Materiały nie wyrażają poglądów redakcji. Różnorodność celowa. Oceny i wnioski pozostawiamy Czytelnikom.

Pomóż pomagać

                                                                                                     Zasady działania zbiórki

 

1. 17 lat walki o zdrowie i życie                  

 

A A A

Wydawałoby się, że w niedzielę 1 października władze Katalonii zagrały na nosie rządowi Hiszpanii, gdy wbrew prawu przeprowadziły jednostronne referendum w  sprawie statusu regionu i przekształcenia go w niepodległą republikę – „jeśli taka będzie wola Katalończyków”. Wolą większości spośród 42  proc. uprawnionych do  głosowania rzeczywiście było odłączenie się od  Hiszpanii, jednak konstytucja przewidziała taką możliwość tylko w przypadku ogólnokrajowego referendum, a  nie lokalnego.

Mimo braku poparcia Europy i  nieugiętej postawy władzy centralnej szef katalońskiego rządu zapowiedział, że  nie cofnie się przed wprowadzeniem wyników głosowania w życie i  właściwie to  już czuje się „jak prezydent wolnego kraju”.

Komentatorzy zastanawiają się, czy to tylko współczesna wersja donkiszoterii czy dążenie, które ma szansę się powieść. „Czy chcesz, żeby Katalonia stała się niepodległym państwem w  formie republiki?”  – brzmiało pytanie sformułowane na potrzeby niedzielnego referendum.

Według lokalnych władz „na  tak” były ponad dwa miliony Katalończyków spośród 5  343  358 uprawnionych do  głosowania, a  „na  nie” zaledwie 8 proc., czyli około 176 tysięcy osób. Żeby zrozumieć, skąd współcześnie tak duże poparcie dla oderwania regionu, który w  Hiszpanii cieszy się największą autonomią, należy cofnąć się do wyborów parlamentarnych w  Katalonii z  2015 roku, kiedy zdecydowane zwycięstwo odniosła nowa koalicja tradycyjnych ugrupowań niepodległościowych, które zjednoczyły się pod nazwą „Razem na Tak” (Junts pel Sí) i połączyły siły z nacjonalistyczną, skrajnie lewicową i  antysystemową partią CUP.

Ich najważniejszym celem było zbudowanie niepodległego państwa katalońskiego w  formie republiki.

W  tym celu już 9 listopada, dysponując większością głosów, przeforsowali w parlamencie Deklarację Inicjacji Procesu Niepodległościowego, która zapoczątkowała prace nad odłączeniem się Katalonii od Hiszpanii. Referendum 1 października mia- ło być kulminacyjną odsłoną tego procesu.

Ustawę o  referendum niepodległościowym przyjęto w  pośpiechu podczas nocnego głosowania 6  września.

 

Rząd Mariano Rajoya niemal od  razu uznał ustawę za nielegalną. Trybunał Konstytucyjny już 7 września ją  zdelegalizował, a  Prokuratura Generalna przesłuchała burmistrzów katalońskich miast i wydała nakazy o zarekwirowaniu materia- łów promocyjnych, urn wyborczych oraz kart do głosowania.

Ministerstwo finansów zablokowało nawet wszystkie konta bankowe władz katalońskich, żeby nie było dostępu do  funduszy, z  których zamierzano sfinansować referendum.

Ponadto aresztowano 14  wysokiej rangi urzędników rządu katalońskiego odpowiedzialnych za  organizację głosowania. Mimo tak wielu podjętych przez rząd działań premier Katalonii Carles Puigdemont uparcie twierdził, że  do  referendum dojdzie, i udało mu się do niego doprowadzić.

 

1 października nastąpiła maksymalna mobilizacja Katalończyków –  do  urn wyborczych ruszyły tłumy. Rząd już pod koniec września skierował do katalońskich miast dodatkowe jednostki policji.

Mundurowi pojawili się przed lokalami wyborczymi jeszcze przed godziną 9, kiedy lokale się otwierały. Większość funkcjonariuszy lokalnych Mossos d’Esquadra ograniczyła się jedynie do patrolowania okolic lokali, mimo nakazu Najwyższego Trybunału Sprawiedliwości Katalonii, by zapobieżono oddawaniu głosów przez Katalończyków.

Podlegająca ministerstwu spraw wewnętrznych formacja paramilitarna Guardia Civil oraz hiszpańska policja nie były już tak delikatne.

Funkcjonariusze brutalnie wyciągali ze szkół chcących zagłosować Katalończyków. Na licznych filmach i zdjęciach, które bardzo szybko trafiły do  sieci, można oglądać wyjątkową brutalność mundurowych nie tylko w  stosunku do  mężczyzn w sile wieku, ale i kobiet oraz osób starszych.

Według szacunkowych danych służb medycznych Katalonii (SEM) po pomoc z powodu ataków policji zgłosiły się do  szpitali 844 osoby, niektóre źródła mówią nawet o  893 rannych.

 

Opinia międzynarodowa, w  tym Donald Tusk jako szef Rady Europejskiej zdecydowanie potępili akty przemocy, do jakich doszło w  dniu głosowania.

Wiadomo, że cztery osoby były hospitalizowane, a stan dwóch z nich określono jako ciężki. Obaj poważnie poszkodowani to  mężczyźni: jeden z  nich dostał w oko gumową kulą (kul użyto do rozproszenia tłumu, mimo wprowadzonego w Katalonii w maju 2014 roku zakazu ich stosowania), drugi dostał zawału chwilę po tym, jak wywleczono go siłą z komisji wyborczej i  rzucono na  ziemię.

Rannych zostało też 33 policjantów.

Poruszeni aktami przemocy Katalończycy postanowili wyrazić swoje niezadowolenie poprzez strajk generalny, który rozpoczęli we  wtorek wczesnym rankiem. Barcelona została praktycznie sparaliżowana.

Komunikacja miejska działała w  minimalnym zakresie, zamykano szkoły i  przedszkola, przekładano wizyty lekarskie i  drobne zabiegi. Rozjuszeni Katalończycy przeganiali stacjonujących w  hotelach funkcjonariuszy policji.

Tego samego dnia po południu król Hiszpanii Filip VI zdecydował się wygłosić orędzie do  obywateli. Sytuację w  kraju nazwał „bardzo poważną”, a działania Puigdemonta określił jako stwarzające zagrożenie dla ekonomicznej i społecznej stabilności Katalonii i  całej Hiszpanii.

Wezwał Katalonię do przestrzegania prawa. Treść i ton wypowiedzi monarchy nie pozostawiły wątpliwości, że  Katalonia nie ma  co  liczyć na  łagodne traktowanie i  Madryt nie będzie za  wszelką cenę dążyć do dialogu – zwłaszcza mając za  sobą prawo wyznaczane przez konstytucję i poparcie UE, która uznała referendum za nielegalne.

Król nie uderzył się w pierś i nie przeprosił za brutalne działania policji w stosunku do niemal 900 osób, i  za  to  został skrytykowany przez rzecznika katalońskiego rządu Jordi Turulla. Turull stwierdził:

„Król zamiast załagodzić sytuację, dolał oliwy do ognia”.

Puigdemont próbował jeszcze ugrać poparcie Brukseli, prosząc o  mediację z  udziałem „aktora ze  sceny międzynarodowej”, ale się przeliczył. KE uznała, że  „sprawa Katalonii jest wewnętrzną sprawą Hiszpanii, którą należy rozwiązać zgodnie z  porządkiem konstytucyjnym tego kraju”.

Jednocześnie politycy, prawnicy i  przedstawiciele mediów zaczęli głośno domagać się, by obydwa rządy usiadły do rozmów. „Nalegamy na podjęcie negocjacji. Wszystko jedno, czy z inicjatywy Barcelony czy Madrytu” – napisał dziennik „La Vanguardia”, ostrzegając:

„Ogłoszenie niepodległości będzie strasznym błędem i pociągnie za sobą katastrofalne konsekwencje dla Katalonii, m.in. zastosowanie art. 155 hiszpańskiej konstytucji, w wyniku czego rząd centralny, nawet jeśli nie zniesie statutu autonomicznego regionu, to przejmie władzę nad policją autonomiczną, rozwiąże parlament w  Barcelonie i  rozpisze nowe wybory”.

Hiszpański Trybunał Konstytucyjny nakazał zawieszenie poniedziałkowej sesji parlamentu Katalonii, na  którym mogłoby dojść do  ogłoszenia niepodległości Katalonii. Nie wiadomo jednak, czy to wystarczy, by Puigdemont zmienił swoje plany.

W dniu głosowania na ulice wyszli co  odważniejsi przeciwnicy referendum z  hasłami: „Hiszpania nie głosuje” i „Katalonia to Hiszpania”. Zwolennicy jedności śpiewali:

„No nos engañan, Cataluña es España” (Nie okłamujcie nas, Katalonia to Hiszpania). Inni zaznaczali swoje poglądy w bardziej dyskretny sposób, wywieszając na balkonach hiszpańską flagę, a  niektórzy masowo ujawnili się po tym, jak piłkarz hiszpańskiej reprezentacji Gerard Pique przyznał w dniu głosowania przed kamerami, że jako Katalończyk jest za  niepodległością swojego regionu i całym sercem popiera referendum.

Wśród hiszpańskich kibiców zawrzało: „Pique, łajdaku, Hiszpania to twój kraj”. Piłkarz honorowo odpowiedział na  krytykę, że  jeśli komuś przeszkadza, to jest gotów odejść z kadry jeszcze w tym roku.

Po trzech dniach jednak zmienił zdanie i uderzył w inny ton:

– Odejście teraz z reprezentacji byłoby przyznaniem racji tym, którzy gwiżdżą. Nie wierzę, że  stanowią większość w Hiszpanii. Nie dam im tego komfortu. Moi koledzy też są za tym, żebym został – tłumaczył na  konferencji prasowej.

Zapytany o stosunek do separacji regionu, nie chciał już przedstawiać swojego zdania. Uznał, że sportowcy nie powinni wypowiadać się na  tematy polityczne.

Jednocześnie – mimo od lat narastającej wśród Hiszpanów niechęci do  działań nacjonalistycznego katalońskiego rządu, zwłaszcza w zakresie indoktrynacji katalońskich dzieci w szkołach (redukcja języka hiszpańskiego do  jednej godziny tygodniowo, nakłanianie do  udziału w  manifestacjach, polityka antyhiszpanizmu) –  wielu niezdecydowanych Katalończyków murem stanęło za separatystami, kiedy w dniu referendum na ulicach polała się krew.

– Obraz bitych kobiet i  starców na  długo zostanie w naszej pamięci – komentowali. Mimo pogłębienia podziałów w  społeczeństwie rząd nie zrezygnował jednak z  manifestacji siły.

Media poinformowały w  czwartek, że  do  Katalonii skierowane zostały dodatkowe siły zbrojne, a  resort obrony potwierdził, że  we  wtorek do Barcelony dotrą także trzy okręty hiszpańskiej marynarki wojennej (oficjalnie w  związku z  odbywają- cym się tam między 11 a  15 października Międzynarodowym Salonem Nautycznym).

– Nawet jeśli jest to, jak można oceniać, jedynie element gry psychologicznej, nie wolno go lekceważyć –  twierdzili politycy lewicy, którzy coraz donośniej zaczęli domagać się mediacji i  dialogu na  linii Madryt –  Barcelona.

–  Opamiętajcie się, powściągnijcie emocje dla wspólnego dobra – apelowały największe hiszpańskie dzienniki i elita intelektualna kraju. W tym samym czasie Puigdemont zapytany przez dziennikarza niemieckiego „Bilda” o  ewentualne aresztowanie odparł prowokacyjnie: Osobiście nie boję się tego, choć byłby to barbarzyński krok.

(ESZ)  "Angora" nr 42/2017 Na podst.: elpais.com, lavanguardia.com

Zamieszczamy,  w celach informacyjno-edukacyjnych, mniej niż 10% przedruków  zawartości   ANGORY. Do poczytania kilkadziesiąt ciekawych  stron https://www.angora.com.pl  lub wydanie papierowe  w każdy poniedziałek. Cena tylko 4 zł.                                                                                                       

   Tygodnik ANGORA dostępny  również na iPad i iPhone darmowa aplikacja.

 Wpisz w przeglądarkę: https://itunes.apple.com/app/tygodnik-angora/id428646005

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

CoalaWeb Social Links

Opublikuj: