Materiały nie wyrażają poglądów redakcji. Różnorodność celowa. Oceny i wnioski pozostawiamy Czytelnikom.
A A A

Rozmowa z prof. ANDRZEJEM ANDRUSIEWICZEM, historykiem, badaczem dziejów krajów Europy Wschodniej, autorem 46 książek, w tym ponad 20 o historii Rosji

– Wśród wielu, zwłaszcza rosyjskich historyków, panuje pogląd, że przed pierwszą wojną światową Rosja rozwijała się tak dynamicznie, że szybko mogłaby dogonić czołowe państwa Zachodu.

 

–  Na  początku XX wieku Rosja dopiero wkraczała na kapitalistyczną drogę rozwoju, co było połączone z pewną liberalizacją reżimu carskiego. W latach 1909 – 1913 jej produkcja przemysłowa osiągnęła zaledwie 28 proc. produkcji zacofanej Argentyny, a zbiory zbóż były o 30 mln ton mniejsze niż w Stanach Zjednoczonych. Gdyby nie było wojny i zapoczątkowany trend ekonomiczno-społeczny utrzymał się jeszcze przez 20 – 30 lat, to Rosja być może uległaby głębokim przeobrażeniom i nawet przekształciła się w monarchię konstytucyjną. Ale stało się inaczej i na ten temat możemy jedynie spekulować.

–  Gdyby Rosja nie przystąpiła do wojny, zapewne uniknęłaby rewolucji.

– Rosja długo wychodziła z traumy przegranej wojny z Japonią, dlatego ani car, ani społeczeństwo nie parli do kolejnego konfliktu.

Do wojny parły Niemcy, które przygotowywały się do niej przez wiele lat, chcąc zdobyć hegemonię w Europie. Car Mikołaj zdawał sobie sprawę z militarnej słabości swojej armii, której niedostatki techniczne chciał zniwelować liczebnością – pod broń powołano 11 milionów kiepsko uzbrojonych żołnierzy, którzy mieli przeciwko sobie nowoczesną armię niemiecką.

– Jak silni przed wybuchem wojny byli w Rosji bolszewicy?

– Byli prawie nieznani. Kierownictwo partii znajdowało się w Szwajcarii, a w kraju, w podziemiu, działało około tysiąca rewolucjonistów. Po październikowym przewrocie, kiedy stali się partią władzy, ich szeregi gwałtownie rosły i w 1919 roku partia liczyła już 350 tys. członków!

– Jak więc to możliwe, że tak niewielka grupka ludzi przejęła władzę w tak wielkim państwie?

–  Bolszewicy mieli bez wątpienia atrakcyjny program, a  ich liderzy wykazywali się wielką determinacją i potrafili wykorzystać sprzyjające okoliczności. Okazuje się, że spełniając te warunki, można zmienić świat. Tamte wydarzenia bardzo dobrze opisał amerykański dziennikarz i komunista John Reed w swojej książce „Dziesięć dni, które wstrząsnęły światem”.

Dziś niewielu ludzi w  Polsce wie, że jego książka w latach trzydziestych była zakazana w ZSRR, gdyż autor poświęcił Stalinowi tylko dwa zdania. Na początku rewolucji wśród bolszewików autorytet Lenina nie był wcale tak bezgraniczny i także kilku innych przywódców mogło stanąć na czele partii i przewrotu.

–  Dlaczego bolszewicy tak łatwo byli w stanie obalić Rząd Tymczasowy.

–  Nie tak łatwo, gdyż w  lipcu dokonali nieudanej próby przewrotu, a w sierpniu miał miejsce pucz generała Korniłowa, który – chcąc obalić Kiereńskiego – utorował drogę do  władzy Leninowi. Władza Rządu Tymczasowego kończyła się na rogatkach stolicy. Poza Piotrogrodem rządzili różni samozwańcy, powołujący własne „państewka”.

Rząd Tymczasowy nie miał poparcia społecznego, gdyż nie udało mu się zrealizować postulatów rewolucji, poza jednym – obaleniem cara. W 1917 roku Rosja przeżyła cztery rewolucje: lutową, lipcową, sierpniową i październikową. Bolszewicy uratowali kraj przed rozpadem, co podkreślił nawet ich zagorzały wróg generał Denikin.

– Lenina oskarża się, że był niemieckim agentem, zrobił rewolucję za  niemieckie pieniądze, a  do  Piotrogrodu Niemcy mieli go przywieźć w zaplombowanym wagonie.

– Nie było żadnego zaplombowanego wagonu. Lenin i  jego współpracownicy wrócili do  kraju legalnie, co  opisały gazety. W  kwietniu w  Piotrogrodzie oficjalnie powitano ich przemówieniami i  orkiestrą. Lenin podziękował zdawkowo i udał się do willi, którą bolszewicy zabrali Matyldzie Krzesińskiej (primabalerina, była kochana Mikołaja II – przyp. autora), gdzie był sztab partii.

– W wielu książkach na temat rewolucji możemy przeczytać, że pośrednikiem między Niemcami a bolszewikami był Aleksander Parvus, bankier żydowskiego pochodzenia.

– Parvus nie miał z tym nic wspólnego, mimo że Lenin brał od niego pieniądze, chociaż mu nie ufał. To Karol Moor, agent wywiadu niemieckiego, szwajcarski socjal demokrata sfinansował podróż Lenina do Rosji, przeznaczając na ten cel 30 tys. franków szwajcarskich i  30 tys. marek niemieckich.

Pieniądze od obcych brała wówczas cała rosyjska opozycja, a  bolszewicy wcale nie najwięcej. I bez niemieckich pieniędzy rewolucja także by wybuchła, gdyż jej korzenie sięgały jeszcze reform i buntów XIX wieku. Bajka o zaplombowanym wagonie pojawiła się dopiero po nieudanym lipcowym przewrocie, z którym Lenin miał niewiele wspólnego, gdyż zorganizował go Trocki, którego aresztowano, ale już po dwóch dniach zwolniono za sprawą Kiereńskiego.

– Wśród przywódców rewolucji październikowej przeważali rewolucjoniści o  żydowskich korzeniach: Lenin, Trocki, Bucharin, Kamieniew, Zinowiew, Swierdłow.

– Żydzi należeli w Rosji do najbardziej dyskryminowanej grupy społecznej. Zrozumiałe więc, że  dążyli do zmiany starego niesprawiedliwego systemu. Podczas rewolucji Żydzi znajdowali się we wszystkich partiach politycznych.

Po zwycięstwie najwyższe stanowiska w strukturach sowieckiej władzy zajmowali też przedstawiciele innych narodów: Gruzini, Łotysze, Polacy. Przecież Dzierżyński i Mienżyński (zastępca Dzierżyńskiego – przyp. autora) zorganizowali i kierowali aparatem represji, sowieckimi służbami specjalnymi.

– Na temat przebiegu wydarzeń z  25 października 1917 panuje wiele mitów. Krążownik „Aurora” do dziś jest symbolem rewolucji, ale nie bardzo wiadomo, czy okręt strzelał, a jeżeli tak, to do kogo?

– Na Newę wpłynął krążownik „Aurora” i stawiacz min „Amur”. „Amur” w ogóle nie strzelał, „Aurora” oddała siedem strzałów ślepymi nabojami, co jednak wystarczyło do postraszenia ministrów znajdujących się w Pałacu Zimowym. Na pokładzie „Aurory” znajdowała się radiostacja, z której popłynął w świat – a w rzeczywistości tylko w najbliższą okolicę, gdyż zasięg radiostacji był niewielki – komunikat o upadku Rządu Tymczasowego i przejęciu władzy przez bolszewików, zaczynający się od słów: „Do wszystkich, do wszystkich”.

–  Szturm Pałacu Zimowego w świadomości społecznej utrwalił się za sprawą filmu Eisensteina „Październik”.

– To świadczy o genialności tego dzieła, które zrealizowano na 10-lecie rewolucji. Od Eisensteina zażądano wówczas usunięcia scen z Trockim, reżyser odmówił, więc zrobił to kto inny. A wracając do wydarzeń z 1917 roku, wystarczyło kilka godzin, żeby usunąć rząd Kiereńskiego.

Broniący Pałacu Zimowego batalion kobiecy nie był w stanie przeciwstawić się tłumowi, który przy okazji opróżnił piwnice z wina i zdemolował komnaty. Zdobywcy nawet nie wiedzieli, do czego służą wanny i zamienili je na klozety.

Gdy wyprowadzano aresztowanych ministrów, ludzie wygrażali im pięściami. Pipes, amerykański historyk i sowietolog, napisał, że w mieście nawet nie zauważono przewrotu. A przecież stanęły tramwaje, podniesiono mosty, wyłączono prąd, na ulicach pojawiły się zbrojne oddziały i nikt tego nie zauważył?

– Pod koniec października bolszewicy nadal nie byli zbyt silni i jeszcze można było ich obalić.

– Kiereński chciał odbić Piotrogród, ale kozacy odmówili mu wsparcia. Liczył też na polski korpus generała Dowbor-Muśnickiego, który na przełomie listopada i grudnia 1917 roku miał wielkie szanse na stłumienie bolszewickiej rewolucji. Ale generał nie chciał się w to angażować.

Być może zmieniliby losy świata, ale historia jest pełna pytań, co by było gdyby.

– Ilu ludzi zginęło w październiku?

– W rewolucji lutowej zginęło prawie tysiąc osób, a w październikowej zaledwie sześć!

 Ale już kilka miesięcy później rozpoczęła się niezwykle krwawa wojna domowa, w której przywódcy bolszewików, w większości inteligenci, którzy nie odważyliby się uderzyć sąsiada, okazali się krwawymi zwyrodnialcami. Jak to moż- liwe, że ci ludzie stali się mordercami masowo wydającymi wyroki śmierci zza biurka.

– To jest raczej pytanie do psychologa, nie do historyka. Lenin niemal 20 lat żył na Zachodzie. Trocki znał wiele krajów Europy. Jednak obaj, tak jak większość bolszewickich przywódców, byli owładnięci misją, byli fanatykami idei; uważali, że cel uświęca środki. Jednak terror nie rozpoczął się natychmiast po październiku.

Jestem daleki od twierdzenia, że był wpisany w istotę rewolucji. W  pierwszych miesiącach po przewrocie w Rosji panował względny spokój.

Bolszewicy uzyskali ogromne społeczne poparcie, które pozwoliło im zdobyć nieograniczoną władzę. Pretekstem do wprowadzenia terroru i dyktatury była seria zamachów na Lenina i innych przywódców. Wiadomo, że „każda władza deprawuje, a władza absolutna deprawuje absolutnie” (lord Acton – przyp. autora).

I dopiero po jakimś czasie przywódcy bolszewików okazali się potworami. Trocki jeździł po Rosji pociągiem pancernym, który wywoływał panikę tam, gdzie się pojawiał; i nic dziwnego, gdyż Trocki jest odpowiedzialny za rozstrzelanie tysięcy ludzi. Oprócz inteligentów na szczytach władzy bolszewickiej pojawiło się też bardzo wielu ludzi prymitywnych, wyciągniętych z szalonej nędzy, którzy nie tylko nie przeczytali ani jednej książki, ale byli analfabetami. Ci ludzie łatwo ulegali deprawacji.

–  Wojna domowa wyniosła na szczyty takie potwory jak Rozalia Załkind, która w  normalnych czasach zapewne żyłaby spokojnie i leczyła ludzi.

– W każdej rewolucji na powierzchnię wypływają także psychopaci. Lekarka Załkind, po mężu Samojłowa, której ukraińscy bolszewicy nadali pseudonim Ziemlaczka, czyli krajanka, choć sama wolała używać pseudonimu Demon, to niewątpliwie jedna z najpotworniejszych postaci rewolucji.

Największych zbrodni dopuściła się na Krymie, mordując (topiąc) oficerów generała Wrangla. Przypisuje się jej uśmiercenie setek osób, ale pamiętajmy, że wojska Wrangla także nie miały litości dla „czerwonych”, zwłaszcza żydowskiego pochodzenia. Władze radzieckie stawiały Ziemlaczkę za wzór walki z wrogiem.

W 1939 roku powołano ją na stanowisko wicepremiera, a potem przewodniczącego komisji kontroli partyjnej przy KC WKP(b). To nie był odosobniony przypadek. Takich Ziemlaczek było znacznie więcej.

– Jak to możliwe, że Armia Czerwona pokonała wojska „białych”, którymi dowodzili zawodowi carscy generałowie, a wspierały ich oddziały interwencyjne wielu państw?

–  Może dziś brzmi to  niepoprawnie politycznie, ale trzeba pamiętać, że w 1917 i 1918 roku racje moralne były po stronie bolszewików. Ponadto na ich stronę przeszło 40 tys. carskich oficerów. To przecież oni w 1920 roku dowodzili podczas wojny z Polską (Aleksandr Jegorow, Michaił Tuchaczewski, Gaja Gaj, Aleksandr Szuwajew, Nikołaj Sołłohub – przyp. autora). Wojska interwencyjne nie były liczne i nie przyjechały ratować Rosji, tylko ją podzielić. Nawet generał Denikin przyznał że interwenci są grabarzami Rosji.

– Mówi pan o racjach moralnych w sytuacji, gdy przywódcy bolszewików nie tylko kazali zastrzelić i zadźgać bagnetami cara i jego żonę, ale także jego pięcioro dzieci.

– Możemy wiele zarzucić Leninowi, ale z pewnością nie carobójstwo. Był na to zbyt wytrawnym politykiem. Mikołaj II był całkowicie skompromitowany nawet wśród monarchistów i nie przedstawiał dla bolszewików żadnego zagrożenia, dlatego chcieli jego wyjazdu za granicę. Ale brytyjska rodzina królewska robiła wszystko, żeby go nie przyjąć.

Jego śmierć moralnie obciąża Kiereńskiego, który nienawidził cara tak samo jak Rasputina. To Kiereński wysłał carską rodzinę na tereny zajęte przez bolszewickich watażków, dobrze wiedząc, co ich tam czeka.

Mord był prowokacją wobec Lenina, za którą stał przewodniczący Uralskiego Komitetu Obwodowego Aleksandr Biełoborodow, który powołał się na rzekome polecenie Lenina i Swiedłowa. Nazwiska zabójców są  znane.

W morderstwie brał udział nie tylko Jakow Jurowski, ale także Imre Nagy, przyszły premier Węgier, a dziś bohater narodowy tego kraju.

–  Rewolucja 1917 była jednym z najważniejszych wydarzeń w  dziejach świata, której skutki wszyscy odczuwamy do dziś. W PRL-u mówiono o niej bez przerwy, przedstawiając zafałszowany obraz. Teraz mimo tak wyjątkowej rocznicy o rewolucji zupełnie zapomniano. Nie mówi się o niej na uczelniach, w mediach, zapomnieli o niej politycy.

– Zupełnie nie rozumiem tej zmowy milczenia, która dotyczy przede wszystkim uczelni i mediów głównego nurtu. Może za  tę  amnezję jest odpowiedzialna nasza bieżąca polityka? A przecież wszyscy powinniśmy pamiętać o tym niezwykle ważnym wydarzeniu i wyciągnąć z tego wnioski na przyszłość.

KRZYSZTOF RÓŻYCKI "Angora" nr 44/2017

Zamieszczamy,  w celach informacyjno-edukacyjnych, mniej niż 10% przedruków  zawartości   ANGORY. Do poczytania kilkadziesiąt ciekawych  stron https://www.angora.com.pl  lub wydanie papierowe  w każdy poniedziałek. Cena tylko 4 zł.                                                                                                       

   Tygodnik ANGORA dostępny  również na iPad i iPhone darmowa aplikacja.

 Wpisz w przeglądarkę: https://itunes.apple.com/app/tygodnik-angora/id428646005

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

CoalaWeb Social Links

Opublikuj: