Materiały nie wyrażają poglądów redakcji. Różnorodność celowa. Oceny i wnioski pozostawiamy Czytelnikom.
A A A

Największy światowy producent samochodów testował spaliny diesla na małpach i ludziach. Skandaliczne eksperymenty, które miały miejsce w 2014 roku, opisano w dzienniku „New York Times” i niemieckim tabloidzie „Bild”, a wyglądały one następująco: Dziesięć jawajskich makaków wsadzano po kolei do szklanej klatki. Pompowano do niej powietrze wraz z oparami emitowanymi przez volkswagena beetle. Doświadczenie na  każdej małpie trwało cztery godziny, aby więc zwierzęta siedziały spokojnie, puszczano im filmy rysunkowe.

 

W drugiej fazie testów małpy wdychały spaliny forda F-250 wyposażonego w  silnik starszego typu. Badania zlecone amerykańskiemu laboratorium Lovelace Respiratory Research Institute w Nowym Meksyku miały udowodnić, że silniki z najnowszą technologią filtrowania są mniej szkodliwe dla istot żywych.

Co więcej, podobne testy przeprowadzano również na ludziach. Jak pisze „Sueddeutsche Zeitung”, od 2012 do 2015 roku w Instytucie Kliniki Uniwersyteckiej w Akwizgranie 25 ochotników wdychało dwutlenek azotu z silników Diesla, podejrzewany o wywoływanie astmy, zawałów serca i raka płuc.

W opublikowanym w 2017 roku raporcie podsumowującym eksperyment stwierdzono, że opary nie miały żadnego złego wpływu na zdrowie. Wszystkie te badania były zlecane naukowcom przez organizację o nazwie Europejska Grupa Badawcza ds. Środowiska i Zdrowia w Sektorze Transportu (EUGT), założoną i finansowaną przez trzech producentów: Volkswagena, BMW i Daimlera.

Dwie ostatnie firmy zdecydowanie odcinają się od okrutnych doświadczeń, zaznaczając, że ich auta nie uczestniczyły w testach. Volkswagen nie może się bronić w ten sposób. Jego udział w procederze jest bezsporny.

Na dodatek, jak pisze „New York Times”, testy nie miały żadnej wartości, ponieważ opierały się na oszustwie. Samochód Volkswagena został bowiem tak skonstruowany, że poziom zanieczyszczeń produkowanych przez niego w laboratorium jest o wiele niższy niż podczas normalnej jazdy na drodze.

Ten fakt ujawniono już przy okazji tzw. dieselgate w 2015 roku, kiedy amerykańska Agencja Ochrony Środowiska wystosowała do Volkswagena notę o naruszeniu Ustawy o Czystym Powietrzu.

Dowiedzieliśmy się wówczas, że auta niemieckiego giganta motoryzacyjnego wyposażono w specjalne oprogramowanie ograniczające emisję spalin tylko podczas badań laboratoryjnych. W czasie normalnej eksploatacji wydzielanie toksycznych substancji było nawet 40 razy wyższe. Volkswagen ma  dziś naprawdę poważne problemy.

Za testy na żywych istotach obrywa nie tylko od ekologów, ale też od niemieckich polityków. Opozycja żąda debaty w Bundestagu i atakuje władze.

– Wzywamy rząd niemiecki do ujawnienia, czy wiedział o podejrzanych metodach przemysłu motoryzacyjnego i o tym, w jakim stopniu wykorzystano pieniądze publiczne na ich finansowanie – apeluje Britta Hassel mann z  Partii Zielonych. Kanclerz Angela Merkel żąda, by firma ujawniła prawdziwy zakres eksperymentów zlecanych przez EUGT.

Niemiecka minister środowiska Barbara Hendricks mówi: To, że cała gałąź przemysłu najwyraźniej próbowała odrzucić fakty naukowe za pomocą takich bezczelnych i podejrzanych metod, czyni całą rzecz jeszcze bardziej przerażającą i dodaje, że odpowiedzialni za  kolejną aferę powinni w końcu uznać swoją winę za dieselgate.

Przepraszamy za niewłaściwe postępowanie. Jesteśmy przekonani, że wybrane metody naukowe były błędne. Lepiej byłoby obejść się bez takiego badania – kaja się Volkswagen. We  wszystkich trzech koncernach lecą głowy, ale te mniej ważne. Jak donosi „Der Spiegel”, Volkswagen zawiesił Thomasa Stega, głównego lobbystę, byłego zastępcę rzecznika niemieckiego rządu.

BMW zawiesił przedstawiciela przy EUGT Franka Hansena. Deimler zwolnił szefa działu ochrony środowiska Udo Hartmanna. Prasa nie pozostawia na sztandarowych niemieckich firmach suchej nitki. Przeprosiny Volkswagena i jego tłumaczenia śmierdzą pod niebiosa (...).

Aby wymigać się od kary, jego kierownictwo twierdzi, że nie wiedziało o niczym (...). Można się tylko dziwić, że bossowie z VW mogą z tym żyć – pisze „Flensburger Tageblatt”. Niemiecki przemysł samochodowy kompletnie się skompromitował (...).

Co gorsza, ośmieszył też Niemcy jako państwo, gdzie naukę traktowano dotychczas z należnym szacunkiem – grzmi „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, a „Koelner Stadt-Anzeiger” nawiązuje do historii:

Jeszcze bardziej oburzający jest fakt, że (testy) przeprowadzono w kraju, w którym określenia „godność człowieka” i „gaz” mają szczególne znaczenie i miały stanowić wieczne tabu.

(EW)

Komentowanie możliwe tylko przez zarejestrowanych Użytkowników

CoalaWeb Social Links

Opublikuj: