiką, że w wieku 23 lat stworzył Diesla. Teraz Rosso poprzez OSB zamierza zdobyć rynek chiński. Mają mu pomóc oszołomowate slogany, którymi kiedyś przyciągnął do  Diesla zbuntowanych młodych. Coś w stylu: „Nie przejmuj się, bądź głupi!”.

Niektórzy wróżyli, że staną się słabym punktem marki. Było odwrotnie! Piętą achillesową włoskiej mody na pewno nie jest Max Mara sp. z o.o. Wymyślił ją w 1947 roku Achille Maramotti, z zawodu prawnik, w którym odezwał się gen po babci, właścicielce atelier mody w  północnych Włoszech, i mamie Giulii – prowadzącej szkołę krawiectwa.

Dawniej i współcześnie do klientów Max Mary (nazwa od zmaksymalizowanego skrótu nazwiska założyciela) najsilniej przemawia paleta płaszczy: trenczy, lodenów, chesterfieldów itd. To dzięki nim przyjęło się porzekadło, że „nad Max Marą nigdy nie zachodzi słońce”.

Raczej prawdziwe, zważywszy, że obroty firmy są na pułapie 1,4 mld euro, a sprzedaż asortymentu prowadzi 2250 sklepów w 90 krajach. Ponadmiliardowe obroty odnotowują marki Ferragamo, Safilo, Zegna i Valentino. Ferragamo to synonim doskonałych butów.

Historia marki zaczęła się w  dniu, w  którym 16-letni Salvatore Ferragamo wyjechał za ocean do brata pracującego w  fabryce obuwia. Poterminował chwilę i z Bostonu przeniósł się do Santa Barbara w Kalifornii, gdzie sam otworzył punkt naprawy i szycia obuwia na miarę.

Zwrócił na siebie uwagę środowiska filmowego i stał się „szewcem gwiazd” zarabiającym w Hollywood. Potem wrócił do ojczyzny, zbankrutował, zaczął odzyskiwać pozycję, a gdy ją ugruntował... zmarł. Biznes przejęła żona wraz z sześciorgiem dzieci. Rozkręcają go skutecznie do dziś.

We Florencji zaś zorganizowali ciekawe muzeum, w którym można zobaczyć autorskie projekty obuwia przeznaczonego na stopy hollywoodzkich sław.

Safilo to ta sama gałąź co Luxottica, ale lokowana szczebelek niżej i  kontrolowana przez Holendrów. Oprócz produkowania okularów korekcyjnych, przeciwsłonecznych i  sportowych specjalizuje się w maskach i kaskach dla narciarzy i rowerzystów. Dystrybucja odbywa się przez pajęczynę 80 tysięcy sklepów w 130 krajach.

Z kolei Zegna to mistrzowsko uszyte i wykończone koszule, must have w szufladach zarówno prezydentów na co dzień, jak i zwykłych mężczyzn na specjalne okazje.

Pomysłodawcą interesu był zegarmistrz Angelo Zegna, któ- ry – z myślą o przyszłości 10 synów −  postanowił się przebranżowić, otwierając zakład tekstylny.

Natomiast Valentino, nazywany w Ameryce Misterem Szykiem, gdy ucieleśniał (60 lat temu z okładem) sen o domu modowym, dbał tylko o własny talent. Mimo to nurt, w jaki wbił modę, nie traci na magnetyzmie, a wręcz jest coraz bardziej doceniany. Modzie Valentino zaufali inwestorzy z Kataru, wykupując spółkę.

Honorowe miejsce w  modowym panteonie zajmuje duet Domenico Dolce (który w  sierpniu będzie obchodził 60. urodziny) i  (o  4  lata młodszy) Stefano Gabbana. Oni jedyni od 33 lat twierdzą, że moda jest religią.

Na pewno jest blisko religii, co łatwo stwierdzić, oglądając zdjęcia Melanii Trump przybyłej na spotkanie z papieżem Franciszkiem w czarnej kreacji Dolce & Gabbana.

Modową sagę wieńczą Benetton, Geox, Moncler i Tod’s, z obrotami w granicach miliarda euro. Benetton istnieje od 53 lat i dysponuje 5 tysią- cami sklepów, w których handluje pod dwoma logo: United Colors of Benetton oraz Sisley. Geox działa od 23 lat i zdobył dotąd 110 zagranicznych rynków, oferując buty lifestylowe i sportowe, no i  trochę ciuchów.

Dobrą strategią było wyrzeczenie się skór zwierzęcych i opatentowanie 35 rozwiązań gwarantujących „oddychające buty”. Moncler to czempion puchowych kurtek (od  26 lat pod flagą Włoch), w których zdobywano ośmiotysięczniki K2 i  Makalu. Ostatnia w królewskim gronie marka ma sięgające XIX wieku korzenie.

To Tod’s rodziny Della Valle. Sukces przyszedł do nich w mokasynach, na charakterystycznej podeszwie ze 133 kółeczkami. Sentyment do doskonałej formy koła spowodował, że zobowiązali się dać na renowację rzymskiego Koloseum 25 milionów euro.

(ANS) "Angora" nr 10/2018 Na podst.: Panorama, La Repubblica

Komentowanie możliwe tylko przez zarejestrowanych Użytkowników

CoalaWeb Social Links

Opublikuj: