Materiały nie wyrażają poglądów redakcji. Różnorodność celowa. Oceny i wnioski pozostawiamy Czytelnikom.
A A A

Przed tygodniem prosiliśmy zobacz TUTAJ o wpłaty na leczenie 8-letniej dziewczynki cierpiącej na rzadki dziecięcy nowotwór. Czasu było tak mało, że redaktor naczelny „Angory” Paweł Woldan, opatrując zamieszczony tekst osobistym apelem o wsparcie, pisał o cudzie, którym byłoby zebranie 500 tys. złotych do 8 grudnia. Ten cud się zdarzył Akcję wsparły szkoły, gminy i parafie w  całej Polsce. Organizowano dziecięce występy i zawody sportowe, sprzedając przy okazji symboliczne cegiełki.

 

– Rozpoczęło się pospolite ruszenie ludzi o  cudownych, wrażliwych sercach – opowiada Elżbieta Budny z Fundacji „Krwinka”, opiekującej się Gabrysią. Rozgrzał się Facebook i  inne portale społecznościowe. Popłynęły przelewy, tysiące przelewów... Na  niektórych dopisywano: Trzymaj się, Słoneczko, albo Zdróweczka, Słoneczko...

To  dobrze, bo po zakończonej terapii potrzebna będzie jeszcze dwuletnia rehabilitacja. – Ze szczęścia fruwaliśmy i skakaliśmy pod sufit –  mówi pani Ela. – Całymi godzinami, dzień w dzień, księgowaliśmy kolejne kwoty. Takiej lawiny jeszcze nie przeżyliśmy.

Dziękujemy wszystkim za wsparcie. Wpłacano po pięć, dziesięć, pięćdziesiąt złotych – z tego urosła ta góra pieniędzy. Zdarzył się nawet przelew na 10 tysięcy, były też wpłaty z  zagranicy. 

To  dzięki tym właśnie wpłatom 8 grudnia będzie można rozpocząć bardzo drogą, bo opartą na zachodnich lekach, terapię.

Ile zebraliśmy? Do  piątkowego wieczoru, kiedy zamykano tygodniowe rozliczenie, na  koncie „Krwinki” znajdowało się prawie 600 tysięcy złotych. W drodze są  zapewne kolejne pieniądze. Ale to nie wszystko.

Do współpracy włączyła się Fundacja „SiePomaga”, która po zebraniu 420 tysięcy na prośbę „Krwinki” miała zakończyć akcję. Z  tych 420 tysięcy 395 tysięcy trafi na leczenie Gabrysi. Skąd ta różnica?

– „SiePomaga” pobiera 6-procentową prowizję – informuje Marta Sikorska z Fundacji. – Za tę prowizję opłacamy naszą działalność: utrzymanie sieci internetowej, system pomocy, ale także akcje promocyjne i prowadzone w sposób ciągły działania charytatywne. Ostatnio dla jednego ze szpitali kupiliśmy karetkę.

Po  zsumowaniu obu kwot wychodzi, że zgromadziliśmy prawie milion i na tym polega cud, o którym piszemy. Jeśli po leczeniu i późniejszej rehabilitacji Gabrysi pozostaną na jej koncie jakieś pieniądze, na pewno się nie zmarnują – wspomogą leczenie innego dziecka. Taką deklarację jesteśmy winni Naszym Czytelnikom. Opiszemy każdy kolejny etap leczenia i podamy jego koszty.

Zmusimy organizm do walki

Rozmowa z prof. WOJCIECHEM MŁYNARSKIM – kierownikiem kliniki prowadzącej Gabrysię w Centralnym Szpitalu Klinicznym Uniwersytetu Medycznego w Łodzi

– Dlaczego musimy podać dziewczynce te drogie przeciwciała ANTY- -GD2?

– Bo Gabrysia jest w 4. stadium choroby nowotworowej. Poprzednie, standardowe, działania nie dały zadowalających wyników. Mimo tradycyjnej chemii, naświetlań, przeszczepu szpiku i próby operacyjnego usunięcia guza, nowotwór nie ustąpił. O  takich pacjentach mówimy, że słabo się leczą.

– Co może zmienić terapia przeciwciałami?

– Przeciwciała to takie „łapki” łączące się w naszym organizmie z czymś obcym, z  wrogiem. A  komórki nowotworowe to śmiertelny wróg i przeciwciała go wskażą. Potem do akcji wkroczą już nasze zdrowe komórki układu odporności, limfocyty, wiedzące, z czym walczyć i co wyeliminować.

– Czy nasz organizm nie jest w stanie sam rozpoznać „wroga”?

–  Trzeba pamiętać, że  nowotwory są sprytne i potrafią po kawałku wyłączać nasz układ odporności. Niektóre nowotwory wyłączają naszą odporność w całości. Tak się dzieje np. w przypadku raka płuc. Nasz organizm traktuje wtedy komórki nowotworowe jak swoje własne i nie reaguje. Na tym polega olbrzymia trudność walki z nowotworami. Dlatego terapią z użyciem przeciwciał na  nowo włączamy odporność i zmuszamy organizm do walki.

– Dajemy zatem organizmowi te „łapki”. Co dzieje się dalej?

–  Na  komórkach nowotworowych jest antygen. W  przypadku Gabrysi – to antygen neuroblastomy GD2. Kiedy podamy przeciwciała, one przyłączą się do tych antygenów i je wskażą. Wcześniej trzeba jednak wzmocnić nieco jej bardzo osłabiony organizm.

– Teraz rozumiem, dlaczego w  przypadku Gabrysi mówi się o konieczności terapii przygotowawczej. O dwóch seriach innych jeszcze leków.

– Tak, najpierw podamy interleukiny. Wzmocnimy dziewczynkę i przygotujemy do walki z nowotworem... – Wyposażymy jej odporność w „zęby”? – Tak, damy nowe, zdrowe „zęby”, odbudujemy odporność, a potem pokażemy, gdzie kąsać. Wskażemy kierunek działania.

– Czy mamy jakieś dane na temat skuteczności takiej terapii?

–  Na  razie są  to  dane amerykańskie. W  Europie dopiero zakończyliśmy badania kliniczne i  nie ma  jeszcze ostatecznych wyników. Myślimy, że  niebawem zostaną opublikowane. Pozostańmy zatem przy Amerykanach. Ich leczenie standardowe, tzw. protokół, różni się nieco od europejskiego. I u nich, po tym standardowym „protokole”, podanie przeciwciał podnosiło skuteczność o 10 procent. To znaczy, że podczas gdy normalna terapia dawała 40 proc. wyleczeń, to wzbogacona o  przeciwciała podnosiła wynik do 50 procent. To bardzo dobra wiadomość, bo w Europie liczymy, że potwierdzą się wyniki amerykańskie, a ja chciałbym, żebyśmy je trochę poprawili.

Co słychać u Gabrysi?

Przed Gabrysią jeszcze dwa etapy leczenia. Najpierw wzmacniające układ odpornościowy dwie serie interleukinów – to koszt ok. 100 tys. złotych, potem terapia przeciwciałami ANTY- -GD2 – 500 tysięcy. Na szczęście mama Gabrysi, Weronika Chojecka, nie musi się już martwić o te pieniądze.

Po  raz kolejny odwiedziliśmy dom państwa Chojeckich. Mama już wie o efektach zbiórki na leczenie Gabrysi. Kiedy otrzymała tę informację, „przez telefon widać było jej uśmiech i szczęście” – mówi Elżbieta Budny z Fundacji „Krwinka”.

Potwierdzamy – pani Weronika jest bardzo podbudowana, to się czuło w każdym momencie rozmowy. Od naszych „angorowych” pań korektorek Gabrysia dostała grubą, mądrą i wesołą książeczkę z sugestią, by mama czytała to  córeczce w  wolnych chwilach. – Nie ma mowy, ona mi na to nie pozwoli. Sama przeczyta i będzie pan zdziwiony jak szybko –  uśmiecha się pani Weronika.

– A co to znaczy korektorki? – tego słowa dziecko jeszcze nie zna. –  To  są  panie, które sprawdzają, czy dziennikarze nie zrobili błędów. A jeśli zrobili, to panie korektorki poprawiają i dziennikarzom jest wtedy wstyd.

–  A  dziennikarze robią błędy? –  Tak, robią...

Dziecko wróciło właśnie z ostatnich badań w  Krakowie. Tym razem były to  badania izotopowe, na  szczęście bezbolesne. Polegają na wprowadzeniu do organizmu promieniotwórczego pierwiastka, tzw. radioznacznika, który, gnieżdżąc się w poszczególnych organach człowieka, pokazuje obraz narządów – ułożenie, wielkość, kształt i ogólny stan.

To bardzo precyzyjne badanie, bo na monitorze komputera oznaczony izotopem organ świeci, dając możliwość oceny. Wyniki badania izotopowego pokażą stan organizmu Gabrysi na kilka dni przed rozpoczęciem najważniejszego i decydującego etapu leczenia.

Dziewczynka, siedząc przy stoliku, maluje i układa swe tradycyjne już dzieła. Od mamy dowiedziała się o wynikach zbiórki na  leczenie. Na  kartce z  zeszytu napisała: Bardzo dziękuję za pomoc. Gabrysia.

WOJCIECH BARCZAK "Angora" nr 50/2017

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

CoalaWeb Social Links

Opublikuj: