Materiały nie wyrażają poglądów redakcji. Różnorodność celowa. Oceny i wnioski pozostawiamy Czytelnikom.
A A A

P o d p a r y s k i e Saint-Cloud – od lat siedziba Le Penów. Marine Le Pen zajmowała tu  loft w  sąsiedztwie ojca Jeana-Marie, po  którym objęła przywództwo Frontu Narodowego. Ich sąsiedztwo przerwał pewien incydent.

Doberman patriarchy zagryzł jednego z  ukochanych kotów bengalskich Marine i  ta, rozgniewana, wyprowadziła się, a  po  kilku miesiącach wyrzuciła ojca z  partii.

Symboliczne, choć nie jedyne rodzinno-polityczne zerwanie z  założycielem skrajnie prawicowego Frontu od 45 lat obecnego w politycznym krajobrazie Francji.

 

Le Pen ma  trzy córki. Wszystkie wstąpiły do  jego partii. Najmłodsza – Marine – kierowała sekcją prawną, Yann – organizacją mityngów, a  najstarsza – Marie Caroline – partyjnym wydawnictwem.

I to ona, ulubienica ojca, miała przejąć kierownictwo Frontu. Lecz doszło do  rozłamu: na  lepenistów i  zdrajców, którzy przeszli na  stronę wroga Brunona Megreta.

Kryzys w partii spowodował rozłam w  rodzinie. Marie Caroline zdradziła ojca i odeszła z mężem do obozu Megreta. Ojciec ją  odtrącił i to Marine zajęła jej miejsce w  strukturach partyjnych i  ojcowskim sercu, zyskując miano „klonu Le Pena”. Wykorzystała szansę.

Przejęła przywództwo, otaczając się grupą młodych wilków głodnych władzy.

Jednego z nich, wpływowego frontowca Louisa Aliota, wnuka algierskiego Żyda, uczyniła swym zastępcą i asystentem w Parlamencie Europejskim, również partnerem życiowym po  dwóch nieudanych małżeństwach.

 

Przed pięciu laty Marine Le Pen nie weszła do  drugiej tury wyborów prezydenckich.

Tej wiosny ma być inaczej, chce osiągnąć więcej niż ojciec w  2002 roku, kiedy sprawił polityczne trzęsienie ziemi, nazwane „casusem 21 kwietnia”, osiągając spektakularny sukces przejściem do drugiej tury, przegrywając w pierwszej różnicą zaledwie 860 tys. głosów z prezydentem Chirakiem, który w finałowej rozgrywce, już zgodnie z oczekiwaniem, zmiażdżył „diabła” skrajnej prawicy.

Marine, politycznie ambitniejsza od ojca, stała się wizerunkowo i  strategicznie bardziej wyrafinowana. Stara się przekształcić FN z partii kontestacji w  partię rządzącą.

Przewartościowała ideologię, odrzucając dziedzictwo Vichy, ale domu skrajnej prawicy nie opuściła, jedynie go przemeblowała. Stare idee ubrała w  atrakcyjniejszy kostium polityczny.

Bardziej pojednawcza, mniej napastliwa, oddemonizowała Front Narodowy, uwalniając go z  medialnej izolacji. W  swym synkretyzmie powołuje się na  filozofów Oświecenia i  Monteskiusza, cytuje Orwella, Arendt, Camusa, nawet de Gaulle’a,  chcąc wyrwać się z  getta skrajnej prawicy.

Rozszerzyła elektorat, czyniąc z  Frontu pierwszą partię Francji. W  kampanii prezydenckiej występuje jako „kandydatka ludu”, która zrezygnowała z  emblematu partii na  rzecz błękitnej róży.

To  znak o szczególnej symbolice: róża (choć czerwona) jest znakiem socjalistów, a  błękit – barwą Partii Republikańskiej. Od  jednych i  drugich odgradza ją swoisty polityczno-psychologiczny kordon sanitarny, ponieważ jej Front Narodowy jest politycznie izolowany przez „front republikański”, budowany przez wszystkie tradycyjne partie w tzw. odruchu republikańskim za  każdym razem, gdy FN zagrażał ich monopolowi władzy.

 

Marine formułuje program wokół trzech osi: nowego zwrotu republikańskiego, priorytetu narodowego i  walki z  globalizmem jako nową formą totalitaryzmu. –  Jesteśmy głęboko republikańscy, chcemy oddać państwo chroniące obywateli w  ręce ludu –  deklaruje, prezentując się jako gwarant państwa prawa i  nowego porządku republikańskiego, odwołującego się do  mitologii III Republiki (1870 – 1914).

A „priorytet narodowy” to z jeden z kamieni założycielskich FN. Wymaga, by  prawo do  zatrudnienia, mieszkania, edukacji czy ochrony zdrowia mieli w pierwszej kolejności „rdzenni Francuzi”.

Imigracja według starofrontowej zasady równa się niebezpieczeństwo plus bezrobocie. Trzeba ją  zredukować, cudzoziemskich przestępców wydalić, rodzimych dżihadystów pozbawić obywatelstwa.

Obiecuje powrót do  franka i  referendum w  sprawie wyjścia Francji z Unii, strzeżenie granic oraz odzyskanie suwerenności militarnej (wyjście ze  zintegrowanego dowództwa NATO).

Chce uchronić Francję przed dwoma globalizmami: finansowym i  islamistycznym. Globalizacja – głosi – to zagrożenie dla tożsamości narodowej, anonimowy porządek wykorzenionych elit podporządkowujących sobie wszystkie demokracje. Ideologia zatomizowanych mas, uniformizująca kultury, propagująca nomadyzm.

Idea krajów pozbawionych solidarności narodowej, zredukowanych do  prostych przestrzeni geograficznych.

 

–  Emmanuel Macron to  mój przeciwnik idealny –  zapewniała Marine jeszcze w  połowie stycznia.

Patriotka kontra globalista. Oboje są kandydatami antysystemowymi, odrzucającymi prawicowo-lewicową identyfikację z  dwóch skrajnych pozycji.

Uosabiają konfrontację między społeczeństwem zamkniętym i  otwartym, nacjonalistycznym i  postnacjonalistycznym, konserwatywnym i  neoliberalnym. Dwa pola opozycji chemicznie czystej.

Jednak od  stycznia wiele się zmieniło. Jej idealny przeciwnik gubi konkurentów (Fillona, Hamona), a  zyskuje sprzymierzeńców (przywódcę centrystów Bayrou i  byłego mera Paryża, wpływowego socjalistę Delanoë).

Kandydatce ludu zajrzał w  oczy „ojcowski casus” nieuchronnej przegranej, no i  powrót do politycznego getta.

LESZEK TURKIEWICZ   "Angora" nr 13/2017

Zamieszczamy,  w celach informacyjno-edukacyjnych, mniej niż 10% przedruków  zawartości   ANGORY. Do poczytania kilkadziesiąt ciekawych  stron https://www.angora.com.pl  lub wydanie papierowe  w każdy poniedziałek. Cena tylko 4 zł.                                                                                                       

   Tygodnik ANGORA dostępny  również na iPad i iPhone darmowa aplikacja.

 Wpisz w przeglądarkę: https://itunes.apple.com/app/tygodnik-angora/id428646005

Komentowanie możliwe tylko przez zarejestrowanych Użytkowników

CoalaWeb Social Links

Opublikuj: