Materiały nie wyrażają poglądów redakcji. Różnorodność celowa. Oceny i wnioski pozostawiamy Czytelnikom.
A A A

Gazety są jak oddziały szturmowe: to, co wyczytać można ze  środka gazety, nie jest tak ważne, jak to, co można zobaczyć na froncie. Tygodnik Sieci Prawdy daje na okładkę Tuska w brunatnej koszuli – takiej, jaką noszą nacjonaliści wszystkich krajów – z dwoma rozjuszonymi psami trzymanymi na smyczy. Wymowa fotomontażu nie jest jasna: czyżby chodziło o ocieplenie wizerunku Tuska w oczach czytelników i autorów pisma, mających wiele sympatii do narodowców i wcale się z tym niekryjących w tym samym zresztą numerze?

 

Sugestia, że Tusk jest jednym z nich, robi wrażenie uroczystego przyjęcia go w ich szeregi. Dwa wściekłe psy Tuska mogą być też znakiem innego fundamentalnego podziału, jaki przebiega pomiędzy zwolennikami psów i kotów. Chyba już wszyscy na świecie wiedzą, że Jarosław Kaczyński lokuje się po stronie kotów, które woli od członków swojej partii, co dokumentuje, czytając w Sejmie nie ich wystąpienia, a „Atlas kotów”.

Dużo więcej zrozumienia ma też dla zwierząt futerkowych niż dla innych gatunków trzymanych w zamknięciu. Nie przypadkiem nie czyta niczego o aresztowanych więźniach. No, a co jest na przeciwległym biegunie kota? Pies albo mysz. W towarzystwie kota, z  tych dwojga, mimo wszystko lepiej już być złym psem niż cichą myszą i taką to sentencją zakończmy nasze rady dla społeczeństwa, płynące z okładek bieżących pism.

Na innych okładkach królują bowiem celebryci. Strona rządowa nie ma celebrytów własnych, więc musi korzystać z cudzych, odrobinę ich tylko przystosowując. I tak, Do Rzeczy w tym tygodniu sprzedaje podobizna dosyć wstrętnego im aktora Macieja Stuhra, czego domyślić się można jedynie po tym, że domalowano mu oczy wampira.

W przypadku tego artysty nastąpiło pełne zjednoczenie jego obrazu artystycznego z życiowym. W serialu „Belfer” w Canal+ jest ciągłą ofiarą mordobicia jako profesor polskiego, a w życiu prywatnym – jako aktor. Mogłoby się wydawać, że nawalanki to nie jest funkcja życiowa ani nauczyciela, ani aktora, a wychodzi na to, że główna. Z tym że  klasycznego inteligenta bardziej wykańczała jednak gruźlica niż prawica.

W  Newsweeku normalny portret aktorki Mai Ostaszewskiej, albowiem akurat redakcji z nią po drodze. Chociaż ona też występuje w obronie praw zwierząt futerkowych, to jednak zamykanych ludzi też broni.

Jednak już tekst o prezydencie Słupska Biedroniu – kwaśny i uszczypliwy. Jako czytelnicy wszyscy jesteśmy już tak wyszkoleni, że  wiemy w  ciemno, kto i co jakiej redakcji będzie się podobać, a co nie. Każde odstępstwo w tym przewidywalnym i monotonnym podziale jest ożywcze. Newsweek Biedroniem w Słupsku – tym lewicowym sztandarem, który wielu chciałoby przenieść do Belwederu – nie jest zachwycony i opisuje, z jak wieloma rzeczami sobie nie radzi.

Newsweekowi nie chodzi przy tym wcale o to, z kim Biedroń śpi, z czym nie mogą się pogodzić inne tytuły, a właśnie o to, że w Słupsku śpi za mało, bo ciągle wyjeżdża.

To jest ta różnica: Newsweekowi chodziłoby o to, aby prezydent nie spał, aby pracować, a innym tytułom, aby nie spał tylko po to, aby nie spać z nikim.

Swoją drogą: jak wiele jest rzeczy, których dawniej nie można było robić, a które można robić teraz! Ale i na odwrót nie mniej: wiele rzeczy dawniej można było robić, a dziś już nie.

Oficjalnie gejem w pracy nie można było być, ale na przykład pić w pracy – całkiem oficjalnie – tak.

Ten sam Newsweek wspomina postać zmarłego niedawno „niebanalnego” – jak piszą – piłkarskiego trenera Jerzego Wójcika, który praktycznie zawsze w pracy był pijany i uważał to za część swojego zawodu. Czołgał zawodników tak, że dzisiaj uchodziłoby to bez wątpienia za mobbing w pracy.

Dobrze, że nie miał żeńskiej drużyny, bo byłaby molestowana jak amen w pacierzu.

I  popatrzcie państwo: za  coś, za  co  kiedyś można było zostać wyrzuconym, dziś można być przyjętym. A za coś, za co kiedyś można było być przyjętym, dziś nie tylko można być – ale się jest – wyrzuconym.

Standardy zmieniają się i w życiu prywatnym. Wysokie Obcasy przytaczają – za psychoanalitykiem Mollonem –  „przykład kobiety, która oglądając z mężem film, trzymała rękę na jego nadgarstku, cały czas kontrolując mu puls. A kiedy czuła, że mu podskoczył, na przykład na widok pięknej aktorki, waliła go w twarz”.

Nie wiadomo tylko, dlaczego trzymała go akurat za nadgarstek, badając, czy mu coś nie podskoczy – można to zbadać precyzyjniej w innym miejscu męża.

Są  to  już całkiem nowe obyczaje damsko-męskie, które można też obserwować u celebrytów. Aż dziw, że żadnej okładki nie ma piosenkarka Doda, której dobrze zrobiło na karierę aresztowanie, od czego od razu wzrosła jej popularność. A aresztowana została za prześladowanie byłego narzeczonego: ciekawe, za co nie pozwalał się cały czas trzymać.

Dopiero co socjolog w Wysokich Obcasach zniechęcał do niej Roberta Lewandowskiego (który zresztą wcale nie chciał się z nią wiązać), „bo Doda jest jeszcze ikoną kultury telewizji, a dzisiaj życie toczy się już gdzie indziej”: tam, gdzie teraz bloguje, tweetuje i jest na Facebooku jego Lewandowska.

No, ale szczęśliwie okazało się, że życie też toczy się jeszcze trochę w areszcie.

Michał Ogórek

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

CoalaWeb Social Links

Opublikuj: