Materiały nie wyrażają poglądów redakcji. Różnorodność celowa. Oceny i wnioski pozostawiamy Czytelnikom.
A A A

Sutherland Springs. Przysiółek, w  południowo-zachodnim Teksasie, 50  km od  San Antonio, 350  mieszkańców. Wszyscy się znają. Jedno skrzyżowanie ze  światłami, dwie stacje benzynowe, poczta, kilka punktów usługowych. W XIX wieku była tu stacja dyliżansów. Wokół morze niebieskich, teksańskich kwiatków – bluebonnets. W niewielkim białym kościele baptystów o godz. 11 w niedzielę 5 listopada rozpoczyna się msza. Uczestnicy nabożeństwa kończą hymn „Pan jest szczęściem”.

Pod stację benzynową Valery naprzeciw kościoła zajeżdża biała terenówka Ford Explorer. Wysiada mężczyzna w czarnym, militarnym kombinezonie, w kamizelce kuloodpornej.

Na  twarzy czarna maska z  białym wizerunkiem trupiej czaszki. W  kościele parafianie zatopieni w  modlitwie. Ćwierkają ptaki. Mężczyzna stoi chwilę, patrzy. Przejeżdża na drugą stronę ulicy, zatrzymuje się przy kościele. Wysiada – nie wyłączając silnika, nie zamykając drzwi.

 

O  godz. 11.30 ciszę sielskiego poranka rozrywa stacato strzałów. Mężczyzna naciska spust bojowego półautomatycznego pistoletu Ruger AR-556 jeszcze przed wejściem do  First Baptist Church; strzelając, wkracza do środka. „Wszyscy zginiecie, matkojebcy!” – krzyczy.

Po chwili wychodzi na zewnątrz. W kościele krzyki, płynie krew. Kule – wystrzelił ich 450 – dosięgają wszystkich wiernych i pastora. Z premedytacją celował do małych dzieci, ich ciała były rozszarpane na strzępy.

W  domu obok kościoła córka 54-letniego Stephena Willeforda alarmuje ojca: w kościele ktoś strzela!

Były instruktor Krajowego Stowarzyszena Strzeleckiego porywa pistolet maszynowy AR-15, boso wybiega na  zewnątrz. Dostrzega mężczyznę z karabinem, zmierzającego w stronę explorera.

Strzela, celując w bok tułowia, nieosłonięty kamizelką kuloodporną. Zabójca upuszcza karabin, wsiada do auta, z innej broni oddaje kilka strzałów przez boczną szybę, rusza z piskiem opon.

Willeford zatrzymuje na  ulicy półciężarówkę. Wyjaśnia 27-letniemu Johnny’emu Langendorfowi, co  się właśnie zdarzyło. „Musimy go gonić!” – krzyczy.

Wskakuje do samochodu, Langendorf naciska gaz. Mijając pojazdy na  drodze, doganiają explorera, jadąc chwilami 150 km/godz. Po kilku minutach pościgu explorer zjeżdża do  rowu. Willeford zza auta wycelowuje karabin w  jego stronę.

„Wysiadaj!” – krzyczy. Kierowca ani drgnie. Kilka minut później pojawia się mnóstwo wyjących radiowozów policyjnych. Strzelec jest martwy.

 

W  kościele jest martwych 23 parafian, trzech kona w drodze do szpitala i w szpitalu, 20 osób jest rannych, 10 osób w stanie krytycznym.

Ofiary są w wieku od 17 miesięcy do 72 lat. Zabójca to  26-letni biały Devin Kelley. Były żołnierz lotnictwa. W  roku 2010 rozpoczął służbę w  bazie Holloman Air Force Base w  stanie Nowy Meksyk.

Wkrótce wychodzi na jaw, że miał skłonności  do  ataków wściekłości, był impulsywny, gwałtowny. W  roku 2012 staje przed sądem wojskowym: bił nie tylko żonę, lecz i pasierba, który doznał pęknięcia czaszki.

W roku 2014 Kelley zostaje skazany na rok więzienia, zdegradowany i  karnie wyrzucony z  Air Force. Dwa dni po masakrze okazuje się, że kartoteka kryminalna Kelleya jest znacznie bogatsza.

Był aresztowany za  znęcanie się nad psem, oskarżony o  przemoc seksualną, uciekł ze szpitala psychiatrycznego, groził przełożonym w  wojsku.

Wszystkie jego ofiary utrzymują, że  informowały władze. Nigdy nie podjęto zdecydowanych działań. Po masowym morderstwie w  Sutherland Springs okazało się, że pracownicy Air Force nie przekazali danych o  skazaniu Kelleya do federalnego rejestru sprawdzanego przed sprzedażą broni palnej.

 

W  roku 2016 sklep z bronią w San Antonio nie miał problemów, by  sprzedać mu pistolet maszynowy. Wcześniej kupił trzy inne sztuki broni.

Dowództwo lotnictwa bada, jak to się mogło zdarzyć, czy to jedyny przypadek tego typu. Również gubernator Teksasu Greg Abbott zastanawia się: „Jak do tego mogło dojść? On nie powinien mieć broni”.

Abbot, konserwatywny republikanin, fundamentalista religijny zwalczający prawa gejów, a  nawet sprzedaż gadżetów seksualnych, jest entuzjastą broni.

Niedawno wyraził zdziwienie, że Teksas uplasował się dopiero na  drugim miejscu w  USA pod względem ilości sprzedanego obywatelom uzbrojenia.

Po  roku 2014 Kelley wraca do wiejskiego domu rodziców w  New Braunsfels na peryferiach San Antonio, zatrudnia się jako ochroniarz w  parku wodnym.

Jego wniosek o  licencję na  noszenie ukrytej broni zostaje przez władze Teksasu odrzucony.

 

Koledzy ze szkoły wspominają Kelleya  jako świra, furiata, odludka. W Sutherland Springs policjantów, federalnych agentów i  reporterów jest więcej niż mieszkańców.

Pytania nurtujące wszystkich: dlaczego? Jakie Kelley miał motywy? Wykluczono podejrzenie o związki z muzułmańskimi terrorystami, motywy rasowe i religijne.

Kelley był nauczycielem w niedzielnej szkółce biblijnej. Potem coś mu się odwidziało i  na  portalach społecznościowych zaczął lansować ateizm, wdając się w konflikty werbalne z  krytykami.

Na  razie jedyny ślad prowadzi do  konfliktów z  teściami. Jeszcze w  dniu zabójstwa słał im esemesy z  groźbami. W kościele zginęła babka jego żony, Michelle Shields.

 

Sutherland Springs jest w szoku: jak to się mogło zdarzyć tutaj? Mieszkańcy spotykają się na  wieczornych czuwaniach przy świecach.

Każdy miał wśród ofiar zamachu członków rodziny lub znajomych. Śmierć podczas mszy poniósł Bryan Holocombe, zastępujący nieobecnego pastora Paula Buforda; w kościelnej jatce zginęło 8 członków rodziny Holocombe.

Kelley, postrzelony w  tors i  nogę przez Willeforda, pozbawił się życia strzałem w głowę. Chwilę przedtem dzwonił z  samochodu do ojca: „Jestem trafiony. Nie przeżyję” – to ostatnie słowa zabójcy.

Miał przy sobie 15 magazynków.

 

Kościelna masakra kilka godzin później uruchomiła rytualny amerykański chocholi taniec. Konserwatyści republikańscy z Kongresu mówią o  „myślach i  modłach za  zmarłych”, demokraci o konieczności ograniczenia dostępności do broni.

Jak tu wzywać do  modlitw, skoro oni stracili życie, modląc się? – pytają. Bawiący z wizytą w Japonii Trump zareagował serią twittów: „Tu  nie chodzi o  broń –  autorytatywnie zdiagnozował.

–  To  kwestia poważnych schorzeń psychicznych tego człowieka. Mamy ten problem, podobnie jak inne kraje. W tragicznych momentach Amerykanie są zawsze razem”. Nie są.

Razem są  republikanie, których kampanie opłaca Narodowe Stowarzyszenie Strzeleckie, lobby producentów broni, a  osobno, a  zarazem razem, demokraci, domagający się stanowczej akcji Kongresu USA.

Są w nim mniejszością, więc jak zwykle nic się nie zmieni. 34 dni wcześniej amerykański zamachowiec zabił z  28  pistoletów maszynowych 58 osób na koncercie w Las Vegas, poranił 500.

Strzelał z  automatów przerobionych na  prucie seriami. To  trzeba wyeliminować – mówili politycy. Niedawno producent przystawek umożliwiających strzelanie seriami oznajmił, że wznawia ich produkcję.

Prokurator stanowy Teksasu ma rozwiązanie: więcej Teksańczyków powinno nosić ukrytą broń, to zapobiegnie strzelaninom. Wedle statystyk jest dokładnie na  odwrót: im więcej broni w  rękach prywatnych, im łatwiej dostępna, tym więcej masowych masakr, które zdarzają się prawie codziennie.

Korespondencje z  USA są  coraz bardziej zdominowane przez dwa tematy: masowe zabójstwa z  broni palnej i  nieobliczalne wyskoki Trumpa.

Jest uzasadniona nadzieja, że  umacniająca się demokratyczno-republikańska koalicja antytrumpowska doprowadzi do  wyeliminowania człowieka, który nie posiada kwalifikacji wymaganych od  prezydenta Stanów Zjednoczonych, albo przynajmniej jego wpływy zneutralizuje wygrana demokratów w  wyborach uzupełniających w 2018 roku.

Obsesja na  punkcie broni, na  którą cierpi ponad 30 procent społeczeństwa i którą toleruje większość, skutecznie blokując wszelkie racjonalne działania prewencyjne, będzie znacznie trudniejsza do  przezwyciężenia. To narodowa patologia Amerykanów; jeszcze długo będzie zbierać żniwo śmierci.

(STOL) "Angora" nr 47/2017 Na podst.: Dallas Morning News, CNN, CBC, ABC, Daily Mail, Raw Story, Herald Tribune, New York Times, Ksat

Zamieszczamy,  w celach informacyjno-edukacyjnych, mniej niż 10% przedruków  zawartości   ANGORY. Do poczytania kilkadziesiąt ciekawych  stron https://www.angora.com.pl  lub wydanie papierowe  w każdy poniedziałek. Cena tylko 4 zł.                                                                                                       

   Tygodnik ANGORA dostępny  również na iPad i iPhone darmowa aplikacja.

 Wpisz w przeglądarkę: https://itunes.apple.com/app/tygodnik-angora/id428646005

Komentowanie możliwe tylko przez zarejestrowanych Użytkowników

CoalaWeb Social Links

Opublikuj: