Materiały nie wyrażają poglądów redakcji. Różnorodność celowa. Oceny i wnioski pozostawiamy Czytelnikom.
A A A

Każdego dnia miliony ludzi sięgają po witaminy z apteki w przekonaniu, że w ten sposób będą zdrowi i unikną groźnych chorób. Tymczasem wielu naukowców twierdzi, że to wyrzucanie pieniędzy – nie dość, że takie tabletki nie pomagają, to w niektórych przypadkach mogą być nawet groźne dla naszego życia. Jaka jest prawda o witaminach?

 

Z  raportu „Rynek produktów OTC w  Polsce 2017” wynika, że  spośród leków bez recepty i suplementów diety najczęściej kupujemy właśnie preparaty witaminowe i mineralne, których sprzedaż z roku na rok rośnie przynajmniej o  kilkanaście procent.

Co  piąty rodak regularnie zażywa przynajmniej jeden suplement diety, z czego 29 proc. się- gało po niego co najmniej przez 12 miesięcy. Szacuje się, że za cztery lata Polacy zostawią w  aptekach za  produkty OTC (bez recepty) aż 19 mld zł. To efekt współczesnego stylu życia nastawionego na dbałość o zdrowy i młody wygląd.

Czy jednak rzeczywiście można to osiągnąć poprzez łykanie garściami witamin? Witaminy to nic innego jak substancje chemiczne występujące naturalnie w jedzeniu. Nie ulega wątpliwości, że są niezbędne dla naszego organizmu, który jednak nie potrafi ich produkować. Wiele lat temu odkryto, że niedobór witamin przyczynia się do powstawania wielu chorób.

Na przykład witamina A – obecna w nabiale, wątrobie i rybach – zapobiega ślepocie i  wspomaga wzrost. Witamina C, której dużo znajdziemy w  cytrusach, powstrzymuje szkorbut. Naukowcy są zdania, że zbilansowana dieta obfitująca w owoce, warzywa, zboża i tłuszcze pozwala dostarczyć nam witamin w ilości potrzebnej do utrzymania nas w zdrowiu. Tylko w wyjątkowych sytuacjach, takich jak np.  ciąża, zaleca się zwiększenie ustalonych dawek.

Wolne rodniki kontra antyoksydanty

W 2004 roku telewizja BBC zaprezentowała dokument „Cała prawda o witaminach” (pokazany kilka dni temu w BBC Earth), którego twórcy starali się zdobyć naukowe dowody na potencjalne korzyści wynikające z zażywania preparatów witaminowych i mikroelementów. Przypomniano, że  współczesne witaminowe szaleństwo zaczęło się za sprawą Linusa Paulinga, dwukrotnego laureata Nagrody Nobla.

Ten wybitny fizyk i chemik opublikował w 1970 roku bestsellerową książkę, w której argumentował, że suplementacja witaminy C może wyleczyć przeziębienie. Sam przyjmował każdego dnia 18 gramów witaminy C, pięćdziesiąt razy więcej niż zalecana dawka. W kolejnych latach do listy chorób, które można wyleczyć w ten sposób, dopisał m.in. grypę i HIV. Publikacje Paulinga sprawiły, że ludzie zaczęli wierzyć w cudowną moc witamin.

Z kolei świat nauki zaczął się uważniej przyglądać jego rewelacjom. Pauling uważał, że  witamina C jest przeciwutleniaczem, podobnie jak witamina E, beta-karoten (prowitamina A) czy kwas foliowy. Ich zalety mają wynikać z faktu, że neutralizują wysoce reaktywne cząsteczki zwane wolnymi rodnikami. Jeszcze w latach 50. ubiegłego wieku Rebecca Gerschman z Uniwersytetu Rochester i Denham Harman z Uniwersytetu Berkeley argumentowali, że wolne rodniki mogą prowadzić do pogorszenia stanu komórek, sprzyjać powstawaniu wielu chorób i przyspieszać proces starzenia się.

Problem w tym, że większość późniejszych badań zaprzeczyła wspomnianej teorii.

W 2006 roku genetycy Joao Pedro Magal haes i George Church stwierdzili, że wolne rodniki są  wręcz konieczne dla normalnego funkcjonowania naszego organizmu.

„Przypominają ogień, który jest niebezpieczny, a mimo to ludzie nauczyli się go używać. Wydaje się, że komórki wyewoluowały mechanizmy kontrolujące i  wykorzystujące wolne rodniki do  tworzenia prawidłowej odpowiedzi immunologicznej”.

Całkowite uwolnienie się od wolnych rodników za pomocą przeciw utleniaczy sprawia, że nasze ciało jest bezradne wobec niektórych infekcji. Wspomniana teoria jest wynikiem badań prowadzonych w latach 70. i 80. na myszach, którym aplikowano różnorodne dodatkowe antyoksydanty. Mimo stosowania różnych metod wyniki były w dużej mierze takie same – nadmiar przeciwutleniaczy nie spowolnił procesów starzenia ani też nie zabezpieczył przed pojawieniem się chorób.

„Nigdy tak naprawdę nie udowodniono, że antyoksydanty wydłużają życie lub poprawiają jego jakość” – przyznaje Antonio Enriquez z hiszpańskiego Narodowego Centrum Badań Sercowo-Naczyniowych w Madrycie. Dotyczy to nie tylko myszy, ale i ludzi.

Więcej szkody niż pożytku

W 1994 roku przeprowadzono w USA badanie na blisko 30 tys. palaczy w wieku 50 lat. Tylko niektórzy z nich otrzymywali beta-karoten.

I okazało się, że w tej grupie zachorowalność na raka płuc wzrosła o 16 proc. Podobne wyniki stwierdzono u kobiet po menopauzie. Po 10 latach codziennego stosowania kwasu foliowego (odmiana witaminy B) ryzyko zachorowania na raka piersi wzrosło w tej grupie o 20 proc. w stosunku do kobiet niesięgających po kwas foliowy.

Mało tego, inne badanie ponad 1000 nałogowych palaczy musiało zostać przerwane, gdy okazało się, że  zaledwie po  czterech latach stosowania suplementacji witaminą A nastąpił wzrost liczby zachorowań na raka płuc o 28 proc. i o 17 proc. wzrosła liczba zgonów. Autorzy badania przyznali, że uzyskane wyniki stanowią wystarczającą podstawę do zniechęcenia do nadmiernej suplementacji prowitaminą A.

Ale to nie wszystko. Badanie prowadzone przez amerykański National Cancer Institute wykazało, że  mężczyźni, którzy przyjmują multiwitaminy, dwukrotnie częściej umierają na raka prostaty niż ci, którzy tego nie robią.

Z kolei w 2011 roku podobne badanie na 35,5 tys. mężczyzn wykazało, że suplementacja witaminą E i selenem zwiększa ryzyko zachorowania na raka prostaty o 17 proc. Być może to także przyczyniło się do śmierci samego Linusa Paulinga, który zmarł na  raka prostaty w 1994 roku, nieświadomy zapewne, że jego teorie się nie potwierdziły.

Zresztą jego były współpracownik – prof. Balz Frei – przyznał po latach, że duże dawki witaminy C nie pomogą uniknąć nawet przeziębienia, o czym przez lata przekonywał Pauling. Do  podobnych wniosków doszli autorzy opracowania opublikowanego w 2014 roku w piśmie „Annals of Internal Medicine”. Dokonali oni przeglądu 27 badań dotyczących suplementów diety i  ogłosili, że  zażywanie witamin i mikroelementów w tabletkach to strata pieniędzy, ponieważ preparaty nie dają żadnych korzyści – nie chronią przed chorobami, a mogą być nawet szkodliwe.

Twórcy raportu twierdzą, że nie znaleźli żadnych dowodów na to, że witaminy w tabletkach chronią przed takimi schorzeniami jak choroby serca i nowotwory. Nie przedłużają też życia i nie spowalniają rozwoju demencji i innych chorób mózgu. Jeden z autorów raportu, prof. Edgar Miller z Johns Hopkins University w Baltimore, podkreślił, że publikowane od wielu lat kolejne badania podważają jakiekolwiek zalety zdrowotne preparatów wielowitaminowych.

Wiele osób woli jednak po  nie sięgać, ponieważ wydaje się im, że ich dieta nie zapewnia odpowiedniej ilości składników pokarmowych. Na ogół nie jest to prawda – w krajach uprzemysłowionych rzadko zdarzają się niedobory witamin.

Zdrowe jedzenie zamiast tabletek

Podsumowując, beta-karoten, witamina E i prawdopodobnie wysokie dawki suplementów witaminy A są szkodliwe. Inne przeciwutleniacze, kwas foliowy i witaminy z grupy B oraz suplementy multiwitaminowe i mineralne są nieskuteczne w zapobieganiu śmiertelności lub zachorowalności z powodu poważnych chorób przewlekłych.

Stosowanie suplementów przez osoby dobrze odżywione nie ma więc praktycznie sensu. Ich podawanie ma uzasadnienie wyłącznie w przypadku istotnych niedoborów. Witaminy są, bez wątpienia, niezwykle ważne dla naszego zdrowia. Możliwe, że pewnego dnia zostanie dowiedzione, że wysokie dawki suplementów chronią nas przed różnymi schorzeniami, takimi jak choroby serca, czy rak. Na razie jednak nie ma dowodów na potwierdzenie tej tezy.

Wiemy o witaminach coraz więcej i jest oczywiste, że przyjmowanie ich w dużych ilościach może spowodować nieprzewidziane, a  czasem niebezpieczne skutki. Dopóki nie zrozumiemy lepiej działania tych substancji, powinniśmy przyjmować je w większych dawkach tylko po konsultacji z lekarzem.

Z drugiej strony, trochę to zadziwiające, że po dziesięcioleciach badań nad wolnymi rodnikami i  przeciwutleniaczami, na co wydano mnóstwo pieniędzy, najlepszym zaleceniem, jakie ma nauka XXI wieku, jest spożywanie pełnowartościowych posiłków pięć razy dziennie.

ANDRZEJ MARCINIAK  "Angora" nr  1/2018

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

CoalaWeb Social Links

Opublikuj: