Materiały nie wyrażają poglądów redakcji. Różnorodność celowa. Oceny i wnioski pozostawiamy Czytelnikom.
A A A

Dawno nie byłem w USA, dlatego z radością przyjąłem zaproszenie do wygłoszenia kilku wykładów w Newadzie i Kalifornii. Piszę więc ten felieton w Las Vegas. Miasto to  uchodzi –  i  słusznie – za stolicę hazardu. To widać. Tyczy to  zresztą całej Newady. Gdy się do tego państwa wjeżdża od dowolnej strony, to pierwszym budynkiem jest zazwyczaj kasyno. Całe centrum Las Vegas to kasyna. W kasynie „Wenecja” – bynajmniej nie największym – jest więcej „jednorękich bandytów” niż w całej Polsce; także ruletki, stoły do bakarata, „oczka”, pokera (tego idiotycznego, „Texas hold’em”, itp. itd...

 

Ale oprócz tego jest hotel, trzy teatry, pięć restauracji, bary obok, odwalony plac św. Marka i gondole pływające – a także włoskie niebo, całkiem jak prawdziwe. I kupa sklepów. Marijuana dostępna – nigdzie nie widziałem zaćpanych. Pasy obowiązkowe – ale policja nie ma prawa zatrzymywać za ich brak (za to ograniczeń prędkości przestrzega!!). Samochody (ale tylko w Newadzie) nie muszą nawet mieć z przodu tablic rejestracyjnych. Limit alkoholu: 0,8‰. Wypadków nie widać.

W ogóle jakoś tu normalnie – może dlatego, że ogromne przestrzenie: miasto leży na pustyni, więc ziemia tania, a więc ulice b. szerokie, parcele budowlane duże, odległości więc ogromne – ale benzyna ponad dwa razy tańsza niż w Polsce. Bardzo ładne domy dwa razy tańsze niż w Polsce – i cztery razy tańsze niż w sąsiedniej Kalifornii! Jak to?

Po prostu: w Newadzie nie ma stanowego podatku dochodowego, w  Las Vegas nie ma  też miejskiego podatku dochodowego. Wszystko jest więc znacznie tańsze. Musimy koniecznie zlikwidować podatki dochodowe w całej Polsce! Co uderza – to powszechne reklamy broni. Wciskają ją ludziom równie natrętnie jak hamburgery. Gdy w  Nowy Rok chcieliśmy sobie postrzelać, a  sklepy z  bronią były zamknięte, kupiliśmy amunicję w najbliższym supermarkecie – i jazda.

Czy strzelnice były czynne w Nowy Rok? Jakie strzelnice?? Bierze się dwie spluwy, karabin, jedzie pół kilometra w  pustynię, znajduje dołek, za  którym jest górka, ustawia się parę puszek po „Coca-Coli” albo tarczę – i się strzela. Jakoś nikt nikogo tam nie zabija. Na ulicach również nie ma strzelanin. Spokojnie.

Rozmawiałem z Polakiem, miejscowym policjantem. Powiedział, że  w  Polsce był przeciwnikiem powszechnego prawa do posiadania broni (w  Polsce policjanci też boją się tego –  nie zdając sobie chyba sprawy, że bandyci i tak broń przecież mają...). Tu, w Newadzie, zrozumiał, że jest to konieczne dla powszechnego bezpieczeństwa. W Polsce przestępcy boją się tylko policji – a i to nie bardzo – tu boją się, że co drugi przechodzień może też mieć spluwę...

Być może z tego powodu nie widać tu nachodźców. Oczywistą jest rzeczą, że  broń można ludziom dać tylko wtedy, gdy za  zastrzelenie człowieka jest kara śmierci. Więc w Newadzie jest. Co prawda ostatni wyrok wykonano tam 15 lat temu – ale zawsze ludzie się chyba boją. A może po prostu poważnie traktują przykazanie: „Nie będziesz zabijał!”?

Tam ludzi wierzących (baptystów, kwakrów, luteran, prezbiterian, katolików, prawosławnych, kalwinistów, żydów, mahometan –  wolna konkurencja i tu dobrze się spisuje) znacznie więcej niż w Europie. Do której niedługo wracam... Do zobaczenia!

Janusz Korwin-Mikke

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

CoalaWeb Social Links

Opublikuj: