Materiały nie wyrażają poglądów redakcji. Różnorodność celowa. Oceny i wnioski pozostawiamy Czytelnikom.
A A A

Irena ma 27 lat. Pochodzi z wielodzietnej, wielopokoleniowej rodziny spod Bartoszyc. Prababcia Helena najpierw przestała rozumieć, co mówią w telewizji. Nawet w programach dla dzieci. –  Trzeba kupić aparat słuchowy. –  Irena zawiozła starszą panią do  Olsztyna. Lekarz stwierdził, że  to  nie kwestia uszu, tylko mózgu. Zrobiły się w nim dziury. Nie do załatania.

–  Durna jaka –  mawiała babcia Zosia, gdy Helena wsypywała sól do herbaty i wlewała zupę do deserowych talerzyków.

– Lepiej nie dotykaj niczego – radziła, gdy posadziła pelargonie zielonym do dołu. Helenie trudno wrócić z  sadu, bo gubi się wśród dziesięciu jabłonek, ale poczucie obowiązku każe jej codziennie obejść ojcowiznę.

Pewnie krety nakopały kopców. Jeśli tak, trzeba ziemię wyrównać i zadeptać. Zofia pomaga przy obiadach i kolacjach, gdy są na ciepło. Obiera warzywa i ziemniaki, zmywa. Matka Ireny nie pracuje, ojciec jest dróżnikiem.

Dwie emerytury i jedna pensja wystarczają na życie. Jest przecież sad, warzywnik i kurczaki.

140 tysięcy ludzi

Rada Europy chce, aby ludzie starzy pozostawali w dotychczasowym środowisku tak długo, jak to jest możliwe. Trzeba im jednak pomóc. Ustawa o  pomocy społecznej z  2004  r. nadąża za  zaleceniami.

Przewiduje pomoc w  zaspokajaniu codziennych potrzeb życiowych, opiekę higieniczną, pielęgnację, a nawet zapewnienie kontaktów z otoczeniem. To jednak teoria.

W Polsce opieka spoczywa na członkach rodziny. Tylko 4 proc. starych ludzi pomaga pani z ośrodka pomocy społecznej. Aż 140 tysięcy seniorów egzystuje tam, gdzie się nie zaleca: w 783 domach pomocy społecznej prowadzonych przez samorządy oraz w 470 komercyjnych placówkach dla osób niepełnosprawnych i niesamodzielnych.

Nie wiadomo, ile pensjonatów czy domów pobytu nie zgłosiło, że prowadzi działalność opiekuńczą, zatem nie mieści się w statystykach i nie podlega kontroli.

Matka i syn

Irena skończyła pedagogikę na Wszechnicy Mazurskiej w Olecku. Szkoła wyższa, ale dyplomem można sobie podetrzeć siedzenie.

–  Biedronka albo Tesco. Chyba że  pani lubi starych ludzi, tam potrzebni są opiekunowie – usłyszała w pośredniaku. Wybrała komercyjny dom pomocy pod Gdańskiem. Personelu więcej niż w samorządowym, lepsze jedzenie. Są  biblioteka i  sala rehabilitacyjna. Małe pokoje, również 1-osobowe. Ogród. Odpłatność 4100  zł miesięcznie.

Przywieziono Magdalenę. 93 lata. Kiedyś profesorka w renomowanym gdańskim liceum. Elegancka fura, ona w garsonce, syn w garniturze, kulturalny. Bardzo się spieszył.

– No, nie rób cyrku – beształ matkę, odrywając jej palce od siedzenia. –  Sama nie dasz rady, nawet jeśli Kasia przyjdzie 6 razy w tygodniu.

Gdy wyrwano ją  z  samochodu, przestała walczyć. Syn zaprowadził do pokoju. Piękny, 9 mkw., z łazienką i widokiem na ogród. – Klitka – powiedziała tylko.

– Musisz mieć 100-metrowe mieszkanie? – zapytał z ironią. – Ciekawe, jak się zmieścisz w trumnie?

Irena zaniosła obiad. Po godzinie zabrała pełne talerze. – Może wyjdzie pani na spacer? Pokażę wszystko – zaproponowała. Magdalena siedziała w fotelu.

– Czy syn jeszcze jest? – zapytała. – Podpisał dokumenty i pojechał. Obiecał wrócić w weekend...

Przemilczała, że spieszył się tak bardzo, iż nie zwrócił uwagi na zapis w  umowie: „Dom nie prowadzi opieki indywidualnej, w związku z tym nie odpowiada za upadki mieszkańców oraz za inne urazy wynikłe na skutek samowoli podopiecznego”. A także: „Cena usługi może ulec zmianie bez zgody konsumenta”.

Czekoladka albo kafelki

Wiele osób nie chce mieszkać w placówce. Żeby skutecznie przeforsować swoje, dzieci starych ludzi zaczynają od złożenia w sądzie wniosku o ubezwłasnowolnienie. Nie jest trudno zostać opiekunem prawnym rodzica.

Wystarczy neurolog i badanie mózgu. Zwykle okazuje się spustoszony przez mikrowylewy. Rzecznik Praw Obywatelskich widzi to  tak: –  Instytucja ubezwłasnowolnienia bywa wykorzystywana nie do pomocy osobie bezradnej, ale do  pozbawienia jej możliwości sprzeciwu przed np. wykwaterowaniem z własnego domu.

Jeszcze w  Gdańsku Magdalena dopytała się prawnika, dlaczego nie może z synem wojować. Powód prosty. Osoba ubezwłasnowolniona jest wyłączona z kręgu podmiotów uprawnionych do  wystąpienia do  sądu opiekuńczego o zmianę orzeczenia o przyjęciu do domu pomocy. Skandal? Skąd!

Nad Magdaleną i takimi jak ona czuwa właściwy sąd. Opiekun prawny jest zobowiązany do składania sprawozdań. Sąd nie powinien ograniczać się do lektury.

Ma obowiązek kontrolowania, czy sprawy podopiecznych idą w dobrym kierunku. To  teoria. Coś takiego może się zdarzyć tylko w  specjalistycznym ośrodku dla osób z zaburzeniami psychicznymi.

Tymczasem pensjonariusze, którymi z urzędu powinien interesować się sąd, są w innych domach, bo tak było prościej albo zdiagnozowano też inne choroby. Opiekunowie prawni to  nie tylko rodzina.

Jeśli pensjonariusz nie ma osób bliskich, obowiązki przejmuje pracownik domu opieki społecznej. Choć to opiekun powinien sprawdzać, czy w domu pomocy należycie zajmują się człowiekiem.

Czy nie dochodzi do nadużyć finansowych: – Po co ci czekoladka, cukier szkodzi, niech pieniądze zostaną na koncie...

W domu pod Drawskiem opiekunka skłoniła podopiecznego do zakupu sprzętu rehabilitacyjnego do gabinetu lekarskiego i remontu łazienki. Nie był bogaty. Na swoje potrzeby zostawało mu 162 zł miesięcznie.

Jak ustalił Rzecznik Praw Obywatelskich, na same kafelki wydał 2319 zł, choć nie ma  gwarancji, że  będzie korzystał z toalety do końca życia.

Budyń

Syn Magdaleny nie przyjechał w weekend. W kolejny też nie. Dzwonił, telefony odbierała Irena. – Tyle spraw do ogarnięcia – tłumaczył.

– No i teraz, jak pozbyliśmy się ciężaru opieki nad mamą, chcemy odpocząć. Jak ona się czuje? Czy się uspokoiła? Odrzuca połączenia ode mnie... – Siedzi w fotelu. Jak w kokonie – usłyszał. – Telewizora nie włącza ani nie każe włączać...

– Uparta jest. To minie – uspokoił. Po pięciu tygodniach Magdalena chciała iść do kuchni zrobić budyń. Kucharka zatrzymała ją przy piecu, wezwano Irenę.

– Ależ ja ugotuję – zaproponowała, choć nie ma takich rzeczy na liście obowiązków. –  Czekoladowy czy waniliowy? –  Z  torebki?! –  zapytała z  urazą Magdalena. – Nie jem z torebki. Trzeba wziąć wiejskie mleko, żółtko, łyżkę mąki kukurydzianej i ziemniaczanej, laskę wanilii. Jednak zrobię to sama.

– Pani nie ma prawa wejść do kuchni... Tylko do kuchenki, ale tam jest tylko dzbanek do  gotowania wody i mikrofalówka. – Więc pójdę na spacer. Do cukierni.

–  Proszę poczekać, w  niedziele organizujemy grupowe wyjścia do kościoła na sumę. Wtedy zobaczy pani okolice.

Spacer pod nadzorem

W świetle obowiązujących przepisów ubezwłasnowolnienie nie powinno wpływać na sferę wolności osobistej i możliwości podejmowania decyzji w podstawowych kwestiach związanych z codziennym funkcjonowaniem.

Ubezwłasnowolnienie powoduje jednak, że  opiekunowie prawni mogą olać potrzeby człowieka, którego życie powierzył im sąd. Zatem nie musi siedzieć w fotelu, jeśli lubi spacerować. Nie musi jeść grochówki, jeśli lubi żurek.

Słuchać Radia Maryja, jeśli ceni TVN. Pensjonariusz ma prawo do kontaktu ze światem zewnętrznym. Można wyposażyć go w GPS, żeby włączał się alarm, jeśli odejdzie zbyt daleko albo włączy przycisk SOS. To najczęściej teoria.

Życie? Na  ogół czekają na  mieszkańca zamknięte drzwi (np.  DPS w  Grudziądzu i Pleszewie). W Choroszczy można wyjść, ale tylko osoby zdrowe i wyłącznie w godzinach pracy administracji.

W Raciborzu nie można odwiedzić księgarni – wymagana jest przepustka. Jeśli ktoś jest w  złej kondycji psychofizycznej, może jedynie wyjść z opiekunem (codzienność w Jaworznie, Krakowie, Legnickim Polu, u serafitek w Poznaniu, w Przasnyszu, Radomiu, Węgorzewie).

Niepełnosprawna intelektualnie Anna mieszka w placówce w Otwocku. Wychodzi tylko w towarzystwie kogoś z  personelu. Przed umieszczeniem w domu sama dojeżdżała na warsztaty terapii zajęciowej.

Stock i wino musujące

– Kup mi brandy – poprosiła Magdalena. – Stocka, bo lubię. – Wyjęła 50 zł. – Reszty nie trzeba. –  Ależ w  domu obowiązuje całkowity zakaz spożywania alkoholu – osłupiała Irena. – Zaliczę dyscyplinarkę, jeśli nas złapią. Nie ma wyjątków. Dwa dni temu pani Wiesia prosiła dyrektorkę o zgodę na butelkę wina musującego z okazji 80. urodzin i usłyszała: nie.

– A pan Stanisław z piętra wyżej? – zapytała pensjonariuszka. – Chcesz powiedzieć, że  codziennie śpiewa na trzeźwo? Irena myślała pół dnia. Przecież prababcia Helena lubi sobie chlapnąć.

A babcia Zosia nie wyobraża sobie życia bez żołądkowej. Bo jak w trzewiach ściśnie... Może więc przeszmuglować tego stocka. Ale jak dyrektorka sprawdzi szafę Magdaleny? Albo jak sprzątaczka zauważy w  koszu opakowanie?

Albo jeśli Magdalena poczęstuje koleżankę, a ta pobiegnie z językiem do szefowej? Albo starszej pani zaszkodzi alkohol? Zakaz spożywania alkoholu jest nielegalny, bo może dotyczyć jedynie placówek, w których przebywa młodzież.

Jednak jest powszechny. Obowiązuje np.  w  Gryficach, Słupi Pacanowskiej, we Wrocławiu, w Ostrołęce, Ząbkowicach. Aby go wyegzekwować, przeprowadza się kontrole rzeczy osobistych, a trofea komisyjnie utylizuje.

Badania prowadzone przez Urząd Marszałkowski w Poznaniu dowodzą, że mimo obostrzeń pensjonariusze domów opieki piją. Co dziesiąty jest uzależniony. W domach specjalistycznych dla przewlekle chorych psychicznie wskaźnik jest wyższy – sięga 15 procent.

Hałasują, niszczą talerze i meble, rzygają, gdzie popadnie. Wtedy obsługa wzywa policję. Izby wytrzeźwień nie chcą przyjmować takich gości, bo są zbyt chorzy.

Lek na apetyt

– Kamer bardzo dużo – powiedziała Irena kierowniczce. Miała pomóc przy kąpieli, panie czekały gołe.

– Wolno tak? – dociekała. – Nikt ich cipek nie chce oglądać. To atrapy kamer. Żeby były grzeczne. Przy kąpaniu są emocje. Podniesione głosy obsługi. „Ty” zamiast „proszę pani”. Wulgaryzmy.

Straszenie psychiatrykiem. Szarpanie za włosy. Popychanie. – Dość tego! – powiedziała w niedzielne przedpołudnie Magdalena. – Nie pójdę do kościoła. Nie będę jeść i brać lekarstw. Zawiadomcie syna.

–  Nie dzwoń, tylko się wkurzy – odradziła Irenie pielęgniarka. – Podamy w kompocie relanium i lek na apetyt. Podwójną dawkę. W  domach psychiatra powinien być na skinienie.

Bo lęk przed śmiercią, samotnością, poczucie odrzucenia przez najbliższych, potrzeba zbudowania akceptacji własnego położenia życiowego. Do tego zmiany w psychice, zaburzenie czynności poznawczych.

Tymczasem lekarz to luksus niedostępny nawet w  domach opiekujących się chorymi psychicznie. Domowi w Ostrołęce nie udało się nawiązać stałej współpracy, choć próbował.

Z  Tolkmicka wożono do innej miejscowości, gdy wystąpi- ła nagła potrzeba. W Grójcu możliwe są tylko wizyty odpłatne, na koszt pensjonariuszy.

Zmiana przepisów o odpłatności (70 proc. emerytury oddaje senior, resztę płacą krewni, a  jeśli nie ma rodziny, dokłada się samorząd) spowodowała efekt mrożący. Liczba pensjonariuszy w domach opieki nie wzrasta. Wzrasta za to liczba bezdomnych starców.

BOŻENA DUNAT  "NIE" nr 42/2017

Wykorzystałam informacje z pracy „Prawa mieszkańców domów pomocy społecznej. Raport Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur”, Aleksandra Iwanowska, Justyna Jóźwiak, Warszawa 2017 r

Zwyczaje

Augustów: Opiekunka uderzyła pensjonariuszkę w głowę, bo wyrwała korek z wanny.

Słupia Pacanowska: Na kąpiel czeka się nago.

Świecie: Czynności higieniczno-pielęgnacyjne prowadzono na oczach innych pensjonariuszy.

Włocławek: Pracownik na mieście sprawdził zawartość kieszeni kurtki pensjonariusza.

Też Włocławek: Wyrzucono gości przybyłych z wigilijnym poczęstunkiem.

Wrocław: Leki nasenne podano już o 18.00.

Braniewo: Pacjent pomagał unieruchamiać innych, siadając na ich nogach. Pacjent wydawał lekarstwa.

Gościno: Leżące pacjentki nie miały radia czy telewizora, wegetowały w półmroku. W ogóle nie były wywożone na zewnątrz.

DPS w Choroszczy: Pensjonariusz sprząta za papierosa.

W Bystrzycy i Suszu znaleziono wypisane na zapas parafowane przez lekarza zlecenia zastosowania przymusu bezpośredniego.

Komentowanie możliwe tylko przez zarejestrowanych Użytkowników

CoalaWeb Social Links

Opublikuj: