Materiały nie wyrażają poglądów redakcji. Różnorodność celowa. Oceny i wnioski pozostawiamy Czytelnikom.
A A A

Rozmowa z PATRYCJĄ BEREZNOWSKĄ – mistrzynią świata w biegu 24-godzinnym

–  Bardziej przypomina pani aktorkę...

– Myśli pan – drobna, niepozorna...

–  ...aż trudno mi  uwierzyć, że przede mną mistrzyni świata w ultramaratonie.

– Bieganie to siła, która drzemie w głowie. Dzięki niej mogę wiele z  siebie wykrzesać i długo potrafię nie powiedzieć sobie –  stop. Ultrabieganie daje możliwość przeżycia niezwykłych ekstremalnych emocji. Mogę poznać urocze miejsca, fantastycznych ludzi.

– A jest pani trenerem jeździectwa.

– Tak, zrobiłam nawet doktorat w Akademii Rolniczej w  Lublinie, ale praca naukowa nie sprawiała mi przyjemności, wolałam poświęcić się pracy z końmi. Bieganie to moje hobby. Miałam to zakodowane od dziecka, bo wracałam ze szkoły i biegałam. Potem zajęłam się końmi, zaczęłam trenować rajdy długodystansowe.

Część trasy pokonywałam, truchtając obok mojego konia. W Ossowie pod Warszawą, gdzie życiowo zakotwiczy- łam, odbywa się inscenizacja Bitwy nad Wisłą, a przy okazji rozgrywany jest pół- maraton. Pozazdrościłam jego uczestnikom, zaczęłam poważnie trenować i tak właściwie rozpoczęła się ultramaratonowa przygoda.

– Bieganie to dla pani...

– ...wolność, poczucie bliskości i czucia własnego ciała. Pozwala na lepsze zrozumienie samego siebie. Słyszy się przyspieszony oddech, bicie serca, każdy pracujący mięsień. To odczucie niezwykłe. W bieganiu można się nie tylko zakochać – można się od niego uzależnić.

– Bieganie to jednak i cierpienie.

–  Jestem psychicznie silna, potrafię wiele znieść. Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą. Każdy, kto staje na  starcie, jest już wygranym.

 Ale i walczący z bólem?

– Taaak. Każdy ultramaratończyk czeka na chwilę, gdy wszystko boli. Przychodzi taki moment, że pozostaje tylko skupić się na sile psychicznej. Ciało mówi nie, ale my potrafimy biec dalej.

– Przekraczając granice możliwości?

– One są i dlatego jest też strach: jak długo można i potrafi się te granice przesuwać? Po biegu bólu już się nie czuje, jest tylko radość.

– W ciągu 24 godzin nieustannego biegu jest dużo czasu na rozmyślanie.

– Nie aż tak wiele, jak mogłoby się wydawać. Zależy jak długa jest pętla. Początkowo jest niepewność, mętlik w głowie, czy jestem odpowiednio przygotowana. Galopada myśli. Nie boję się porażki, tylko tego, że coś zaniedbałam.

Oczywiście dużo rozmyślam, modlę się w czasie pokonywania trasy. Kiedy jest trudno, to pokonuję rundę w pewnej intencji. Przykładowo, by mojej przyjaciółce było lżej w życiu, by nie miała rozterek sercowych. Są prośby o zdrowie. To bardzo motywuje, fajnie nakręca. Łatwiej zrobić coś dobrego dla kogoś niż dla siebie.

Często z porcją jedzenia czy picia w chwilach kryzysu otrzymuję kopertę, w której jest karteczka z pewną sentencją. Czytam sobie te mądre zdania w czasie kolejnej pętli – to pozwala na przezwyciężenie kryzysu. Bardzo często rozmyślam o mamie. Spoglądam wtedy w  niebo i  przypominam sobie, jak wiele mi dała. To pozwala na oderwanie myśli od wysiłku.

– Jak rozgrywane są mistrzostwa w biegu 24-godzinnym?

– Zazwyczaj biegamy po wyznaczonej pętli. W tym roku w Belfaście betonowa ścieżka w parku Victoria miała 1640 m. Start w południe i przez 24 godziny można robić właściwie, co się chce.

– Spać też?

–  Regulamin na  to  pozwala, można zejść do specjalnego namiotu i położyć się. Można usiąść, poprosić o masaż. Kusi korzystanie z takiej pomocy, ale jeśli chce się być w  czołówce takiego biegu, to na taką rozkosz nie można sobie pozwolić. Pije i  je  się w czasie biegu. Nigdy nie zatrzymałam się na odpoczynek.

Tylko potrzeby fizjologiczne zmuszają do skorzystania z toalety. Niekiedy, gdy robi się chłodno, trzeba założyć cieplejsze ubranko. W tych mistrzostwach dokuczało mi ostre zapalenie spojówek, kilkanaście godzin przed startem nie mogłam nawet otworzyć oczu. Skorzystałam z pomocy szpitalnej i szczęśliwie leki zadziałały.

– Co się dzieje po 24 godzinach?

– Pada kolejny strzał sędziego i musimy się natychmiast zatrzymać. Kładziemy na ziemię specjalny znacznik ze swoim numerem startowym i czekamy na arbitra. On kółkiem mierniczym dokonuje tzw. ostatecznego domiaru.

– Zdobyła pani tytuł mistrzyni świata, ustanowiła rekord.

–  Przebiegłam dokładnie 259  km i  991  m. Cieszę się, że  z  koleżankami wywalczyłam też drużynowe mistrzostwo świata. Ciekawe, że miałam w tym biegu numer 303. Pamięć o naszych wspaniałych pilotach z Dywizjonu 303 wyzwalała dodatkowe pokłady sił.

– Ultramaratończyk na mecie budzi szczególny podziw.

– Nasz widok dla postronnego widza jest pewnie przykry. To przypomina marsz zombie. Bieg jest sztywny, pokraczny, to  nie jest klasyczna lekkoatletyka, ale dla nas to normalne obrazki.

– Wiele osób pewnie pyta...

– ...po co to robimy? Słyszałam to wielokrotnie. Sprawdzamy swoje granice. Sprinterzy w  biegu na  100 czy 200  m sprawdzają swoją szybkość, a my na tak długich dystansach – wytrzymałość. Przekonujemy się, jak silny jest organizm człowieka, ile może wytrzymać. Nie padamy po 24 godzinach, pokazujemy, że w człowieku drzemie niesamowita moc.

– A zdrowie, bezpieczeństwo?

– Trzeba odpowiednio dbać i przygotowywać się do startów. Ultramaraton jest bezpieczniejszy od  klasycznego maratonu. Nie słyszałam o zatrzymaniu akcji serca, reanimacji, czy nawet wypadkach śmiertelnych. Czy długoterminowo jest to zdrowe? Zbyt krótka jest historia tych biegów. Umiarkowane tempo przy niskim tętnie, aktywność fizyczna – to jest chyba nawet wskazane. Może rzeczywiście tylko ten brak snu nie jest najzdrowszy.

– Zużywa pani wiele butów?

– Mam przygotowane 3 pary butów, ale ostatnio, ponieważ mam świetnie dobrane, nie zmieniam ich na trasie.

– Ma pani coś przy sobie w czasie biegu?

–  Tylko małą sportową torebeczkę. Są w niej podstawowe leki, zwłaszcza rozkurczowe. Jest kawałek polskiego bursztynu, który otrzymałam od  znajomego. Mam i karteczkę od znajomej, symboliczny obrazek gołębia. To moje talizmany.

–  Kilka dni temu wygrała pani w  Grecji jeden z  najważniejszych ultramaratonów.

– Spartathlon. 246 km z Aten do Sparty. Bieg wymagający, ale moim zdaniem nie najtrudniejszy, nie poruszył mnie. Wygrałam i czasowo to był mój najdłużej trwający bieg, bo pokonałam trasę w 24 godziny 47 minut i 18 sekund.

– To już koniec występów w tym roku?

– Było już 10 imprez, jeszcze na początku grudnia wystartuję w Chinach w kolejnym 24-godzinnym biegu. Muszę więc podtrzymać formę, zrzucić jeszcze 3 kg.

– Można z takich biegów wyżyć?

– Dzięki mistrzostwu świata korzystam ze stypendium. Ale za zwycięstwo w niezwykle prestiżowym Spartathlonie otrzymałam drzewko oliwne, medal, certyfikat, wieniec laurowy na deseczce i metalowy sierp. Tylko wpisowe za mnie i moje serwisantki wyniosło 700 euro, do tego trzeba doliczyć koszty hoteli i  przelotów.

W  klasycznych biegach maratońskich nagrody są znaczące, ale w dłuższych tak nie jest. W tym roku moje finansowe nagrody to – za I miejsce w Ultra Śledziu 80 km w Puszczy Knyszyńskiej – 2500 zł; a  w  Krynicy w  trzydniowej imprezie Iron Run otrzymałam 2000  zł. Dodam, że  to  były trzy biegi każdego dnia. Te nagrody nie pokrywają nawet ponoszonych kosztów.

–  Widzę szczęśliwą kobietę, dla której radość z  tego, co  robi, jest najcenniejsza.

–  Właśnie to  czerpię z  biegania. A kobiecość mimo wszystko musi istnieć; o makijażu oczywiście nie ma mowy, ale paznokcie na starcie zawsze są zadbane i pomalowane. Nie dotarłam jeszcze do swoich granic.

Może to butnie brzmi, ale dotąd nie kończyłam biegu z przekonaniem, że to był właśnie mój maksymalny wysiłek i że nie jestem w stanie zrobić już nic więcej. Mam wrażenie, że mogę jeszcze swoją „biegową śrubkę” dokręcać. Nawet jak będę staruszką, to chyba będę poprawiała rekordowe wyniki.

TOMASZ ZIMOCH  "Angora" nr 43/2017

Zamieszczamy,  w celach informacyjno-edukacyjnych, mniej niż 10% przedruków  zawartości   ANGORY. Do poczytania kilkadziesiąt ciekawych  stron https://www.angora.com.pl  lub wydanie papierowe  w każdy poniedziałek. Cena tylko 4 zł.                                                                                                       

   Tygodnik ANGORA dostępny  również na iPad i iPhone darmowa aplikacja.

 Wpisz w przeglądarkę: https://itunes.apple.com/app/tygodnik-angora/id428646005

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

CoalaWeb Social Links

Opublikuj: