Strona w trakcie budowy
 
A A A

Długie marcowe tygodnie trzęsła się z gniewu opinia publiczna niczym wieprzowa galareta.

Nieznany z politycznych sukcesów 75-letni Janusz Korwin-Mikke naplótł głupot, by zaraz potem zebrać bęcki.

Korwin słynie z zebranych bęcków, także tych najboleśniejszych, finansowych. Ale PT Publiczność ciągle popełnia ten sam błąd, traktując europosła podmiotowo.

Korwin znany jest z szokujących prostaczków bzdur, które jako jedyne uzasadniają jego byt. No, poza liczną progeniturą, bo Korwinowa płodność zachwyca ortodoksów ze stowarzyszenia Ordo Juris.

Błędem więc jest traktowanie gościa serio, w czym polskie media są już nieco zorientowane, aliści zagraniczne nie. Tam Korwin jest traktowany, a  przynajmniej był, za kogoś na serio.

To z szoku poznawczego wziął się atak dziennikarza Piersa Morgana, który podczas wywiadu wyzwał Korwina od szowinistycznych świń.

„Wielokrotnie przerywał dukającemu Korwin-Mikkemu, uciszał go słowami, jakie stosuje się zwykle na  Wyspach wobec psów, kilka razy go obraził, stwierdzając, że jest głupi” – użalił się nie wiedzieć po co nad Korwinem przewrażliwiony komentator „Rzeczpospolitej”.

Ale skąd pogardliwe żachnięcie piosenkarki Annie Lenox?

„To niedorzeczne, że ktoś taki jak Korwin ma władzę...”. Czyż nie jest to  wzór klasycznego maczo, rodem ze  znanej piosenki Krzysztofa Kasowskiego?

Zobacz tu, zobacz, mała, jaki jestem cool, taki tłum, ale widzę, że ty patrzysz tu/

bo ja mam to coś i tego dość dla ciebie też/

ja jestem maczo, wszystkie wiedzą to i każda na to przecież pójdzie, bo prawdziwych mężczyzn nie ma dzisiaj oprócz mnie/

brylantyna lśni, z tyłu wisi lok, ty zobaczysz to, gdy masz dobry wzrok/

wąsik i sygnety też dla ciebie/

zobacz, ruszam cię, chociaż jestem leń, ja i tak to wiem, że zdobędę cię/

bo tej nocy ze mną będzie ci jak w niebie.

 

Maczyzm polski jest niedojrzałym, usmarkanym bliźniakiem buractwa, którego w naszym życiu publicznym mamy zatrzęsienie.

Rodzime buractwo jest wszechobecne, bo jak rzecz pospolite. Nie ma barw politycznych, choć jego czerwień ideologicznie mierzi i Korwina, i jego ambitnych kolesiów, rozsiewających smrodek maczyzmu w Sejmie, a nawet w samorządzie.

Poseł ziemi włocławskiej Zbonikowski to maczo znany od lat z rozróby cypryjskiej, gdzie meleksem zdemolował po  pijaku jakiś hotel.

Ale na naszych oczach maczyzm posła sięgnął właśnie dna, czyli apogeum, do którego każdy maczo instynktownie zmierza.

Mimo że  ostentacyjnie bogobojny, jak zresztą każdy w PiS-ie, poseł znęcał się nad małżonką, cudzołożył, mataczył, kradł i kłamał.

Do tego lał kobietę, a zapłodnioną namawiał do aborcji.

– W jego opinii żona jest od gotowania i prania, może być poniżana, zdradzana i bita, ale ma cicho siedzieć i  wszystko potulnie znosić – żaliła się prasie jego ślubna.

Poseł Zbonikowski nieustannie jednak pokazuje, że inne wartości, poza szczęśliwym małżeństwem, też są dla niego ważne.

Sześć razy szedł poseł w pielgrzymce do Częstochowy, a gdy czas mu nie pozwolił na udział w kolejnej, jakże tego publicznie żałował...

Zbonikowski zasiedział się nawet na konferencji „Małżeństwo i rodzina w prawie kanonicznym i w prawie polskim”, gdzie, jak zauważył „Super Express” trwał godnie pomiędzy biskupami.

Partia swego posła zawieszała, to przywracała, ale że płaci składki i wielbi prezesa nikogo spośród towarzyszy nie obchodzi, że własna rodzina uważa go za kanalię.

 

Ja  jestem maczo, kobiet miałem w bród i nic nie znaczy twego serca lód, obojętnie wobec mnie nie przejdziesz/

nim się skończy noc będziesz moja już, a ja wezmę cię i odejdę cóż/

przecież wiesz najbardziej kocham tylko siebie, siebie!

 

Radny bydgoski Piasecki jest jeszcze mało znany, ale zapowiada się na wybitnego tępego maczo.

Znany dotąd wyłącznie z deklaracji, że nienawidzi gejów. Tradycjonalista.

„Wyznaczył żonie harmonogram. Rano ma delikatnie budzić męża ze śniadaniem, a  z  pracy wracać o  16.15. O 17 ma podać mężowi ciepły posiłek, a od 21 ma być do jego dyspozycji” – opisywali obyczaje radnego bydgoscy dziennikarze.

Kiedy się kobieta w swej roli nie sprawdziła, ponoć jej nie lał, co najwyżej zatykał usta, żeby za głośno nie krzyczała... W tej sytuacji macierzysta partia dyskretnie zasugerowała, żeby tak dobrze zapowiadający się polityk nieco złagodniał i usunął się w cień.

Stara przestanie drzeć ryja, to PiS znów otworzy dlań ramiona.

 

Ja  jestem maczo i  niech kobiety mi wybaczą, ja jestem maczo/

niech kobiety mi  wybaczą, niech płaczą, jestem maczo/

i niech kobiety mi wybaczą, ja jestem maczo,/

niech kobiety mi wybaczą, niech płaczą, maczo.

 

Knajacką ferajnę łączy prostactwo, głupota i być może głębsze schorzenia psychiczne. Nie mówią one wiele o mężczyznach jako takich, mówią zaś wszystko o konkretnych postaciach:

Korwinie, Zbonikowskim, Piaseckim. Nie ma  co  więc zjawiska uogólniać na cały męski ród, bo parszywe owce są wszędzie.

Na szczęście zidentyfikowane, mogą być odesłane do wyborczej ubojni, gdzie los ich zostanie przesądzony.

Henryk Martenka  "Angora" nr 14/2017 

 

Zamieszczamy,  w celach informacyjno-edukacyjnych, mniej niż 10% przedruków  zawartości   ANGORY. Do poczytania kilkadziesiąt ciekawych  stron https://www.angora.com.pl  lub wydanie papierowe  w każdy poniedziałek. Cena tylko 4 zł.                                                                                                       

   Tygodnik ANGORA dostępny  również na iPad i iPhone darmowa aplikacja.

 Wpisz w przeglądarkę: https://itunes.apple.com/app/tygodnik-angora/id428646005

0
0
0
s2sdefault

Dodaj komentarz

CoalaWeb Social Links

Opublikuj: