Materiały nie wyrażają poglądów redakcji. Różnorodność celowa. Oceny i wnioski pozostawiamy Czytelnikom.
A A A

Zapowiedź dobrej zmiany, dzięki któ- rej Prawo i Sprawiedliwość przejęło rządy w Polsce, ludzie potraktowali dosłownie, bo ją dosłownie zobaczyli – na przykład w dużych rodzinach. Jest dobra zmiana? Jest! Zapowiedź dobrej zmiany poważnie potraktowali też ludzie pracujący w służbie zdrowia, ale tu okazało się, że to tylko zapowiedź. Fakt, służba zdrowia, dychawiczna i  niedoinwestowana, ogrywana jest przez polityków od zawsze. Nikomu nie starczyło odwagi, by rachityczny pień przewrócić.

 

Ekipa PiS była pierwszą, która odcięła się od zaprzańców i zapowiedziała radykalną, dobrą zmianę, choć nie chełpiła się, że nie obejmie ona służby zdrowia. Teraz musi to rozczarowanym objaśniać Konstanty Radziwiłł, którego ciągle pamiętamy jako rzecznika większych pieniędzy dla służby zdrowia i lepszego statusu lekarzy. Dziś Radziwiłł zapomniał, jak cielęciem był... To, że  mleko musi się wylać, było wiadomo od dawna.

Protesty rezydentów odzwierciedlały chroniczną chorobę toczącą służbę zdrowia, ale ich apel o  wcześniejsze niż za  osiem lat dofinansowanie opieki medycznej cynicznie glajszachtowano jako żądania li tylko płacowe i egoistyczne. Tymczasem jesienne protesty obrazowały szerszy problem, niż związany wyłącznie z grupą 16 tysięcy rezydentów zatrudnionych w szpitalach. Obrazowały krytyczny stan, z którym sobie nie poradzi żaden dyżurny minister.

Tak jak nie poradził sobie minister Arłukowicz, ani tym bardziej minister Kopacz, która sięgnęła nawet posady premiera i nie zrobiła dla branży nic! Zadowolony z siebie minister zdrowia bagatelizuje problem. Klauzulę opt-out wypowiedziało tylko trzy i pół tysiąca lekarzy (spośród 88 tysięcy). Wszystko jest pod kontrolą, a chaos w szpitalach to problem wyłącznie medialny. Zaś jeśli jakieś protesty sparaliżują szpitale, będzie to wina protestujących, a nie ministra – powiada, przekonany, że mówi do obywateli głęboko upośledzonych.

To klasyczne, często pojawiające się u polityków PiS pomieszanie przyczyny i skutku. Z drugiej strony to konkluzja oczywista w myśleniu wojaka Szwejka, choć nikt przecież nie uznał dotąd ministra Radziwłła za idiotę. Niemniej irytujący jest brak zawodowej solidarności, jaką prezentuje ten mierny polityk, niebudzący zaufania już nawet u salowych. Nie chce z nim gadać nawet „Solidarność” służby zdrowia.

Edward Lorenz, wybitny amerykański meteorolog, wprowadził w latach 60. malowniczy termin „efekt motyla”. Otóż uczony, badając zjawiska w  pogodzie, uznał, że  nawet trzepot skrzydeł byle motylka może mieć poważne skutki. „Teoretycznie, przelot motyla nad boiskiem w Sioux City w stanie Iowa może spowodować burzę podczas meczu piłki nożnej w Nuku’alofa na wyspach Tonga po drugiej stronie kuli ziemskiej” – pisał.

Błyskotliwa nazwa weszła do języka obiegowego, określając właściwie to samo. Drobna przyczyna skutkuje zwykle brzemiennym problemem. Protest rezydentów może w efekcie wzbudzić tsunami, które nie tylko zmiecie nieudaczników, ale sprawi, że będziemy mieli mniej niszczycieli min, za to więcej lekarzy specjalistów zakontraktowanych przez NFZ. Oglądamy więc dziś „efekt motyla” w  służbie zdrowia, a choć suma przyczyn jest złożona, to efekt już przerasta wyobraźnię.

Ministra na pewno, bo temu wyobraźni bez wątpienia zabrakło, aliści żeby coś zmienić w naszej służbie zdrowia, menedżerskiej wyobraźni potrzeba więcej niż ministerialnej wiedzy. Oglądany w  telewizji członek rządu Radziwiłł budzi głębokie poczucie obciachu. Ględzi o  kilkunastoletnim czasie nabywania kwalifikacji lekarskich, o służebności zawodu, dłuższym czasie pracy niż osiem godzin... To jest, panie ładny, oczywiste! Medycy są ludźmi pokornymi, od czasu studiów tresowanymi w feudalnym poczuciu zależności od promotorów, ordynatorów, konsultantów i takich tam.

Może dlatego – zamiast dymić racami i palić opony – wolą z kraju wyjeżdżać? Zarobią za granicą więcej? Oczywiście, ale wysoka pensja nie przesądza o jakości ich pracy i  życia. O  tym przesądza nabyte poza krajem poczucie zawodowej godności. Nieosiągalnej w rodzimych placówkach, w których spędzają miesięcznie setki godzin. W których mogą pozazdrościć kierowcy ciężarówki, którego kodeks chroni przed skutkami wypadku.

Lekarza nie chroni nic, mimo że  jego odpowiedzialność nie ustępuje odpowiedzialności szofera. Tu i tam idzie o życie. Ale swoją drogą, chciałbym zobaczyć Radziwiłła, któremu koronarografię wykonuje specjalista w trzeciej dobie dyżuru... Nie wiemy, na  ile minister Radziwiłł wczuł się w rolę partyjnego funkcjonariusza, a na ile udaje tylko półidiotę. Nie pierwszy przecież bagatelizuje problem, jakim jest system pozostawiony samemu sobie.

Wymagający zasilenia finansowego, bo tylko to uratuje przed degradacją system opieki medycznej. Dalsze jej opieranie na niewolniczej służebności lekarzy, mobbingowaniu ich nadgodzinami, na co zezwalają klauzule opt-out, jest fałszowaniem rzeczywistości. Nieuczciwym udawaniem, że wszystko jest w porządku, więc na dobrą zmianę można poczekać.

Otóż już nie można! Zdaniem prof.  Cezarego Szczylika, płyniemy na „Titanicu”. Jeszcze płyniemy, choć kolizja z górą lodową jest nieuchronna. Kiedy katastrofa się wydarzy, na dno pójdą nie tylko lekarze. Przede wszystkim zginą pacjenci.

Henryk Martenka "Angora" nr 2/2017

Zamieszczamy,  w celach informacyjno-edukacyjnych, mniej niż 10% przedruków  zawartości   ANGORY. Do poczytania kilkadziesiąt ciekawych  stron https://www.angora.com.pl  lub wydanie papierowe  w każdy poniedziałek. Cena tylko 5 zł.                                                                                                       

   Tygodnik ANGORA dostępny  również na iPad i iPhone darmowa aplikacja.

 Wpisz w przeglądarkę: https://itunes.apple.com/app/tygodnik-angora/id428646005

Uprawnienie do komentowania tylko dla zarejestrowanych Użytkowników

CoalaWeb Social Links

Opublikuj: