Materiały nie wyrażają poglądów redakcji. Różnorodność celowa. Oceny i wnioski pozostawiamy Czytelnikom.
A A A

Po raz pierwszy zetknąłem się z problematyką reformacji przy pisaniu pracy magisterskiej na polonistyce UJ poświęconej pojęciu jedności u Piotra Skargi (1989). Przy okazji doktoratu poświęconemu pojęciu Kościoła i państwa u tegoż Skargi (1994) na Papieskiej Akademii Teologicznej, a zwłaszcza przy habilitacji poświęconej pierwszemu stuleciu (1564-1668) obecności jezuitów w Rzeczpospolitej Obojga Narodów byłem przekonany o dobrej woli Kościoła katolickiego w jego konfrontacji z reformacją. Dlatego byłem skłonny wraz z innymi historykami myśleć o reformie katolickiej raczej niż o kontrreformacji.

Jednak dopiero wyjście poza archiwa i biblioteki uświadomiło mi, że sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana i że w istocie z jednej strony szło o zdobycie władzy politycznej lub jej utrzymanie. Tak naprawdę problemy teologiczne były drugorzędne i właściwie można się było z nimi uporać dość szybko. Niestety do głosu doszły inne racje, które były bezpośrednio odpowiedzialne za morze wylanej krwi.

Nie jestem protestantem, ale mój katolicyzm został przez protestantyzm radykalnie zmieniony. Zapamiętałem raz na zawsze zdanie jednego z najwybitniejszych teologów protestanckiej Rudolfa Bultmanna, który powiedział, że „Jezus głosił przyjście Królestwa Bożego, a jego uczniowie założyli Kościół”. Takich stwierdzeń na temat braku ciągłości między nauczaniem Mistrza z Nazaretu a późniejszym ruchem, który został nazwany chrześcijaństwem, można znaleźć więcej.

Nie tylko o zgrabne sformułowania zresztą chodzi, ale o historycznie udokumentowane rozmijanie się postępowania chrześcijan z pierwotnym impulsem religijnym, jaki płynął z życia i nauczania Jezusa. Zresztą podobna rolę, a nawet jeszcze bardziej radykalną, odegrało w moim postrzeganiu chrześcijaństwa Oświecenie.

I doprawdy śmiesznie brzmią zapewnienia takich katolickich luminarzy jak dominikanina Macieja Zięby, że Oświecenie wyrosło z chrześcijaństwa i utraciło swą wiarygodność z chwilą gdy z tymże chrześcijaństwem utraciło kontakt. Dla mnie Oświecenie przywróciło wiarę w rozum, który chrześcijaństwo w swej doktrynie próbowało od początku upokorzyć i odrzucić.

Tylko rezygnując z egzotycznych i wrogich rozumowi elementów (nie chodzi tu bynajmniej o sprawy tak oczywiste jak celibat księży czy spowiedź, a nawet doktryna o transsubstancjacji, ale o sprawy tak fundamentalne, jak doktryna o grzechu pierworodnym czy o dziewiczym poczęciu Maryi) i interpretując je jako kulturowe mity, będzie chrześcijaństwo w stanie nawiązać partnerski dialog ze współczesnością i odzyska swoją wiarygodność. Jednak podjęcie takiej rozmowy oznaczałoby podjęcie ryzyka całkowitego przedefiniowania dogmatyki chrześcijańskiej. Do tego byli gotowi Bracia Polscy już w XVI wieku, jednak wtedy nikt nie chciał z nimi rozmawiać. Być może ich czas przyszedł dopiero dzisiaj!

To samo zresztą dotyczy nie tylko katolicyzmu, ale i Kościołów wyrosłych z reformacji, które owszem sprzeciwiły się autorytetowi papiestwa, ale narzuciły swoje dogmaty, z których niektóre są równie nieracjonalne jak rzymski dogmat o nieomylności papieża (wspomnieć można o nigdy do końca nie wyjaśnionej doktrynie o predestynacji Jana Kalwina i jej nieludzkich implikacjach).

A jednak już tylko ten pierwszy krok sprzeciwu wobec nadużyciom władzy papieskiej, biskupiej i kapłańskiej zaowocował zupełnie bezprzykładnym wybuchem ludzkiej energii i wspaniałym rozkwitem kultury. Zostało ona również bogato zaświadczona na terenie Rzeczpospolitej Obojga Narodów Polski i Litwy i tylko przypadek zrządził, że nie dołączyła ona do krajów protestanckich. Tak więc istotę reformacji upatruję w obudzeniu twórczego impulsu, który zaowocował zmianą miejsca człowieka w Kosmosie. To już nie autorytet z zewnątrz decydował o tym, co stanowi o moim zbawieniu, ale moja decyzja tu i teraz – tu stoję i inaczej nie mogę!

Niestety zbliżające się do końca obchody jubileuszu 500-lecia wystąpienia Marcina Lutra w Wittemberdze 31 października 1517 roku nie wyszły poza okolicznościowe wspominania. Co gorsza i jak na ironię, jeden z katolickich budynków sakralnych (dla niewtajemniczonych, chodzi o toruński kościół Rydzyka) otrzymał przywilej przyznawania odpustów, z którymi tak skutecznie uporał się przed pięciu wiekami Marcin Luter.

Pojawiły się też ciekawe, z ducha Piotra Skargi publikacje por. książka prof. Grzegorza Kucharczyka, Kryzys i destrukcja. Szkice o protestanckiej reformacji, promowana na łamach Katolickiej Agencji Informacyjnej w taki oto sposób: „Niech lektura tej książki przyczyni się do umocnienia naszej wiary katolickiej i miłości do Kościoła zbudowanego na św. Piotrze i Apostołach oraz do kontynuowania budowy prawdziwej kultury życia na ziemi, w oparciu o zasady katolickiego chrześcijaństwa”. Podobną jest zalecana czytelnikom tygodnika „Do Rzeczy” publikacja redaktora naczelnego Pawła Lisickiego, Luter. Ciemna strona rewolucji, której jedynym celem jest „przywrócenie jasności katolickiego spojrzenia” na wielkiego reformatora.

Jest sprawą zadziwiającą, że z taką łatwością można się wypowiadać na tak złożone tematy i to bez znajomości kontekstu historycznego, nie mówiąc już o zawiłościach teologicznych. W podobnym duchu wypowiada się niestety większość katolickich duchownych w Polsce by przywołać jeszcze raz żenujące wypowiedzi abpa Jędraszewskiego, które komentowałem na łamach SO.

Na szczęście było też inaczej. Na przykład Biblioteka Uniwersytecka w Warszawie i Kościół Ewangelicko-Augsburski w RP zorganizowali wystawę ze zbiorów BUW Czytaj i osądź czystym sercem. Nawet te szczątki zachowanych śladów kultury polskich protestantów pokazują, że Marcinowi Lutrowi zawdzięczamy największy ferment intelektualny nowożytnej Europy, który ogarnął wtedy również Polskę.

Jak przystało na bibliotekę, która gromadząc słowo drukowane i pisane wsparte rycinami i drukami ulotnymi, pokazała na tej wystawie różnorodność i bogactwo reformacji.

Przygotowany przez zespół kuratorów z gabinetów zbiorów specjalnych dwujęzyczny (polsko-angielski) katalog, który przy okazji jej zwiedzania otrzymałem, pozwoli mi do niej wracać również po opadnięciu jubileuszowych  emocji. W podobnym duchu przebiegła dwudniowa Ogólnopolska Konferencja Naukowa 500 lat Reformacji – tradycja, dziedzictwo, teraźniejszość, zorganizowaną w dniach 26-27 października 2017 roku przez Chrześcijańską Akademię Teologiczną w Warszawie. Wygłoszone na niej referaty na pewno ukażą się drukiem, więc będzie można do nich sięgnąć. Ogromnie interesujący jest tez jubileuszowy dodatek do „Tygodnika Powszechnego” (23.10.2017), w którym wyróżnia się tekst prof. Zbigniewa Paska, „Rozróżnieni w wierze” i rozmowa z abpem Grzegorzem Rysiem, „Prorok apokalipsy”. Otwarte pozostaje pytanie: kto do tych pozytywnych wzmianek o reformacji dotrze i czy je zauważyły na przykład media narodowe? Nie wiem, bo nie zaglądam ani nie czytam, ani nie słucham.

I już na koniec chciałbym przypomnieć dwóch autorów, tym razem katolickich historyków i księży niemieckich, którzy przed wielu laty zmienili moje widzenie reformacji i katolicyzmu raz na zawsze.

Pierwszy to Hubert Jedin (1900-1980), którego książka z 1946 roku na temat Soboru trydenckiego otworzyła mi oczy na nadużycia papiestwa i wskazała na złożoność zwołanego za późno i niechętnie Soboru trydenckiego w 1546 roku (Katholische Reformation oder Gegenreformation. Ein Versuch zur Klärung der Begriffe nebst einer Jubiläumsbetrachtung über das Trienter Konzil). A drugi to Erwin Iserloh (1915-1996). To właśnie książka tego ucznia i kontynuatora Jedina opublikowana 20 lat później uzmysłowiła mi, że również reformacja tworzyła swoje mity, z którymi do dzisiaj niechętnie się rozstaje.

Chodzi oczywiście o słynne przybicie na drzwiach kościoła w Wittemberdzie 95 tez, które nigdy się nie wydarzyło (Luther zwischen Reform und Reformation. Der Thesenanschlag fand nicht statt. Münster 1966). To oczywiście wcale nie znaczy, że Luter, jako augustiański mnich, nie zaproponował debaty na ich temat właśnie w pamiętnym październiku 1517 roku. I właśnie brak reakcji, a właściwie głębokie zlekceważenie ze strony kolegów teologów, doprowadziło do eskalacji i ostatecznie do zerwania Lutra z Rzymem. Ale to już inna historia, choć z istotą reformacji jak najbardziej związana.

Czy dzisiaj w istocie mamy do czynienia z nową odsłoną reformacji, jak na konferencji na UKSW zastanawiał się ks. Andrzej Kobyliński, który łączy ją z pentekostalizacją współczesnego chrześcijaństwa i w ogóle religijności?

Być może tak jest, ale nie wykluczałbym również mniej spektakularnych źródeł tej nowej reformacji, jak na przykład radykalne wyzwania, jakie teologii stawia współczesna nauka. To jednak temat na inną okazję, do której mam nadzieję niebawem dojdzie.

Stanisław Obirek  http://studioopinii.pl

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

CoalaWeb Social Links

Opublikuj: