Materiały nie wyrażają poglądów redakcji. Różnorodność celowa. Oceny i wnioski pozostawiamy Czytelnikom.
A A A

Ostatni tydzień w polskiej polityce to istne szaleństwo, od zaplecza szły dziesiątki ślepych przecieków, w samym PiS decyzje były podejmowane na ostatnią chwilę i dla ludzi z zewnątrz efekt był tragikomiczny. Nie chce się wierzyć, że komunikacja wewnętrzna i zewnętrzna PiS, jest na tak groteskowym poziomie, jednak widać to co widać. Publika zobaczyła poranną obronę i wieczorne zdymisjonowanie premier, piątkową dymisję i poniedziałkowe nominowanie tego samego rządu. Przy tym wszystkim posłowie i informatorzy drugiego szeregu byli i nadal są kompletnie pogubieni, jedyne co im pozostaje to pusty śmiech, że inni próbowali poskładać cokolwiek logicznego i odnaleźć się w chaosie politycznych zdarzeń.

 

Interpretacji było wiele, ale zawsze coś nie pasowało, gdzieś jakiś klocek wypadał z budowanych koncepcji. Sam wspomniałem o plotkach dotyczących choroby Kaczyńskiego i o szumie jaki szedł od dawna, że w PiS szykuje się zmiana pokoleniowa. Na takie podszepty zawsze trzeba patrzeć z dystansem, bo się można bardzo szybko z analityka przerobić na komika. Nie przykładałem do tych rewelacji większej wagi, ale teraz, jak przy każdej większej operacji szwy tajemnicy zaczynają pękać i to już nie plotki, ale realna przymiarka do zmiany lidera PiS. Co więcej projekt został zapoczątkowany znacznie wcześniej niż się mogło wydawać, a późniejsze sensacyjne wydarzenia były podporządkowane procesowi, który zmieni wszystko. Jeśli przyjmiemy, że gra toczy się o tron to ogół nadzwyczajnych wolt i niezrozumiałe wydarzenia stają się jasne.

Gdy się ma fałszywy plik wsadowy, to na ekranie komputera nie wyskoczy nam poprawnie odczytany wynik, a fałszywych plików poszło multum. Jako tako potwierdzone informacje o detronizacji króla Jarosława posiadało wąskie grono, może kliku, góra kilkunastu, reszta jedynie się domyślała i jak zwykle próbowała odczytać sprzeczne sygnały. Stąd przez wiele tygodni mieliśmy w obiegu trzy rozbieżne kandydatury na premiera, czytaj lidera PiS: Beata Szydło, Jarosław Kaczyński, Mateusz Morawiecki. Kto ostatecznie zostanie wybrany wiedział Kaczyński i może jeszcze 3, 4 osoby z zakonu PC i decyzja zapadła w ostatniej chwili. W takich warunkach łatwo wytłumaczyć falę domysłów płynących z drugiego i trzeciego szeregu PiS, które były sprzedawane jako „potwierdzone info”. Spanikowani działacze usiłowali dowiedzieć się na czym stoją i medialnymi wrzutkami wpływać na swój los, bo żadnych innych narzędzi nie mieli. Odpalmy teraz właściwy plik i sprawdźmy, czy wyniki matematycznie i logicznie się zgadzają.

24 lipca 2017 roku jest dniem, w którym pierwszy kandydat na nowego lidera PiS panikuje i idzie po bandzie. Przez blisko dwa lata Andrzej Duda dorobił się przydomku „Adrian”, miał wizerunek potulnego prymusa, ulubieńca Pani od plastyki, który zrobi co mu się każe, taki grzeczny jest. Wszyscy się zastanawiali dlaczego Duda nagle zawetował ustawy i poszedł tak ostro, po czym w ogóle zaczął szpanować, że jest twardy i „niezłomny”. Oczywiście, że chodziło o zrzucenie metki „Adriana”, ale nie po to, żeby leczyć kompleksy. Andrzej Duda wetami zgłosił akces na nowego lidera PiS lub partii prezydenckiej będącej PiS-em Nowoczesnym. Przyłożenie wymiany lidera PiS do zachowania Andrzeja Dudy daje zupełnie inny wynik niż dotychczasowe błędne interpretacje. W kontekście ustaw Andrzej Duda miał pełne prawo przypuszczać, że to Ziobro będzie aspirował do sukcesji po Kaczyńskim, ponieważ ustawy były wybitnie napisane przez i pod Ziobro.

W moim przekonaniu to bzdura, Ziobro swoją szansę w PiS stracił, ale jak się wszystkiego nie wie i atmosfera polityczna się gotuje, o nerwowość nie trudno. Beta Szydło i nikt inny z PiS nie wspomnieli Dudzie słowem o kluczowych projektach, co on mógł odczytać wyłącznie w jeden sposób – w nowym rozdaniu się nie liczę. Czy w takich okolicznościach ostry zwrot Dudy, a była to największa sensacja w tamtym czasie, nabiera nowego wymiaru i staje się zrozumiały? Jak najbardziej i to łącznie z budowaniem partii prezydenckiej, co przy silnym PiS pod ręką Kaczyńskiego byłoby szaleństwem, ale z PiS przemeblowanym jest praktycznie jedyną szansą Dudy. Przypuszczenie, że buntem wobec PiS Duda przekreślił sobie II kadencję w takich okolicznościach należy uznać za chybione. Bunt był, ale dotyczył nowego PiS pod nowym przywództwem. Niepozorny Adrian jako pierwszy ruszył do boju jeśli nie o stanowisko po Kaczyńskim to o II kadencję właśnie i swoimi ruchami uzyskał naprawdę sporo. Nawiasem mówiąc czuję tu rękę Hofmanna i Mastalerka, którzy mieli dostęp przez wiele lat do ucha Prezesa i wiedzieli jakie są ulubione manewry Kaczyńskiego.

Tak czy siak Duda na pewno uziemił Ziobro, Beatę Szydło odsunął do drugiego szeregu, na Morawieckiego się zgodził, bo wie, że władza przez 2 lata zużyje, pozostał Macierewicz, któremu trzeba poświęcić odrębny wątek. Macierewicz to stary lis, wieczny partyzant, człowiek legenda i nestor polityki o charakterze skrajnego indywidualisty. Nigdy się nie godził, żeby ktokolwiek nawet sam Kaczyński mieszał się mu do MON. Przypomnę, że potrzeba było specjalnej komisji w PiS i konferencji Kaczyńskiego, żeby Macierewicz w końcu zwolnił Misiewicza. Nie ma mowy, aby taki polityk zaakceptował przywództwo młokosa Andrzeja Dudy albo Mateusza Morawieckiego. Wojna Macierewicza z Dudą i głosowanie przeciw Morawieckiemu to następne równanie z niewiadomą, które daje rozsądny wynik polityczny. Wszystko się zgadza, również to, że Morawiecki i Duda chętnie się dogadają, aby się pozbyć wspólnego rywala i to wyjaśnia wiele nerwowych ruchów ze strony samego Macierewicza oraz związanych z nim prawicowych mediów.

Ostatni ważny wątek kadrowy, to sprawa Beaty Szydło. Po co była ta dymisja? Znów trzeba się odwołać do właściwego pliku, bez zmiany prezesa PiS jest to całkowity absurd i wygląda tak, jak wygląda, ale jako test nastrojów elektoratu, niezbędny do wykonania poważniejszej zmiany, nabiera olbrzymiego znaczenia. Wyobraźmy sobie teraz, że Kaczyński najpierw ogłasza, że odchodzi, a potem zaczynają się ruchy w PiS i cała jatka o sukcesję? Gorszego błędu popełnić nie można i dopiero takie rozwiązanie byłoby szaleństwem. Kaczyński terapią szokową usiłuje oswoić elektorat z zupełnie inną sytuacją i to taką, której elektorat od lat najbardziej się boi: „bez Kaczyńskiego PiS nie istnieje”. Wymiana sympatycznej Matki Narodu na bankiera jest dla wyborców PiS ciężka do przełknięcia, ale chyba każdy się zgodzi, że nieporównywalna z wymianą Kaczyńskiego na Morawieckiego. Beata Szydło nie godziła się na dymisję, a Kaczyński pomimo tego sprzeciwu nie odstawił jej na boczny tor, tylko postawił obok Morawieckiego. Taki zabieg ma łagodzić nastroje elektoratu i lepić frakcje w PiS, które dostały jasny sygnał – liderem będzie Morawiecki, ale dla wszystkich jest miejsce. Jednocześnie Morawiecki też czuje oddech na plecach i ma strażnika przy boku.

Kto się z powyższymi wynikami politycznych działań zgodzi, ten się zgodzi, komu coś się nie zgadza to od razu zapyta o rzecz podstawową. Ale po co w ogóle wymieniać Kaczyńskiego? Na to pytanie póki co odpowiadają tylko plotki, które głoszą, że Prezes ma kłopoty ze zdrowiem. W jednej wersji są to kłopoty do leczenia, ale wykluczają zaangażowanie polityczne na poziomie szefa partii i tym bardziej szefa Polski. W drugiej wersji jest znacznie gorzej i co ważne obie wersje latają po Warszawie od rana do wieczora. Obojętnie, co jest przyczyną zmiany warty w PiS, sama zmiana odczytywana przez pryzmat ostatnich, całkowicie niezrozumiałych, działań politycznych, jest jedyną rzeczą, która nadaje logiki polityce PiS. Dokonanie takiej rewolucji tu i teraz ma również uzasadnienie. Gdyby PiS dołował wymiana lidera mogłaby partię dobić. PiS w szczytowym momencie poparcia społecznego nie umrze od jednej operacji, co najwyżej może zaliczyć straty, które będą do odrobienia.

Namaszczenie Morawieckiego na następcę to odrębna kwestia, wymagająca odrębnej i pogłębionej analizy, z grubsza można powiedzieć tyle, że za Morawieckim przemawia czynnik kulturowy, intelektualny i międzynarodowy. Kaczyński ma swoje ulubione powiedzenie, że istnieją ludzie kulturowo niezdolni do sprawowania władzy. Diagnoza ta jest znacznie szersza i odnosi się nie tylko do najgłupszej na świecie opozycji. Jak każdy człowiek, który tysiące razy usłyszał o swoim geniuszu, Kaczyński chce mieć następcę godnego siebie i to musi być inteligent w co najmniej drugim pokoleniu, osobowość wyrastająca ponad otoczenie, zdolna do podejmowania decyzji politycznych, nie sentymentalnych.

Czy Morawiecki taki właśnie jest? A kto to może wiedzieć, dopiero się okaże, gdy przepłynie tę głęboką wodę albo w niej utonie. W każdym razie to sam Kaczyński uznał, że lepszego w PiS nie ma i jak się tak dobrze rozejrzeć to trudno będzie wystawić kontrkandydata. Prócz tego ciągle trzeba pamiętać o czynnikach i presjach zewnętrznych, gdzie Morawiecki ma osłonę w postaci swoich znajomości amerykańsko-izraelskich.

PiS potrzebuje lidera, którego nie wykończy ulica i zagranica. Beata Szydło jest kochaną i kochającą Matką Polką, ale do przewodzenia partii kompletnie się nie nadaje z przyczyn tak oczywistych, że nawet ich nie będę wymieniał. Andrzej Duda przy pierwszym poważnym teście się spalił i w dodatku narobił bałaganu pod własne ambicje. Macierewicz ze swoim charakterem przerobiłby PiS na Ruch Odbudowy Polski, a po chwili zostałby szefem odłamu Ruch Odbudowy Polski Antoniego Macierewicza. Inni kandydaci jak Brudziński i Kamiński to ludzie walki, komandosi i z takich generałów się nie zrobi. Jeśli kogoś istotnego pominąłem, to proszę mnie poprawiać, ale przywołaniem pięknej i mądrej Małgorzaty Wassermann, którą frakcje PiS szybko przerobiłby na czarownicę. Wskazanie i przygotowanie nowego lidera PiS jest operacją gigantyczną i mam nadzieję, że Kaczyński wie co robi, to nie jest ruch genialny, to jest ruch bardzo, ale to bardzo odważny.

Matka Kurka  http://kontrowersje.net

Komentowanie możliwe tylko przez zarejestrowanych Użytkowników

CoalaWeb Social Links

Opublikuj: