Materiały nie wyrażają poglądów redakcji. Różnorodność celowa. Oceny i wnioski pozostawiamy Czytelnikom.
A A A

Kiedyś, wcale nie tak dawno temu, do galerii szło się oglądać obrazy. Ewentualnie rzeźby. Czasem jedno i drugie. Można było się wzruszyć, zachwycić, uśmiechnąć, zaglądając w oczy postaciom z dawnych portretów czy próbując odnaleźć myśl w abstrakcyjnym splocie kresek, które artysta pozostawił na płótnie. Teraz w dawnych przybytkach sztuki coraz częściej dzieje się wszystko, ale z rzadka ma to coś wspólnego ze sztuką.

Zachęta to jedno z najsłynniejszych miejsc nie tylko w Warszawie, ale i w Polsce; można było iść tam w ciemno, by zobaczyć jakąś ciekawą wystawę. Towarzystwo Zachęty Sztuk Pięknych zbudowało okazały budynek pod sam koniec XIX wieku, chcąc promować polskich artystów.

To tam przychodzili wielbiciele dobrego malarstwa i licealiści z pobliskiego liceum imienia Mikołaja Reja, gdy chcieli wybrać się na wagary. Za takie ucieczki z lekcji nauczyciele nie byli w stanie za bardzo się na nich gniewać. Właśnie Zachętę wybrali sobie teraz dwaj projektanci mody, by świętować kolejną rocznicę swojej działalności.

 

Duet Paprocki&Brzozowski, czyli Marcin (40 l.) i Mariusz (40 l.), już siedemnaście lat ubiera Polki i robi to z coraz większym powodzeniem. Panowie mają swoje wierne fanki, których co roku przybywa. Mają bowiem rzadki dar nieszkodzenia swoim klientkom. Sukienki ich autorstwa nie szpecą, a wręcz przeciwnie – wydobywają kobiecość i urodę kobiet.

Tym razem zamiast obrazów na ścianach w Zachęcie zawisły więc zdję- cia wielu znanych kobiet w kreacjach sławnego duetu. Anna Mucha, Joanna Koroniewska, Kinga Rusin, żeby wymienić tylko kilka z nich.

Na środku sali wystawowej modelki – skamieniałe jak rzeźby. Trzeba przyznać, że był to oryginalny i efektowny pomysł wpisujący się w specyfikę miejsca. Dziewczyny zamiast przechadzać się po wybiegu stały jak antyczne posą- gi. Można było zajrzeć im w oczy, niemal dotknąć.

Niektórzy przechadzali się wśród tych „dzieł” zupełnie tak, jakby to była autentyczna wystawa jakiegoś prawdziwego artysty. O czasy, o obyczaje! – chciałoby się zakrzyknąć za dawnym filozofem.

Toć to zwykłe kiecki, całkiem ładne, ale tylko sukienki. Kawałek materiału efektownie wykrojony i zszyty, a na koniec udrapowany na zgrabnym ciele jakiejś gwiazdki. Wśród tłumu gości wiele znanych twarzy i drugie tyle wyznawców religii mody: styliści, blogerzy, bywalcy.

Wszyscy ci, którym wydaje się, że oto znaleźli się w centrum świata, a kula ziemska kręci się jedynie dzięki takim imprezom jak ta. Że nigdzie indziej nie dzieje się nic ważnego, a wszyscy najznakomitsi ludzie, których nosi ziemia, trafili właśnie tutaj. I sączą alkohole, rozmawiając o duperelach albo powtarzając salonowe plotki. Prawią sobie fałszywe komplementy, by za chwilę obgadywać się za plecami.

Obiecują, że zadzwonią, choć ani przez moment nie mają zamiaru dotrzymać słowa. Wymieniają się wizytówkami, które wrzucą po wyjściu do pierwszego kosza na śmieci.

 

Jak zwykle zjawiła się Edyta Herbuś (36 l.). Była tancerka aspirująca do roli aktorki dostaje zewsząd dużo zaproszeń i zwykle ich nie odrzuca. Sukienka w modny panterkowy wzór, którą miała na sobie, przytłoczyła niewielką wzrostem celebrytkę o efektownej południowej urodzie.

Nie był to dobry wybór, tym gorzej, że został uzupełniony o najmodniejsze w tym sezonie kozaki za kolano – dobre jedynie wtedy, gdy ma się wzrost i figurę Anji Rubik (34 l.). A przecież jak powiedział kiedyś Karl Lagerfeld – „bycie trendy to ostatni etap przed byciem tandetnym”.

Chyba nie słyszała też o tym Anna Wendzikowska (36 l.), która od czasu rozstania z ojcem swojego dziecka postanowiła konsekwentnie pokazywać światu (a przynajmniej jego męskiej połowie) to, co ma najlepsze.

Dziennikarka TVN tym razem odsłoniła więc szczupłe nogi i efektowny dekolt, choć prawdziwe damy wiedzą, że „mniej znaczy więcej” i nie chodzi tu wcale o to, by sukienka była krótka, a dekolt głęboki, tylko wręcz przeciwnie.

A poza tym, jeśli pokazujemy jedno, to zakrywamy drugie lub na odwrót. Złośliwi plotkowali, że świeżo nabyte wyjątkowo (żeby nie powiedzieć nienaturalnie) krągłe piersi Wendzikowska musiała po prostu pokazać.

Coraz młodsza Grażyna Wolszczak (58 l.) miała na sobie kreację marki Muses i nie była to słuszna decyzja. Wiśniowe coś z asymetrycznym dołem wyglądało, jakby odbyło podróż w czasie i przyleciało do nas z najbardziej ponurych lat siedemdziesiątych.

Opinii o tej nieefektownej i postarzającej nawet tak piękne jak Wolszczak osoby sukience nie poprawia też świadomość, że kosztuje 1300 złotych. Wręcz przeciwnie, to były naprawdę źle wydane pieniądze.

Właścicielka niefortunnej marki, czyli Natasza Urbańska (40 l.), też pojawiła się na jubileuszowej imprezie, pozując do zdjęć w przezroczystej czerwonej koszuli i staniku w tym samym kolorze.

Bieliznę (czarną) pod zwiewną sukienką w pawie pióra pokazała także Małgorzata Socha (37 l.), ale tak to już jest i inaczej na razie nie będzie. Możemy sobie tylko powzdychać, że – jak mawiał Mały Książę – „najważniejsze jest to, co niewidoczne dla oczu”, ale on też chyba miał na myśli coś innego niż wystające spod ubrania biustonosze.

Tomasz Jacyków (49 l.) jak zwykle przyszedł w czapce i rękawiczkach – czy on je w ogóle kiedyś zdejmuje? I który to już sezon znany stylista nie zmienia tej kontrowersyjnej stylizacji?

Wyglądało co najmniej dziwnie, gdy tak „uzbrojony” przechadzał się wśród tłumu. Z gratulacjami dla świętujących rocznicę pracy zawodowej dwóch projektantów pośpieszył jak zawsze sympatycznie uśmiechnięty Robert Kupisz (50 l.).

Dobrze wiedzieć, że mimo konkurencji ludzie z tej samej branży potrafią być bezinteresownie życzliwi. Do grona bezinteresownie życzliwych zaliczamy więc także obecnego na imprezie Łukasza Jemioła (34 l.), który – choć zapracowany przyjmowaniem celebrytek w swoim butiku – znalazł czas na wieczorne spotkanie z kolegami po fachu.

Marcelina Zawadzka (28 l.) wciąż wygląda jak hollywoodzka gwiazda i pewnie, gdyby żyła za oceanem, już robiłaby karierę w kolejnych filmowych produkcjach.

Na widok byłej miss, a obecnie prezenterki telewizyjnej, niejednemu facetowi uginały się tego wieczoru kolana, tym bardziej że podobno śliczna Marcelina właśnie rozstała się ze swoim chłopakiem, w roli którego przez zaledwie kilka miesięcy występował aktor Mikołaj Roznerski (33 l.).

Podobno zajętej robieniem kariery parze zabrakło czasu na miłość. A wystarczyło, żeby choć od czasu do czasu przypomnieli sobie, na czym polega sztuka kochania, a nie bywania.

PLOTKARA "Angora" nr 45/2017

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

CoalaWeb Social Links

Opublikuj: