Materiały nie wyrażają poglądów redakcji. Różnorodność celowa. Oceny i wnioski pozostawiamy Czytelnikom.
A A A

Z uśmiechem politowania czyta się stare gazety sportowe donoszące w sensacyjnych nagłówkach o transferach piłkarzy, których wartość przekraczała milion funtów.

Za tyle dziś trudno kupić zdolnego juniora. I nikogo to nie szokuje. W letnim okienku transferowym kluby angielskiej Premier League wydały na nowych piłkarzy ponad miliard funtów.

Niemal każdy dzień przynosi podobne informacje. Niemiecka prasa informuje, że zakończyły się wielomiesięczne negocjacje i Robert Lewandowski podpisał nowy kontrakt z Bayernem Monachium. Zarabiać będzie teraz 15 mln euro rocznie. Począwszy od przyszłego sezonu piłkarze londyńskiego klubu Chelsea zmienią dostawcę sprzętu.

Już nie będą biegać w koszulkach i spodenkach firmy Adidas. Za zaszczyt ubierania ich przez kolejnych 15 lat amerykańska Nike zapłaci blisko miliard funtów.

1.

Paul Pogba przeszedł z Juventusu Turyn doManchesteru United za 105 mln euro, o czym było bardzo głośno, bo w ten sposób francuski pomocnik gwinejskiego pochodzenia stał się najdroższym piłkarzem świata.

Mniej się mówiło o prowizji jego menedżera Mino Raioliego, który za przeprowadzenie transakcji zarobił 20 mln funtów i natychmiast kupił posiadłość w Miami. Kiedyś mieszkał w niej słynny gangster Al Capone. Niektórzy nazywają piłkarskich agentów gangsterami.

Może coś w tym jest?, Kilka dni temu rekord Pogby został pobity. Piłkarz Realu Madryt Gareth Bale podpisał nowy kontrakt opiewający na kwotę 160 mln euro.

2.

Czy da się zatrzymać to futbolowe szaleństwo? Pierwsze próby podjął ówczesny szef UEFA Michel Platini.

W 2009 r. powstało tzw. finansowefair play, które miało ograniczyć rozrzutność klubów. Okazało się bowiem, że ponad połowa z nich więcej wydaje, niż zarabia.

Formalnie wspomniane fair play obowiązuje nadal, ale prawnicy i księgowi wywiązują się z obowiązków, skoro – jak widać – finansowakaruzela w futbolu kręci się coraz szybciej.

Nawiasem mówiąc, okazało się, że sam Platini jest na bakier ze swoim prywatnym finansowymfair play i musiał w niesławie opuścić stanowisko. Ale to inna historia…, Trener Arsenalu Londyn Arsene Wenger, który działa w tej branży od dziesięcioleci, twierdzi, że doczekamy wkrótce transferów przekraczających 200 mln euro.

Ponoć są już kluby gotowe zapłacić takie kwoty zaNeymara, Messiego czy Ronaldo. Trudno polemizować z kimś, kto tak doskonale zna piłkę nożną jak Wenger, ale trudno też nie zauważyć, że wiele z tego, co dzieje się wokół niej, ma pewne znamiona spekulacji.

A to może być groźne. Po samonapędzającym się wzroście cen następuje zwykle gwałtowny ich spadek nazywany „pęknięciembańki”. Historia zna liczne tego przykłady, z „czarnymczwartkiem” na giełdzie nowojorskiej 24 października 1929 r. na czele.

3.

Pierwsza w historii bańka spekulacyjna pękła na giełdzie tulipanowej w Holandii, a morał, który z niej wynika, jest wciąż aktualny i może dotyczyć także futbolu.

Począwszy od 1634 r. ceny cebulek tych kwiatów zaczęły gwałtownie rosnąć. Rzadkie odmiany drożały nawet o 2000 proc. miesięcznie. Nic dziwnego, że ludzie wyprzedawali dobytek i zadłużali się, aby nabyć prawo posiadania upragnionych cebulek, które w krótkim czasie mogły uczynić ich bogaczami.

Cebulkę nazwaną Semper Augustus sprzedano za 6 tys. guldenów, podczas gdy średnie roczne zarobki wynosiły ok. 150 guldenów. Wlutym1637 r. wtawernie wHaarlemie, gdzie zwykle przeprowadzano transakcje, nie pojawił się jednak żaden kupiec.

Nie było chętnego nawet na Semper Augustus. Ludzie zostali z bezwartościowymi papierkami w ręku i z długami, za to bez majątków i domów. Ceny nie mogą rosnąć bez końca.

4.

Piłkarze drożeją z roku na rok, ich pensje też rosną, bo na ten rynek wciąż trwa dopływ pieniędzy.

Niektórzy specjaliści dostrzegają już jednak pierwsze rysy na tak wydawałoby się stabilnej ekonomii futbolu i zaczynają mówić o efekcie giełdy tulipanowej w Haarlemie.

Czy Pogba naprawdę jest wart ponad 100 mln euro?, Gotówka pochodzi głównie od nadawców telewizyjnych. Widzowie nie darowaliby im, gdyby nie mogli oglądać meczów.

Federacje zawodowych klubów dobrze o tym wiedzą i trzymają nadawców za gardło. W Anglii za prawa telewizyjne w latach 2016–2019kluby wynegocjowały 5,136 mld funtów, co oznacza wzrost o 71 proc. wobec umowy za lata 2013–2016.

Ostatnia drużyna ligi angielskiej na transmisjach zarabia więcej niż mistrzowie Bundesligi, niż wszystkie (pozaBarceloną i Realem) kluby hiszpańskie i wszystkie (pozaJuventusem iMilanem) włoskie.

Niemcy zresztą nie zostają w tyle. Nowa umowa telewizyjna Bundesligi na 4 lata od sezonu 2017/2018dotyczy kwoty o 85 proc. wyższej niż poprzednia. Niektórzy twierdzą, że kluby mogłyby się w ogóle obyć bez kibiców na stadionach; wystarczy kasa z transmisji. To nieprawda.

Z tzw. dnia meczowego, podczas którego sprzedaje się nie tylko wejściówki, ale także pamiątki, napoje i przekąski, wiele klubów zarabia ponad milion euro, a jest to kwota nie do pogardzenia, jeśli weźmie się pod uwagę liczbę spotkań nie tylko w lidze, ale też w rozmaitych pucharach.

Bilety na stadiony angielskiej Premier League, zwłaszcza na Super nowoczesny obiekt Arsenalu, są tak drogie, że już kilkakrotnie próbowano na portalach społecznościowych organizować bojkot.

W końcu niektórzy kibice znaleźli inny sposób. Ci, którzy nie wyobrażają sobie weekendu bez wizyty na stadionie, zamiast Premier League wybierają Bundesligę.

Przelot tanimi liniami do Monachium czy Dortmundu na mecz, na który bilety nie są horrendalnie drogie, wypada taniej, a gorąca i niepowtarzalna atmosfera na wszystkich stadionach jest jednakowa.

Zapewne więc kibice angielscy mają jakiś udział w tym, że niemiecka Bundesliga może się teraz poszczycić najwyższą oglądalnością na stadionach spośród wszystkich europejskich lig. Jak widać, cen biletów także nie można podnosić bez końca.

5.

Kupione za gigantyczne pieniądze prawa do transmisji telewizyjnych stały się dla niektórych ich posiadaczy kłopotliwe. Nie mają ich komu odsprzedać.

Swego czasu w Polsce nie mogliśmy śledzić czołowych europejskich lig – hiszpańskiej, francuskiej i włoskiej – bo żadna z naszych kablówek nie dysponowała wystarczająco dużymi pieniędzmi na zakup licencji do ich nadawania.

Teraz ligi te pokazuje nowa na polskim rynku Telewizja Eleven, której właściciel, Andrea Radrizzani, jest agentem sprzedającym różne prawa.

W Europie oprócz Polski Eleven działa w Belgii i Luksemburgu, a poza Europą w Chinach, Singapurze iMalezji. Charakteryzuje się dużą liczbą reklam firm bukmacherskich. Nadawcy telewizyjni mają z prawami do transmisji jeszcze inny kłopot.

Tylko w głowie prezesa TVP Jacka Kurskiego może zrodzić się domniemanie, że telewizor znajduje się w każdym gospodarstwie domowym i dlatego wszyscy muszą płacić abonament. Kiedyś może tak było.

Dzisiaj coraz więcej młodych ludzi obywa się bez telewizora; wystarczają im tablety, laptopy i inne elektroniczne gadżety. We wszystkich krajach, w Polsce także, spada liczba abonentów telewizji kablowej. Oczywiście nie jest to proces gwałtowny.

Np. zeszłoroczny mecz Premier League Liverpoolu z Manchesterem United dzięki kablówkom obejrzało na całym świecie rekordowe 15,92 miliona widzów.

Gorzej wygląda to jednak, gdy statystycy zbadali to, kto najchętniej ogląda futbol. Kibice się starzeją. Młodzież ma wiele innych rozrywek, a jeżeli zachce się jej piłkarskich emocji, może sobie pograć w FIFA 17 na PlayStation.

Po ostatnich mistrzostwach świata opublikowano dane, z których wynika, że co drugi widz tej imprezy przekroczył 50. rok życia (w Polsce – 48 proc.). Nadawcy w równej mierze co z opłat abonentów, żyją z reklam.

Tymczasem w większości telewizji na świecie do tzw. grupy komercyjnej, najatrakcyjniejszej dla reklamodawców, zalicza się osoby w wieku 16–49lat (w TVP, nie wiedzieć czemu, 16–59lat).

6.

Europa jest już przesycona piłką; trudno będzie wycisnąć z niej jeszcze większe pieniądze niż dotychczas.

Od lat w przerwie między sezonami czołowe zespoły wypuszczały się więc na azjatyckie tournée. Niektórzy poszli dalej. Włosi mecz o Super puchar swojego kraju rozgrywali już w USA, Katarze, Chinach, a Francuzi m.in.wKanadzie, Tunezji, Maroku, oczywiście także w Chinach, ale nawet w Gabonie.

Coraz częściej słychać głosy, aby do Azji przenieść najważniejszy europejski mecz, czyli finał Ligi Mistrzów. Problem w tym, że dziś Chiny mają już swoją ligę, do której za wielkie pieniądze kupują czołowych piłkarzy.

Czy w tej sytuacji zainteresują ich jakieś europejskie rozgrywki?, Oczywiście nie nastąpi to jutro, ale można sobie wyobrazić, że w przyszłości w jakimś okienku transferowym wystawią na sprzedaż znakomitych piłkarzy, po których jednak nikt się nie zgłosi.

Nawet gdyby znalazł się wśród nich tak cudowny okaz jak tulipan Semper Augustus.

WOJCIECH MITTELSTAEDT "NIE" nr 45/2016

Komentowanie możliwe tylko przez zarejestrowanych Użytkowników

CoalaWeb Social Links

Opublikuj: