Materiały nie wyrażają poglądów redakcji. Różnorodność celowa. Oceny i wnioski pozostawiamy Czytelnikom.
A A A
  • „Bliższa ciału koszula niż sukmana” – więc nas najbardziej podnieca to, co dla innych może dalszy plan. Nie ile medali znów utłucze Bergen; nie – kto najpiękniej pojeździ na łyżwach; nie – jak się rozwiną sprawy olimpijsko-dopingowo-rosyjskie; jak zadebiutują nowe konkurencja oraz symboliczna, ale jednak reprezentacja Watykanu i tak dalej. Dla nas pierwszy plan to skocznie. W jakimś tle niebywale zasłużona, a wciąż głodna sukcesów Doktor Justyna.
  • Może jeszcze panczeniści – jako że dawali o sobie znać, gdy nie mieliśmy porządnego toru (dawniej Seroczyńska, Pilejczyk, Ferensowie; świeżo, w Soczi – Bródka i spółka), a teraz tor jest, więc aspiracje już nie z treningowego importu…
    Może jeszcze ktoś błyśnie, bo jeśli zdecydowano się na rekordową liczbowo ekipę, to argumentem (i formą zobowiązania) jest przecież nie uniwersytecki egzamin wstępny oraz efektowny „garniturowo” udział w defiladach, lecz ”coś” więcej. CO?
  • Czyli –skoczkowie najważniejsi. Albo – jeszcze bardziej, bo jedyni w grupie faworytów. Stoch z kolegami – znów skaczą daleko, więc będąc w elicie elity – broniąc sławy – będą atakowali. Bo mogą i chcą, a że znamienici rywale – też…
    Chętniej widzimy pierwsze niż drugie, ale …Nawet medal ma dwie strony.

Naród temperaturą i rozmiarem kibicowania nie tylko dowodzi, że jego „zapotrzebowanie na sukcesy” plus ładna demonstracja pragnienia udziału w satysfakcji’ określają nastrój.

Władza też kocha pogrzać się przy kominku popularności sław sportu. PP – wspólne śniadanko „do opisania” w mediach, udział w ceremonii przyrzekania… PP – obiecanka, że wsiądzie w samolot i poleci kibicować. Osobiście. Minister sportu publicznie, twitem przeprasza za nieobecność, jako grypką złożony.

Ale do wyjazdu na mur wyzdrowieje. Na wszelki wypadek jednak niech i tam trzyma dystans, bo wie (sam tak pisze, były wyczynowiec), że wytrenowany na 100 procent sportowiec jest twardy jak skała w rywalizacji, ale wirusy z bakteriami łatwo go dopadają… Nawiasem: w Korei coś zdrowotnego masowo dopadło siły ochronne, więc … strzeżonego i tak dalej.

Prezes Apoloniusz – gładki i głośny w uroczystościach. Czemu się nie dziwię. Bo wprawdzie „sport” to w większości i prawnie tzw. organizacje pozarządowe, lecz „prorządowość merytoryczna” jest czymś oczywistym I nie tylko o udział w budżetowo-administracyjnej kasie chodzi, choć i to dział ważny.

Obiekty przecież buduje podatnik, szkolenie olimpijskie finansuje; PKOl włada częścią logistyki oraz ceremoniału; sponsorów władza administracyjna – albo zachęca, albo zniechęca… Kolarstwo tego doświadczyło, więc… czasem lepiej nawet ciut przesadzić w adoracji – jak wyżej – niż brać się do „solówek”…

  • Czy pan Kamil Stoch wespół z kolegami dadzą sobie radę z presja oczekiwań? Mam nadzieję, że zespołowo „przymrużą oko”, nie pozwolą sobie wsadzić na plecy bagażu nerwów. Poza tą częścią, która wynika z rzetelnej oceny – siebie oraz rywali. Niech najlepsze życzenia też zostaną życzeniami – od serca a nie określaniem powinności – „w naszym, wspólnym imieniu”…
  • Nieśmiało zgłaszam to też na adres medialistów. Nie apelując o temperowanie namiętności sprawozdawczo-komentatorskch, bo to przecież kawałek piękna sportu – lecz o rzeczywistą fachowość.

A tu już czytam, w piśmie mającym się za opiniotwórcze wywód o przemianie małyszomanii w stochomanię.

„Stochomania zasadniczo różni się od małyszomanii. Tym razem kibicujemy drużynie, a nie tylko liderowi. Wolimy sukces zbiorowy, bo Polacy poczuli ducha wspólnoty”…

Niech będzie – jako teza publicystyczna, nawet praca doktorska, ale niech bazuje na faktach. Poczuliśmy ducha wspólnoty i temu dajemy wyraz? A gdy 4 lata temu pan Kamil; solówkami otwierał stochomanię, to duch wspólnoty spał? Teza jak teza, ale, po co upraszczać, co proste, i widoczne jak na dłoni? Że nie myśmy dojrzeli, tylko grupa skoczków – a namiętność i powszechność kibicowania została, jak była – imponująca…

Ostatni „wtrącony grosz” w formie paru pytań i sygnałów.

  • Czy można mieć już nie nadzieję, a wreszcie pewność, że te igrzyska będą czyste antydopingowo? Teraz, nie po powtórnych badaniach za ileś lat.
    Wciąż widać, ze o wspólny mianownik poglądów wcale nie jest łatwo. Trybunał Arbitrażowy z MKOl-em jakby nie zawsze grali w tej samej orkiestrze. Wieści i opinie, że normy wciąż nie są jednoznaczne; że, co jedni mają za dopingowanie (wciąż owa astma), inni biorą za oczywistą terapię i ochronę sypiących się organizmów, poddawanych takiemu wysiłkowi jak sportowo-zawodowy.
  • Pytanie trochę zza kulis, a pro domo sua. Jak się rozwiną sprawy sponsorskie? Szef Orlenu został odwołany. Właśnie pojechał na Igrzyska – jako attaché olimpijski, zapewne w dowód uznania, że był największym ostatnio dobrodziejem sponsorskim PKOl; i w ogóle „szefem szefów” w tym nurcie. Następca podtrzyma pasję? Nawiasem, spór „ministerialno-kolarski” też ma w finansowym tle kasę tego sponsora, którego ponoć zachęcił minister.

Dla kibica to kwestie trzeciego planu – daleko za Kamilem Stochem i kolegami; daleko za spodziewanymi emocjami oraz dziesiątkami kolorowych obrazów. Dla sportu – ważne. Żeby za lata nadal było komu klaskać…

Andrzej Lewandowski  

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

CoalaWeb Social Links

Opublikuj: