Materiały nie wyrażają poglądów redakcji. Różnorodność celowa. Oceny i wnioski pozostawiamy Czytelnikom.
A A A

Czy zastanawiałaś się kiedyś, ty – całkiem zwykła Polko, gdzie leży sekret niezwykłej urody gwiazd, gwiazdek i gwiazdeczek? Pewnie uważasz, że wysypiają się do południa, mają cały sztab pomocników, począwszy od stylisty, poprzez fryzjera, aż po osobistą makijażystkę, a na dodatek zawsze, zanim opublikują jakieś zdjęcie, korzystają z uprzejmości i talentu pana Photoshopa. To wszystko prawda, ale jest coś jeszcze.

Te wszystkie znane panie, panny i rozwódki naprawdę o siebie dbają. Nie tylko wklepują cudowne kremy we wszystkie strategiczne miejsca na ciele, nie tylko biegają na fitness, siłownię czy basen, a ostatnio na crossfit, ale na dodatek – choć może trudno ci w to uwierzyć – bardzo dbają o to, co piją i jedzą.

Nie pozwalają sobie na grzechy w postaci dwóch hamburgerów dziennie, nie zajadają głodu ociekającymi słodyczą batonikami, nie pochłaniają bez opamiętania frytek, nie jedzą w kinie pop cornu i długo by tak wyliczać. Co w takim razie robią?

Wolą być głodne niż przejedzone, potrafią najeść się miską sałaty, a nie schabowym, i piją bardzo zdrowe napoje: jak herbata, to zielona, woda tylko niegazowana i soki w przeróżnych kombinacjach.

Te ostatnie od kilku sezonów biją rekordy powodzenia, jak grzyby po deszczu wyrastają bary ze świeżo wyciskanymi sokami z owoców, warzyw i różnych oryginalnych dodatków.

Karolina Szostak (42 l.), której spektakularną przemianę pół Polski podziwia, a drugie pół jej zazdrości, zaczyna dzień od soku z buraków. Kamila Szczawińska (33 l.), jedna z najpiękniejszych polskich modelek, na swoim blogu podaje przepisy na soki, w których mieszają się polskie i egzotyczne owoce.

Modzie na zdrowe napoje nie oparła się Natalia Siwiec (34 l.), która w ramach oczyszczania organizmu potrafi wytrzymać kilka dni, pijąc wyłącznie soki.

 

Na szczęście nie trzeba być gwiazdą, by pozwolić sobie na sokowe fanaberie.

Trzeba natomiast zaopatrzyć się w urządzenie, które szybko i skutecznie zapewni nam wyprodukowanie odpowiedniej ilości soków, koktajli czy też tak zwanych smoothies, w których smakowicie łączą się owoce i na przykład jogurt plus kostki lodu. Sokowirówki, wyciskarki i blendery zmierzą się z tym zadaniem znakomicie.

O tym właśnie było spotkanie, które w samym środku ponurej jesieni zorganizował Philips. Przy miłym szumie wszystkich tych nowoczesnych urządzeń, które niestrudzenie wyciskały hektolitry soku dietetyczka Agata Ziemnicka-Łaska, doskonale znana z programów „Dzień Dobry TVN”, przekonywała, że nie warto jeść dużych ilości smażonego czerwonego mięsa, bo szkodzi naszej skórze bardziej niż słodycze.

Za to wszelkiej maści soki warzywne, owocowe i mieszane przysłużą się nam od stóp do głów. Włosy przestaną być matowe, paznokcie nie będą się łamać, a figura idealnie się wysmukli. Tak odmienione możemy szaleć po sklepach w poszukiwaniu nowych fantastycznych ubrań, jakich ani świat, ani nasze oko jeszcze nie widziało.

Od paru lat wraz z nadejściem jesieni „najgorętszą” marką staje się popularny H&M, na co dzień omijany przez największe elegantki.

Popularne sieciówki imają się różnych sposobów, by przyciągnąć do siebie bardziej wymagające klientki, ale ten, który stosuje szwedzka marka, okazał się najskuteczniejszy.

Koncern odzieżowy, który sprzedaje ciuchy dla klientów ze średnią krajową w portfelu, raz do roku wypuszcza kolekcję zaprojektowaną przez największych projektantów.

Te ciuchy są znacznie droższe od tych, które zwykle wiszą na wieszakach w sklepach H&M, ale wciąż znacznie tańsze niż w luksusowych butikach. I tak – dla Szwedów projektowali już między innymi Viktor&Rolf, Jimmy Choo, Alexander Wang i Versace. W tym roku do współpracy została zaproszona marka Erdem.

Nazwa to imię mieszkającego w Kanadzie projektanta o brytyjsko-tureckich korzeniach. Jego znak rozpoznawczy to kwiaty, więc i najnowsza kolekcja jest jak niekończąca się wiosenna łąka: z motywem kwiatów, które obsypały wszystko: od bluz z kapturem, po sukienki i buty.

 

Nic dziwnego, że na premierową prezentację tych cudeniek pobiegły tłumy znanych pań. Wpadła stosunkowo rzadko widywana Renata Kaczoruk (29 l.).

Trudno było jej nie zauważyć i to nie tylko dlatego, że wzrost ma ponadprzeciętny, ale i mocno różowy kolor sukienki sprawiał, że jej chudziutkie sto osiemdziesiąt jeden centymetrów wyjątkowo rzucało się w oczy.

Przyszła Agnieszka Szulim-Woźniak-Starak (39 l.), która groziła parę miesięcy temu, że opuszcza warszawskie ścianki, ale jakoś wciąż nie może sobie ich odmówić.

Małgorzata Socha (37 l.) wychodziła z imprezy z nieźle wypchaną firmową torbą, bo z takiej okazji do zakupów wstyd byłoby nie skorzystać. Dzień później po te ciuchy od szóstej rano ustawiały się przed sklepami długaśne kolejki.

Fanom mody niestraszny był ziąb i deszcz. W PRL-u takie emocje budził jedynie schab bez kości albo szary jak ówczesna rzeczywistość papier toaletowy.

Na imprezie dla VIP-ów wśród półek z nowościami buszowała Magda Mołek (41 l.), która niedawno zamieniła klasyczne stroje na drapieżnie młodzieżowe. Wciąż nie jestem pewna, czy to dobra zmiana.

W tłumie celebrytek zabłysła też prawdziwa gwiazda – wielbicielką modnych fatałaszków okazała się sama Danuta Stenka (56 l.). Do tej znakomitej i pięknej aktorki jak ulał pasuje stara zasada, że to strój uzupełnia kobietę, a nie odwrotnie.

PLOTKARA "Angora" nr 46/2017

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

CoalaWeb Social Links

Opublikuj: