Materiały nie wyrażają poglądów redakcji. Różnorodność celowa. Oceny i wnioski pozostawiamy Czytelnikom.
A A A

Na tę okoliczność przeczytałem dokument (polecam lekturę zaledwie 11 stron dwujęzycznego tekstu) i byłem zaskoczony jego oczywistością, by nie rzec banalnością. I nie bardzo potrafię odpowiedzieć na pytanie: po co nam to było? Ale dzięki ekspertom dowiedziałem się jak bardzo tajemnicze były okoliczności jego powstania i ratyfikowania. To była część I, czyli ekspercka, w której i ja się znalazłem. Część II, praktyczna była też ciekawa, bo zabierali głos ludzie przykro dotknięci konsekwencjami tej, jak się rzekło dziwnej i niepotrzebnej umowy. Co do tego zgadzali się wszyscy zabierający głos, a niektórzy, większość chyba, zwracali uwagę na jego szkodliwość.

Oto jak wyglądał program, który otrzymałem od przewodniczącej Parlamentarnego Zespołu ds. przeciwdziałania mowie nienawiści i ochrony praw człowieka, pani poseł Joanny Scheuring–Wielgus.

Temat spotkania: Debata w 20. rocznicę ratyfikacji i 25. rocznicę podpisania Konkordatu: Rola, znaczenie i rezultaty wynikające z zawarcia Konkordatu pomiędzy Rzeczpospolitą Polską a Stolicą Apostolską i jego ratyfikacji 23 lutego 1998 r.

Program spotkania: Wprowadzenie Joanna Scheuring–Wielgus i trzy głosy: na temat: Konkordat okiem politologa, prawnika i teologa. Tę część prowadził Mirosław Woroniecki z Kongresu Świeckości, który mówił na temat:– Konkordat, a  klerykalizm jako praktyka polityczna. Pierwszy głos ekspercki – Procedura i okoliczności zawarcia Konkordatu –prof. dr hab. Małgorzata Winiarczyk – Kossakowska, drugi – Naruszanie postanowień Konkordatu. Znaczenie deklaracji wyjaśniającej Rządu – prof. dr hab. Paweł Borecki, Katedra Prawa Wyznaniowego UW i trzeci – Konkordat, a aspiracje Kościoła katolickiego – prof. dr hab. Stanisław Obirek (teolog, historyk, antropolog kultury).

Po mnie jeszcze głos zabrał nie ujęty wcześniej w programie profesor dr hab. Arkadiusz Stempin, który w dużym stopniu poparł moją opinię i dodał jeszcze dodatkowe argumenty. Moje wystąpienie napisałem, więc na końcu je przytoczę.

W drugiej części głos zabrali przedstawiciele organizacji obywatelskich i odpowiadali na pytanie: Co nam dał Konkordat, a co odebrał? Tę część prowadziła Bożena  Przyłuska, też jak Mirosław Woroniecki  z Kongresu Świeckości.

Dla mnie te wystąpienia w całej rozciągłości potwierdziły moje trzy tezy, o których za chwilę.

Oto  nazwiska przedstawicieli organizacji obywatelskich  i ich organizacje – Krystyna Kacpura – Federacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny; Hubert Sobecki – Miłość Nie Wyklucza; Dorota Łoboda – Rodzice przeciw Reformie Edukacji; Monika Szymańska – Stowarzyszenie Wszechnica Oświeceniowo–Racjonalistyczna; Dariusz Kędziora – Koalicja Ateistyczna; Zdzisław Słowik – Towarzystwo Kultury Świeckiej.

Dodałbym, że te krótkie głosy – świadectwa unaoczniły, jak dramatycznie chora jest polska demokracja i że nadszedł najwyższy czas by coś z tym zrobić.

Niestety zabrakło czasu na dyskusję; ale jest nadzieja, że to nie ostatnie spotkanie na temat szkód, jakie konkordatowa umowa wyrządza polskiej demokracji. Tuż przed spotkaniem w sejmie rozmawiałem na temat debaty z redaktorem Mikołajem Lizutem w Radiu TOK FM i już wiem, że nie wszystkim ta audycja się spodobała. Dzięki tej krytyce wiem, że są tacy w naszym kraju, którzy są przekonani, że konkordat to wspaniała i sprawiedliwa umowa.

Na pewno są o tym przekonani polscy biskupi katoliccy i im akurat się nie dziwię.

A tu mój głos:

KONKORDAT, A ASPIRACJE KOŚCIOŁA KATOLICKIEGO

W KONTEKŚCIE NASZEJ JUBILEUSZOWEJ DEBATY PROPONUJĘ ZASTANOWIĆ SIĘ NAD TRZEMA PYTANIAMI:

  1. Czy konkordat jest zgodny z chrześcijaństwem?
  2. Czy konkordat pomógł polskiemu katolicyzmowi?
  3. Czy istnieją warunki rezygnacji z konkordatu?

Osobiście na wszystkie trzy jestem skłonny udzielić odpowiedzi negatywnej, choć z różnych powodów. Jeśli chodzi o pierwsze pytania:

CZY KONKORDAT JEST ZGODNY Z CHRZEŚCIJAŃSTWEM?

W zgodnej opinii historyków i teologów źródłem większości problemów z jakimi chrześcijaństwo borykało się w swojej historii, było wejście w polityczne przymierze z władza polityczną na początku IV wieku, a mianowicie wtedy, gdy cesarz Konstantyn, sam nie będąc chrześcijaninem uznał, że ta nowa religii może się okazać poręcznym narzędziem w realizacji jego celów politycznych, ogłaszając w 313 roku tzw. edykt mediolański dający swobodę wyznania religii chrześcijańskiej. Sam uznał się za pontifexa, czyli pośrednika, budującego jedność między różnymi religiami, decydował również o sprawach chrześcijańskich.

Nie wchodząc w szczegóły historyczne, które nie są w tej chwili dla nas istotne, trzeba powiedzieć, że od tej chwili chrześcijaństwo stało się religią upolitycznioną i stało się kościołem pokonstatyńskim. Jego kolejną odsłoną był wiek XVI, gdy w wirze bratobójczych walk przyjęto zasadę cuius regio eius religio, czyli znowu uzależniono religię od władzy politycznej. W tak urządzonych państwach i kościołach nie było miejsca na wolny wybór wyznania i czy religii. Wręcz przeciwnie, obie władze skutecznie ograniczały wolność sumienia, czego w Polsce przykładem było wypędzenie w 1658 roku radykalnych zwolenników wolności religijnej – Braci Polskich.

Konkordat to praktyka, nawiązująca właśnie do tych politycznych rozwiązań, które są sprzeczne z pierwotnym impulsem religijnym, jaki jest związany z życiem i działalnością Jezusa z Nazaretu i jego uczniów. Tak więc jest sprzeczny z chrześcijaństwem rozumianym jako ruch zapoczątkowany przez tego radykalnego myśliciela i działacza religijnego.

Jako potwierdzenie powyższej tezy pozwolę sobie przywołać fragment listu skierowanego do Jana Pawła II 31 lipca 1994 roku: „Jestem stary i wielu spraw nie rozumiem. Stawiam sobie np. pytanie: dlaczego tak ważną sprawą jest w Polsce konkordat (podpisany w 1993 roku)?

Moje studia historyczne prowadzą mnie raczej do wniosku, że rzekome uprzywilejowanie Kościoła przez konkordat jest w rzeczywistości zniewoleniem go na daleką metę i obciążeniem różnymi ‘udogodnieniami’ […] misji ewangelizacyjnej. Inne pytanie, jakie sobie stawiam, dotyczy opcji politycznych. Dlaczego panuje wciąż założenie, że katolik powinien być ‘prawicowy’? Osobiście czuję się bliższy ‘lewicy’. Gdyby u nas istniała porządna lewica (‘ludzki socjalizm’), to byłbym chyba bliski jej programu”.

Ciekaw jestem czy ktoś z Państwa odgadnie czyj to list? By nie trzymać nikogo w niepewności – odpowiem od razu, że chodzi o jednego z najwybitniejszych polskich humanistów XX wieku  i jedynego świeckiego uczestnika Soboru Watykańskiego II z krajów komunistycznych, Stefana Swieżawskiego (1907–2004), bliskiego przyjaciela Karola Wojtyły, a cytowany list został napisany już po ratyfikowaniu konkordatu w 1993 roku.

Został on opublikowany wraz wieloma innymi w tomie listów przyjaciół zatytułowany Pełny wymiar. Zaciekawiły mnie listy do Karola Wojtyły (najpierw kardynała, a od 1978 papieża Jana Pawła II). Rzecz zasługuje na szczegółowe omówienie

A jest ono w istocie wręcz o zasadniczym znaczeniu dla zrozumienia polskiego katolicyzmu i jego meandrów. Dzisiaj chciałbym jednak zwrócić uwagę jeszcze na drugi fragment listu Swieżawskiego, napisanego rok później, w czerwcu 1995 roku, który jest dobrym komentarzem do naszego spotkania: „Widzę ogromne niebezpieczeństwo sojuszu władz kościelnych z prawicą, bo to jak gdyby w nasze czasy przeniesione przymierze Kościoła z Tronem! Wiemy dobrze, jak opłakane były i są tego skutki”.

Profesor dodawał: „Martwi mnie też bardzo forowany przez koła prawicowe model polityczno–kulturalny Polski. Jest to skrzyżowanie ideałów Sienkiewiczowskich z kontrreformatorskimi. A przecież nie XVII wiek i ówczesny sarmatyzm, lecz model Polski jagiellońskiej powinien nas inspirować”. (list z 6 czerwca 1995).

CZY KONKORDAT POMÓGŁ POLSKIEMU KATOLICYZMOWI?

Na to drugie pytane odpowiedź jest prosta – konkordat zniszczył polski katolicyzm, co plastycznie uzmysłowił samym katolikom nie tak dawno w głośnym i szeroko komentowanym tekście dominikanin o. Ludwik Wiśniewski [Tygodniku Powszechnym (nr 4/2018, s. 11–15]. Bez konkordatu nie byłoby problemów, o których napisał  o. Wiśniewski.

Pierwszy, to medialne imperium Rydzyka: „To również trzeba powiedzieć pełnym głosem: Radio Maryja, Telewizja Trwam i ‚Nasz Dziennik’ sączą od lat truciznę, nazywając to ewangelizacją. Ta trucizna jest tym bardziej jadowita, że jej rozprzestrzenianie popiera wielu biskupów”. Podobnie bez wsparcia Kościoła, odwołującego się do konkordatu nie było by religii smoleńskiej, która również wzbudziła oburzenie dominikanina:

„Oskarżam Jarosława Kaczyńskiego, organizatorów i uczestników miesięcznic (także tych, którzy w tym wydarzeniu uczestniczą w dobrej wierze) o to, że niszczą autentyczne chrześcijaństwo i Kościół w Polsce”.

Podejrzewam, że ojciec Tadeusz Rydzyk, podobnie jak polski rząd nie znają ani listów Swieżawskiego, ani tekstów Wiśniewskiego. A szkoda, może z mniejszym entuzjazmem świętowaliby by sojusz Ołtarza z Tronem, który już wiele razy w przeszłości okazał się fatalny zarówno dla jednego jak i drugiego.

Zarówno Stefan Swieżawski jak i Ludwik Wiśniewski znają dokumenty Soboru Watykańskiego II, który określił tożsamość katolicką w drugiej połowie XX wieku. Dla obu wypracowany tam model Kościoła i katolicyzmu był normatywny. Tymczasem w Polsce obserwujemy radykalne odejście od Kościoła rozumianego jako Lud Boży, w którym kler i hierarchia służy dobru wspólnoty a nie jednej partii.

CZY ISTNIEJĄ WARUNKI REZYGNACJI Z KONKORDATU?

Niestety nie ma takich warunków. Zarówno przedstawiciele Kościoła katolickiego, jak i kolejne ekipy rządzące polską sceną polityczną (czy to jako władza wykonawcza, czy to jako opozycja) uznają konkordat jako normatywne i dobrze się sprawdzające narzędzie, określające stosunki między kościołem i państwem. Nie ma w naszym kraju nikogo, kto byłby zdolny zakwestionować ten stan rzeczy.

Bohdan Cywiński w swojej książce Rodowody niepokornych poddał ciekawej analizie dwa modele Kościoła. Wspomniany wyżej Kościół pokonstantyński i typowy dla Polski model Kościoła juliańskiego. Ten drugi jest o tyle ciekawy, że w świetle praktyki ostatnich 25 lat uzyskał nowa wykładnię. Przypomnę.

Julian Apostata byłe cesarzem zaledwie dwa lata (od 361 do 363) i w ciągu tych dwóch lat próbował przywrócić dawny rzymski politeizm i odrzucał chrześcijaństwo. W praktyce oznaczało to pozbawienie chrześcijan, a zwłaszcza hierarchii kościelnej uprzywilejowanej pozycji.

Ta próba się nie powiodła i wszystko wróciło do „starych dobrych czasów”. Zdaniem Cywińskiego Kościół juliański z jednej strony cieszył się wielkim autorytetem moralnym w społeczeństwie, a z drugiej, hierarchia nie przestała tęsknić za politycznymi przywilejami. Takim był polski Kościół katolicki w czasie zaborów i pod okupacją niemiecka w czasie II wojny światowej i w czasie PRL–u.

Pozostawiając Cywińskiego powiem, że problem polega na tym, że po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku katolicyzm stał się wyznaniem dominującym, jednak mentalnie ciągle obawiał się utraty wpływów politycznych i dlatego czynnie zwalczał (dzielnie w tym wspomagany przez władzę polityczną) inne wyznania i inne religie, zwłaszcza żydowską. Gdy wraz z wybuchem II wojny światowej Kościół utracił swoją autonomię, zresztą wraz z całym państwem, odzyskał swój autorytet moralny. Został on wzmocniony dzięki twardej opozycji wobec władzy komunistycznej po 1945 roku aż do przełomu w 1989.

Choć w 1989 roku wraz z całym społeczeństwem odzyskał wolność, czuł potrzebę podkreślenia swojej uprzywilejowanej pozycji, co mu dał podpisany w 1993 roku konkordat. Niestety praktyczna implementacja tej umowy sprawiła, że katolicyzm polski stał się jednym z głównych hamulcowych polskiej demokracji. W tym psuciu demokracji walnie wspomagają go niemal wszystkie partie polityczne.

Jedyna nadzieja w obywatelskim nieposłuszeństwie i wolności sumienia, którą każdy obywatel powinien traktować jako kategoryczny imperatyw pozwalający mu na czynny opór wobec prób zawłaszczenia jego praw i wolności.

Stanisław Obirek    http://studioopinii.pl

Komentowanie możliwe tylko przez zarejestrowanych Użytkowników

CoalaWeb Social Links

Opublikuj: