Materiały nie wyrażają poglądów redakcji. Różnorodność celowa. Oceny i wnioski pozostawiamy Czytelnikom.
A A A

Babcia, osoba dziś już ponad dziewięćdziesięcioletnia, opowiadała mi historię z czasów ostatniej wojny. Żołnierz niemiecki złapał Polaka, który naruszył okupacyjne prawo. Prowadził go na egzekucję, sam jadąc na rowerze. Polak jednak przewrócił Niemca i prawie zdołał uciec. Wszystko by się udało, gdyby nie Volksdeutsch, który przytrzymał Polaka do czasu, aż się Niemiec pozbiera.

Nie pomagały błagania i prośby, że jeśli nie pozwoli mu uciec, to Polak zginie. I tak się stało. Po wojnie Volksdeutsch przebywał w szpitalu, w którym pracowała moja babcia. Wszyscy znali jego historię, a ona poważnie zastanawiała się, czy za to, co zrobił, należy mu podawać leki i w ogóle go ratować.

Zwyciężyło jednak poczucie obowiązku zawodowego i przekonanie, że pielęgniarka jest od tego, żeby opiekować się pacjentami. Volksdeutsch zmarł niedługo potem, pomimo prawidłowego leczenia. Moja babcia powinna była rozprawić się z wrogiem narodu? (Już po wojnie, ale przed tą śmiercią, brat owego Polaka, aby „wyrównać rachunki”, zabił syna Volksdeutscha na dyskotece).

Druga sytuacja trwała o wiele dłużej; była trudniejsza, wymagająca więcej wysiłku niż pierwsza. Przez kilkanaście lat, jako pielęgniarka środowiskowa, babcia chodziła do okolicznych miejscowości, aby szczepić dzieci. Chodziła piechotą, bo wtedy trudno było o transport.

Zaszczepiła kilkaset dzieci, a przez to wiele z nich uniknęło poważnych chorób, a może śmierci. Czy ratując te dzieci, zasłużyła się społeczeństwu, czy też nie? Nie chodzi tu o żadne odznaczenia czy nagrody, których domagam się w imieniu mojej babci. Raczej o kontekst społeczny tej sytuacji, o wartości, które zasługują na szacunek i o to, jak dziś rozkładane są akcenty.

W tych dwóch sytuacjach jaskrawo widoczna jest różnica wartości – narodowych i społecznych. Narodowe, do których zaliczyć można m. in.: heroizm, waleczność, poświęcenie różnią się znacznie od wartości społecznych, takich jak: pracowitość, wychowywanie i edukacja najmłodszych, kształtowanie własnego środowiska, czy budowa kapitału społecznego.

Te drugie, niezbędne w czasach pokoju, są mniej podniosłe, ale za to bardziej nastawione na rozwój wspólnoty. Wartości narodowe, które z definicji wyrastają na gruncie różnic etnicznych, nie zawsze wpływają pozytywnie na poziom naszych cnót społecznych, niezbędnych do współistnienia w dzisiejszym świecie.

Wiedział to i rozumiał Norwid, który pisał, że „wszystko, co patriotyzmu i historycznego dotyczy uczucia, tak wielkie i wielmożne jest w narodzie tym, iż zaiste że kapelusz zdejmam przed ulicznikiem warszawskim – ale – ale wszystko to, czego nie od patriotyzmu, czego nie od  narodowego, ale czego od  społecznego uczucia wymaga się, to jest tak początkujące, małe i prawie nikczemne, że strach wspominać o tym!”

Widać to szczególnie na przykładzie nauczania i propagowania historii, w nacisku, jaki kładzie się na historię heroiczną. Czyny bohaterskie, których legenda bywa czasem większa niż same zdarzenia, przesłaniają dziś ogrom niezauważalnych, codziennych działań, które rzeczywiście kształtowały historię.

Jeśli zamiast rzetelnego przedstawienia zachodzących wtedy procesów i wydarzeń, wybierzemy jedynie wiedzę o działaniach heroicznych, to (znowu Norwid!), będzie to rozbujanie i poczucie energii, z czego są iskry, ale nie będzie sił, bez których „nie byłoby ognia i nie byłoby nigdy nic”. Nauka historii nie będzie miała waloru wyjaśniania zjawisk, lecz stanie się bezstresowym wychowaniem historycznym, nie pozostawiającym miejsca na refleksję. Pozostaną nam tylko odruchy.

Najlepszym przykładem takiego podejścia jest obchodzony 1 marca Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”.

Emil Antipow  http://studioopinii.pl

Komentowanie możliwe tylko przez zarejestrowanych Użytkowników

CoalaWeb Social Links

Opublikuj: