Materiały nie wyrażają poglądów redakcji. Różnorodność celowa. Oceny i wnioski pozostawiamy Czytelnikom.
A A A

W sumie debiutu – miejsca lepsze od nastroju. Coś w nas z przedstartowego braku pamięci, że koń jest wysoki; i że wielu chce się nań wspiąć… Kto forsował za łatwy optymizm jako oczywistość – ma teraz kłopot z oceną. Ja nie mam, i choć też to i owo fortunie zarzucę, za dzielność dziękuję i na przyszły uśmiech szczęścia cierpliwie czekam.

 

Na zawodników, choć medalami nie zabrzęczeli (jeszcze, powtarzam, w nastroju nadziei) krytycznego słowa nie dam powiedzieć – bo obaj skakali daleko, stylowo.Gdy zaatakowali – stanęli na czele stawki, gdy ta kontratakowała – byli po prostu o metr, centymetry gorsi. W tym dniu, (nie wczoraj, jutro, pojutrze) o tej godzinie minucie; w tych warunkach. Ostatnie też podkreślam, bo układ podium rozstrzygał się w kilku minutach, więc kontratakujący stawali w warunkach podobnych do obrońców.

Na sędziów oceniających skakanie narzekać nie będę. Bo sport w ogóle miewa to do siebie, że często dopiero porażki – na ringu, w kreśleniu figur, w tym czy spalony, karny, faul – wywołują temat, pomijany, gdy się szczęście uśmiecha… Choć nie przechodzę obojętnie obok tego, co mówią fachowcy, gdy inaczej interpretują podpowiedzi ocząt sędziowskich. Komputerów, wiatromierzy… Temat konkretnego obrazu zostawiam fachmanom. „Sędzia kalosz”, czy…

Dzielę jednak zarzut podstawowy – za małego szacunku dla zawodnika, za małej dbałości o jego zdrowie i komfort. Rozumiałem i podzielam oburzenie komentatorów „Eurosportu” (rzeczywiście, jakoś lepiej i naturalniej niż w TVP, „przyjaźniej” dla ucha), że gdy wiatr na długo zgania skoczków z belki, nie ogłasza się choćby przerwy. Na parę minut w cieple, żeby mięśniom, ścięgnom pełnię sprawności przywrócić, koncentrację odnowić. Tylko trzyma się ich na mrozie – zziębniętych i zdenerwowanych. Ile razy Amman opuszczał belkę? Cztery – pięć? Toż to nieludzkie. Zapamiętałem zbliżenie twarzy. Co powiedział – nie wiem, ale pewne, że jego tradycyjny uśmiech zastał zastąpiony, no… brakiem komplementu.

Nie bardzo też rozumiem, dlaczego federacja daje zgodę na konkurs wieczorno-nocny. Mroźną zimą. Może to ma związek z przekazami telewizyjnymi i różnicą czasów? Coś podobnego notowaliśmy podczas letnich igrzysk w Seulu, Bodaj maratończycy narzekali, że umowy transmisyjne każą im rywalizować w godzinach, gdy tzw. rytm biologiczny utrudnia osiągnięcie pełnej dyspozycji.

W każdym razie ten konkurs to przeszłość. Proponuję za bardzo nie biadolić – zganiając powodzenie mniejsze od oczekiwanego „ na świat i ludzi”, lecz oceniać spokojnie, (czego wspaniały przykład dał w TV pan Stoch –Senior) i zbierać siły na starania o rewanż. Czasem sportowa złość daje lepszy efekt niż żałość…

A pani Justyna, że w debiucie na 17 miejscu? Też jeszcze kropki nad „i” w tych igrzyskach nie postawiła. Kolejne czterolecie harówy – jak sama mówi – nie daje już takich efektów jak wcześniejsze cykle. Metryka jest metryką, a organizm organizmem, zaś rywalek przybywa – nie ubywa. Ale duch wciąż wielki. Jak kiedyś u przesławnego mistrza bieżni, latami niepokonanego Emila Zatopka.

„Krótko przed igrzyskami 1956 Zatopek (trzy igrzyska – 4 złota, jedno srebro) przeszedł operację przepukliny, przez co nie był faworytem. Bieg rozgrywano w upalnej pogodzie, tuż przed startem powiedział do rywali „Panowie, dzisiaj trochę umrzemy”

Pani Justyna jest dla mnie wzorem podobnej twardości oraz zaciętości. Wciąż głodna rywalizacji. „Dzisiaj trochę umrzemy”… I tak – rok w rok, igrzyska w igrzyska…

Andrzej Lewandowski  http://studioopinii.pl

Komentowanie możliwe tylko przez zarejestrowanych Użytkowników

CoalaWeb Social Links

Opublikuj: